1 lipca 2016

Rzęsy 1:1 || PIERWSZE WRAŻENIE - zakładanie, efekt, wstępna opinia

kliknij, aby powiększyć zdjęcie

Cześć. Od dwóch dni noszę rzęsy 1:1 i uznałam, że napiszę krótki post o moich pierwszych wrażeniach. Rzęsy miałam zakładane pierwszy raz, mimo że przymierzałam się do tego rok albo i dłużej ;) W końcu się zdecydowałam i na razie jestem zachwycona efektem. Zobaczymy jak będzie później. Na pewno w kolejnym wpisie dotyczącym rzęs 1:1 opiszę jak mi wypadały, będę robić na bieżąco zdjęcia, żeby potem Wam pokazać, jak to stopniowo wyglądało.

Rzęsy robiłam u Diany z ul. Ruskiej we Wrocławiu. Jej fanpage na FB to Przedłużanie rzęs 1:1. Nie wybierałam się tam z polecenia, tylko po prostu zobaczyłam stronę, pooglądałam zdjęcia z efektami i uznałam, że się zapiszę - a co mi tam! Tak też uczyniłam i 29 czerwca sprawiłam sobie piękne rzęsiska.

Chciałam zacząć od 1:1, ponieważ jest to metoda podstawowa, najtańsza i chciałam zobaczyć, jak moje oczy będą wyglądać w czymś takim. Trochę bałam się, że będą za rzadkie. Wyszło na to, że nie miałam się czego bać, bo efekt mnie pozytywnie zaskoczył. Nigdy nie uznawałam moich naturalnych rzęsa za najgorsze, ale dobranie do nich dobrego tuszu, który dobrze je uwidoczni był wielkim wyzwaniem. Okazało się bowiem, że rzęs mam raczej sporo, ale są dość grube i przez to też sztywne - dlatego ciężko je podkręcić i w tym skręcie utrzymać.

Diana moje rzęsy zakładała około 1h 40 minut. Zabieg był dla mnie w każdym stopniu komfortowy. Czułam się dobrze, nic mnie nie piekło, nie szczypało. Nawet nie czułam zapachu kleju :) Raz przez przypadek otworzyłam oko i wtedy też nic nie zapiekło :) Powieki mi trochę drgały, ale to raczej ze względu na to, że ktoś pierwszy raz robił mi coś przy oczach ;) A, i jeszcze jedno - ja rzęs na sobie w ogóle nie czuję :)


Oto efekt w dzień zabiegu (bez makijażu, bo nie chciało mi się malować):


Oczywiście efekt uzależniony jest w dużej mierze od tego, jak gęste są nasze naturalne rzęsy. W końcu jedną sztuczną przykleja się do jednej naszej. Ja jestem bardzo zadowolona jak to wygląda u mnie - mam ładne firany, które mocno rzucają się w oczy kiedy jestem bez makijażu, ale kiedy już się pomaluję, efekt jest bardziej naturalny, ale pięknie zdobi twarz. No i optycznie powiększa oczy, wysuwają się one na pierwszy plan. W moim wypadku, opadająca powieka przestaje być problemem, bo rzęsy w dużym stopniu tuszują ten defekt.


Na drugi dzień, już z makijażem:



Zrobiłam też małe zestawienie jak wyglądam bez tuszu na rzęsach, z tuszem i rzęsami:

kliknij na zdjęcie, aby powiększyć

Przyznam szczerze, że zakładałam rzęsy na okres letni 'dla wygodny', ale po dwóch dniach noszenia stwierdzam, że w moim przypadku z wygodą nie ma to za wiele wspólnego :P Głównie z tego względu, że jak mam tę rzęsy, to mam ochotę się malować i wyglądać jeszcze ładniej (no a trzeba zakryć czerwonego ryja ;)). Zatem w moim przypadku czas szykowania się do wyjścia raczej się przedłużył, aniżeli skrócił ;) Przedłużone rzęsy 'powiększają' mi oczy i tuszują opadającą powiekę, co sprawia, że po prostu dobrze się czuję z tymi rzęsami... tu już nawet nie chodzi o wygodę, tylko poczucie, że jest się piękniejszą :) ;)

Za jakiś czas zrobię post z efektami po kolejnych dniach noszenia rzęs. Jestem ciekawa, jak długo wytrzymają i kiedy zaczną wyglądać gorzej ;) Na pewno Wam o tym poinformuję i przedstawię zdjęcia.

A teraz pora zapytać Was, co sądzicie o metodzie przedłużania rzęs 1:1? Miałyście taki zabieg?
Byłyście zadowolone, a może wolicie inną metodę? :) Piszcie w komentarzach :)