Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do rąk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do rąk. Pokaż wszystkie posty

31 maja 2016

Evree, Instant Help: balsam do ciała i krem do rąk || ZESTAW NA ZIMĘ I... LATO!


Dawno, dawno temu... otrzymałam od Evree zestaw Instant Help, który bardzo długo czekał aż po niego sięgnę. Sięgnęłam dopiero w marcu, kiedy było jeszcze dość zimno, a mamy już czerwiec i upały. Przez ten czas ubyło niewiele produktu, a to wszystko dlatego, że jest on niezwykle wydajny! Doszłam też do wniosku, że może być on stosowany bez względu na panującą porę roku, jeśli nasza skóra wymaga nawilżenia i regeneracji. Szczególnie mówię tutaj o balsamie do ciała.

Balsam do ciała Evree Instant Help charakteryzuje się dość gęstą - jak na balsam - konsystencją. Nie wiem czy zapakowanie go w wielką 400ml butelkę jest dobrym rozwiązaniem, bo obawiam się, że już w połowie zużycia będzie problem z wydobyciem produktu. Moim zdaniem kosmetyk ma dość ciężką konsystencję. Nie wchłania się szybko i pozostawia na skórze wyraźnie widoczny film - skóra delikatnie się błyszczy, a pod palcami czuć, że coś na niej jest. Czy to wada? Niekoniecznie. Jeżeli mamy skórę bardzo suchą, skłonną do podrażnień i wymagającą solidnej okluzji, wtedy balsam sprawdzi się bardzo dobrze. Ja osobiście takiej skóry nie mam i używam go tylko od czasu do czasu, stąd też niewielkie zużycie w dość długim okresie czasu. Warto zwrócić też uwagę na skład - jest on przyzwoity, a połączenie naturalnych składników o działaniu nawilżającym z filotwórczymi silikonami sprawia, że kosmetyk przyjemnie się rozprowadza, zapobiega utracie wody i daje uczucie komfortu.


Drugim kosmetykiem wchodzącym w skład zestawu jest krem do rąk. Tego koleżkę akurat polubiłam nieco mniej, ale na pewno częściej go używałam. Krem do rąk również ma gęstą konsystencję, ale tubka w jego wypadku sprawdza się znacznie lepiej - nie ma problemu, żeby wycisnąć produkt. Podobnie jak balsam, tworzy na dłoniach wyczuwalny film, co nie do końca mi się podoba. Jak na balsam do ciała mogę przymknąć oko, bo zazwyczaj po posmarowaniu się leżę lub siedzę w piżamie, tak na krem do rąk nie mogę spojrzeć aż tak przychylnie. Pracuję przy komputerze nie tylko zawodowo, ale i hobbystycznie - spędzam przed ekranem wiele godzin i dużo piszę na klawiaturze. Nie mogę pozwolić sobie na ciężki, tłusty krem do rąk. Przynajmniej nie w ciągu dnia. Nie zagrzałby również miejsca w mojej torebce, bo na mieście lubię lekkie, bardzo szybko wchłaniające się produkty - nie wyobrażam sobie trzymać rurki w tramwaju taką tłustą łapą. Dlatego moim zdaniem ten krem nadaje się wyłącznie do stosowania na noc, w domu. No chyba że macie bardzo suche dłonie, które piją kremy jak gąbka - wtedy będzie fajny ;)


Moim zdaniem zestaw szczególnie przypadnie do gustu 'sucharkom', czyli osobom, których skóra jest wyjątkowo sucha i szorstka. U mnie fajnie się sprawdza zastosowany od czasu do czasu, ale na co dzień byłby dla mnie za ciężki. Można go używać zarówno w okresie zimowym, kiedy skóra źle reaguje na mróz i ciepło grzejników, jak i letnim, kiedy za długo przeleżymy na słoneczku i trochę się spalimy ;) W obu przypadkach zestaw sprawdzi się dobrze - otuli skórę, nawilży ją, uchroni przed utratą wody i przywróci uczucie komfortu. Zapomniałam napisać o zapachu! Jest on dość delikatny i bardzo przyjemny, kremowo-owocowy, coś w stylu mango.

BALSAM  Cena: ok. 15-20zł     Pojemność: 400 ml      Dostępność: np. Rossmann

KREM DO RĄK  Cena: ok. 6-9zł     Pojemność: 75ml      Dostępność: np. Rossmann


24 czerwca 2014

ShinyBox - maj 2014, moja opinia na temat produktów z pudełka, mini-recenzje


Witajcie. Zdążyłam przetestować już w miarę dokładnie produkty z poprzedniego ShinyBoxa. Rzadko się u mnie zdarza recenzja kosmetyków z SB tak szybko, ponieważ zwykle bywa tak że pojedyncze produkty otwieram nawet kilka miesięcy po otrzymaniu pudełka. Tym razem poszło mi to zdecydowanie szybciej i chciałabym się podzielić z Wami moją opinią.


Rexona, Maximum Protection, antyperspirant w kremie - opisywałam go już w osobnej recenzji, do której zapraszam. W skrócie powiem, że produkt przypadł mi do gustu i jestem zadowolona z jego działania. Cieszę się, że mogłam go przetestować.


Dermedic, płyn micelarny do demakijażu - z tego kosmetyku też jestem całkiem zadowolona. Troszeczkę przeszkadza mi zapach (charakterystyczny dla produktów tej marki; wszystkie pachną tak samo), ale samo działanie oceniam na plus. Raczej nie używam kosmetyków wodoodpornych i z tymi zwykłymi sobie radzi. Jest delikatny, nie szczypie mnie w oczy. Dodatkowo nie lepi się ani nie pieni na twarzy, co bardzo mnie wkurza w niektórych produktach tego typu. Wydaje mi się, że nie jest zbyt wydajny (mimo że opakowanie jest małe, bo to 100ml), ponieważ po kilku użyciach nie mam już 1/3 buteleczki. Byłabym skłonna do niego wrócić, bo sprawdza się u mnie bez większych zarzutów.


Clarena, sensualny krem do rąk - spodobał mi się ten krem. Co prawda kremów do rąk mam aż za dużo, ale takie maleństwo 30ml można bez problemów wrzucić do torebki bez zajmowania dużej ilości miejsca. Krem ma dość lekką konsystencję, szybko przynosi ukojenie dla suchej i ściągniętej skóry. Bardzo szybko się wchłania i nie zostawia żadnej nieprzyjemnej powłoki na dłoniach, w krótkich czasie całkowicie się wchłania. Nie mam większych problemów ze skórą, u mnie krem radzi sobie bardzo dobrze. Ma ładny zapach, trochę przypominający cytrusowe perfumy.

Clarena, krem do stóp ze srebrem - z tym kremem także się polubiłam. Najbardziej zaskoczył mnie w nim zapach, ponieważ jest śliczny i w żadnym stopniu nie przypomina woni typowych, mentolowych kremów do stóp. Ten krem również jest dość lekki i też szybko się wchłania, chociaż nie aż tak błyskawicznie jak ten do rąk. Optymalnie nawilża i pielęgnuje. Jest to krem bardziej na dzień ze względu na swoje właściwości i przeznaczenie dla osób o zwiększonej potliwości stóp. Niestety nie wiem, czy to srebro coś daje, bo nie mam takich problemów.


Schwarzkopf, balsam do włosów - jak wiele osób wyrażających swoją opinię na temat poszczególnych kosmetyków z tego pudełka, ja też nie jestem zadowolona z tego balsamu. Nie zauważyłam, by robił coś na włosach, bardziej mi szkodzi niż pomaga. Mam wrażenie, że po nim moje końcówki są jakieś napuszone i pokołtunione. Niby ten produkt ma chronić włosy przed wysokimi temperaturami suszarki, ale po nim (i po użyciu suszarki) włosy wyglądają jeszcze gorzej. W ShinyBoxie były wcześniej kosmetyki Schwarzkopf i w sumie żaden z nich mi się nie spodobał.


L'Occitane, Vanille&Narcisse, woda toaletowa - wiem, że wielu osobom nie przypadła do gustu. Zapach jest mocno dojrzały, specyficzny. Nie dziwię się młodym dziewczynom, że go nie polubiły, ale ja mimo moich 22 lat bardzo się z nim polubiłam. Tak jak mówię, jest to zapach dość ciężki, może nawet trochę 'babciowy', ale lubię go czuć na sobie i moim zdaniem pasuje na wieczorne wyjścia lub chłodniejsze dni. Zapach jest bardzo trwały i czuję go na sobie cały dzień. Nie kupiłabym pełnowymiarowej wersji, ale fajnie było go przetestować.


balmi, truskawkowy balsam do ust - produkty do ust idą u mnie jak krew z nosa. Strasznie wolno je zużywam, bo w sumie nie mam z ustami większych problemów i po prostu od czasu do czasu się czymś posmaruję. I tyle. Balsam balmi jest przeciętnym dodatkiem, podoba mi się to, że ma przywieszkę i można go doczepić do kluczy czy torebki, i zawsze mieć przy sobie. Jeśli chodzi o jego właściwości, to nie są powalające. Po prostu zwykły balsam do ust, żeby coś na nich mieć i je natłuścić, zniwelować nieprzyjemne uczucie ściągnięcia. Nawet polubiłam jego stożkowy kształt, dzięki któremu aplikuję produkt w sekundę. Zapach truskawkowej wersji mnie nie powalił, wolałabym np. miętowy. I ogólnie nie uważam, by był wart tych ok. 20zł.


Mam nadzieję, ze moje krótkie recenzje okażą się dla Was przydatne. Dajcie znać, co sądzicie o tych kosmetykach :)


7 marca 2014

Barwa: recenzja pięciu kosmetyków pielęgnacyjnych


Zapraszam Was na zbiorową recenzję kosmetyków Barwa.



Barwa, Szampon Piwny dodający blasku z kompleksem witamin: Szampon ma bardzo ładnie, złote zabarwienie. Wygląda trochę jak piwo ;) Jednak nim nie pachnie. Zapach przypomina mi kremy, mydła, jest raczej neutralny, taki pachnący czystością. Konsystencja kosmetyku jest dość rzadka, wystarczy przechylić butelkę, a złoty płyn od razu wypływa. Na wydajność nie narzekam, ponieważ szamponów z typowym SLS używam mniej więcej raz/dwa razy w tygodniu. Pieni się całkiem nieźle, ale bez rewelacji, mimo że ma SLS na drugim miejscu. Włosy oczyszcza dobrze, po umyciu lekko skrzypią. Ogólnie, moich włosów szampony nie plączą, ten też tego nie robi, ale i tak zawsze używam odżywki/maski. Nie zauważyłam, żeby szampon Barwy dodawał włosom połysku, u mnie działa tak odżywka. Kosmetyk jest ok, można go wypróbować - kosztuje około 6zł/300ml.



Barwa, Krem pielęgnacyjny do rąk, mleczno-miodowy: Krem ma na drugim miejscu parafinę, więc jest idealny na zimę. Skóra rąk jest sucha, więc jej parafina nie zaszkodzi. Ma dość ciekawy zapach, niby mleczno-miodowy i to czuć, jednak jest intensywny i dla niektórych może być zbyt mdły. Mnie się podoba, chociaż spodziewałam się bardziej czegoś w stylu zapachu mleczno-miodowego kosmetyków Joanny. Kosmetyk od Barwy szybko się wchłania, jest idealny do stosowania rano przed wyjściem z domu. Można go kupić za ok. 6zł/100ml.



Barwa, kremowy peeling do stóp z drobinkami pumeksu: Peeling do stóp od Barwy jest silniejszy niż myślałam. Sądziłam, że będzie to kremowa masa z kilkoma, łaskoczącymi drobinkami. Okazało się, że peeling posiada tych drobinek całkiem sporo i że są one dość ostre. Z dużymi zrogowaceniami sobie nie poradzą, ale jeśli zależy Wam na wygładzeniu skóry stóp, będzie ok. Warto wspomnieć, że peeling naprawdę ładnie pachnie, jakby owocowo. Jego cena to ok. 6zł/75ml.



Barwa, Siarkowa Moc, krem antybakteryjny matujący: Niegdyś miałam okazję korzystać z tego kremu w postaci próbek. Zużyłam je, ale wciąż nie potrafiłam wydać ostatecznej opinii o tym produkcie. Teraz, kiedy mam pełnowymiarowe opakowanie, wiem, że warto go mieć. Odradzałabym go osobom, których cera ma duże tendencje do wysuszania oraz tym, którzy nie mają większych problemów z nadprodukcją sebum. Moja skóra przetłuszcza się baaardzo szybko, a ten krem jest w stanie nieco to opóźnić. Nakładam go tylko na strefę T. Zauważyłam, że lepiej działa w parze z podkładem nakładanym pędzlem, niż gąbką. Po zaaplikowaniu podkładu gąbką znów zaczynam się szybko świecić, przy pędzlu efektem matu cieszę się znacznie dłużej. Niemniej jednak, nie używam tego kremu codziennie - kiedy tylko mogę, daję skórze odpocząć, stawiam na mocno nawilżające preparaty. Obawiam się, że Siarkowa Moc mogłaby przesuszyć skórę, a w konsekwencji produkcja sebum byłaby jeszcze większa. Wolę dmuchać na zimne. Wydajność jest bardzo dobra - ilość jaką zużywam na jednorazową aplikację to mniej niż 1ml. Ponadto podoba mi się jego cytrusowy zapach. W drogeriach znajdziecie go za około 13zł/50ml.



Barwa, Barwy Harmonii, Rose, mydło o zapachu różanym: Mydło jest dość duże, waży 200g. Zapach ma piękny - oczywiście, jeśli lubicie zapach róż ;) Osobiście nie lubię mydeł w kostce, więc ten egzemplarz powędrował do mamy, ona takich używa. Kostka jest dużym prostopadłościanem, na początku trudno myć nią dłonie, ponieważ ciężko się w nich obraca, jest nieporęczna. Po umyciu, skóra pachnie różą, ale bardzo, bardzo delikatnie. Zapach jest prawie niewyczuwalny. Piana, którą tworzy mydło jest naprawdę przyjemna, jakby śliska, oleista. Kosmetyk nie wysusza, skóra jest po nim naprawdę przyjemna. Cena produktu jest przeciętna, za takie mydło musimy zapłacić około 8zł.


30 grudnia 2012

Pharmatheiss: krem do suchych, szorstkich i zniszczonych dłoni


Seria Granatapfel podbija moje serce. Te kosmetyki świetnie się u mnie sprawdzają i dzisiaj przedstawię Wam kolejny z nich. Jest to krem do rąk - suchych i szorstkich. Wiele z nas ma problemy ze skórą dłoni podczas chłodniejszych miesięcy. Ja na szczęście nie mam - moje dłonie zazwyczaj zawsze są w dobrej kondycji, ale to nie oznacza, że nie potrzebują dawki nawilżenia.

Krem, który dzisiaj opisuję jest nieco magiczny. Magiczny, bo niesamowicie szybko się wchłania, a poza tym naprawdę poprawia stan skóry dłoni. Zapach jest słodki, ale nie tak, jak inne kosmetyki z tej serii, tutaj zdecydowanie wyczuwam taką kremową nutę (charakterystyczną np. dla masła shea).


Woń jest dość intensywna, utrzymuje się na skórze przez jakiś czas. Nie powinna drażnić, chyba że cały czas mamy dłonie przy nosie. Konsystencja kremu jest bardzo treściwa, gęsta. Jednak nie przeszkadza to w szybkiej i przyjemniej aplikacji go na skórę.


Jak już wspomniałam - krem bardzo szybko się wchłania. Nie wiem, jak on to robi, ale jest chyba magikiem. Bierzemy porcję kremu na dłoń, rozsmarowujemy, rozsmarowujemy i po ok. 30-50 sekundach krem jest wchłonięty. Uczucie nieprzyjemnego ściągnięcia czy wysuszenia skóry znika, pozostaje jedynie delikatna warstewka otulająca, która absolutnie nie jest tłusta. Spokojnie dotykam swojego laptopa.


Warto też zwrócić uwagę na opakowanie - jest bardzo fajne, trochę oldschoolowe. Wiem, że wielu z Was przeszkadza mała nakrętka - ja w niej nie widzę problemu. Konsystencja kosmetyku jest na tyle gęsta, że mogę spokojnie zakręcić tubkę bez obawy, że krem rozleje mi się po dłoniach.


W składzie znajdziemy kilka interesujących olejków i ekstraktów. Dłonie po zastosowaniu kremu są nawilżone (chociaż nie mamy takiego tłustego uczucia, jak po większości kremów) i gładkie. Przy regularnym stosowaniu kremu widać poprawę kondycji skóry na dłoniach, no a jak będziemy używać go 'od święta' to nie zobaczymy takich rezultatów. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to nieniska cena - za 75ml kremu płacimy ok. 30zł.


Cena: ok. 30zł      Pojemność: 75ml      Dostępność: Hebe, niektóre apteki, internet

24 września 2012

Projekt denko - wrzesień 2012

Uwielbiam zużywać! Dlatego zazwyczaj w moich projektach denko pokazuję niemałą ilość produktów. Mój chłopak śmieje się, że zużywanie kosmetyków to moje kolejne hobby. Zobaczcie, co udało mi się zużyć w tym miesiącu:

  • Gabamed, Krymska naturalna sól lawendowa - kiedyś opisywałam wersję różaną. Ta bardziej przypadła mi do gustu, bo cząstki lawendy były mniejsze i nie przeszkadzały tak jak płatki róży. Zapach mało intensywny, jednak kryształki soli mniejsze niż w różanej, co jest na plus. Dostałam ją do przetestowania od Ukraina-shop.
  • Balea, żel do mycia o zapachu kiwi - kiwi mi to nie przypominało, ale pachniało czymś jeszcze fajniejszym... zieloną Hubbą Bubbą! :D Tej wersji używało mi się przyjemniej niż malinowej, a przede mną jeszcze melonowa.
  • No 36, dezodorant do stóp - niewydajny i niezbyt udany produkt. Nie wiedziałam do końca po co mam go używać - ani nie chronił przed potem, ani jakoś znacząco nie odświeżał...
  • Bielenda, krem z Żeń szeniem - zużyłam go do stóp, właściwie starczył na 2-3 użycia, ponieważ mimo grubej warstwy nic nie nawilżył. Opisywałam go tutaj.

  • Balea, odżywka do włosów - pisałam o niej niedawno w tej notce. Bardzo niewydajna.
  • L'biotica, Biovax, maseczka do włosów wypadających - nie polubiłam się z nią. Nie urzekł mnie zapach ani działanie... Mam wrażenie, że obciążała mi włosy, mimo że nie kładłam jej przy skórze głowy.
  • BanLab, olejek Sesa - również niezbyt wydajny, ale za to dobry. Myślę, że jeszcze kiedyś się na niego skuszę. Więcej możecie przeczytać tutaj.
  • Farmona, wcierka Jantar - moje kolejne opakowanie... Lubię ten kosmetyk, w połączeniu z olejkami rzeczywiście przyspiesza wzrost włosów.
  • Schwarzkopf, Diadem, farba do włosów - efekty koloryzacji można było zobaczyć tutaj.

  • p2, Perfect face!, spray utrwalający makijaż - skończyłam go używać jako płynu do zwilżania pędzla, nie wiem czy miał wpływ na przedłużenie makijażu, ale na pewno nie skracał czasu jego przebywania na mojej twarzy. Zostawiam sobie opakowanie, ale nie wiem czy kupię go ponownie.
  • Bell, korektor - robiłam na jego temat recenzję, w której zdjęcia (na podbitym oku mojego chłopaka) zrobiły furorę ;) Zapraszam tych, którzy jeszcze nie widzieli ;)
  • Tisane, balsam do ust - dobrze nawilżał, ale bez rewelacji. Konsystencja tej szminki była bardzo gęsta, ciężko było ją rozprowadzić (aż się boję co by było w zimie). Szybko ubywała.

  • Rival de Loop, kapsułki anti-age - mama kupiła je sobie rok temu w Niemczech i nie używała, więc zużyłam ja. Nie zapychały mnie, dość szybko się wchłaniały, nawilżały.
  • Balea, chusteczki oczyszczające - wygrałam je w rozdaniu u Naomi i bardzo je polubiłam. Opakowanie jest małe, zawiera 10 sztuk, w sam raz do torebki. Jestem osobą, która często na noc ląduje u chłopaka i dzięki nim mogłam przyjemnie zmyć makijaż. Nie podrażniały, wręcz były delikatne, miały przyjemną teksturę. Dodatkowo ładnie pachniały, tak mlecznie i pozostawiały taką jakby mleczną warstwę na skórze. Całkiem ładnie zmywały makijaż.
  • Ziaja, maseczka nawilżająca - w tym miesiącu prawie nie używałam maseczek... ostatnio nie miałam czasu, ani ochoty. Maseczki Ziaja lubię i często do nich wracam.

Na koniec opiszę Wam dwa mini-produkty, które znalazły się w najnowszym ShinyBox. Są to kosmetyki marki Zepter... Niestety nie było za bardzo co testować, ponieważ w pudełku znalazły się próbki po 5ml (czyli wysokości mojego małego palca!). Uważam, że to bardzo niemądre posunięcie, by firma, która ma tak drogie kosmetyki, dawała tak małe testery. Kto normalny kupi tonik po jednym czy dwóch użyciach?!

  • Zepter, owocowy tonik nawilżający La Danza - tubeczka starczyła mi na 2 użycia, więc jak się domyślacie, trudno mi jest go ocenić. Na pewno nie podrażnia, nie ściąga skóry. Pachnie dość przyjemnie, trochę ekskluzywnie, zauważyłam też delikatne nawilżenie. Szkoda, że próbka taka mała (marka Zepter mogłaby tak nie oszczędzać i dać chociaż 20ml), bo produkt mógłby się okazać fajnym... Niestety i tak cena odrzuca - 276zł!
  • Zepter, krem do rąk Swisso Logical - tutaj dostaliśmy dwie tubki (2x5ml), więc przetestowanie produktu było już bardziej realne. Mi jedna tubka wystarczyła na ok. 5 użyć, więc po 10 aplikacjach mogę powiedzieć, że krem jest niezły - ładnie pachniał (jak perfumy dojrzałej kobiety), przyjemnie nawilżał, był dość treściwy. Jednak znów cena odrzuca, bo za 100ml płacimy 74zł.

1 września 2012

Mariza: Active Care, naprawczy krem do rąk, stóp, łokci i kolan


W dzisiejszej notce opiszę krem naprawczy marki Mariza, który dostałam do przetestowania od konsultantki, Pani Bożeny. Mimo że na froncie mamy napis, że krem jest do rąk, to z tyłu opakowania znajdziemy informację o jego wielozadaniowości; może być używany do rąk, stóp czy innych suchych miejsc takich jak łokcie czy kolana. Ja używałam go jako kremu do rąk, ale przetestowałam też na stopach. Czytajcie dalej, a poznacie moją opinię, jak się u mnie sprawdził.


Krem mieści się w 100ml tubce, opakowanie jest zakręcane, bez klipsa. Aplikujemy go przez niewielką dziurkę. Krem ma bardzo gęstą, zbitą konsystencję przez co nie spływa nam po skórze. Myślę, że w tym wypadku nie ma nawet co narzekać na nakrętkę, bo zakręcenie jej nie sprawia problemów. Kosmetyk zostawia na dłoniach dosyć grubą, śliską warstwę (wydaje mi się, że to zasługa sporej ilości mocznika), nie wchłania się błyskawicznie.


Zapach kosmetyku jest przyjemny - nienachalny, delikatnie kwiatowy. Nawilżenie jest średnie - na dłoniach sprawdza się dobrze. Produkt radzi sobie z suchymi skórami przy paznokciach, całkiem ładnie nawilża całą skórę dłoni, na pewno niweluje nieprzyjemne uczucie suchych rąk. Jednak jest bardzo niewydajny - przez tę konsystencję muszę go nabierać bardzo dużo, żeby poczuć, że dobrze pokryłam dłonie. Jak wspomniałam, użyłam go też na stopy. Moja skóra na stopach jest sucha i wymagająca, i ten krem się nie sprawdził - niestety nie zauważyłam większego nawilżenia.


Cena regularna tego kremu to 9,90zł - uważam, że trochę dużo jak na krem, który nie nawilża rewelacyjnie i jest niewydajny. Ten produkt nie przypadł mi jakoś super do gustu, ale już zauważyłam, że inne produkty Mariza bardziej mi się spodobały, dowiecie się o nich wkrótce.

Jeżeli jesteście zainteresowane kupnem tego produktu lub innych produktów tej firmy zgłoście się do Pani Bożeny, która jest konsultantką. Podaję adres e-mail: marizakonsultantka@wp.pl. A najnowszy katalog możecie zobaczyć tutaj. Mnie kilka kosmetyków naprawdę zainteresowało ;)
 

2 czerwca 2012

Projekt denko - marzec-maj 2012

Ojoj, to mi się zrobiło denkowych zaległości. Muszę Wam przyznać, że przez te trzy miesiące nie wydenkowałam zbyt dużo, coś opornie mi ostatnio szło. Ale jest kilka produktów z kolorówki, więc uważam, że wykończenia są dosyć udane :)

  • Henna WAX Treatment - ta odżywka nie dała mi absolutnie nic! Włosy wcale nie były gładsze, ogólnie nie polubiłam się z tym produktem i cieszę się, że dostałam go za darmo do zamówienia na paatal.
  • Balea, kakaowe masło do ciała - bardzo fajne, zapach średni, konsystencja niezbyt fajna, ale nawilżenie bardzo zadowalające. Kosztowało jakieś 3€, jednak przez ten zapach nie kupiłabym już tej wersji.
  • Odżywka do włosów Elisse - polubiłam ją, jest tania (dostępna w Biedronce), fajnie wygładzała włosy. Na pewno kupię ponownie.
  • Mydło pod prysznic Ziaja - fajny zapach, duża butla, niewielka cena. Polubiłam ten kosmetyk, mimo że jest dosyć rzadki i nie pieni się jakoś super.
  • Nivea Angel Star - mój ulubiony antyperspirant. Nie wiem, ile tych kulek zużyłam, ale naprawdę sporo. Ślicznie pachnie, dobrze chroni, jest wydajna. Polecam!
  • BeBeauty, wygładzające serum do rąk - fajny produkt, o ciekawym zapachu. Nie zauważyłam jakiegoś super nawilżania, ale ja też nie umiem być systematyczna przy kremach do rąk.
  • Bi-Es, Ocean Fun - kocham ten zapach! Kupiłam go za jakieś 17zł w Kauflandzie i wiernie mi służył przez 2 lata. W końcu go wykończyłam, jednak ta słodycz absolutnie mi się nie znudziła. Polecam powąchać, bo jest super... Jak na tę cenę, to trzyma się przyzwoicie. Dla osób lubiących słodkie i owocowe zapachy :)

  • Catrice, puder 'mineralny' - nie ma z tyłu składu, więc nawet nie wiem czy zawiera w sobie coś mineralnego, ale spisywał się bardzo dobrze. Miałam go z rok. Pudruję się tylko rano i starcza mi to na cały dzień, więc jak dla mnie był wydajny. Kupiłam go za 13zł i ogólnie polecam (chociaż nie wiem czy jeszcze są).
  • Revlon, ColorStay - polubiłam ten podkład, Recenzowałam go już tutaj.
  • Catrice, Photo Finish - ten też polubiłam, ale trochę mniej. Recenzja tutaj.
  • Essence, korektor w pacynce - spisywał się całkiem ok. Moim zdaniem bardzo podobny do mineralnego Bell. W sumie zachowują się tak samo.
  • Lovely, Spectacular Me - super maskara. Myślę, że kupię ponownie. Tutaj recenzja.

  • BeBeauty - żel do demakijażu - chyba każdy go zna. Świetny produkt za niską cenę. Jak wykończę żel z Lidla, to pewnie wrócę do tego.
  • AA, Cera Wrażliwa, krem odżywczy - normalny krem, nic nadzwyczajnego - recenzowany tutaj.
  • Nivea, Pure & Natural, mleczko oczyszczające - wygrałam w rozdaniu, było ok, ale nie przepadam za mleczkami. Recenzję można znaleźć tutaj.