Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty

13 czerwca 2019

Chłodny makijaż w opalizujących niebieskościach - paletka Essence Hello New York

Zapraszam na krótki wpis z makijażem, który nosiłam wczoraj. Makijaż oczu wykonałam jedną z nowości marki Essence, paletką Hello New York w bardzo chłodnych, ale i ciekawych odcieniach. Mam nadzieję, że makijaż przypadnie Wam do gustu. Na dole znajdziecie listę produktów, których użyłam do stworzenia tego looku :)








Podkłady: mieszanka Pierre Rene Skin balance nr 18 + Revers Naked Skin Match nr 02 + Delia Lumi&Healthy nr 11

Korektory: Lovely Liquid Camouflage 01, Collection Lasting Perfection nr 0

Puder: Golden Rose HD puder bananowy + Rimmel Stay Matte transparentny

Konturowanie: Pierre Rene Terracotta nr 02, My Secret bronzer wypiekany Face'n'body bronzing powder

Róż: Max Factor Creme Puff Blush nr 10 Nude Mauve

Rozświetlacz: Eveline Cosmetics Glow and Go!, Strobe Highlighter nr 01

Puder do bakingu: Sensique Matte & Fix Rice Powder

Cienie: Essence Hello New York

Eyeliner: Eveline Precise brush liner 

Tusz do rzęs: Essence You better Work Length Definition

Kredka do brwi: Catrice Eyebrow Stylist nr 045

Pomadka: Golden Rose matowa w płynie nr 37 + błyszczyk Vinyl Gloss nr 01






11 października 2012

Płyny dwufazowe: Marion, Bielenda, Essence. Który najlepszy?

Płyny dwufazowe do demakijażu są znane wszystkim, jednak nie każdy je lubi. Większości nie odpowiada tłusta konsystencja, inni uwielbiają te kosmetyki za skuteczne zmywanie makijażu oczu. Ja posiadam trzy takie płyny i dzisiaj Wam je przedstawię z bliska. Zaznaczam, że nie mam wrażliwych oczu i żaden z nich mnie nie podrażnił.

  • Marion, delikatny płyn do demakijażu oczu; prowitamina B5, ekstrakt z rumianku - ten płyn dostałam od firmy Marion do przetestowania i od razu polubiłam się z tym produktem. Jest naprawdę delikatny, a poza tym świetnie zmywa. Radzi sobie lepiej od swoich kolegów. Jego pojemność do 120ml, cena - ok. 6zł. Niestety nie wiem, gdzie można go kupić, bo rzadko spotykam kosmetyki tej marki.
  • Bielenda, Awokado oczy wrażliwe, łagodny dwufazowy płyn do demakijażu oczu - ten produkt kupiłam w Biedronce za 5,99zł. Wydaje mi się, że jest mniej delikatny i nieco gorzej zmywa, jednak nadal jest dobry. Tym razem w opakowaniu znajduje się 125ml produktu, a kosztuje on. 5-9zł, w zależności od sklepu/drogerii. Raczej łatwodostępny.
  • Essence, eye makeup remover - jak dla mnie to najsłabszy kosmetyk z prezentowanych tutaj. Da się nim zmyć makijaż oczu, jednak trwa to trochę dłużej w porównaniu do Mariona i Bielendy. Trzeba nieco dłużej przytrzymać na oku wacik i nieco potrzeć, by wszystko zeszło. Buteleczka mieści 125ml płynu i kosztuje/kosztowała prawdopodobnie 1,99€.

kliknij, by powiększyć
Nie będę oceniać opakowania czy łączenia/rozłączania się warstw, ponieważ te kosmetyki nie różnią się znacznie między sobą. Podsumowując - najbardziej odpowiada mi Marion, najmniej - Essence.

12 września 2012

Essence: róż Miami Roller Girl - jak wygląda na twarzy?


Kolejny róż w mojej kolekcji - tym razem wygrany ;) Widziałam, że już była masa postów na jego temat, jednak nigdzie nie widziałam zdjęć na twarzy. Postanowiłam go dziś użyć pierwszy raz i oto, co z tego wyszło:


4 września 2012

Projekt Finish: tydzień trzeci, wykończenie brokatowe - Essence: Nail Art Special Effect Topper, 02 Circus Confetti

z lampą
Kolejny tydzień zabawy z wykończeniami lakierów, tym razem brokatowe. Jako że pokazywałam Wam mój jedyny, typowo brokatowy lakier (GR 110), tym razem postawiłam na glitter nawierzchniowy Essence (cena: 7,99zł). Położyłam go na lakier p2 - 690 forever. Lakier bazowy jest dosyć ponury, w brudnym odcieniu fioletu/mauve, natomiast brokat dodaje szaleństwa. Ich połączenie tworzy, według mnie, disco jesień :D

bez lampy
Brokat bardzo mi się podoba, jest nietypowy. Zresztą ja lubię wszystko, co błyszczy. Jednak gdyby nie ten tydzień, nie dałabym go na wszystkie paznokcie - to już za dużo, trochę za bogato. W bezbarwnej bazie zatopione są różnokolorowe sześciokąty - jedne większe, drugie mniejsze. Położyłam na niego Seche Vite, co sprawiło, że paznokcie wyglądają na bardzo grube, jakby pokryte żelem. Z przykrością stwierdzam, że nie jest zbyt fotogeniczny - na żywo prezentuje się o niebo lepiej (moje paznokcie w tych lakierach również!).

16 lipca 2012

Moja kolekcja cieni do powiek cz. II, czyli cienie pojedyncze

Przyszła pora na drugą część postu, czyli cienie pojedyncze. Nie mam ich dużo, bo raczej takich nie kupuję. Kupiłam z nich tylko jeden, reszta wpadła w moje ręce przez przypadek/współpracę/podarunek.

Alverde, 20 Plum - ten cień również dostałam od cioci. Ma bardzo ładny odcień - jest to śliwkowy fiolet mieniący się na złoto. Niestety pigmentacja jest bardzo średnia i żeby nałożyć ten cień w widoczny sposób trzeba go sporo użyć. Poza tym nie można otrzepywać pędzelka z nadmiaru, bo po prostu nic na nim nie zostanie. Niemniej jednak, cień nie osypuje się i tym się ratuje. Jego cena to chyba 2,49€.


Cienie Miyo - bardzo dobrze znane cienie, zwłaszcza w bloggerskim świecie. Wszystkie mają bardzo fajną pigmentację, jednak różnią się znacznie między sobą. Cienie matowe (Vanilla, Toxic) dosyć mocno pylą i są suche. Pierwszy z nich, mimo że wydaje się cielisto-beżowy, tak naprawdę ma w sobie sporo szarego tonu, który średnio mi odpowiada. Gold dust jest bardziej mokry, jednak jego konsystencja nie za bardzo mi pasuje - o wiele lepiej się go nakłada (i przy okazji on lepiej wygląda) na mokro. Poza tym, mimo że jest perłowy, to ma jeszcze większe drobinki, które wyglądają średnio na oku. Cień Happy Suzy jest już zupełnie inny - ma twardą, jednak dosyć mokrą konsystencję. Dobrze nakłada się go palcem, bo na pędzlu niewiele z niego zostaje. Cienie Miyo są ok, ale nie powaliły mnie na kolana. Cena jednej sztuki to jakieś 5-6zł.


My Secret, Pearl Touch, 107 - czyli ta sama rodzinka cieni co Miyo, ale z tego jestem bardziej zadowolona. Dostałam go w ramach wymiany. Pigmentacja jest w porządku, dobrze się go nakłada. Mimo że z nazwy jest perłowy, to w rzeczywistości daje bardziej satynowy efekt. Odcień fioletu jest też bardzo ładny, pasuje do mojej tęczówki. Poza tym jest tani, kosztuje ok. 5zł.


Essence, 16 Go glam - ten cień też dostałam poprzez wymianę. Jest to ładny liliowy odcień fioletu. Pigmentacja jest w porządku, cień dobrze się nakłada. Daje na powiece ładny, liliowy kolor, dodatkowo ją rozświetlając. Tworzy ciekawe połączenie z cieniem My Secret pokazanym piętro wyżej. Ja jestem z niego zadowolona. Cena to bodajże 6,99zł.


Cienie Manhattan, 95R Mat Maroon / 95W - posiadam dwa, w bardzo podobnych odcieniach. Oba dostałam od cioci. Pierwszy z nich jest matowy, drugi - z drobinkami. Szczerze mówiąc, różnica w odcieniu jest nikła... W każdym razie, średnio lubię te cienie. Matowego czasami użyję nad powiekę ruchomą, przy neutralnych makijażach. Sprawdza się w porządku, ale fanką cieni Manhattan z pewnością nie zostanę. Tym bardziej, że - z tego, co wiem - cena nie jest niska.


Mon Ami, nr 2 - nic o nim pisać nie będę, ponieważ jego recenzja znajduje się tutaj.


Kobo, Golden Rose - to ostatni pojedynczy cień, jaki mam w kolekcji. To właśnie ten kupiłam. Kupując go nie wiedziałam, czy jego kolor mi się przypadkiem nie zdubluje z którymś cieniem z palety OSS. Jednak okazało się, że ma zupełnie inny odcień, niż Sleekowe róże. Jego konsystencja jest dość mokra, aplikacja może sprawiać trochę problemu. Jednakże polubiłam ją, jak i trwałość tego cienia. Przyznam, że zdarzyło mi się nałożyć go raz bez bazy (a zawsze ją aplikuję) i, ku mojemu zdumieniu, nie zebrał się w załamaniu po jednej godzinie, jak to zawsze u mnie bywa. Skubaniec trzymał się dobrze przez jakiś czas, czym bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Poza tym świetnie się mieni na złoty kolor. Kupiłam go w promocji za 8,99zł.



Na tym kończy się kolekcja moich cieni. Lubicie tego typu posty?
Może powinnam zrobić coś podobnego z kolekcją lakierów czy róży? ;)