Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tonik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tonik. Pokaż wszystkie posty

19 lipca 2017

Seria Magic Rose od Evrēe: olejek myjący, żel do mycia twarzy oraz tonik || Recenzja po kilku tygodniach używania


Cześć! Dawno mnie tutaj nie było, ale gdyby ktoś jeszcze nie wiedział - przeniosłam się głównie na YouTube (mój kanał - KLIK, zapraszam serdecznie :) ). Z prostej przyczyny - wygody, ponieważ uważam, że filmy kręci się szybciej i łatwiej niż pisze posty na blogu.

Natomiast znalazłam chwilkę czasu i postanowiłam odwiedzić "stare śmieci" i coś napisać. Wybór padł na część serii Magic Rose od marki Evree. Kilka tygodni temu zaopatrzyłam się w kilka kosmetyków i pomyślałam, że zbiorcza recenzja jest fajnym pomysłem. Dlaczego je kupiłam? Chciałam mieć kosmetyki do pełnego demakijażu, kiedy jestem u Wojtka.

Nie wiem, czym mama Wojtka wykonuje demakijaż (może mydłem?), ponieważ nie widziałam nigdy żadnego płynu micelarnego u nich w łazience. A jako że przebywam u Wojtka dość często, chciałam mieć serię kosmetyków, które zapewnią mi dokładny efekt oczyszczenia.

Wybrałam ówczesą nowość, czyli różany olejek do mycia twarzy, a do kompletu dobrałam różany żel do mycia twarzy oraz tonik z tej samej serii. Dlaczego nie mam płynu micelarnego? Bo nie chciałam po prostu wydawać więcej kasy - produkty kupowałam przed promocją 2+2, bo gdybym kupowała je w jej czasie, to na pewno dorzuciałabym i micela.



Od jakiegoś czasu stosuję wieloetapowe oczyszczanie twarzy. Najpierw sięgam po olejek, potem żel do mycia twarzy, a cały proces demakijażu wykańczam tonikiem. Pora przejść do recenzowania poszczególnych kosmetyków. Ustawiłam je w takiej kolejności, w jakiej ich używam, zatem zaczynam od olejku. I jego przy okazji najbardziej się obawiałam, a jednocześnie byłam go ciekawa.

Znam wiele olejków do demakijażu, bo używam ich namiętnie od wielu miesięcy. Zazwyczaj sięgam po te naturalne na bazie typowych olejów, a kosmetyk marki Evree jest inny. Można to było wywnioskować już po składzie, który opiera się na o wiele bardziej płynnych trojglicerydach. Olejek ten jest hydrofilowy, zatem w połączeniu z wodą tworzy emulsję i dobrze się zmywa.

Olejek ma przyjemny, różany zapach. Jest bardzo wydajny. Wszystkie kosmetyki kupiłam razem i jak widać, przy olejku mam relatywnie mały ubytek. To pewnie też kwestia tego, że myję niż twarz zazwyczaj raz, a żelu używam dwukrotnie. Tonik to już zupełnie inna bajka.

Trzeba uważać przy wylewaniu go na dłoń, bo jest bardzo płynny i może nam łatwo "uciec" ;) Dobrze zmywa makijaż, radzi sobie zarówno z twarzą, jak i oczami, chociaż przy oczach polecam być ostrożnym. I nie, nie chodzi tutaj o kwestię pieczenia, bo za bardzo nie piecze, ale pozostawia straszną mgłę, o wiele mocniejszą niż olejki, których dotychczas używałam, a było ich sporo.



Następnie sięgam po żel do mycia twarzy, który zmywa mi z powierzchni skóry reszty olejku i dokładniej oczyszcza pory.

Różany żel marki Evree w przeciwieństwie do braci z serii ma mniej różany zapach, pachnie bardziej mydlanie, co nie do końca mi się podoba. Żel nieźle się pieni, ale nie tworzy gigantycznej piany, raczej niewielką, przyjemną piankę ;)

Dobrze domywa resztki makijażu czy olejku. Stosowałam go też wielokrotnie samodzielnie (np. rano) i sprawdza się dobrze, chociaż nie jest to produkt, którym bym się zachwycała. Jest to przyjemny, drogeryjny kosmetyk, natomiast ja wolę chyba jednak produkty z gatunku naturalnych. Żel może delikatnie ściągać skórę, pozostawiać uczucie delikatnego napięcia i wysuszenia, mimo że nie zawiera typowych SLS czy SLES w składzie. Uwaga na oczy! Może trochę zaszczypać.



I przechodzimy do ostatniego kroku mojej rutyny demakijażowej (no chyba, że mam mocniejszy makijaż, z którym nie poradzi sobie olejek i żel - wtedy jeszcze sięgam po płyn micelarny), czyli tonik. O tym toniku słyszalam wiele dobrego, dlatego też po niego sięgnęłam. Ma całkiem niezły skład, bo już na drugim miejscu, zaraz po wodzie, mamy wodę różaną. Są też składniki nawilżające i kojące, czyli gliceryna, hialuronian sodu i panthenol.

Opakowanie toniku wyposażone jest w atomizer, który rozpyla drobną mgiełkę (przynajmniej mój egzemplarz tak robi) - jest to szybkie, wygodne i bardzo ekonomiczne. Nie patrzcie na moje zużycie toniku - ja jestem toniko-pijcą, a poza tym używam go zarówno w formie psikanej, jak i wylewając na wacik (w zależności od potrzeby). Gdybym używała tylko i wyłącznie atomizer, to tonik starczyłby mi na dłuuugie miesiące, a przynajmniej tygodnie ;)

A co z działaniem? Tonik działa dobrze, czyli robi, to co ma robić. Odświeża, delikatnie nawilża i, mam nadzieję, przywraca skórze odpowiednie pH. Jest przyjemny, ma ładny różany zapach, nie robi mi krzywdy. I tutaj znów uwaga na oczy, bo lubi zapiec. Radziłabym po popsikaniu twarzy wytrzeć od razy okolice oczu, bo ten tonik naprawdę nie lubi się ze śluzówką. Co tu się dziwić - w końcu jest to tonik i ma kwaśne pH, a łzy mają pH lekko zasadowe, ale mimo wszystko inne toniki mi tak nie robią.

Uważam, że jest to naprawdę fajny, drogeryjny tonik z krótkim i nienajgorszym składem. Nie jest żadnym moim wielkim ulubieńcem, bo gustuję jednak w kosmetykach z kategorii bardziej naturalnych, ale gdybym nie miała wyboru i musiała kupić coś z Rossmanna, to pewnie bym do niego wróciła.


Chyba nie muszę dodawać, że kosmetyki Evree są ogólnodostępne w wielu drogeriach, w tym w Rossmannie. Widziałam je też na wyspach w galeriach handlowych. Kosztują w okolicach 10-20zł w zależności od miejsca, promocji itp. Podsumowując, uważam, że są to niezłe kosmetyki, które można dostać na wyciągnięcie ręki za niewielkie pieniądze. Osobiście wolę coś bardziej naturalnego i pewnie następnym razem kupię do Wojtka inne produkty (przypuszczam, że zrobię miks różnych marek), ale nie mogę powiedzieć, że seria Magic Rose jest zła :) A u Was jak się sprawdziła? Miałyście z nią przyjemność?

21 lipca 2016

Moja aktualna pielęgnacja twarzy - czyli, DLACZEGO NIE MYJĘ TWARZY WODĄ?


Cześć moi kochani! Przychodzę dzisiaj z pierwszym wpisem z serii, której bardzo dawno nie było na moim blogu. Chcę opisać i przedstawić Wam moją aktualną pielęgnację twarzy. Wybrałam same produkty podstawowe, których używam na co dzień i każdy pokrótce opiszę. Od kiedy mam rzęsy 1:1 trochę inaczej traktuję swoją twarz, zatem dowiecie się, jak wygląda mój obecny rytuał pielęgnacyjny i jakie kosmetyki się u mnie sprawdzają. 


Od kiedy mam rzęsy 1:1 rzadko kiedy myję twarz pod bieżącą wod. Dlaczego? Po prostu nie chcę tak często moczyć rzęs. Wydaje mi się, że kiedy namokną i skupiają się w grupki, to stają się trochę obciążone, a wolałabym tego uniknąć. W dodatku zauważyłam, że pielęgnacja bez wody służy mojej cerze.

Przez fakt posiadania przedłużonych rzęs odstawiłam tymczasowo olejki do demakijażu, bo jak wiadomo, nie powinno się używać tłustych produktów, by rzęsy nam się nie odkleiły. Zatem do zmywania makijaży używam obecnie płynu micelarnego z Tołpy, który otrzymałam na Meet Beauty. Dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia skóry, jest łagodny, ale nie mogę powiedzieć, żeby był wybitny. Ot taki zwykły płyn micelarny.

Rano, by odświeżyć i oczyścić skórę, najczęściej sięgam po toniki. W tej chwili stosuję naturalny tonik różany EcoPlant. Kosmetyk jest boski - przyjemnie odświeża cerę, absolutnie nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienień, przyjemnie pachnie, a w dodatku... delikatnie nawilża. Tak naprawdę, w dni kiedy nie nakładam makijażu często nawet nie stosuję po nim kremu, bo nie mam takiej potrzeby. Jeżeli macie skórę wrażliwą, naczynkową, delikatną, to bardzo polecam się z nim zapoznać.

Niestety oba typy kosmetyków, czyli płyny micelarne i toniki idą u mnie jak przysłowiowa woda. I wcale się nie dziwię, bo w sumie są jej substytutem ;)


I jak wspomniałam wyżej - praktycznie nie myję twarzy wodą, ale oczywiście czasami nachodzi mnie taka ochota (mniej więcej raz w tygodniu), no i wiadomo - skóra potrzebuje dogłębnego oczyszczenia. Wtedy do akcji wkracza żel biosiarczkowy Balneokosmetyki i szczoteczka soniczna Beautyline z Biedronki.

Żel mam już drugi raz i jest w porządku. Nie uważam, żeby działał nadzwyczajnie, ale jest fajny. Nieco więcej rozpiszę się o szczoteczce. Według mnie jest to bardziej gadżet, ale mimo wszystko chciałam spróbować tańszego (i to o wiele) zamiennika Foreo Luny. Szczoteczki używam maksymalnie 2 razy w tygodniu. Po pierwsze dlatego, że daje efekt peelingujący, a ja tego codziennie nie potrzebuję, a po drugie mam skórę naczynkową i częste jej stosowanie nie jest wskazane.

Szczoteczka ma 2 poziomy drgań - mocniejsze i słabsze. Ma wygodny kształt i moim zdaniem dociera wszędzie, gdzie powinna - daje radę np. przy skrzydełkach nosa. Wypustki są dość miękkie, chociaż moim zdaniem mogłyby być jeszcze delikatniejsze ;) Po zastosowaniu szczoteczki skóra jest czysta, bardzo gładka i przyjemna w dotyku. Zwiększenia zaczerwienień nie zaobserwowałam, więc bardzo się cieszę, ponieważ tego się obawiałam.


I ostatni produkt, który należy do mojej podstawowej pielęgnacji, ale sięgam po niego rzadko, to peeling enzymatyczny marki Norel. Używam go rzadko, bo ostatnio nie potrzebuję dodatkowego złuszczania. Jak nie używam ściereczki muślinowej z olejkami, to używam szczoteczki sonicznej... ale kosmetyk Norel zawsze jest w pobliżu, gdybym potrzebowała jeszcze czegoś dodatkowego.

Peeling jest bardzo kremowy i przyjemnie rozsmarowuje się na skórze. Jest dość gęsty, więc nie spływa z twarzy - można spokojnie chodzić z nim przez 10-15 minut. Działa dobrze - w sposób delikatny usuwa martwy naskórek i wygładza powierzchnię skóry. Jest w porządku, ale niestety nie jest aż tak dobry jak peeling enzymatyczny z Organique. Tamten działa o wiele mocniej i jakby dogłębniej, ale ten też jest niczego sobie. Na pewno jest o wiele lepszy niż peelingi enzymatyczne typowo drogeryjne, bo jeszcze nie spotkałam takiego, który by dobrze działał.


Znacie te kosmetyki? Jeżeli tak to napiszcie koniecznie, jak się u Was sprawdzały! :) Kolejna część już za kilka dni, a w niej opiszę Wam, czego używam do nawilżania skóry, czyli będzie głownie o kremach ;)

2 czerwca 2016

Woda różana - do czego można jej używać?


Woda różana już od dawna jest stosowana w przemyśle spożywczym, jak i kosmetycznym. W kosmetyce można używać jej na wiele sposobów - nie tylko do tonizacji twarzy. W dzisiejszym poście przedstawię Wam kilka oczywistych i mniej oczywistych zastosowań wody różanej.

Oczywiście wody różane są różne - lepsze, gorsze, droższe, tańsze. Już sami musimy ocenić, jakiej wody szukamy, jaka będzie dla nas najbardziej odpowiednia i ile chcemy na nią wydać. Jednym z najtańszych i najpopularniejszych wariantów jest woda różana marki Dabur. Kosztuje ona 12zł w Helfy i od dawien dawna cieszy się dużym powodzeniem wśród klientek.

Niestety nie jest to czysta woda różana, ponieważ zawiera w składzie glikol propylenowy i sorbinian potasu, ale wiem, że i taka kompozycja składników odpowiada wielu osobom. Produkt marki Dabur ma ładny, różany zapach i nie przyczynia się do zaczerwienienia cery - moja skóra dobrze na niego reaguje.



Jak stosować wodę różaną? Do czego można jej dodać? Co można z niej zrobić?


1. Tonizacja - woda różana jako tonik

Banalny i powszechnie znany sposób na używanie wody różanej. Stosujemy ją zamiast toniku, czyli przecieramy nią twarz przy pomocy wacika. Należy to robić po każdym kontakcie cery z wodą, czyli np. po umyciu twarzy żelem czy zmyciu maseczki. Taki zabieg przywróci skórze odpowiedni poziom pH (woda ma pH 7, a skóra około 5,5, więc różnica jest spora) i dzięki temu substancje zawarte w kosmetykach, która nałożymy potem (np. krem/olejek) będą mogły łatwiej wchłonąć się w skórę.


2. Odświeżająca mgiełka

Z wody różanej można zrobić też odświeżającą mgiełkę na lato. Wystarczy ją przelać do butelki z atomizerem i psikać się, kiedy zechcemy się trochę orzeźwić. Jeżeli nasza woda różana od razu jest zapakowana w butelkę z 'psikaczem', wtedy mamy problem z głowy :)


3. Serum olejowe do włosów / lekka odżywka do włosów w sprayu

Kto jest zaznajomiony z blogami włosomaniaczek, ten na pewno słyszał o serum olejowym. Jest to alternatywa dla standardowego olejowania włosów. Do buteleczki z atomizerem wlewamy: olej, wodę i trochę odżywki. Oczywiście zwykłą wodę zastępujemy w tym przypadku wodą różaną, dzięki czemu kosmetyk ma jeszcze lepsze działanie nawilżające.

Można też się pokusić na przygotowanie lekkiej odżywki do włosów. Jest to tak samo proste, a nawet prostsze, bo pomijamy krok z dodaniem oleju. W buteleczce z atomizerem mieszamy wodę różaną z niewielką ilością odżywki do włosów. Włosy można spryskiwać takim specyfikiem po myciu (włosy będą lepiej nawilżone i na pewno będzie łatwiej je rozczesać) lub za każdym razem, kiedy uznamy, że naszym kłaczkom przyda się zastrzyk nawilżenia.


4. Baza do rozrabiania glinek i maseczek w proszku

Wody różanej warto też dodawać do maseczek, które musimy rozrobić z jakimś płynem. Taki zabieg jest szczególnie polecany przy cerach wrażliwych, dojrzałych i naczynkowych. Woda wtedy nie będzie tylko bazą, z którą mieszamy proszek, ale także będzie pełniła funkcję nawilżającą i kojącą skórę.

5. Zakwaszająca płukanka do włosów

Żeby włosy były gładkie i mniej narażone na uszkodzenia mechaniczne, warto od czasu do czasu zafundować im płukankę. I wcale nie trzeba wydawać kilkunastu/kilkudziesięciu złotych na specyfik przeznaczony do tego celu - można z łatwością zrobić go samemu w domu.

Do przygotowania płukanki będziemy potrzebować wody, wody różanej i niewielkiej ilości octu jabłkowego (tylko i wyłącznie jabłkowego! zwykły nie wchodzi w grę). Zależy jak dużo płukanki potrzebujecie, bo jeżeli wystarczy Wam niewielka ilość, to samą bazą może być tylko woda różana. Jeżeli potrzebujecie większej ilości, można dodać zwykłej wody przegotowanej. Ocet należy dodać w proporcji 1 łyżka octu na 1 szklankę wody.

Płukankę stosujemy na samym końcu mycia włosów, czyli po szamponie i po odżywce. Włosy polewamy płukanką i zostawiamy, NIE ZMYWAMY tego wodą. Zapach octu szybko się ulotni, a jeśli do płukanki użyliśmy wody różanej, to zapach będzie bardziej różany niż octowy ;)


Dajcie znać, do czego Wy używacie wody różanej? :) Jakie są Wasze ulubione wody różane? :)


8 marca 2015

Fitomed: Płyn oczarowy z kwiatem pomarańczy vs Tonik oczyszczający ziołowy do skóry tłustej


Witam Was gorąco, znów po kilkunastodniowej nieobecności. Ostatnio ma dyżur na sklepie, więc sprzedaję i pracuję w innych godzinach (10-18), zatem mam zdecydowanie za mało czasu na cokolwiek. Marzę o tym, by już wrócić do swoich standardowych zadań i móc kończyć pracę koło 16-16:30. Zupełnie bonusowo dodam, że ostatnio kupiłam sobie motocykl i próbuję coś jeździć, ćwiczyć, ale praca też mi to ogranicza, bo będąc w domu po 19 nie mam już na to ochoty, a poza tym bywa bardzo zimno :( Stwierdzam, że praca od 10 do 18 to przekichana sprawa, zwłaszcza jak się dojeżdża do domu ponad godzinę - masakra. Na szczęście zbliża się wiosna, dzień coraz dłuży i jest coraz cieplej :)

Chciałabym Wam dzisiaj powiedzieć kilka słów o dwóch tonikach do twarzy, których używam od ponad pół roku roku. Oba pochodzą z firmy Fitomed i są produktami naturalnymi, ziołowymi. Tonik nie jest produktem niezbędnym w mojej codziennej pielęgnacji, jednak warto go mieć, dlatego też postanowiłam przetestować te polecane cerze tłustej marki Fitomed. Jak łatwo się domyślić, mam skórę tłustą. Miewa ona lepsze i gorsze okresy, ale zazwyczaj przetłuszcza się równomiernie na całej twarzy, nie ma na niej obszarów, gdzie by się mocniej przesuszała czy łuszczyła.


FITOMED, PŁYN OCZAROWY DO TWARZY Z KWIATEM POMARAŃCZY

Płyn oczarowy nie jest typowym tonikiem, ale może spełniać jego funkcję. Butelka 200ml wyposażona jest w atomizer, który rozpyla produkt w średniej ilości (nie powiedziałabym, że jest ona ani mała, ani duża). Niestety nie działa on do końca sprawnie i czasami trzeba go naciskać więcej razy, żeby odpowiednio zadziałał (np. trzeba nacisnąć jeden raz na pół 'gwizdka' i jeszcze raz, żeby psiknął). Zapach preparatu jest ziołowy, lekko pomarańczowy - przypomina neroli. Moim zdaniem nie jest ani nieprzyjemny, ani piękny - po prostu neutralny. Czasami rozpylam go na twarzy i zostawiam, po czym nakładam krem; innym razem rozpylam go na wacik i przemywam twarz. Płyn nie powoduje u mnie szybszego przetłuszczania się skóry, dlatego często używam go rano w celach odświeżenia buźki. Dobrze zmywa sebum i brud z twarzy, domywa pozostałości makijażu. Nie podrażnia mojej naczynkowej skóry, ale też nie zauważyłam, żeby robił z nią coś nadzwyczaj dobrego. Jest to przyjemny produkt, który spełnia swoje zadanie i w przyszłości z chęcią sięgnę po kolejną buteleczkę, może z innego rodzaju.

Cena: 13zł      Pojemność: 200ml      Dostępność: sklep Fitomed


FITOMED, TONIK OCZYSZCZAJĄCY ZIOŁOWY DO CERY TŁUSTEJ

Początkowo myślałam, że z tonikiem polubię się bardziej niż z płynem oczarowym. Stało się jednak inaczej. Co prawda na zdjęciu możecie zobaczyć, że zużyłam ich podobną ilość, jednak brak atomizera przyczynia się do słabszej wydajności. Tonik przyjemnie odświeża i oczyszcza skórę. Ma typowo ziołowy zapach, dość neutralny dla nosa, jednak bardzo wzmaga przetłuszczanie się mojej cery. Jakiś czas po jego aplikacji (np. kiedy odpuszczam sobie nałożenie kremu - czasami robię tak, kiedy siedzę w domu i w ciągu dnia po prostu przemywam buźkę) moja skóra staje się bardzo tłusta, błyszcząca, wręcz lepka. Naprawdę nie wiem, od czego to zależy, zatem staram się nie używać tego toniku na co dzień. Stosuję go na wieczór lub wtedy, kiedy błyszczenie mi w niczym nie przeszkadza. Nie wiem, co jej skórze się w nim nie podoba.... A jestem osobą, która bardzo mocno nawilża skórę (zwłaszcza na noc - używam olejków), więc to na pewno nie bunt spowodowany złym nawilżeniem cery.

Cena: 10zł      Pojemność: 200ml      Dostępność: sklep Fitomed

 

12 grudnia 2014

E-naturalne: Tonik dla cery tłustej, łojotokowej - takiego podrażenia to ja jeszcze nie miałam :(


Cześć! Przychodzę dzisiaj z niezbyt pochlebnym postem. Od e-naturalne dostałam tonik, który przygotowuje się samemu w domu. Do bazy tonikowej należy dodać szereg składników, wymieszać i... używać. Wydaje się proste, takie też jest. Liczyłam na ten tonik, ponieważ lubię naturalne produkty.

Mimo że mam skórę naczynkową i jest ona często zaróżowiona (taka już naturalnie jest i od okresu dorastania była zawsze), to nigdy nic mnie nie uczuliło... aż do tej pory. Po zrobieniu i użyciu toniku ze skórą było wszystko w porządku. Czułam lekkie mrowienie, ale było ono naprawdę delikatne i nie spodziewałam się, że może być jakimś złym objawem. Toniku użyłam kilku dni pod rząd. Po tym czasie nie zauważyłam większej zmiany z przetłuszczaniem się skóry, ale to nic dziwnego. I nagle po jakimś tygodniu na skórze pojawił mi się wielki rumień - suchy i mocno czerwony. Miałam go na całych dwóch policzkach. Byłam w szoku. Nawilżałam go i peelingowałam na zmianę. Cera wyglądała jak ostre zapalenie przy skórze atopowej. Po kilku dniach zaczęłam się mocno łuszczyć. Po jakichś 10-14 dniach skóra wróciła do normy. Co prawda była cała nadal przesuszona, ale już bez wielkich czerwonych i suchych placów na twarzy.

Po jakimś czasie postanowiłam użyć tego toniku raz jeszcze, by przekonać się, czy to aby na pewno on. Użyłam go raz! Tylko raz! I po około 5-ciu dniach znów nabawiłam się tego okropnego uczulenia! Nie mam pojęcia, jaki składnik mnie tak uczula, czy może jest to cały tonik. Być może jest za silny dla mojej skóry lub ma zbyt wysokie stężenie.

Ja go już nie użyję, poza tym kończy mu się termin ważności. Polecać Wam nie będę, ale też nie odradzam, bo może macie zupełnie inną skórę niż ja. Nie mam zdjęć swojej twarzy z tego okresu (chciałam Wam zrobić kilka dni temu, ale jakoś nie miałam okazji, a uczulenie na szczęście mi już zeszło i skóra wygląda całkiem normalnie, chociaż okolice nosa nadal mi się lekko łuszczą), jednak wyglądało to podobnie jak AZS.

Skład bazy tonikowej: Aqua, Glycerin, Polysorbate 20, Penthanol, Allantoin, Caprylic Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol
Pozostałe składniki, które należy dodać: mocznik, azeloglicyna, witamina B3, naturalna betaina, mleczan sodu
   

18 lutego 2013

Dermedic: tonik głęboko oczyszczający oraz oczyszczający żel do mycia twarzy - produkty ze styczniowego ShinyBoxa


Jako że tych produktów używam już jakiś czas, postanowiłam napisać o nich kilka słów. Były to jedne z pierwszych produktów Dermedic, które otworzyłam (chociaż po kilku ShinyBoxach trochę mi się już ich uzbierało).
   

Dermedic, Acne Expert, tonik głęboko oczyszczający, kuracja przeciwtrądzikowa: Tonik mieści się w estetycznej butelce, mieszczącej 200ml płynu. Ma mały dozownik, który raczej nie wylewa za dużo produktu. Zaraz po otwarciu opakowania, chciałam powąchać tonik. Zapach nie przypadł mi do gustu. Jest dość mocno perfumowany, trudno mi go opisać, ale pachnie czymś w stylu toaletki starszej pani. Wiem, że wielu z Was ten zapach się podoba, jednak dla mnie jest męczący, i uważam, że jest całkowicie niepotrzebny w takim produkcie. Działanie toniku mogę ocenić na bardzo dobre. Od tego typu produktu oczekuję oczyszczenia, usunięcia zanieczyszczeń i przywracanie właściwego pH skórze. I w tym kosmetyk sprawdza się świetnie. Ostatniego nie mogę sprawdzić, ale wierzę ;) Ponadto tonik nie robi nic złego mojej skórze - nie wysusza jej, nie ściąga, nie powoduje wyprysków. Czy je likwiduje - nie wiem, ponieważ nie mam tego problemu. Nie wiem też, czy matuje, ponieważ nie dążę do tego i niedługo po aplikacji toniku, zazwyczaj nakładam krem nawilżający. Produkt jak najbardziej mogę polecić, jedyne wady jakie w nim dostrzegłam, to zapach i dość wysoka cena.

Cena: ok. 26zł     Pojemność: 200ml     Dostępność: apteki, internet


Dermedic, Normativ, żel oczyszczający, seria matująca: Z żelu także jestem zadowolona. W plastikowej tubie, stojącej na klapsie, mieści się 100g produktu. Ma średnio-gęstą konsystencję, potrzeba małej ilości by umyć twarz. Według mnie, dobrze się pieni, ale słyszałam opinie, że inni uważają inaczej. Zapach ma dość delikatny, ale męski - pachnie mi produktami przeznaczonymi dla płci przeciwnej. Żel dobrze oczyszcza, nie ściąga mojej skóry ani jej nie przesusza. Mam skórę w okolicach normalnej, która czasami ma okresy bardziej przetłuszczające lub wysuszające. Obecnie jestem w tym pierwszym i żel krzywdy mi nie zrobił. Nie zauważyłam działania matującego, bo - jak napisałam wyżej - nie oczekuję takiego od kosmetyków pielęgnacyjnych. Żel Normativ to niezły produkt, z przyjemnością go zużyję, jednak nie kupię ze względu na cenę i umiłowanie do zmieniania i testowania innych produktów.

Cena: ok. 25zł      Pojemność: 100g      Dostępność: apteki, internet

24 września 2012

Projekt denko - wrzesień 2012

Uwielbiam zużywać! Dlatego zazwyczaj w moich projektach denko pokazuję niemałą ilość produktów. Mój chłopak śmieje się, że zużywanie kosmetyków to moje kolejne hobby. Zobaczcie, co udało mi się zużyć w tym miesiącu:

  • Gabamed, Krymska naturalna sól lawendowa - kiedyś opisywałam wersję różaną. Ta bardziej przypadła mi do gustu, bo cząstki lawendy były mniejsze i nie przeszkadzały tak jak płatki róży. Zapach mało intensywny, jednak kryształki soli mniejsze niż w różanej, co jest na plus. Dostałam ją do przetestowania od Ukraina-shop.
  • Balea, żel do mycia o zapachu kiwi - kiwi mi to nie przypominało, ale pachniało czymś jeszcze fajniejszym... zieloną Hubbą Bubbą! :D Tej wersji używało mi się przyjemniej niż malinowej, a przede mną jeszcze melonowa.
  • No 36, dezodorant do stóp - niewydajny i niezbyt udany produkt. Nie wiedziałam do końca po co mam go używać - ani nie chronił przed potem, ani jakoś znacząco nie odświeżał...
  • Bielenda, krem z Żeń szeniem - zużyłam go do stóp, właściwie starczył na 2-3 użycia, ponieważ mimo grubej warstwy nic nie nawilżył. Opisywałam go tutaj.

  • Balea, odżywka do włosów - pisałam o niej niedawno w tej notce. Bardzo niewydajna.
  • L'biotica, Biovax, maseczka do włosów wypadających - nie polubiłam się z nią. Nie urzekł mnie zapach ani działanie... Mam wrażenie, że obciążała mi włosy, mimo że nie kładłam jej przy skórze głowy.
  • BanLab, olejek Sesa - również niezbyt wydajny, ale za to dobry. Myślę, że jeszcze kiedyś się na niego skuszę. Więcej możecie przeczytać tutaj.
  • Farmona, wcierka Jantar - moje kolejne opakowanie... Lubię ten kosmetyk, w połączeniu z olejkami rzeczywiście przyspiesza wzrost włosów.
  • Schwarzkopf, Diadem, farba do włosów - efekty koloryzacji można było zobaczyć tutaj.

  • p2, Perfect face!, spray utrwalający makijaż - skończyłam go używać jako płynu do zwilżania pędzla, nie wiem czy miał wpływ na przedłużenie makijażu, ale na pewno nie skracał czasu jego przebywania na mojej twarzy. Zostawiam sobie opakowanie, ale nie wiem czy kupię go ponownie.
  • Bell, korektor - robiłam na jego temat recenzję, w której zdjęcia (na podbitym oku mojego chłopaka) zrobiły furorę ;) Zapraszam tych, którzy jeszcze nie widzieli ;)
  • Tisane, balsam do ust - dobrze nawilżał, ale bez rewelacji. Konsystencja tej szminki była bardzo gęsta, ciężko było ją rozprowadzić (aż się boję co by było w zimie). Szybko ubywała.

  • Rival de Loop, kapsułki anti-age - mama kupiła je sobie rok temu w Niemczech i nie używała, więc zużyłam ja. Nie zapychały mnie, dość szybko się wchłaniały, nawilżały.
  • Balea, chusteczki oczyszczające - wygrałam je w rozdaniu u Naomi i bardzo je polubiłam. Opakowanie jest małe, zawiera 10 sztuk, w sam raz do torebki. Jestem osobą, która często na noc ląduje u chłopaka i dzięki nim mogłam przyjemnie zmyć makijaż. Nie podrażniały, wręcz były delikatne, miały przyjemną teksturę. Dodatkowo ładnie pachniały, tak mlecznie i pozostawiały taką jakby mleczną warstwę na skórze. Całkiem ładnie zmywały makijaż.
  • Ziaja, maseczka nawilżająca - w tym miesiącu prawie nie używałam maseczek... ostatnio nie miałam czasu, ani ochoty. Maseczki Ziaja lubię i często do nich wracam.

Na koniec opiszę Wam dwa mini-produkty, które znalazły się w najnowszym ShinyBox. Są to kosmetyki marki Zepter... Niestety nie było za bardzo co testować, ponieważ w pudełku znalazły się próbki po 5ml (czyli wysokości mojego małego palca!). Uważam, że to bardzo niemądre posunięcie, by firma, która ma tak drogie kosmetyki, dawała tak małe testery. Kto normalny kupi tonik po jednym czy dwóch użyciach?!

  • Zepter, owocowy tonik nawilżający La Danza - tubeczka starczyła mi na 2 użycia, więc jak się domyślacie, trudno mi jest go ocenić. Na pewno nie podrażnia, nie ściąga skóry. Pachnie dość przyjemnie, trochę ekskluzywnie, zauważyłam też delikatne nawilżenie. Szkoda, że próbka taka mała (marka Zepter mogłaby tak nie oszczędzać i dać chociaż 20ml), bo produkt mógłby się okazać fajnym... Niestety i tak cena odrzuca - 276zł!
  • Zepter, krem do rąk Swisso Logical - tutaj dostaliśmy dwie tubki (2x5ml), więc przetestowanie produktu było już bardziej realne. Mi jedna tubka wystarczyła na ok. 5 użyć, więc po 10 aplikacjach mogę powiedzieć, że krem jest niezły - ładnie pachniał (jak perfumy dojrzałej kobiety), przyjemnie nawilżał, był dość treściwy. Jednak znów cena odrzuca, bo za 100ml płacimy 74zł.

8 sierpnia 2011

Nivea Visage: tonik łagodzący


Postanowiłam zrobić dziś recenzję produktu, którego używam od jakiegoś czasu. Jest to tonik łagodzący z firmy Nivea Visage dla cery suchej i wrażliwej.

Co obiecuje producent?

Nivea Visage tonik łagodzący wzbogacony olejkiem migdałowym delikatnie oczyszcza skórę suchą i wrażliwą nie powodując jej wysuszenia:
  • usuwa pozostałości makijażu i zanieczyszczenia zachowując naturalny poziom nawilżenia skóry
  • formuła nie zawierająca alkoholu łagodzi i nawilża skórę
Skóra jest dokładnie oczyszczona i ukojona, co sprawia, że wygląda promiennie i gładko.


PLUSY:
- opakowanie (estetyczne; widać, ile produktu zostało; nic się nie wylewa)
- nie wysusza skóry
- lekko nawilża
- nie ma efektu ściągnięcia
- nie podrażnił mnie
- nie szczypie
- ładny, bardzo delikatny zapach
- wydajny
- świetnie oczyszcza skórę
- dobrze zbiera resztki makijażu

MINUSY:
- zawiera alkohol i paraben
- mógłby być trochę tańszy (cena: ok. 14zł)
- skóra nie jest promienna
- nie zauważyłam efektu łagodzenia