Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejek do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejek do ciała. Pokaż wszystkie posty

19 kwietnia 2016

Czym nawilżam skórę po kąpieli? Trzy olejki do ciała: Mokosh, Khadi, Kneipp.


Ostatni wpis, gdzie pokazywałam Wam kilka produktów do kąpieli, przypadł Wam do gustu, więc postanowiłam, że napiszę coś podobnego z olejkami do nawilżania ciała.

Ostatnio chętnie sięgam po olejki do ciała. Jakoś nie mam ochoty smarować się masłami i balsamami - olejki aplikuję szybciej, a ich tłustość w ogóle mi nie przeszkadza. Aktualnie mam otwarte trzy i wszystkie są zużyte mniej więcej do połowy, więc myślę, że fajnym pomysłem jest ich porównanie i napisanie kilku słów na temat każdego z nich.

  • Mokosh, olejek świąteczny Pomarańcza&Cynamon - tego olejku nie można kupić regularnie, ponieważ była to edycja limitowana, wydana na potrzeby grudniowego pudełka ShinyBox. Jednak to nie moje pierwsze spotkanie z olejem Mokosh i będę mówić o nich jako o grupie. Uważam bowiem, że te olejki są naprawdę dobre, jednak stanowczo za drogie (100 ml kosztuje około 65zł). Olejek z ShinyBoxa charakteryzuje się przyjemnym, słodkich zapachem, który przypomina pomarańczowe delicje. Dzięki temu, że nie jest to typowa pomarańcza  z cynamonem, mogę spokojnie używać tego olejku poza sezonem zimowym :) Baza tego konkretnego oleju to olej z kiełków pszenicy i olej makadamia. Jest to olej dość tłusty i wchłania się najdłużej z tych wszystkich trzech olejków. Ma aplikator w formie pipety, co akurat u mnie średnio się sprawdza, kiedy chcę nałożyć go na całe ciało - po prostu musiałabym machać tą pipetą 50 razy, żeby nabrać odpowiednią ilość.
  • Khadi, olej do skóry mieszanej z różowym lotosem - wersja już w nowym opakowaniu, które mieści 100ml olejku i jest wyposażone w pompkę. Olej, jak na kosmetyk indyjski przystało, ma orientalny, dość intensywny zapach, który nie każdemu przypadnie do gustu. Mi absolutnie nie przeszkadza, wręcz lubię takie zapachy. W tym olejku fajne jest to, że szybko się wchłania i nie zostawia mocno tłustej warstwy. Jest przeznaczony do cery mieszanej, więc można było się spodziewać, że będzie się dość szybko wchłaniał. Ma też regulować wydzielanie sebum, a przy tym dobrze nawilżać. Czasami zdarza mi się używać go na twarz i bardzo lubię jego działanie, bo rzeczywiście nałożony w małej ilość fajnie się wchłania i skóra nie jest po nim tłusta. Po zastosowaniu na ciało po niedługim czasie wszystko mamy wchłonięte, a skóra jest bardzo gładka, taka aksamitna. Olejek kosztuje około 41zł za 100 ml. W składzie znajduje się wiele naturalnych olejów i ekstraktów. Bazą olejku są: olej ryżowy i olej z sezamu indyjskiego.
  • Kneipp, olejek do ciała Kwiat Migdała Jedwabna Skóra - ten olejek trochę odstaje od swoich poprzedników, ponieważ nie jest typowym olejem, takim tylko i wyłącznie z olejów. Ma w składzie trójglicerydy, co sprawia, że ten olejek jest bardziej płynny, trochę bardziej rzadki niż dwa poprzednie. Pięknie pachnie - tak zmysłowo i kobieco, trochę jak perfumy. Bardzo łatwo się go rozsmarowuje, a jeśli chodzi o stopień tłustości, to powiedziałabym, że jest średni. Nie jest tak tłusty jak Mokosh, ale wchłania się nieco dłużej niż Khadi. Skórę nawilża bardzo dobrze i nie czuję potrzeby smarowania się niczym nawet 2-3 dni po jego zastosowaniu. Jeśli chodzi o dozowanie, to jest to dozownik w formie takiego jakby kroplomierza, ale oczywiście dużego i olej wylatuje z dziurki dość sprawnie, a dodatkowo ciężko jest go wylać za dużo - jak dla mnie na plus. Ten olej jest najtańszy z tych wszystkich (kosztuje około 30zł) i przy okazji najłatwiej dostępny (można go kupić np. w Rossmannie czy SuperPharm).

Używacie olejków do ciała? Czy może nie lubicie uczucia tłustości na skórze? Jakie olejki możecie mi polecić i jakie są Waszymi ulubionymi? Jeśli nie lubicie olejków, to napiszcie o fajnym balsamie lub maśle - chętnie poczytam :)

6 stycznia 2015

Evrēe: Magic Rose, olejek różany do twarzy, cera mieszana i tłusta


Jestem osobą, która nie stroni od intensywnego nawilżania twarzy. Ponadto, lubię kosmetyki naturalne, zatem bardzo się ucieszyłam, kiedy w moje ręce wpadł produkt intensywnie nawilżający o ładnym, naturalnym składzie. Mowa o olejku różanym Magic Rose z firmy Evrēe. Jak się u mnie sprawdził? Czytajcie dalej.

Mój wariant (dostępne są jeszcze dwa inne: Essential Oils i Gold Argan) polecany jest dla skóry mieszanej i tłustej, czyli akurat takiej, jaką mam ja. Kosmetyk ma śliczny, różany zapach - jest to aromat bardzo naturalny i wąchając go, przed oczami mam po prostu kwiat. W szklanej buteleczce - wyposażonej w pipetę - znajdziemy 30ml olejku. Za produkt musimy zapłacić ok. 30zł, co nie jest kwotą wygórowaną biorąc pod uwagę działanie, naturalny skład i wysoką wydajność tego kosmetyku.


Jeżeli chodzi o działanie, to olejku Magic Rose używam:

1) Do masażu twarzy. Przy masażu twarzy zużywam jednak więcej olejku, ponieważ muszę mieć dobry poślizg na twarzy, szyi i dekolcie. Olejek dobrze się do tego sprawdza, nadaje odpowiedni poślizg, nie wchłania się zbyt szybko i poprzez ciepło ciała, uwalnia intensywniejszy aromat, co skutkuje dodatkową aromaterapią podczas zabiegu. Ja nie stosuje się do zaleceń 'masażowych' z opakowania, ponieważ masażu twarzy uczyłam się w szkole. Ja wykonuję masaż mojemu chłopakowi, a on mnie.

2) Jako kremu na noc. Wieczorem stosuję niewielką ilość (kilka kropek) olejku i rozprowadzam na twarzy. Oczywiście przez oleistą konsystencję nie wchłania się bardzo szybko, ale jeśli nie dajemy go dużo to robi to w dobrym tempie. Myślę, że jeśli mamy więcej czasu rano lub szykujemy się przez pół dnia na jakieś ważne wyjście, to można go użyć także pod podkład i dać mu 30-60 min. na wchłonięcie.


Olejek Magic Rose bardzo dobrze nawilża skórę. Po jego zastosowaniu jest ona jędrna, gładka i bardzo przyjemna w dotyku. Kiedy olejek już się wchłonie, moja skóra nie ma problemów ze świeceniem się przez kilka godzin - olbrzymi plus. Poza tym nie należy się sugerować tym, że olejek polecany jest cerom mieszanym, ponieważ myślę, że każda buźka byłaby z niego zadowolona. Mnie on nie zapchał, ale nie mam do tego większych tendencji - ufam twórcom produktu, że rzeczywiście sprawdzi się na skórach mieszanych i tłustych, i nie będzie im wyrządzał żadnych krzywd.

Cena: ok. 30zł      Pojemność: 30ml      Dostępność: popularne drogerie

4 października 2014

Fitomed: Olej witaminowy z Q10 i olejek myjący DIY z niego zrobiony :)


Ostatnio sprzątałam w swoich kosmetykach - wyrzucałam przeterminowane, niewykończone produkty i sprawdzałam daty ważności produktów ze swego zbioru. Natknęłam się na olej witaminowy od Fitomed, który stał bezczynnie w mojej szafce już od dawna, a data ważności upływa za dwa miesiące. Nigdy nie miałam na niego pomysłu... a że potrzeba matką wynalazków, zrobiłam z niego olejek myjący do twarzy.

Od jakiegoś czasu używam maskary wodoodpornej Lovely Maximum Volume. Lubię efekt jaki daje, jednak jest ciężka do zmycia. Obecnie do zmywania makijażu mam tylko płyn micelarny AA, który z tym tuszem dosłownie walczy i walczy, i nic nie może ugrać. Stwierdziłam, że przydałoby mi się coś tłustego, by w delikatniejszy sposób usunąć maskarę z moich rzęs. Najpierw zaczęłam używać masła shea, ale niezbyt mi to przypadło do gustu. Zajrzałam więc do szafy w poszukiwaniu jakiejś alternatywy... i zrobienie olejku myjącego okazało się najlepszym pomysłem.

Najpierw użyłam oleju witaminowego na włosy, żeby zobaczyć, czy nie będzie się na nich świetnie spisywał (bo gdyby okazało się, że jest cudowny, to raczej nie wykorzystałabym 100ml (tyle ma butelka z pompką, produkt Fitomed ma 150ml) na zrobienie olejku do mycia twarzy, który jednak zużywa się dość szybko). Niestety (albo i stety) moim włosom za bardzo się nie spodobał i nie zauważyłam żadnego nawilżenia...


Wygrzebałam zatem pustą butelkę z dozownikiem po olejku, wyciągnęłam emulgator oraz witaminę E i zabrałam się do roboty. Do zrobienia tego olejku nie potrzebowałam niczego więcej. Tym razem stwierdziłam, że naleję emulgatora na oko, ponieważ nie mam ochoty na zabawy z odmierzaniem 'odpowiedniej' ilości.

Wypełniłam butelkę olejem Fitomed, następnie dodałam emulgatora (nie jestem w stanie stwierdzić, ile dokładnie, ale myślę, że będzie to ilość odpowiadająca niezbyt małej łyżeczce do herbaty), całość dopełniłam dwiema kroplami witaminy E. Z efektów jestem bardzo zadowolona. Olejek świetnie zmywa tusz, a poza tym świetnie działa na moją cerę. Po umyciu twarzy cera jest gładziutka, pory zwężone i ogólnie jakoś jestem mniej zaczerwieniona. Olejek posiada zapach, jednak jest to zapach oleju (oliwa z oliwek pachnie podobnie) - raczej w niczym nie przeszkadza. Jeśli ktoś chciałby ładniej pachnący olejek myjący, zawsze można dodać jakiegoś olejku zapachowego, jednak ja nie chciałam go dodawać ze względu na fakt, iż na pewno będę myć tym kosmetykiem oczy. Jeśli ktoś zastanawia się nad zrobieniem sobie takiego olejku, to ja jak najbardziej polecam! :)

Zainteresowanych olejem Fitomed odsyłam do sklepu internetowego FitoTeka. Tam możecie kupić 150ml tegoż olejku za cenę 19zł.
  

19 sierpnia 2014

Pat&Rub: Sun Fun, olejek rozświetlający do twarzy i ciała


Olejek Pat&Rub leżał u mnie dość długo... w sumie nadal leży, bo użyłam go zaledwie kilka razy. Otrzymałam go od firmy kilka miesięcy temu i z otwarciem zwlekałam do lata, bo uznałam, że będzie najlepszy na tę porę. W butelce olejek wygląda przepięknie, wylany i rozprowadzony zresztą też, ale ogólnie butelka mnie urzeka. Zapach produktu jest świetny - nie spodziewałam się tak świeżego i czystego zapachu po olejku naładowanym złotymi drobinkami. Naprawdę mnie zaskoczył i przyznam się, że lubię go odkręcić, żeby tylko go powąchać.

Uznałam, że olejek Pat&Rub będzie najbardziej odpowiedni na okres, kiedy nosimy skąpe ubrania i jest ciepło. Niestety nosząc go na siebie czuję się niekomfortowo. Miejsca na skórze, które się ze sobą nie stykają są bezproblemowe (np. dekolt, ręce), gorzej jest kiedy rozprowadzimy olejek na nogach. A nogi jak wiadomo, lubimy położyć jedna na drugiej lub po prostu się ze sobą ocierają. Wtedy uczucie jest dla mnie koszmarne - czuć jak produkt lepi się na skórze, jest tłusty... a do tego wszystkiego dochodzą upały.

Nie ma się co oszukiwać - nie jest to przyjemne. A zaznaczam, że nie lałam na siebie dużo tego olejku. Swoją drogą, musi on być koszmarnie wydajny, bo butelka to aż 100ml, a ilość potrzebna do tego, żeby być shiny jest naprawdę niewielka. Drobinki wyglądają na ciele pięknie, ale jest to olejek raczej na wiosnę lub ciepłą jesień, bo w lecie może być zbyt męczący. Olejku można też używać do pielęgnacji ciała, bo ma piękny skład... ale chyba trochę szkoda tych drobinek pod szlafrok.


Cena: 89zł      Pojemność: 100ml      Dostępność: sklep Pat&Rub

17 grudnia 2013

The Secret Soap Store: olejki do ciała, miętowy i czekoladowy


Od dłuższego czasu używam olejków The Secret Soap Store. W okresie jesienno-zimowym nie mam ochoty na smarowanie się balsamami i częściej sięgam po tłuścioszki w postaci olejków. Czasami nakładam je na wilgotne jeszcze ciało, jednak najczęściej wsmarowuję je w suchą skórę. Mnie nie przeszkadza tłustość, która denerwuje wiele osób. Zdarzyło mi się też wlać trochę olejku do wanny, po prostu do kąpieli, i potem nie musiałam już nawilżać ciała.

Myślę, że oba warianty dobrze sprawdzają się w swojej roli. Używam ich tylko do ciała, ponieważ na włosy mam wiele innych olei, jednak składy są fajne i myślę, że można wykorzystać je i do olejowania czupryny. Moja skóra lubi te kosmetyki - jest po nich pachnąca, nawilżona i gładka. Taka, jaka powinna być po zastosowaniu produktu nawilżającego. Dodatkowo olejki mają intensywne zapachy, które są wyczuwalne na skórze przez kilka godzin.


Pierwszy olejek, jaki otworzyłam, to wersja miętowa. Etykieta trochę mi się zalała po pierwszym użyciu - niestety nie pomyślałam, żeby ofocić go od razu. Olejek pachnie iście miętowo, coś w stylu drażetek/landrynek miętowych. Jest to zapach świeży i dość odprężający. Mam wrażenie, że ma działanie lekko chłodzące, ale nie jest to na pewno efekt w stylu mrożącego serum antycellulitowego. Myślę, że mogę się zgodzić z producentem, że jest to kosmetyk orzeźwiający / chłodzący (jednak tego czy po opalaniu nie sprawdzałam ;)). Myślałam, że ten zapach spodoba mi się mniej niż czekolada, jednak nos bardziej polubił się z miętą.



Drugi olejek to wspomniana wersja czekoladowa. Na którymś blogu czytałam, że to wariant pachnący jak delicje pomarańczowe i po prostu go zapragnęłam. To, z czym spotkały się moje receptory węchowe pomarańczowymi delicjami nazwać nie można; nie oznacza to jednak, że produkt brzydko pachnie, chociaż spodziewałam się ładniejszego aromatu. Jak dla mnie jest to bardziej woń przypominająca bombonierkę - czekoladki z pomarańczowym, aromatyzowanym wypełnieniem. Takie nieco zalatujące chemią, jeśli wiecie o co mi chodzi. Dla wielu osób może to być aromaterapia, mi coś w tym zapachu nie do końca odpowiada.

Moje warianty zapachowe pochodzą z edycji letniej, ale jest też seria rewitalizująca. Wersje, w które można się zaopatrzyć to: lawenda, róża, pomarańcza, imbir (rewitalizujące), czekolada, mięta, algi brązowe (letnie). To było moje pierwsze spotkanie z marką The Secret Soap Store i bardzo się cieszę, że było ono udane. Z tego, co wiem kosmetyki tej firmy można spotkać w Super-Pharm, a Mydlarnia Wrocławska też jest wyposażana w jakieś produkty. Niestety nie wiem, czy są pośród nich olejki.

Cena: ok. 20zł      Pojemność: 100ml      Dostępność: np. sklep SpaKosmetyki

20 czerwca 2013

Fitomed: olej z awokado - "skromniaczek", który mnie zachwycił


Być może opakowanie tego produktu nie należy do atrakcyjniejszych, jednak jego zawartość sprawiła, że zakochałam się w tym olejku. Mowa o oleju z awokado, który dostałam od firmy Fitomed. Olejek zyskał moje uznanie dzięki wszechstronnemu zastosowaniu, jak i super działaniu.

Kosmetyku marki Fitomed używam głównie do twarzy: od czasu do czasu - zamiast kremu - na noc używam niewielkiej ilości tego produktu i zwyczajnie rozprowadzam go po skórze. Rano twarz wygląda świetnie i jest niesamowicie przyjemna w dotyku. Jeszcze nigdy nie miałam tak dobrze nawilżonej i miękkiej skóry! Słowo daję. Zatem jeśli większość kremów Was nie zadowala pod względem nawilżenia (ja często tak mam), to jak najbardziej warto wypróbować ten olej.

Takiego produktu można również bez problemu używać do nawilżania całego ciała, dłoni, skórek przy paznokciach i olejowania włosów. Sprawdza się przy tym równie dobrze. Znajdzie także zastosowanie u osób, które lubią ulepszać gotowe już kosmetyki - wystarczy dodać kilka kropel olejku do kremu do twarzy czy odżywki/maski do włosów. Kosmetyk jest bardzo wydajny i na pewno będzie nam długo służył :)


Jestem naprawdę zachwycona tym produktem. Spodziewałam się, że będzie dobry, jednak jego "dobroć" przerósła moje oczekiwania. Uznałabym nawet, że jako krem do twarzy sprawdza się lepiej niż olejek hibiskusowy z Khadi, którego używałam rok temu. Już nie mówiąc o różnicy w cenie. Jeśli będziecie robić zakupy w sklepie Fitomed, to zachęcam do kupna tego oleju - koszt niewielki, a skóra na pewno będzie zadowolona.

Cena: 15zł      Pojemność: 150ml     Dostępność: internet - sklep Fitomed

12 marca 2013

Cien: Spa, olejek do masażu Secret - Lidlowy przyjemniaczek


Kilka miesięcy temu kupiłam w Lidlu dwa różne olejki. Jeden z nich to wersja oliwkowa, która ma nieco lepszy skład i używam jej do włosów (oszałamiająca cena 3,99zł), a drugą przedstawię Wam w tej notce.

Olejki mają masywne - jednak małe - szklane buteleczki. Wydobywanie produktu nie jest najłatwiejsze - flakon ma otwór tak jak stara wersja olejków Alterry. By nabrać olejek, musimy kilkakrotnie wstrząsnąć butelką. O ile w zastosowaniu do włosów takie dozowanie przeszkadza, tak nie widzę za bardzo wad przy stosowaniu tego olejku do masażu. Najwyraźniej potrzebuję wtedy o wiele mniejszej ilości produktu.


Olejku nie stosuję po kąpieli jako nawilżacza do całego ciała, ponieważ mam pootwierane masła i balsamy, i używanie do ciała jeszcze oliwki byłoby średnim pomysłem, tym bardziej, że nie mam suchej skóry. Zapach olejku nie jest kwiatowy, powiedziałabym, że raczej męski. Ostatnio mam 'szczęście' do kosmetyków o takim zapachu, ale absolutnie nie przeszkadza mi to, bo ma w sobie jakby kobiecą nutę.


Produktu marki Cien używam zgodnie z zastosowaniem, czyli do masażu. Sama siebie nie masuję, ale od czasu do czasu masujemy się nawzajem z Kubą. Olejek ma typową dla tego typu produktów tłustą konsystencję, nie jest gęsty. Dobrze się rozprowadza i przez kilka minut spokojnie można robić masaż, bo daje, przydatny do tego zabiegu, poślizg. Ja po masażu zakładam na siebie piżamę i nie zauważyłam, by była ona otłuszczona. Po wchłonięciu się olejku skóra jest nawilżona, miękka i gładka.


Olejek kupiłam za niewielką kwotę, o ile dobrze pamiętam jakieś 6,99zł. Za taką cenę możliwe, że bym do niego wróciła, tak samo zrobiłabym z jego oliwkowym bratem za 3,99zł. Warto przyglądać się kosmetykom w Lidlu, bo można trafić na coś fajnego, za niewielkie pieniądze (zwłaszcza w promocji).

Cena: ok. 12zł bez promocji      Pojemność: 100ml      Dostępność: od czasu do czasu Lidl

27 sierpnia 2012

Moja (bardziej naturalna) pielęgnacja twarzy

Jakiś czas temu postanowiłam zmienić nieco moją pielęgnację twarzy, zechciałam używać bardziej naturalnych produktów. Przy okazji nie chcę stosować wielu kosmetyków na raz, bo może warto postawić na minimalizm.


Makijaż oczu zmywam dwufazówkami - Essence lub Bielenda. Natomiast twarz myję żelem BeBeauty z Biedronki (nienaturalne, ale chcę go wykończyć zanim kupię coś myjącego z Alterry lub Alverde) lub naturalnym mydłem krymskim (Ukraina-Shop). Oba produkty bardzo fajnie się u mnie sprawdzają. Żel dobrze zmywa twarz, skóra po nim nie jest ściągnięta, a mydło działa trochę inaczej i skóra jest nieco ściągnięta i napięta. Oba dobrze oczyszczają. Czasami używam też peelingu enzymatycznego (Ziaja ulga), jednak często o nim zapominam.


Po umyciu skóry twarzy, pora na krem. Pod oczy wędruje AA 30+. Co prawda brakuje mi trochę lat do tej granicy, jednak ten krem nie jest przeciwzmarszczkowy, tylko nawilżająco-wygładzający. Dobrze się u mnie sprawdza, jednak myślę, że nie kupię go ponownie, bo po prostu chce się przerzucić na bardziej naturalną pielęgnację.


Na resztę twarzy nakładam jeden z moich najnowszych nabytków - krem na dzień Alverde do skóry suchej, z dziką różą. Kosztował poniżej 4€, a jest naprawdę fajny. Po pierwsze - ślicznie pachnie różą; po drugie - optymalnie nawilża; po trzecie - bardzo dobrze się rozprowadza i nie zapycha. Poza tym wydaje mi się, że ten krem mi służy... Nie wspominając o tym, że ma całkiem ciekawy skład:

Aqua (woda), Glycerin (humektant), Helianthus Annuus Seed Oil (olej z nasion słonecznika), Rosa Canina Fruit Oil (olej z owoców dzikiej róży) Hydrogenated Coco-Glycerides (emolient), Cetearyl Alcohol (substancja konsystencjotwórcza), Alcohol, Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient), Glyceryl Stearate (emulgator), Saccharide Isomerate, Sodium Hyaluronate (humektant), Helianthus Annuus Seed Oil (olej z nasion słonecznika), Sodium Stearoyl Glutamate (emulgator), Cetearyl Glucoside (emulgator), Glyceryl Caprylate (emulgator), Xanthan Gum (zagęstnik), Tocopherol (witamina E), Levulinic Acid (kwas lewulinowy), p-Anisic Acid, Phytic Acid (antyoksydant; rozjaśnia przebarwienia), Sodium Levulinate (lewulinian sodu), Sodium Citrate (cytrynian sodu), Lavandula Angustifolia Oil (olejek lawendowy), Citronellol, Linalool, Geraniol, Parfum.


Na noc używam olejku hibiskusowego Khadi, który przeznaczony jest właśnie do twarzy. Miałam obawy, że będzie mnie zapychał lub po prostu nie będzie mi służył, ale okazało się, że sprawdza się naprawdę świetnie! Ładnie nawilża, nie powoduje pojawiania się wyprysków, jest super wydajny (potrzebuję kropli o średnicy 1cm na całą twarz). Z minusów to to, że jest tłusty i uczucie na twarzy nie jest zbyt przyjemne, jednak nałożony w małej ilości wchłania się błyskawicznie. No i niefajna dla portfela cena: prawie 60zł. Można go dostać w sklepie Helfy.


Co zauważyłam używając tych produktów? Skóra wygląda lepiej, mam mniej wyprysków, rzadziej coś mi wyskakuje. Poza tym twarz jest nawilżona i napięta. Przy następnej wizycie w Niemczech kupię więcej produktów Alverde, bo naprawdę je lubię - są tanie, dobre i naturalne.

31 lipca 2012

Projekt denko - lipiec 2012

Mój lipiec był dosyć bogaty w zużycia. Może nie jest to największe denko jakie miałam, ale większość produktów było w dużych pojemnościach i kończyłam je dosyć długo. Zapraszam zatem do przeczytania mini-recenzji:

  • Original Source, płyn do kąpieli Czekolada&mięta - był w potrójnym zestawie świątecznym. Pięknie pachniał, dobrze się pienił. Jednak, żeby było go dobrze czuć podczas kąpieli, trzeba było go sporo wlać i przez to stawał się nieekonomiczny. Do płynu nie powrócę, może kiedyś kupię żel (który ma zresztą chyba taki sam skład, jednak z butli było trudno go używać w ten sposób).
  • Farmona, Sorbet do mycia ciała - ostatnio recenzowany tutaj. Nie przypadł mi do gustu i chciałam go jak najszybciej zużyć, więc wykorzystałam jako płyn do kąpieli i nic a nic się nie pienił.
  • Balea, malinowy żel pod prysznic - ładnie pachniał maliną, chociaż podczas mycia odrobinę gorzej. Miał fajny różowy kolor, kremową konsystencję, mył ok. No i po przeliczeniu na PLN kosztował jakieś 2,80 (!!!), więc czego chcieć od takiego żelu?! :D
  • Bourjois, woda micelarna - u mnie sprawdza się bardzo dobrze.
  • Kolastyna, balsam brązująco-rozświetlający - beznadziejny, totalny bubel (przynajmniej stara wersja opakowania) - nie brązuje w ogóle i śmierdzi samoopalaczem. Jedyny plus to złote drobinki, ale ja akurat nie przepadam za takim efektem.

  • Ziaja, szampon do włosów normalnych - meeeega wydajny, miałam go chyba ponad pół roku (co prawda czasami użyłam innego szamponu) i zużywałam razem z tatą. Ślicznie pachniał, ale na razie do niego nie wrócę, bo zmieniam nieco pielęgnację.
  • CHI, odżywka - recenzowana tutaj. Dobrze mi się jej używało, była dobra jak na odżywkę ekspresową. Jest dosyć droga, ale była w miarę wydajna (chociaż szamponu zostało mi jeszcze trochę, a używałam ich jednocześnie) i byłam z niej zadowolona. Może kiedyś skuszę się na zakup.
  • Joanna, balsam nawilżająco-regenerujący - dobrze się u mnie sprawdzał, jest bardzo wydajny i ślicznie pachnie. Mam teraz nową wersję 300ml.
  • Farmona, Jantar - na razie zużyłam jedno opakowanie i robię trochę przerwy, bo wyjeżdżam na Woodstock i nie widzę sensu w odnawianiu kuracji właśnie teraz. Nie zauważyłam póki co większych rezultatów, ale włosy mi się mniej przetłuszczały przy używaniu tej wcierki.
  • Alterra, olejek oliwka&limonka - mój pierwszy olej do włosów. Bardzo przyjemnie się go używało, ślicznie i świeżo pachniał. Był wydajny - zużywałam go przez 7 miesięcy.

  • Eveline, serum ujędrniające brzuch i pośladki - używałam go niestety bardzo nieregularnie, ale widać było ujędrnienie i wygładzenie skóry. Przy okazji było wydajne i dawało efekt chłodzenia (choć na krótko). Nie wiem czy do niego wrócę, ale ogólnie produkty Eveline tego typu na pewno będą wpadać w moje ręce :)
  • Eveline, serum do biustu - to było moje drugie opakowanie; po wyjeździe otworzę kolejne, które już czeka. Moim zdaniem świetny produkt, który naprawdę dba o biust - trochę go ujędrniania i podnosi. Ponadto nawilża i uelastycznia. Widzę poprawę od czasu kiedy go używam (mimo że nie robię tego super regularnie, to efekty nie znikają).
  • Dermika, maseczka czekoladowa - ostatnio ją kupiłam i postanowiłam od razu wypróbować. Dostałam ostrzeżenie, że może podrażniać, więc jak tylko poczułam coś nieprzyjemnego na twarzy, to ją zmywałam. Trochę oczyściła cerę, ale zapach pozostawia wiele do życzenia, brązowa Ziaja ładniej pachnie i jest tańsza.
  • Cherry Masaki, perfumowany balsam - (od japońskiego projektanta) z GlossyBoxa (próbka 50ml). Pełnowymiarowy produkt 150ml kosztuje 150zł. Nie wiem skąd ta cena na taki produkt! Prawie wcale nie nawilża, może najwyżej zdjąć uczucie suchości (ja go trzymałam w torebce, używałam do dłoni). Zapach ma ładny, ale bez zachwytów (przynajmniej moich - moi znajomi się serio zachwycali ;P)
  • NailTek, II Intensive Therapy - daawno temu go zużyłam, resztka zgluciała, a ja zapominałam go dołożyć do starych denek. Zatem robię to teraz. Byłam z niego zadowolona, ale na razie zamówiłam sobie Seche Vite i myślę, że do NT już raczej nie wrócę.
  • Wibo, eyeliner - długo mi służył, robił super kreskę, jest tani. Pewnie kupię go ponownie.
  • Biały Jeleń, żel do higieny intymnej - ot, taki zwykły, przeciętny żel.
  • Joanna, peeling myjący - myślałam, że będzie gorszy, a okazał się naprawdę fajnym peelingiem. Nie jest to mocny zdzierak, ale też nie jest delikatny. Wiem, że niektórzy używają go nawet do twarzy. Bardzo ładnie pachnie, zapach utrzymuje się w łazience dosyć długo po kąpieli. Uważam, że za 3,50zł można go kupić, ale powyżej 5zł to już przesada, bo produkt starcza na jakieś 4 użycia (na całe ciało).

A teraz pozostaje mi Was pożegnać na jakiś tydzień, bo jutro jadę na Woodstock, a po Woodstocku na 2-3 dni do Berlina. Pewnie zrobię tam jakieś zakupy, także pokażę swoje niemieckie łupy po powrocie! :D Trzymajcie się!

15 czerwca 2012

Khadi: Ajurwedyjski olejek do twarzy i ciała z hibiskusem


Ten olejek dostałam od sklepu Helfy.pl. Dziękuję bardzo za udostępnienie produktu i konsultację na temat tego, co mi wysłać - niewiele firm tak robi, a jest to bardzo miłe. Początkowo olejek ten miałam stosować do twarzy - takie było założenie... jednak nie polubiłam tego charakterystycznego uczucia tłustości (poza tym nie powinnam chyba stosować olejów przy cerze naczynkowej). Zaczęłam kombinować, żeby zrobić z niego użytek...

Obecnie używam go do ciała (mimo że nie mam problemów z przesuszeniami) i do włosów (ma bogaty skład, na pewno nie zaszkodzi). W obu zastosowaniach sprawdza się bardzo dobrze - ładnie nawilża i natłuszcza skórę, efekt utrzymuje się do następnej kąpieli. Jako posiadaczka skóry normalnej na ciele, nie jestem w stanie powiedzieć czy sprawdzi się on na skórze suchej (chociaż twarz nawilżał w porządku). Jako olej do włosów zachowuje się jak inne oleje. Stosuję tę metodę już kilka miesięcy, ale nadal nie zauważyłam dużej poprawy kondycji włosów - możliwe, że muszę jeszcze trochę poczekać na rezultaty i w związku z tym nie poddaję się ;) Z tego powodu trudno mi ocenić, czy rzeczywiście się sprawdza.

dopiero teraz zauważyłam, że dystrybutor jest kilka ulic od domu mojego chłopaka XD

Olejku Khadi możemy używać także do masażu. W tym zastosowaniu sprawdza się w porządku - daje poślizg, natłuszczenie i nawilżenie. Jeżeli chodzi o zapach olejku, to nie jest to bynajmniej zapach hibiskusa. Czytałam opinię, że pachnie on sezamem, jednak moje osobiste odczucia to raczej taki orientalny, palony zapach. Bardzo trudny do określenia. Mnie on pasuje (podoba mi się bardziej niż zapach oleju kokosowego, który mnie bardzo irytuje), ale wiem, że wielu osobom może nie przypasować. Z drugiej strony, przez ten zapach, rzadko używam tego olejku do ciała - wolę nałożyć na włosy, na których się nie utrzymuje po myciu. Sama już nie wiem, co mam o nim myśleć...

Ogólnie olejek jest bardzo ekonomiczny - wystarczy niewielka ilość, by nałożyć go na skórę czy włosy. W butelce mieści się 210ml produktu, który kosztuje 59zł. Cena jest dosyć wysoka i myślę, że raczej nie wrócę do tego kosmetyku.


Skład: Oryza sativa oil (olej ryżowy), Sesamum indicum oil** (olej z sezamu indyjskiego), Helianthus annuus oil** (olej słonecznikowy), Hibiscus rosa sinensis (Hibiscus), Hemidesmus indicus (Sarsaparilla), Vetiveria zizanoides, Tocopheryl acetate (witamina E), Mimosa pudica (mimoza), Santalum album (drzewo sandałowe), Onosma hispidum,Mentha piperita (mięta pieprzowa), Matricaria camomilla (rumianek), Prunus dulcis (migdałowiec zwyczajny), Triticum vulgare (olej z kiełków pszenicy), Daucus carota sativa (Marchew zwyczajna), Geraniol*, Linalool*, Citronellol*, Limonene*

* część składowa naturalnego eterycznego olejku
** pochodzi z kontrolowanych upraw ekologicznych

Mimo że produkt został mi udostępniony za darmo, nie wpływa to w żaden sposób na moją ocenę.