Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej do włosów. Pokaż wszystkie posty

15 lutego 2016

Najlepszy olej do olejowania włosów, jaki miałam! W dodatku z Biedronki... za 7zł :)


Rzadko się zachwycam. Zwłaszcza rzadko (do tej pory) zachwycałam się olejami, których używałam do olejowania swoich włosów. Przez 4 lata przygody z olejowaniem włosów, bo tyle już owa trwa, zdążyłam zużyć ich multum. Nie wiem dokładnie ilu próbowałam, ale wiem, że były to oleje różnego rodzaju - od parafinowych po ziołowe, od przeznaczonych do włosów aż po oleje do ciała/twarzy.

Zazwyczaj werdykt był jeden - jest w porządku. Moje włosy dobrze reagowały na 90% olejów, które na nie aplikowałam. Jednak nigdy wcześniej nie było 'wow'. Aż do niedawna. Kilka miesięcy temu zobaczyłam w Biedronce oleje spożywcze, w tym olej z orzechów włoskich (tydzień azjatycki). Nie wiem czemu, ale miałam przeczucie, że będę z niego zadowolona. Nie myliłam się, jednak nie sądziłam, że aż tak przypasuje moim (dość wybrednym) włosom.


Przejdźmy do sedna. To najlepszy olej, jakiego miałam okazję używać. Nie tylko świetnie wpływa na moje włosy, ale także jest dowodem na to, że poszukiwanie idealnego dla nas produktu może zająć nawet lata.

Olej ma przyjemny, lekko orzechowy zapach i typową dla olejów konsystencję. Jest to olej spożywczy, więc możemy dodawać go do potraw. Ma delikatny, orzechowy smak. Jeśli chodzi o to, jak wpływa na moje włosy: świetnie je nawilża, wygładza i dociąża. Już samodzielnie daje na moich włosach dobry efekt. Jak połączę go dodatkowo z innymi kosmetykami, które są korzystne dla mojej czupryny, to już jest ekstra! Najbardziej odczuwam wygładzenie, bo to coś, czego wyjątkowo poszukuję. Olej sprawia, że włosy są błyszczące, miękkie i puszyste w dotyku. Dobrze dociąża, dzięki czemu fryzura jest ujarzmiona i zwarta, trzyma się w ryzach :)

Moje włosy po oleju z orzechów włoskich:
https://www.instagram.com/szwarcu747/
  
Osobiście bardzo polecam! Jednak muszę się Wam do czegoś przyznać - na zdjęciach pokazuję nową butelkę, którą kupiłam niedawno (poprzedniej jeszcze nie zużyłam).  Nie używałam tego, co jest dokładnie w tej butelce. Opinia dotyczy oleju, który kupiłam kilka miesięcy temu - butelka wygląda praktycznie tak samo, ale jest plastikowa; producent ten sam. Chciałam zrobić tę notkę już teraz, bo jeszcze są resztki z 'tygodnia azjatyckiego' w Biedronkach. Tam dostaniecie ten olej za około 7zł/250ml.

4 października 2014

Fitomed: Olej witaminowy z Q10 i olejek myjący DIY z niego zrobiony :)


Ostatnio sprzątałam w swoich kosmetykach - wyrzucałam przeterminowane, niewykończone produkty i sprawdzałam daty ważności produktów ze swego zbioru. Natknęłam się na olej witaminowy od Fitomed, który stał bezczynnie w mojej szafce już od dawna, a data ważności upływa za dwa miesiące. Nigdy nie miałam na niego pomysłu... a że potrzeba matką wynalazków, zrobiłam z niego olejek myjący do twarzy.

Od jakiegoś czasu używam maskary wodoodpornej Lovely Maximum Volume. Lubię efekt jaki daje, jednak jest ciężka do zmycia. Obecnie do zmywania makijażu mam tylko płyn micelarny AA, który z tym tuszem dosłownie walczy i walczy, i nic nie może ugrać. Stwierdziłam, że przydałoby mi się coś tłustego, by w delikatniejszy sposób usunąć maskarę z moich rzęs. Najpierw zaczęłam używać masła shea, ale niezbyt mi to przypadło do gustu. Zajrzałam więc do szafy w poszukiwaniu jakiejś alternatywy... i zrobienie olejku myjącego okazało się najlepszym pomysłem.

Najpierw użyłam oleju witaminowego na włosy, żeby zobaczyć, czy nie będzie się na nich świetnie spisywał (bo gdyby okazało się, że jest cudowny, to raczej nie wykorzystałabym 100ml (tyle ma butelka z pompką, produkt Fitomed ma 150ml) na zrobienie olejku do mycia twarzy, który jednak zużywa się dość szybko). Niestety (albo i stety) moim włosom za bardzo się nie spodobał i nie zauważyłam żadnego nawilżenia...


Wygrzebałam zatem pustą butelkę z dozownikiem po olejku, wyciągnęłam emulgator oraz witaminę E i zabrałam się do roboty. Do zrobienia tego olejku nie potrzebowałam niczego więcej. Tym razem stwierdziłam, że naleję emulgatora na oko, ponieważ nie mam ochoty na zabawy z odmierzaniem 'odpowiedniej' ilości.

Wypełniłam butelkę olejem Fitomed, następnie dodałam emulgatora (nie jestem w stanie stwierdzić, ile dokładnie, ale myślę, że będzie to ilość odpowiadająca niezbyt małej łyżeczce do herbaty), całość dopełniłam dwiema kroplami witaminy E. Z efektów jestem bardzo zadowolona. Olejek świetnie zmywa tusz, a poza tym świetnie działa na moją cerę. Po umyciu twarzy cera jest gładziutka, pory zwężone i ogólnie jakoś jestem mniej zaczerwieniona. Olejek posiada zapach, jednak jest to zapach oleju (oliwa z oliwek pachnie podobnie) - raczej w niczym nie przeszkadza. Jeśli ktoś chciałby ładniej pachnący olejek myjący, zawsze można dodać jakiegoś olejku zapachowego, jednak ja nie chciałam go dodawać ze względu na fakt, iż na pewno będę myć tym kosmetykiem oczy. Jeśli ktoś zastanawia się nad zrobieniem sobie takiego olejku, to ja jak najbardziej polecam! :)

Zainteresowanych olejem Fitomed odsyłam do sklepu internetowego FitoTeka. Tam możecie kupić 150ml tegoż olejku za cenę 19zł.
  

15 sierpnia 2014

Alverde: Masło do włosów z awokado i masłem shea


Wielki boom na kosmetyki z DMu, czyli Balea i Alverde chyba już przeminął, niemniej jednak, ja wciąż uwielbiam te kosmetyki (szczególnie Alverde). Alverde jest chyba moją ulubioną marką i lubię testować to, co mają w asortymencie. W lutym, przy okazji wizyty w DM, kupiłam sobie masło do włosów tejże marki. Produkt dość nietuzinkowy, bo raczej nie słyszy się o masłach do włosów, a bardziej o olejach czy po prostu maskach.

Masło mieści się w 200ml opakowaniu, które pod wieczkiem zabezpieczone jest sreberkiem. Pojemność jest dość duża, w końcu można znaleźć 200ml masła do ciała, a tego używamy do włosów. Zapach jest przyjemny, jak dla mnie lekko kwaśny, ale jakby owocowy; czuć trochę ten alkoholowy smrodek, jak przy wielu kosmetykach Alverde. Konsystencja kosmetyku jest gęsta i zbita, przypomina masło do ciała lub gęsty krem do stóp. Uważam, że ta konsystencja jest zbyt tępa, by nakładać ten produkt na suche włosy - po jakimś czasie wysycha i tworzy z włosów wysuszone, oblepione strąki. Rozumiem, że nie każdy musi lubić oleje do włosów, ale gdyby to masełko miało formę bardziej tłustej maści, myślę, że lepiej by się sprawdzało.

I tutaj konsystencja wiąże się z czasem trzymania produktu na włosach. Nie można go trzymać długo, bo jak napisałam - masło zasycha. Ja nie nakładam go na suche włosy, bo to nie ma sensu, najczęściej wcieram je w końcówki, które są już naolejowane. Nigdy nie używałam tego masła po umyciu włosów, bo wolę inny typ masek, to masło wydaje mi się za ciężkie.


Prawdę mówiąc, masełko mnie nie powaliło. Końcówki po nim i po oleju są fajne; nie zauważyłam, by były obciążone, natomiast ta konsystencja mi nie leży i nie lubię sięgać po ten produkt. Starczy mi pewnie jeszcze na długo, bo wydajność ma naprawdę dobrą, ale potem o nim zapomnę i już nie wrócę do tego kosmetyku. Miałyście ten produkt i zgadzacie się z moją opinią? A może u Was to masełko się sprawdziło? :)

Cena: 3,45€      Pojemność: 200ml      Dostępność: DM, drogerie internetowe

2 maja 2014

Macadamia Natural Oil: Healing Oil Treatment, pielęgnacyjny olejek do włosów w sprayu


Do olejku Macadamia Natural Oil zachęciła mnie bardzo pozytywna recenzja Kosmetasi. Na ogół moje włosy lubią tego typu kosmetyki bez spłukiwania, chociaż czyste oleje w tym wypadku im nie służą - mam po prostu tłuste końcówki. Gdy dostałam propozycję od sklepu Hairstore postanowiłam jednak spróbować i nie żałuję.

Olejek dostępny jest w trzech pojemnościach: 10ml, 60ml i 125ml. Ta najmniejsza nie ma atomizera, bo i po co przy takiej małej pojemności. Przy dwóch większych butelkach ten atomizer się już przydaje, chociaż nie zawsze używam go, by popsikać włosy. Czasami wolę wetrzeć kosmetyk we włosy dłońmi, tak jak serum do końcówek. Produktu Macadamia Natural Oil używam na dolne partie włosów, mniej więcej na 20cm końcówek. Zapach olejku jest dość... męski. Aromat jest dość intensywny, czuć go w pokoju po spryskaniu włosów, i na samych włosach.


Przejdźmy do najważniejszego aspektu - działania. Bardzo polubiłam ten olejek, ponieważ:

  • Jest wydajny. Używam go od 3 miesięcy (przynajmniej 2 razy w tygodniu, psikam po 1-4 pompki) i zużyłam około 1/5 buteleczki (czyli zużyłam mniej więcej 12ml z 60ml). Zatem 60ml buteleczka, za którą musimy zapłacić 44zł, to inwestycja w kosmetyk, który starczy nam na rok lub nawet dłużej.
  • Nawilża i ujarzmia włosy. Moje końcówki po jego zastosowaniu wyglądają bardzo dobrze. Są miękkie i gładkie. Ponadto olejek zabezpiecza włosy przed urazami mechanicznymi. Od kiedy go używam nie zauważyłam, by końcówki mi się mocniej niszczyły czy rozdwajały (i tak muszę iść je niedługo podciąć).
  • Nie przetłuszcza włosów. W przeciwieństwie do czystego oleju, ten produkt nie tworzy u mnie efektu smalcu. Włosy bardzo fajnie go wchłaniają, nawet przy wtarciu 4 pompek we włosy.
  • Moje włosy nie lubią silikonów, a zwłaszcza tych typowych, przezroczystych ser do końcówek. Reagują na nie suchością, szorstkością i ogólnym niezadowoleniem. Ten olejek natomiast zabezpiecza włosy, jednak nie robi im krzywdy i jestem spokojna, kiedy wiem, że ich nim nie przesuszę.



Cena: 44zł/79,90zł      Pojemność: 60ml/125ml      Dostępność: Hairstore.pl

2 lutego 2014

Lass Naturals: IHT9, olej do włosów, który bardzo polubiłam :)


Olejowanie włosów praktykuję już od 2 lat (właśnie teraz w styczniu miałam drugą rocznicę). Bardzo lubię ten rytuał i przez moje ręce przeszło już wiele olei. Niewiele z nich było przeznaczonych stricte do włosów, jednak bohater dzisiejszej notki zalicza się do tego wyjątkowego grona.

Oleju IHT9 używam już od końca 2012 roku. Oczywiście nie chodzi mi o jedno i to samo opakowanie (co jak co, u mnie oleje idą dosyć szybko - 200ml schodzi mi w kilka miesięcy). Akurat tak się złożyło, że zostało mi kilka olei ze zlotu i dwa z nich można było wygrać niedawno u mnie w rozdaniu. Ta buteleczka jest już moją trzecią i gdyby olej mi nie przypasował, na pewno nie chciałabym do niego wracać. Nie chciałam jednak brać wszystkiego dla siebie, więc się podzieliłam, ale i dla mnie co nieco się ostało ;)



Buteleczka oleju marki Lass Naturals mieści w sobie 250ml rzadkiej tłustej substancji, która ma rewelacyjny, naturalny skład. Kosmetyk cechuje się przyjemnym, aczkolwiek orientalnym zapachem, w którym można wyczuć nutkę orzeźwiającej cytryny. Osobiście, bardzo lubię ten zapach i absolutnie mi nie przeszkadza - wręcz przeciwnie, przyjemnie mi się kojarzy.

Olej trzymam na włosach różne ilości czasu - czasami nakładam do na 1h, czasami na całą noc. W każdym przypadku sprawdza się u mnie dobrze. Włosy po nim są miękkie, lśniące i gładkie. Nie są spuszone (mam włosy wysokoporowate), jednak tych, którym nie sprawdza się olej kokosowy radziłabym troszkę uważać (jest na 5. miejscu w składzie). Mimo że 90% olei sprawdza się u mnie podobnie, to ten od Lass Naturals ulubiłam sobie szczególnie. Nigdy mnie nie zawiódł, lubię jego zapach i działanie, a cena nie odstrasza. Chyba to powody tego udanego związku. IHT9 ma zapobiegać wypadaniu włosów, jednak - mimo że nakładałam go na skalp - nie powiem Wam, jak się sprawdza pod tym względem, ponieważ nie mam problemów z wypadaniem.

Mimo że to już moja trzecia buteleczka oleju IHT9, nadal mi się nie znudził. Nie mam więcej w zapasie, więc prędko do niego nie wrócę. Niemniej jednak, nie wykluczam takiej opcji po opróżnieniu pozostałych olei oblegających półek mojej kosmetycznej szafki. Bardzo dobrze mi się go używało przez te kilkanaście miesięcy i na pewno zatęsknię kiedy będę sięgać dna.


Cena: ok. 32zł      Pojemność: 200ml      Dostępność: sklep Helfy

29 grudnia 2013

Oilmedica: maska i odżywka do włosów - olej kokosowy + 8 składników odżywczych (HexxBOX)


Już dobre dwa miesiące temu dostałam możliwość przetestowania produktu Oilmedica. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, mimo że od 2011 roku jestem na bieżąco z urodowym światem blogerskim... najwidoczniej musiałam coś przeoczyć. Niemniej jednak, dzięki Hexxannie, mogłam sprawdzić ten kosmetyk na własnej skórze.... a właściwie włosach. Jak wypadł? :)

W związku z tym, że nie widziałam z czym będę mieć do czynienia, myślałam, że przyjdzie do mnie najzwyczajniejsza maska do włosów. Okazało się, że kosmetyk nie ma kremowej konsystencji, tylko jest olejem. A przez to, że główny jest składnik to olej kokosowy, formę ma stałą, którą trzeba podgrzać. Ja wsadzam butelkę do umywalki pełnej ciepłej wody.

Najczęściej olejek nakładam na lekko wilgotne włosy (ręce są mokre po trzymaniu butelki pod wodą). Nie szczędzę go sobie... zresztą wiecie, że nie szczędzę sobie kosmetyków do włosów. Przez moje szastanie ilością kosmetyków, a zwłaszcza olei, nie starczają mi one na długo. Myślę, że olej Oilmedica, czyli 200ml produktu, przy moim użytkowaniu wystarcza na maksymalnie 12 olejowań.

w składzie znajdziemy: olej kokosowy, olej słonecznikowy, olej rycynowy, liściokwiat garbnikowy, ekstrakt z ziarna owsa,
wyciąg z lawsonii bezbronnej, ekstrakt z ziela centella asiatica, ekstrakt z liści rozmarynu, olej z trawy cytrynowej, olej z cytryny

Konsystnecja po rozpuszczeniu jest oczywiście oleista, jednak przez to, że nie czekam aż cała zawartość butelki stanie się płynna, w moim odczuciu olej ten jest nieco gęstszy niż typowo płynne oleje. Nie ma to jednak dla mnie żadnego wpływu na rozprowadzanie produktu na włosach. Kosmetyk pachnie bardzo przyjemnie, aczkolwiek intensywnie. Jest to aromat trawy cytrynowej, bardzo rześki. Moim zdaniem pachnie niemal identycznie jak olejek Alverde na końcówki. Lubię ten zapach, jednak zdaję sobie sprawę, że na dłuższą metę może być irytujący.

No ale przejdźmy w końcu do działania. Jestem z niego zadowolona. Co prawda cudów nie czyni i sprawdza się jak większość olei na mojej głowie, ale nie mam mu nic do zarzucenia. Zazwyczaj nakładam go na kilka godzin; czasami na 2, czasami na całą noc. Każda opcja przynosi u mnie podobny efekt. Włosy po nim są ujarzmione, nienapuszone. Końcówki wyglądają stanowczo lepiej niż bez użycia oleju przed myciem. Włosy zyskują na blasku i elastyczności, wyglądają zdrowo. Dodatkowo produkt Oilmedica przyczynia się do lżejszego rozczesywania włosów. Mimo że mam włosy wysokoporowate, olej kokosowy nie tworzył mi na nich puchu.

Nie wiem jednak, czy do niego wrócę. Jest produktem bardzo dobrym, ale ja nie lubię bawić się w rozpuszczanie tego typu kosmetyków. O wiele wygodniej używa mi się płynnych olei. Gdyby był olejem nadzwyczajnym, cudotwórcą chętnie bym go kupowała, jednak działa u mnie tak samo jak 90% olejków do włosów, więc nie widzę sensu zamawiania go specjalnie przez internet.

Produkt do testów otrzymałam dzięki:
1001pasji.com

Miałyście go? Może u Was sprawdził się rewelacyjnie? :)

Cena: ok. 20zł      Pojemność: 200ml      Dostępność: np. Lawendowa Mydlarnia

20 czerwca 2013

Fitomed: olej z awokado - "skromniaczek", który mnie zachwycił


Być może opakowanie tego produktu nie należy do atrakcyjniejszych, jednak jego zawartość sprawiła, że zakochałam się w tym olejku. Mowa o oleju z awokado, który dostałam od firmy Fitomed. Olejek zyskał moje uznanie dzięki wszechstronnemu zastosowaniu, jak i super działaniu.

Kosmetyku marki Fitomed używam głównie do twarzy: od czasu do czasu - zamiast kremu - na noc używam niewielkiej ilości tego produktu i zwyczajnie rozprowadzam go po skórze. Rano twarz wygląda świetnie i jest niesamowicie przyjemna w dotyku. Jeszcze nigdy nie miałam tak dobrze nawilżonej i miękkiej skóry! Słowo daję. Zatem jeśli większość kremów Was nie zadowala pod względem nawilżenia (ja często tak mam), to jak najbardziej warto wypróbować ten olej.

Takiego produktu można również bez problemu używać do nawilżania całego ciała, dłoni, skórek przy paznokciach i olejowania włosów. Sprawdza się przy tym równie dobrze. Znajdzie także zastosowanie u osób, które lubią ulepszać gotowe już kosmetyki - wystarczy dodać kilka kropel olejku do kremu do twarzy czy odżywki/maski do włosów. Kosmetyk jest bardzo wydajny i na pewno będzie nam długo służył :)


Jestem naprawdę zachwycona tym produktem. Spodziewałam się, że będzie dobry, jednak jego "dobroć" przerósła moje oczekiwania. Uznałabym nawet, że jako krem do twarzy sprawdza się lepiej niż olejek hibiskusowy z Khadi, którego używałam rok temu. Już nie mówiąc o różnicy w cenie. Jeśli będziecie robić zakupy w sklepie Fitomed, to zachęcam do kupna tego oleju - koszt niewielki, a skóra na pewno będzie zadowolona.

Cena: 15zł      Pojemność: 150ml     Dostępność: internet - sklep Fitomed

12 listopada 2012

Dabur: Vatika, olej do włosów wzbogacony kaktusem


Olejek ten kupiłam razem z olejem stymulującym Khadi w sklepie Helfy. Chciałam spróbować któregoś z serii tych olejków, ponieważ nigdy nie miałam tego typu kosmetyku na bazie oleju mineralnego.

Pierwszą cechą, jaką zauważyłam to to, że produkt jest bardziej płynny, ma konsystencję rzadkiego oleju. Przy nakładaniu go na włosy, też widzę różnicę - zachowuje się jak suchy olejek, nie jest taki tłusty jak inne, które mam. Włosy też wydają się być bardziej suche i mniej ociekające. Poza tym zapach nie jest zły - pachnie trochę detergentami do mycia podłóg, jednak nie jest to tak silna i kręcąca w nosie woń.


Dozowanie może sprawiać kłopoty, ponieważ przy gwincie nie ma żadnego aplikatora/dzióbka, jest tylko sporej wielkości dziura. Ja i tak używam dużo olejku, więc nie robi mi to różnicy czy wyleję go trochę więcej. Nie zauważyłam trudności ze zmyciem produktu, ogólnie nie mam problemów ze zmyciem olei.


Kosmetyk jest na bazie oleju mineralnego i z tego względu nie używam go na skalp; wolę tam nałożyć olej z innym składem. Jeżeli chodzi o wpływ na moje włosy, to na pewno wyglądają lepiej po jego zastosowaniu. Ogólnie moje włosy lubią oleje, jak mówiłam, używam różnych, więc nie chcę mu przypisywać konkretnego działania. Jedno jest pewne, po oleju mineralnym moje włosy mocniej się błyszczą. Nie jest to może spektakularna różnica, ale zauważalna.

Cena: ok. 23zł      Pojemność: 200ml      Dostępność: Allegro, sklep Helfy

10 listopada 2012

Khadi: olejek stymulujący wzrost włosów


Ten produkt zna pewnie większość z Was. Może nie każda z Was go miała, ale być może jest on na Waszej wishliście? Mowa oczywiście o olejku stymulującym Khadi. Ja go kupiłam w sklepie Helfy, w którym pracowałam przez wakacje i miałam możliwość kupić go taniej, jednak regularna cena to 58zł.

Pojemność butelki to 210ml, czyli całkiem sporo, a czas na jej wykończenie to 12 miesięcy. Poprzedni olejek Khadi, który miałam (recenzja tutaj) wydawał mi się wydajniejszy od tego, jednak ten lubię bardziej.

Jak dla mnie ten olejek nie jest zbyt wydajny (zużycie na zdjęciach jest po ok. 10 aplikacjach), jednak ja go nakładam dużo (podobnie zresztą z innymi olejami) i moje włosy bardzo chłoną tego typu produkty. Wiem, że jest pełno osób, które uważają, że olejek jest bardzo wydajny. Jak widać, kwestia indywidualna.

Produkt ma konsystencję typową dla oleju, jest płynny i średnio-gęsty. Nie jest jednak tak bardzo tłusty jak inne oleje. Zapach ma charakterystyczny, ziołowy; nie każdemu się spodoba.


Skład olejku Khadi jest bardzo bogaty i naturalny. To jedna z cech, która mnie do niego przekonała. Jeżeli chodzi o działanie, to muszę przyznać, że nie używam go regularnie (nie chce żeby mi się szybko skończył) i często mieszam z jakimś innym olejkiem. Poza tym ja ogólnie zmieniam oleje - raz używam jednego, raz drugiego.

Wydaje mi się, że każdy naturalny olej (najlepiej złożony z kilku dobroczynnych składników) jest w stanie nam przyspieszyć porost włosów, zwłaszcza z dodatkiem masażu. W związku z tym, nie mogę powiedzieć wprost 'ten olejek działa, moje włosy szybciej rosną', ponieważ jest to zasługa wielu olejków, między innymi tego.

Włosy po jego użyciu nie są tłuste, są o wiele bardziej miękkie i sypkie. Nie ma problemów ze zmyciem go delikatnym szamponem (np. Babydream czy Facelle). Jeżeli chodzi o wypadanie włosów, to nadal mi wypadają; zwłaszcza teraz, kiedy zaczęła się jesień. Nie jest to jednak nagminne i nie przeszkadza mi to.

Czy kupiłabym go ponownie? Tak i myślę, że to zrobię. Cena nie jest niska, ale jest to wydatek rozłożony na miesiące (osobie, która nie będzie go lać hektolitrami jak ja może nawet wystarczyć na rok), także uważam, że się opłaca.

Cena: 58zł      Pojemność: 210ml      Dostępność: Allegro, sklep Helfy

25 października 2012

Alterra: kosmetyki, których używam do włosów i które sobie chwalę :)

Postanowiłam otworzyć serię postów, w których będę zwięźle opisywać kosmetyki jednej firmy. Czasami trudno zebrać wszystkie kosmetyki jednej marki, które się ma, ponieważ może być ich dużo albo po prostu niektórych jeszcze się nie zdążyło wystarczająco przetestować. Dzisiaj taki post będzie o produktach Alterra, których używam do pielęgnacji włosów:

Oba szampony kupiłam na promocji w Rossmannie, bo chciałam porównać trochę produkty Alterry do Alverde. Nie używam ich regularnie, bo zawierają składniki podobnie do SLS, więc nie zmywam nimi olei. Stosuję od czasu do czasu, kiedy nie mam czasu na olejowanie lub kiedy moje włosy wymagają oczyszczenia. Nie wywołały u mnie przesuszeń skóry głowy/włosów ani wypadania włosów - nie używam ich non stop.
  • Alterra, szampon Biotyna i kofeina - ten szampon przypomina mi w zapachu pierwszy Alverde, który kupiłam - jest mocno ziołowy, ale jak dla mnie przyjemny. Ma gęstą, przezroczystą (delikatnie brązową) konsystencję, która tworzy dość obfitą pianę. Dobrze oczyszcza włosy. Wydaje mi się, że włosy mają trochę więcej objętości, ale innych właściwości nie zauważyłam.
  • Alterra, szampon Papaja i bambus - ten szampon kupiłam trochę z sentymentu, ponieważ nasza koleżanka wzięła go na Woodstock. Jako że to wydarzenie bardzo dobrze mi się kojarzy, postanowiłam go kupić. Ma przyjemny, owocowy zapach. Podobnie jak jego brat ma gęstą, przezroczystą konsystencję, która tworzy dość obfitą pianę. Dobrze oczyszcza włosy. Ma niby przyczyniać się do zwiększenia objętości, ale tego za bardzo nie zaobserwowałam.

  • Alterra, odżywka Morela & pszenica - wycofana już odżywka, lubiana przez wiele blogerek. Ja kupiłam ją dość dawno, jednak oszczędzam, mimo że nie daje mi rewelacyjnych efektów. Lubię ją, jednak się nią nigdy nie zachwycałam. Ładnie pachnie i nawilża włosy (a może powinnam powiedzieć w formie przeszłej?).
  • Alterra, odżywka Owoc granatu & Aloe vera - kupiłam ją ostatnio, jednak tak się z nią polubiłam, że wróciłam po jeszcze jedną, póki była w promocji ;) Ślicznie pachnie i ładnie nawilża, i odżywia włosy. Są po niej nieco bardziej miękkie niż po Moreli i pszenicy. Jak mi się skończy i będzie w przyszłości w promocji, to pewnie znów po nią sięgnę.

  • Alterra, maska do włosów Owoc granatu i Aloe vera - ten produkt też kupiłam na niedawnych promocjach. Według mnie, działa bardzo podobnie do odżywki, chociaż ma nieco lżejszą, bardziej płynną konsystencję (chyba trochę to dziwne, że odżywka jest gęsta). Sprawdza się na włosach świetnie, podobnie do odżywki - nie widzę między nimi większych różnic. A zapach! - uwielbiam go!
  • Alterra, olejek do masażu Migdał & papaja - jeden ze sławnych olejków Alterry. Ja używam go do włosów. Nie stosuję go często, bo lubię zmieniać oleje przy każdym olejowaniu. Trudno mi w związku z tym określić, który działa gorzej, który lepiej. Nie zauważyłam, by ten odbiegał od reszty - odżywia włosy, lepiej one wyglądają. Poza tym ma ładny zapach, który nie męczy (przynajmniej mnie). Dodatkowo jest bardzo wydajny, mi taka buteleczka starcza spokojnie na 7 miesięcy.
     

22 września 2012

Obecna pielęgnacja włosów, czyli oleje w akcji!

Chciałabym Wam napisać co nieco o mojej pielęgnacji włosów. Przede wszystkim stawiam na olejowanie - uwielbiam ten zabieg, wykonuję go, w miarę możliwości, przed każdym myciem (myję włosy co 2-3 dni), jak mam mniej czas to staram się nałożyć olej chociaż na 2-3 godziny. Obecnie posiadam 7 olejków przeznaczonych mniej lub bardziej do włosów. Zmywam je delikatnymi szamponami, a od czas do czasu użyję jakiegoś mniej fajnego szamponu, by oczyścić włosy. O produktach więcej dowiecie się czytając tę notkę:

 OLEJE:
  • Ban Lab, Sesa, wersja egzotyczna - lubię ten produkt, sprawdza się u mnie, jednak nie jest super wydajny, wystarczy mi jeszcze na maksymalnie 2 aplikacje. Więcej tutaj.
  • Cien med, oliwka do masażu - ma całkiem przyjemny skład, więc kupiłam ją, by stosować na włosy. Kosztowała mnie aż 3,99zł! Mam ją właśnie na włosach pierwszy raz.
  • Alverde, olejek paczula&czarna porzeczka - bardzo przyjemnie pachnie, trochę owocowo, trochę miętowo. Na pewno przyjemniej się go używa ze względu na pompkę.
  • Alterra, olejek migdał&papaja - ładnie pachnie, lubię go używać. Mam nadzieję, że te olejki szybko wrócą do naszych Rossmannów.
  • Khadi, olejek hibiskusowy do twarzy i ciała - ja go używam na włosy, ma bardzo dobry skład, więc nie ma co zaszkodzić. Jest wydajny, opakowanie 210ml i na samą twarz wystarczyły trzem osobom :P. Kosztuje 59zł, jednak warto wydać, bo starczy spokojnie na rok (tyle ma ważności, a powinien mieć więcej, moim zdaniem). Nie pachnie hibiskusem, raczej sezamem, zapach orientalny, palony.
  • Khadi, olejek stymulujący porost włosów - użyłam go dopiero kilka razy, jednak myślę, że będzie działał podobnie do hibiskusowego. Ma dziwny zapach, jakby ktoś rozsypał różne przyprawy, ale mi nie przeszkadza. Olejki Khadi można kupić w sklepie Helfy.
  • Babydream, oliwka pielęgnująca - nie używałam za bardzo, bo dopiero kupiłam ;)

SZAMPONY:
  • Alverde, szampon dodający objętości - bardzo go polubiłam, ładnie pachnie - jakby cytrusowo. Nie przyczynia się do mocnego plątania włosów, dobrze się pieni (ma Ammonium Lauryl Sulfate w składzie). Myślę, że kupię go ponownie, jak mi się skończy.
  • Babydream, szampon dla dzieci - ten produkt też polubiłam, mimo że włosy po nim są bardzo oczyszczone, wręcz trzeszczące i poplątane.
  • Facelle, płyn do higieny intymnej - też go lubię, jak wiele z Was kupiłam go do mycia włosów. Świetnie się do tego nadaje, jest łagodny, nawilżająco działa na skalp. Świetnie sprawdza się też w swojej programowej roli, jest bardzo delikatny.

ODŻYWKI:
  • Balea, mleczko bez spłukiwania - ostatnio pisałam o nim tutaj.
  • Joanna, balsam do włosów bez spłukiwania - o nim też pisałam w tej notce.
  • Alterra, odżywka nadająca połysk - sławna odżywka z tej firmy, która konsystencją przypomina raczej maskę. Fajnie działa, przyjemnie pachnie, mam jej jeszcze dużo, bo oszczędzam. Mam nadzieję, że wróci na półki.
  • Elisse, odżywka do włosów farbowanych - tania odżywka z Biedronki (5zł), jest dobra do szybkiego nałożenia, by tylko wygładzić włosy po plączącym szamponie.
  • Farmona, Jantar, wcierka do włosów - przelałam Jantara do opakowania po odżywce w sprayu - tak łatwiej się go aplikuje. Lubię ten kosmetyk, włosy mi trochę szybciej rosną i pojawiło się trochę baby hair. Kupuję go w Jasmin (we Wrocławiu, w Feniksie) za niecałe 11zł.

MASKI:
  • Alverde, maska z aloe vera i hibiskisem - Na początku mnie nie powaliła... Po dzisiejszej aplikacji jestem bardziej zadowolona.. podcięłam trochę włosy i możę na tamtych suchych, zmaltretowanych nie miała się jak wykazać? ;) Bardzo ładnie pachnie. Pojemność to tylko 100ml.
  • Joanna, maseczka jajeczna - jeden z moich ulubieńców, opisywana tutaj.
  • BingoSpa, maska z masłem shea i pięcioma algami - Niestety nie powaliła mnie... ale mam jej jeszcze dużo, może moje zdanie się zmieni. Ma ładny zapach i przyjemną konsystencję. Można ją kupić za ok. 8zł w niektórych hipermarketach Tesco.

A jak wygląda Wasza pielęgnacja włosów? Używacie olejków? A może wolicie maski? :)

30 sierpnia 2012

Projekt denko - sierpień 2012

  • Szampon CHI, ochrona koloru - bardzo go lubiłam, nie zawierał SLS, więc nadawał się do zmywania olejów. Nie plątał włosów, wręcz przeciwnie - co bardzo mi się podobało. Niestety jest drogi, butelka kosztuje koło 40zł, a chętnie bym do niego wróciła. Więcej na jego temat tutaj.
  • Kamill, żel pod prysznic o zapachu limonki i rabarbaru - kupiłam go za 2,99 'przy okazji'. Był w porządku, nawet ładnie pachniał, mył ok, ale bardzo szybko się skończył (chyba dlatego, że nagle wszyscy domownicy postanowili go używać), a ponadto brałam jeszcze odlewki na wyjazd.
  • Original Source, peeling/scrub mięta + orzech włoski - bardzo ładnie pachniał, przyjemnie chłodził, delikatnie zdzierał martwy naskórek, ale niestety cholernie ciężko było go wycisnąć (już od połowy butelki). Gdyby były dostępne w Polsce, to pewnie bym czasami się skusiła.
  • Cien, oliwkowy żel do mycia twarzy - był w porządku, nie robił mi żadnej krzywdy, dobrze zmywał brud i resztki makijażu. Poza tym, zapłaciłam za niego niecałe 4zł. Więcej tutaj.

  • Dabur, Vatika, olej kokosowy - jeden z moich pierwszych olejków. Mimo że mam włosy o wysokiej porowatości, nie robił z nich siana. Bardzo denerwował mnie jego zapach, zwłaszcza na początku używania i pod koniec... Niby był ładny sam w sobie, ale od noszenia go długo na włosach zaczynało być aż słabo. Nie kupię ponownie.
  • Nivea, Angel Star, antyperspirant w sprayu - strasznie długo go męczyłam... albo i on mnie. Zapach ładny, ale bardzo dusząco się rozpylał. Poza tym zostawiał trochę białych śladów pod pachami, zupełne przeciwieństwo wersji w kulce. Przekonałam się, że antyperspiranty w sprayu nie są dla mnie ;)
  • Joanna, bzowy balsam do ciała - ślicznie pachniał, ładnie nawilżał, ale jak dla mnie miał za dużą pojemność. Rzadko się smaruję i ciężko mi zużyć takie wielkie butle. Jakaś 1/3 całego opakowania posłużyła mi do rozrobienia korundu. Więcej o balsamie tutaj.
  • Ziaja, Kozie Mleko, krem na dzień - ten krem ma wielu zwolenników, ale jak dla mnie był średni. Nawilżenie bardzo marne, jedynie nadające się pod makijaż. Nie zapchał mnie (mało co mnie zapycha, raczej mam wysypy hormonalne), jednak jego zapach bardzo mnie drażnił (wiem, że wiele osób go lubi). Nie kupię ponownie, zresztą zmieniam pielęgnację. O mojej nowej pielęgnacji twarzy możecie poczytać tutaj.
  • Isana, migdałowy krem do rąk - był bardzo w porządku, ładnie nawilżał. Poza tym zapach taki sam jak kremu do rąk z Avonu, który miałam lata temu (ah, ten ludzki węch i zdolność zapamiętywania!). Mam jeszcze jeden w zapasie.

  • Eveline, odżywka 8w1 - skończyłam ją jak zaczęły się sypać złe opinie. Mi nic złego nie zrobiła, ale nie będę na razie jej używać, mimo że mam drugie nowe opakowanie. W tej chwili radzę sobie Diamentową siłą i NailTekiem.
  • Max Factor, 2000 calorie - świetna maskara, jednak zaczęła mi już przysychać i się kruszyć. I tak bardzo długo mi służyła... myślę, że wrócę do niej za jakiś czas (jak pokończę obecnie tusze).
  • błyszczyki do ust (Quiz i no name) - nie zużyłam ich do końca, ale już zaczęły się robić dziwne, więc idą do kosza ;)

W tym miesiącu nie ma tego dużo, bo przez połowę sierpnia byłam na wyjazdach. I tak uważam, że zużycia niezłe. Chociaż tak naprawdę najwięcej w tym miesiącu poszło mi... chusteczek nawilżanych (przydają się na wyjazdach typu Woodstock, gdzie dostęp do wody do mycia jest utrudniony).

31 lipca 2012

Projekt denko - lipiec 2012

Mój lipiec był dosyć bogaty w zużycia. Może nie jest to największe denko jakie miałam, ale większość produktów było w dużych pojemnościach i kończyłam je dosyć długo. Zapraszam zatem do przeczytania mini-recenzji:

  • Original Source, płyn do kąpieli Czekolada&mięta - był w potrójnym zestawie świątecznym. Pięknie pachniał, dobrze się pienił. Jednak, żeby było go dobrze czuć podczas kąpieli, trzeba było go sporo wlać i przez to stawał się nieekonomiczny. Do płynu nie powrócę, może kiedyś kupię żel (który ma zresztą chyba taki sam skład, jednak z butli było trudno go używać w ten sposób).
  • Farmona, Sorbet do mycia ciała - ostatnio recenzowany tutaj. Nie przypadł mi do gustu i chciałam go jak najszybciej zużyć, więc wykorzystałam jako płyn do kąpieli i nic a nic się nie pienił.
  • Balea, malinowy żel pod prysznic - ładnie pachniał maliną, chociaż podczas mycia odrobinę gorzej. Miał fajny różowy kolor, kremową konsystencję, mył ok. No i po przeliczeniu na PLN kosztował jakieś 2,80 (!!!), więc czego chcieć od takiego żelu?! :D
  • Bourjois, woda micelarna - u mnie sprawdza się bardzo dobrze.
  • Kolastyna, balsam brązująco-rozświetlający - beznadziejny, totalny bubel (przynajmniej stara wersja opakowania) - nie brązuje w ogóle i śmierdzi samoopalaczem. Jedyny plus to złote drobinki, ale ja akurat nie przepadam za takim efektem.

  • Ziaja, szampon do włosów normalnych - meeeega wydajny, miałam go chyba ponad pół roku (co prawda czasami użyłam innego szamponu) i zużywałam razem z tatą. Ślicznie pachniał, ale na razie do niego nie wrócę, bo zmieniam nieco pielęgnację.
  • CHI, odżywka - recenzowana tutaj. Dobrze mi się jej używało, była dobra jak na odżywkę ekspresową. Jest dosyć droga, ale była w miarę wydajna (chociaż szamponu zostało mi jeszcze trochę, a używałam ich jednocześnie) i byłam z niej zadowolona. Może kiedyś skuszę się na zakup.
  • Joanna, balsam nawilżająco-regenerujący - dobrze się u mnie sprawdzał, jest bardzo wydajny i ślicznie pachnie. Mam teraz nową wersję 300ml.
  • Farmona, Jantar - na razie zużyłam jedno opakowanie i robię trochę przerwy, bo wyjeżdżam na Woodstock i nie widzę sensu w odnawianiu kuracji właśnie teraz. Nie zauważyłam póki co większych rezultatów, ale włosy mi się mniej przetłuszczały przy używaniu tej wcierki.
  • Alterra, olejek oliwka&limonka - mój pierwszy olej do włosów. Bardzo przyjemnie się go używało, ślicznie i świeżo pachniał. Był wydajny - zużywałam go przez 7 miesięcy.

  • Eveline, serum ujędrniające brzuch i pośladki - używałam go niestety bardzo nieregularnie, ale widać było ujędrnienie i wygładzenie skóry. Przy okazji było wydajne i dawało efekt chłodzenia (choć na krótko). Nie wiem czy do niego wrócę, ale ogólnie produkty Eveline tego typu na pewno będą wpadać w moje ręce :)
  • Eveline, serum do biustu - to było moje drugie opakowanie; po wyjeździe otworzę kolejne, które już czeka. Moim zdaniem świetny produkt, który naprawdę dba o biust - trochę go ujędrniania i podnosi. Ponadto nawilża i uelastycznia. Widzę poprawę od czasu kiedy go używam (mimo że nie robię tego super regularnie, to efekty nie znikają).
  • Dermika, maseczka czekoladowa - ostatnio ją kupiłam i postanowiłam od razu wypróbować. Dostałam ostrzeżenie, że może podrażniać, więc jak tylko poczułam coś nieprzyjemnego na twarzy, to ją zmywałam. Trochę oczyściła cerę, ale zapach pozostawia wiele do życzenia, brązowa Ziaja ładniej pachnie i jest tańsza.
  • Cherry Masaki, perfumowany balsam - (od japońskiego projektanta) z GlossyBoxa (próbka 50ml). Pełnowymiarowy produkt 150ml kosztuje 150zł. Nie wiem skąd ta cena na taki produkt! Prawie wcale nie nawilża, może najwyżej zdjąć uczucie suchości (ja go trzymałam w torebce, używałam do dłoni). Zapach ma ładny, ale bez zachwytów (przynajmniej moich - moi znajomi się serio zachwycali ;P)
  • NailTek, II Intensive Therapy - daawno temu go zużyłam, resztka zgluciała, a ja zapominałam go dołożyć do starych denek. Zatem robię to teraz. Byłam z niego zadowolona, ale na razie zamówiłam sobie Seche Vite i myślę, że do NT już raczej nie wrócę.
  • Wibo, eyeliner - długo mi służył, robił super kreskę, jest tani. Pewnie kupię go ponownie.
  • Biały Jeleń, żel do higieny intymnej - ot, taki zwykły, przeciętny żel.
  • Joanna, peeling myjący - myślałam, że będzie gorszy, a okazał się naprawdę fajnym peelingiem. Nie jest to mocny zdzierak, ale też nie jest delikatny. Wiem, że niektórzy używają go nawet do twarzy. Bardzo ładnie pachnie, zapach utrzymuje się w łazience dosyć długo po kąpieli. Uważam, że za 3,50zł można go kupić, ale powyżej 5zł to już przesada, bo produkt starcza na jakieś 4 użycia (na całe ciało).

A teraz pozostaje mi Was pożegnać na jakiś tydzień, bo jutro jadę na Woodstock, a po Woodstocku na 2-3 dni do Berlina. Pewnie zrobię tam jakieś zakupy, także pokażę swoje niemieckie łupy po powrocie! :D Trzymajcie się!

7 lipca 2012

BanLab: Sesa egoztyczna - olejek na wypadające włosy


Olejek ten, jak i poprzedni, o którym pisałam, dostałam do testów od sklepu Helfy.pl. W przeciwieństwie do tamtego, po tym efekty zobaczyłam po pierwszym użyciu. Moje opakowanie ma 90ml. Kiedy jest chłodniej olejek jest w stanie stałym, jednak przy obecnych temperaturach jest płynny. Za ile i gdzie go kupimy? Tutaj - 90ml za 25zł lub 180ml za 45zł. Jego zapach jest dosyć intensywny i trudny do określenia. Na początku mocno wyczuwam coś w rodzaju cytryny, z biegiem czasu zapach jest bardziej przyprawowy (?), korzenny. Mój tata mówi, że trochę lawendowy. Średnio mi się podoba.


Przyznam, że nie używałam olejku według zaleceń - po prostu nie mam problemów z wypadającymi włosami, a poza tym używam Jantara. Używam go jak każdego innego oleju do włosów (to znaczy: od połowy włosów po końcówki), a mam ich kilka: kokosowy, z Alterry, i Khadi (mam też z Alverde, ale jeszcze nie używałam). Co sądzę o olejku Sesa? Po nim od razu zauważyłam różnicę w porównaniu z powyższymi olejami - włosy od pierwszego użycia były bardziej miękkie. Poza tym ten olej zmywa się łatwiej od innych, które mam. Nie aplikowałam go u nasady włosów, więc nie wiem czy potęguje przetłuszczanie. Co ciekawe, olej ma zabarwienie delikatnie niebieskie. Jeżeli chodzi o opakowanie - jest pozbawione dozownika, mamy po prostu dziurę. Może to być minus, bo przy wylewaniu kosmetyku na dłoń, może nam go polecieć za dużo i po prostu się zmarnować. Wydajność jest chyba standardowa, chociaż ja go używam dosyć sporo.

Mówiąc ogólnie - ja jestem zadowolona z tego produktu. Nie należy do najtańszych, ale u mnie działa w bardziej widoczny sposób niż inne oleje. Bardzo możliwe, że kupię ponownie.

EDIT: Od około połowy opakowania zaczęłam go używać również na skalp - ładnie nawilżał skórę głowy, a włosy nie przetłuszczały się szybciej. Niestety stosowałam go w niezbyt dobrym okresie dla moim włosów, kiedy wypadanie naprawdę było mocne i nie jestem w stanie ocenić, czy miał jakiś wpływ.

Mimo że produkt został mi udostępniony za darmo, nie wpływa to w żaden sposób na moją ocenę.