Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusz do rzęs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusz do rzęs. Pokaż wszystkie posty

26 października 2015

Astor: Big&Beautiful Eternal Muse - tusz rzęs, który ostatnio podbił moje... oczy. Ulubieniec lata 2015!


Kilka miesięcy temu w moje łapska wpadł tusz do rzęs Astor Big&Beautiful, Eternal Muse. Na początku trochę się go bałam, bo duża szczoteczka nie zwiastowała dobrego pożycia. Bardzo bałam się, że w porównaniu z moim niewielkim okiem szczota będzie dla mnie za duża i że przyczyni się do sklejania rzęs. Ale dziewczyny mówiły, że jest fajna... no i jest!

Tuszu tego używam już od kilku miesięcy (około 5-6, więc zaraz zakończy swój żywot), chociaż nie sięgałam po niego codziennie. Jestem bardzo zadowolona z efektu, jaki daje. Pierwsza warstwa wygląda naturalnie, ale wyraźnie podkreśla rzęsy, zatem nie mając czasu można się 'szybko machnąć' i iść. Gdy jednak dłużej się pobawimy, efekt będzie mocniejszy, idealny na wieczór do mocniejszego makijażu oka.

Eternal Muse to jeden z niewielu tuszów do rzęs, który podkreśla moje rzęsy w taki sposób, że są one widoczne, skupiają na sobie uwagę. Dość mocno podkręca, widocznie pogrubia i delikatnie wydłuża. To coś, czego szukam, ale bardzo rzadko znajduję. Moja opadająca powieka i opadające w dół rzęsy w zewnętrznym kąciku przyczyniają się do tego, że rzęsy (mimo że dość długie) nie są bardzo widoczne. Maskara Astor bardzo dobrze sobie radzi z tymi przeciwnościami losu ;)


Oczywiście ma też swoje wady. Warto nakładać ją ostrożnie, zwłaszcza aplikując kolejne warstwy. Moim zdaniem 2 to wystarczająca ilość, zwłaszcza, jeśli dobrze je dopieścimy. Musimy skupić się na rozdzielaniu rzęs szczoteczką już od pierwszego ruchu, żeby potem się nie zdziwić, że całość posklejała się w skupiska. Szczoteczka jest duża i może brudzić powiekę, jeśli macie do tego skłonność. Ja mam, dlatego też muszę poświecić kilka sekund na usunięcie tuszu znad rzęs ;)

Trwałość tuszu jest bardzo dobra. Nie zauważyłam, by się osypywał, a najświeższy to on już nie jest. Bardzo możliwe, że do niego w przyszłości wrócę, bo mało który tusz daje na moich rzęsach tak widoczny efekt. Może rzęsy nie są super równe, może sprawiają wrażenie nieco poszarpanych (to już niestety 'zasługa' moich rzęs), ale ten kto ma mało bardzo cieniutkie rzęsy, zrozumie :D


Mam ogólnie wrażenie, że Astor jest trochę nieoceniany. Nie wiem, z czego to wynika, bo szafa tej marki znajduje się w najpopularniejszych drogeriach. Mam 4 kosmetyki Astora i mówiąc szczerze, wszystkie są naprawdę dobre. Chyba będę musiała poznać więcej produktów, może okażą się równie fajne.

Tusz mam na sobie również w najnowszym filmie. Tam widać, że moje rzęsy są bardziej widoczne niż zazwyczaj. Ale co ja Wam będę mówić - oceńcie sami :) i dajcie suba, jeśli jeszcze nie znacie mojego kanału.



Cena: ok. 20zł      Pojemność: 12 ml      Dostępność: różnego rodzaju drogerie

11 lipca 2014

Wibo: Celebrity lash, niebieska maskara do rzęs


Niebieski tusz do rzęs dostałam dawno temu w WiboBoxie. Całkiem się ucieszyłam, kiedy go zobaczyłam, ponieważ wcześniej nie stosowałam kolorowych maskar. Po otwarciu opakowania zachwycił mnie kolor tuszu - jest to śliczny, chabrowy odcień, idealnie wpasowujący się w letnie klimaty. Szczoteczka już mnie tak bardzo nie urzekła, ale już po pierwszym zastosowaniu okazało się, że nie jest zła. Nie skleja rzęs aż tak bardzo, jak się tego spodziewałam, da się nią uzyskać całkiem przyzwoity efekt.

Tusz ten bardzo polubiłam, używam go naprawdę często (jak na tusz kolorowy, który nie jest tak uniwersalny jak czarny). W konsystencji jest gęsty, ale dzięki temu ładnie pokrywa rzęsy kolorem. Od razu widać, że rzęsy są pomalowane na niebiesko, bo w niektórych kolorowych tuszach zdarza się, że efekt jest mizerny. Maskara tworzy troszkę grudek, ale nie są one widoczne na rzęsach. Tak samo ze sklejeniem, uważam, że naprawdę jest minimalne i nie widać go tak na żywo, jak to uchwycił aparat. Osobiście podoba mi się ten efekt. Oczywiście o efekcie końcowym uzyskanym na rzęsach decydują głównie predyspozycje naturalnych rzęs - moje na przykład są dość długie, ale nie są rewelacyjnie gęste, dlatego też końcówki rzęs wyglądają na cienkie. Ponadto tusz jest bardzo trwały, nie zauważyłam, żeby się osypywał nawet po wielu godzinach noszenia.


Nie jestem osobą, która boi się zaszaleć z makijażem, dlatego też ten chabrowy piękniś znalazł u mnie zastosowanie. Mniej więcej raz w tygodniu moje rzęsy są pociągnięte tą maskarą. Jestem ciekawa, jak u mnie wyglądałby kolor fioletowy, ponieważ mam zielną tęczówkę i pewnie ładnie by się komponował. Chabrowy nie wygląda u mnie jakoś rewelacyjnie, ale całkiem lubię to połączenie z kolorem mojej tęczówki :) Dajcie znać, co o nim sądzicie.


Cena: ok. 10zł      Pojemność: 7g      Dostępność: szafy Wibo - Rossmann

15 czerwca 2014

Eveline: Mega Max, full volume & shocking black


Jakiś czas temu dostałam paczkę od firmy Eveline. Znalazło się w niej kilka kosmetyków pielęgnacyjnych, ale przeważała kolorówka, a wśród niej był ten tusz. Bardzo ucieszyłam się, gdy go zobaczyłam, ponieważ spodobał mi się jego wygląd, a maskar Eveline byłam od dawna ciekawa.

Przy jednej z najbliższych okazji wyciągnęłam ten tusz i przeraziłam się jego wielgachną szczoteczką (o wielkości mojego oka). Okazało się, że wbrew rozmiarom da się ją okiełznać i nie robi na oczach większego 'kuku'. Nie mam dużych oczu, moje opadające powieki zawsze utrudniają malowanie (więc zawsze muszę wybrudzić sobie górną lub dolną powiekę). A ta duża szczota niestety tego nie ułatwia. Niemniej jednak dość ładnie rozdziela rzęsy, a obawiałam się mega sklejenia i niemożności doprowadzenia rzęs do ładu. Co prawda mniejsze szczoteczki, zwłaszcza silikonowe, lepiej sobie z tym radzą, jednak jak na typ szczotki, której nie lubię - nie jest źle.


Efekt, który daje tusz Mega Max jest raczej zwyczajny. Tusz lekko pogrubia rzęsy (na zdjęciu widać dwie cienkie warstwy), ciutkę wydłuża, ale nie podkręca rzęs. Konsystencja tuszu od początku jest dość gęsta. Nawet przy pierwszym użyciu ten tusz nie był mocno mokry. Producent zapewnia o mocnym, czarnym kolorze i tutaj muszę się z tym zgodzić. Na pierwszy rzut oka - spoko, zwyczajny tusz do rzęs. Nie zachwyca, ale też nie trzeba go lecieć od razu zmywać. Ma niestety wielką, przekreślającą go, wadę. Na moich rzęsach osypuje się już po pierwszych kilku godzinach, co jest niedopuszczalne. Rozumiem, że pierwsze kropki możemy zobaczyć po 8-12h noszenia maskary na rzęsach, ale tutaj zauważam je już po jakichś 2h.

Tusz pewnie wykończę (zresztą nie wróżę mu długiej świeżości sądząc po jedno konsystencji), jednak już do niego nie wrócę. Pewnie nie kupiłabym go ponownie nawet jeśli by się nie osypywał, bo po prostu inny tusz Eveline działa u mnie zdecydowanie lepiej. Jeśli chcecie zobaczyć, który mam na myśli, to odsyłam Was do recenzji - klik.


Cena: ok. 17zł      Pojemność: 9ml      Dostępność: szafy Eveline - np. Rossmann, Hebe

4 marca 2014

Eveline: Mega Size Lashes - bardzo fajna maskara


Tusz Eveline o nazwie Mega Size Lashes trafił do mnie na zlocie blogerek we Wrocławiu. Sama pewnie bym go nie kupiła, bo rzadko zaglądam do szafy tej marki. Opakowanie mi się spodobało, więc postanowiłam, że ten tusz zostanie ze mną (wiele tuszów trafia do mojej mamy, koleżanek czy rozdań).

Przy pierwszych użyciach nie byłam zadowolona. Tusz był zbyt rzadki i nie umiałam się jeszcze posługiwać tą dziwaczną, wielką szczoteczką. Szczotka jest naprawdę charakterystyczna i nie spotkałam takiej przy żadnym innym tuszu, przypomina trochę kształt szczoteczki do zębów. Pierwsze próby pomalowania rzęs kończyły się marnym rezultatem. Rzęsy sterczały w różne strony, niektóre z nich były mocno posklejane, a pół powieki świeciło czarnymi kropkami.


Obecnie, kiedy tusz ma już około 3 tygodnie i trochę zgęstniał, mogę powiedzieć, że jestem naprawdę zadowolona. Szczoteczka już mnie przeraża, chociaż wciąż brudzę nią sobie wewnętrzny kącik prawego oka. Teraz rzęsy są zdecydowanie bardziej zdyscyplinowane, szczoteczka już ich nie skleja, tylko ładnie rozdziela. Może nie widać tego na zdjęciu, ale efekt wygląda coś jakby naturalny model sztucznych rzęs. No, prawie... ;) Włoski są równomiernie rozłożone, tworzą ładną firankę. Takie zbliżenie na zdjęciu psuje ten efekt, na żywo ze stosowanej odległości oko prezentuje się naprawdę fajnie.


W ciągu dnia rzęsy nie opadają, efekt jest taki sam, jak po pomalowaniu. Producent opisuje ten tusz jako wydłużająco-podkręcający, jednak uważam, że może być też pogrubiający, jeśli się postaramy. Moim zdaniem ani znacząco nie wydłuża, ani nie podkręca, ale w ogólnym rozrachunku tworzy naprawdę fajny efekt. Muszę powiedzieć, że zostałam pozytywnie zaskoczona przez markę Eveline.

PS. Pod poprzednimi recenzjami maskar, prosiliście o zdjęcia sprzed malowania. Zatem spełniam Wasze prośby.

Cena: ok. 17zł      Pojemność: 10ml      Dostępność: szafy Eveline (Rossmann, Hebe), małe drogerie

10 listopada 2013

Lovely: Pump Up, maskara podkręcająca i unosząca rzęsy


Chciałabym dzisiaj napisać o tuszu, o którym chyba już wszyscy słyszeli. Chodzi o tanią maskarę marki Lovely, o nazwie Pump Up. To nie pierwszy raz, kiedy ten tusz znajduje się w moim posiadaniu, ale postanowiłam napisać o nim dopiero teraz.

Pump Up od dawna mnie ciekawiła, ponieważ zbierała mnóstwo pochlebnych opinii w internecie. Pierwszy raz trafiła do mnie na zlocie blogerek, gdzie przygarnęłam ją od kogoś. Byłam z niej zadowolona, jednak jej żywotność nie trwała długo - po miesiącu wylądowała w koszu. Tym razem Pump Up przyszła do mnie wraz z jednym z Wibo Boxów.


Szczoteczka jest silikonowa (ja takie bardzo lubię), a jej kształt jest lekko wygięty, charakterystyczny dla maskar podkręcających rzęsy. Moim zdaniem nabiera idealną ilość tuszu, a włoski są rozstawione tak, że trudno sobie nią posklejać rzęsy - Pump Up ma u mnie za to duży plus. Jedyną wadą powtarzającą się wśród tuszy Wibo/Lovely to niezbyt długa żywotność - większość tych kosmetyków bardzo zmienia konsystencję po miesiącu użytkowania.

Na zdjęciach poniżej widzicie efekt z jedną wartą tuszu, dosłownie po kilku ruchach szczoteczką. Myślę, że od razu widać wydłużenie i podkręcenie rzęs. Przy kolejnych warstwach można też uzyskać lepsze pogrubienie i bardziej dramatyczny efekt. Poza tym nie zauważyłam, by maskara osypywała się. Biorąc pod uwagę cenę, brak osypywania się i satysfakcjonujący efekt wizualny, mogę stwierdzić, że to jeden z moich ulubionych tuszy do rzęs. A Wy, co o nim sądzicie?


Cena: ok. 10zł      Pojemność: 8ml      Dostępność: Rossmann - szafy Lovely

7 października 2013

W7: Show Stopper - tusz do rzęs


Jak czas temu pokazywałam Wam zieloną maskarę W7, której efekt na rzęsach większości się podobał. Niestety fakt, iż bardzo trudno było ją zmyć z oczu, co często kończyło się okrutnie dla rzęs, sprawił, że ją odstawiłam i sięgnęłam po kolejny produkt tego typu. Dzisiaj przedstawiam tusz, tej samej marki, który przypadł mi do gustu o wiele bardziej - Show Stopper.

Tym razem opakowanie jest różowe, ale kształt ten sam. Show Stopper charakteryzuje się równie dziwaczną, niespotykaną szczoteczką, co jego brat, ale tym razem kształt jest o wiele sympatyczniejszy. Na zdjęciach widzicie przednią stronę szczotki, bok jest płaski (mam nadzieję, że to zrozumiale napisałam). Jak sama nazwa wskazuje - tusz nie daje dramatycznego efektu, ale delikatnie podkreśla rzęsy na co dzień.


Rzęsy są podkreślone, nieźle rozdzielone. Większa ilość tuszu sprawi, że mogą się delikatnie posklejać, ale nie jest to tak nagminne jak przy zielonym Magic eyes. Co prawda znam maskary dające o wiele lepszy efekt niż ta, ale przyznam, że po poprzednim tuszu W7 jestem naprawdę mile zaskoczona.

Jego plusem jest trwałość - tuszu używam już jakiś czas i nie zauważyłam by się osypywał po kilku/kilkunastu godzinach poza domem. Poza tym o wiele łatwiej go zmyć - schodzi przy pomocy płynów micelarnych, dwufazowych czy żeli. Zdziwiłam się, że dwa tusze tej samej marki mogą się tak bardzo różnić pod tym względem. Przy Show Stopper moje rzęsy są bezpieczne i nie muszę obawiać się, że mi powypadają.

PS. O dziwo na zdjęciach o wiele lepiej wypada tamten tusz. Na żywo mam zupełnie inne wrażenia. Tutaj wygląd 'od przodu' wypada słabo, a na żywo wygląda o wiele lepiej niż na zdjęciu poniżej.


Cena: ok. 11zł      Pojemność: 15ml      Dostępność: Allegro (czasami)

22 września 2013

W7: Magic eyes, tusz do rzęs nie tworzący grudek


Dzisiaj co nieco o maskarze Magic eyes marki W7. Produkt od początku mnie interesował, bo nigdy nie miałam żadnego tuszu z tej firmy. Poza tym zaciekawiła mnie specyficzna szczoteczka - wcześniej nie miałam do czynienia z takim kształtem. Wszystko byłoby z nią ok, gdyby włosie było delikatniejsze i bardziej miękkie.

Do tuszowania rzęs tym tuszem trzeba się przyzwyczaić. Trzeba znać umiar, a nie machać szczoteczką w nieskończoność, ponieważ to tylko doprowadzi do mocno sklejonych rzęs. Najlepszy efekt uzyskuję, kiedy powiem sobie 'dość' w momencie, gdy wciąż mam ochotę wzmocnić efekt (więc wciąż nie byłam usatysfakcjonowana). Kilkukrotnie się na tym zawiodłam i kończyłam z rzęsami posklejanymi grupowo.

Tusz Magic eyes nie daje mocnego efektu, jest to raczej dzienny look. Nie dostajemy mocnego wydłużenia czy pogrubienia, ale za to rzęsy są nieźle podkręcone. Niestety tusz ma jedną, ale bardzo znaczącą wadę - jest bardzo oporny przy zmywaniu. Usunięcie go żelem czy zwykłym płynem micelarnym jest żmudne i często prowadzi do wypadnięcia jakiejś rzęsy. Najlepiej usuwać go dwufazówkami lub olejem - wtedy nasze rzęsy na pewno mniej na tym ucierpią. Maskara zatem nie nadaje się na wyjazdy - lepiej zabrać coś, co łatwiej się zmywa.

Ogólnie tusz jest średni - nie daje powalającego efektu, a w dodatku przy tuszowaniu można sobie zrobić krzywdę ostrą szczoteczką. Ale byłabym w stanie mu to wybaczyć, gdyby tusz nie powodował uszczerbku na moich rzęsach. Poużywałam go, przetestowałam, ale szkoda mi rzęs dla takiego efektu.


Cena: ok. 11zł      Pojemność: 15ml      Dostępność: Allegro

15 sierpnia 2013

Lovely: pogrubiający tusz do rzęs Volume Maximizer 3D


Niedawno w moje ręce wpadła maskara Lovely Volume Maximizer 3D i od jakiegoś czasu jej używam. W związku z tym, dzisiaj post o tuszu, który za bardzo nie przypadł mi do gustu. Mimo że wydaje mi się, że tusze Wibo/Lovely są dosyć podobne, ten odpowiada mi mniej niż większość z nich.

Kolor opakowania maskary jest na zdjęciach przekłamany - wydaje się seledynowy, ale na żywo jest to po prostu zieleń. Szczoteczkę ma klasyczną, a kolor tuszu jest mocno czarny. Szczoteczką dobrze się manewruje, nie jest ona duża i dociera do większości rzęs. Ilość tuszu, którą nabiera jest raczej odpowiednia. Tusz dobrze trzyma się na rzęsach - nie zauważyłam, by się osypywał czy kruszył.

Efekt, jaki daje na rzęsach nie jest powalający. Wydaje się, że rzęs jest dużo, jednak nie są one ułożone w sposób, który by zachwycał. Mam wrażenie, że tą szczoteczką trudno rozczesać i rozdzielić rzęsy. Maskara robi delikatne grudki i trochę skleja rzęsy. Pogrubienie jest minimalne, natomiast wydłużenia czy podkręcenia nie widzę wcale. Na zdjęciach mam 3 warstwy tuszu.


Cena: ok. 10zł      Pojemność: 11g      Dostępność: Rossmann - szafy Lovely

24 czerwca 2013

Lovely: False lashes - maskara nadająca efekt sztucznych rzęs


Nie sądziłam, że polubię się z tą maskarą. Szczoteczka wydawała się dla mnie za duża i stwierdziłam, że będzie sklejać moje rzęsy. Jednak kiedy ostatni tusz Wibo się u mnie nie sprawdził i byłam umówiona z Justyną, że ona go przygarnie, postanowiłam dać szansę maskarze False lashes.

Już pierwsze użycie tuszu zmieniło moją opinię. Może rzęsy nie wyglądały jak sztuczne, jednak były ładnie podkreślone i nieposklejane. Tusz świetnie podkręca rzęsy i taki efekt bardzo mi się podoba. Co prawda pogrubienia za bardzo nie widzę, ale jak już wspomniałam - ja nie przepadam do końca za takim efektem. Lubię, kiedy rzęsy wyglądają dosyć naturalnie, jednak są widoczne i podkreślają oczy. Ta maskara to robi.

Szczoteczka, mimo że duża, sprawdziła się u mnie. Nie mam największych problemów, by pomalować nią rzęsy. Moje rzęsy są ładnie ujarzmione, tworzą - podobające mi się - firanki i trzymają się tak spokojnie kilka godzin. Nie zauważyłam, by maskara miała tendencję do osypywania, jednak na razie jest świeża.


Jestem pozytywnie zaskoczona tym produktem, bo nie spodziewałam się dobrych relacji między nami. Cieszę się, że wyszło inaczej, bo efekt, który uzyskuję dzięki tuszowi Lovely bardzo przypadł mi go gustu. Nie wiem, czy gruba szczoteczka sprawdzi się na krótkich rzęsach, ponieważ moje są z natury dość długie.

Cena: ok. 10zł      Pojemność: 11g       Dostępność: Rossmann - szafy Lovely




16 czerwca 2013

Wibo: Lift lash XXL volume - maskara pogrubiająco-unosząca


Opowiem Wam dziś troszkę o maskarze Lift lash XXL volume od Wibo. Już na samym początku muszę powiedzieć, że nie przypadła mi tak do gustu jak Dolls lash, którą pokazywałam jakiś czas temu. Poza podobnym opakowaniem, masakry bardzo się od siebie różnią, przynajmniej w moim odczuciu.

Szczoteczka na pierwszy rzut oka wydaje się fajna - jest długa i wąska, a dzięki niewielkiej końcówce można pomalować rzęsy w kąciku oka. Myślałam, że się polubimy... Niestety rozkład włosia jest dość rzadki i przez to rzęsy sklejają się grupkami. Moim rzęsom taka szczoteczka zdecydowanie nie odpowiada.

 Efekt, który uzyskuję nie podoba mi się. Rzęsy najlepiej wyglądają po jednej warstwie tuszu, jednak jest to efekt bardzo delikatny, mały zauważalny. Przy drugiej warstwie nie jest źle, jednak widoczność rzęs nadal się nie zmienia. Przy trzeciej i kolejnych warstwach jest tylko gorzej - z rzęs robią się pajęcze nóżki, które wyglądają jakby rzęsy były poszarpane... a szczerze mówiąc pogrubienie jest takie, jak było.


Na zdjęciu uzyskany efekt nie wygląda źle, ale na żywo nie jest powalający. Rzęsy są ciemniejsze, lekko pogrubione i wydłużone. Natomiast uniesienia w ogóle nie widzę. Maskara bardziej sprawdzi się na gęstych rzęsach u osób ceniących delikatny, naturalny wygląd.

Jeśli chodzi o trwałość tuszu to jest ona średnia, maskara może się trochę osypywać w ciągu dnia. Moje oczy nie reagują na nią alergicznie - nie pieką ani nie łzawią. Niemniej jednak, nie mogę tego produktu pochwalić - po prostu szczoteczka (mimo swoich niewielkich rozmiarów) nie sprawdza się na moich rzęsach i tusz nie wygląda dobrze (zwłaszcza gdy patrzymy na oczy od przodu). O wiele bardziej polecam maskarę Dolls lash, o której możecie poczytać tutaj.


Cena: ok. 10zł      Pojemność: 8g      Dostępność: Rossmann - szafy Wibo


22 maja 2013

Wibo: Dolls lash, ultra volume - "Rzęsy jak ta lala"


Rzadko otwieram następny tusz, używając jeszcze jednego. Jednak temu nie mogłam się oprzeć, po zobaczeniu recenzji BeautyWizaż. Efekt na rzęsach uzyskany dzięki tej maskarze bardzo mi się spodobał i postanowiłam go wypróbować.

Nie jestem zwolenniczką dużych szczot i ta maskara na szczęście takiej nie ma. Może na zdjęciu wydaje się duża, jednak jest to typ szczoteczki długiej, jednak z wąskim włosiem. Nie używałam jeszcze takiego typu i muszę przyznać, że bardzo fajnie mi się jej używa. Jest dość precyzyjna, dobra do niewielkich oczu.


Szczoteczka ładnie łapie rzęsy. Możemy pracować z nią delikatniej, nakładając produkt bardzo lekko. Dzięki temu uzyskamy subtelny efekt, jednak z pięknie rozwachlarzowanymi rzęsami. Można też nakładać nią tusz bardziej zdecydowanie dzięki czemu rzęsy będą bardziej pogrubione i efekt będzie mocniejszy.

W tuszu Dolls lash bardzo podoba mi się możliwość stopniowania efektu. Można spokojnie nałożyć 3 warstwy produktu, a rzęsy wyglądają super i nie są posklejane. Pierwszy raz spotkałam się też z tuszem, który nie usztywnia rzęs - nawet po trzech warstwach i gruntowanym zaschnięciu są one elastyczne i miękkie. Muszę go też pochwalić za trzymanie rzęs 'w ryzach' - niektóre tusze sprawiają, że rzęsy odstają mi w różne strony i nie wygląda to zbyt fajnie. Ten bardzo fajnie jest układa i przytrzymuje w odpowiednim miejscu.

Jeśli chodzi o to co on robi... na pewno rewelacyjnie rozdziela rzęsy. Wydłużenie, według mnie, jest dość standardowe. Podobnie z pogrubieniem - nie uważam, by było spektakularne, jednak zestawiając działanie tego tuszu, to efekt jest naprawdę świetny. Przynajmniej moim zdaniem, a ja swoje rzęsy znam najlepiej ;)


Producent pisząc 'rzęsy jak ta lala' miał rzeczywiście rację. Dzięki maskarze uzyskuję bardzo fajnie firanki, które odpowiadają moim standardom. Za cenę ok. 10zł dostajemy dobry jakościowo produkt, który w dodatku jest ogólnodostępny. Ostatnio niewiele tuszów mnie zadowala, jednak temu się udało. Oklaski dla Wibo! Należy się.

Cena: ok. 10zł      Pojemność: 8g      Dostępność: Rossmann - szafy Wibo

Na temat trwałości obecnie się nie wypowiem, bo używałam go dopiero dwa razy, jednak chciałam dodać dziś notkę, ponieważ od jutra w Rossmannie jest -40% na kolorówkę i pielęgnację twarzy... Nie wiem, czy ten tusz jest już dostępny, ale jeśli jest, to będzie kosztował koło 6zł i być może kogoś moja recenzja skusi.
  

3 maja 2013

Oriflame: tusz do rzęs Volume Build


Pokażę Wam dziś tusz, którego ostatnio cały czas używam. Nowość Oriflame, czyli maskara Volume Build trafiła do mnie dzięki Dominice, która udostępniła mi go w ramach współpracy. Dawno nie miałam tuszu Oriflame. Mój ulubiony Wonder Lash dawno nie gościł w moich zbiorach.

Volume Build ma zwykłe, fioletowe opakowanie. Szczoteczka jest dość klasyczna, chociaż ma nieco rzadziej rozstawione włosie. Nie jest ani za twarda, ani za miękka - raczej nie zrobi większej krzywdy, gdy dziabniemy się w oko. Nie drapie również górnej linii wodnej przy malowaniu.


Szczoteczka ładnie łapie i pokrywa rzęsy tuszem. Ilość produktu, który się na niej znajduje jest optymalna. Dość ładnie wyczesuje rzęsy i raczej ich nie skleja. Owszem, na zdjęciu mogą się wydać nieco sklejone i niezbyt atrakcyjne na pierwszym ujęciu na zdjęciu, jednak na żywo efekt bardzo mi odpowiada. Najczęściej maluję rzęsy jedną porcją tuszu, jednak poświęcam sporo czasu na wyczesywanie ich szczoteczką.

Według producenta, jedną z cech produktu, ma być możliwość budowania efektu na rzęsach. Podobno można stworzyć aż 5 warstw. Przyznaję, że tego nie próbowałam, ponieważ przy 3 warstwie moje rzęsy zaczynają się bardzo sklejać. Nie wynika to raczej z formuły tuszu, tylko bardziej z charakterystyki moich rzęs. One nie lubią mieć na sobie więcej niż dwóch warstw. Ja zresztą też nie czuję się wtedy najlepiej.


Tusz jest w kolorze standardowej czerni. Lekko pogrubia rzęsy i sprawia, że są bardziej widoczne. Nie wiem, jak to pogrubienie sprawdzi się u osób, które mają grubsze rzęsy niż ja i które z łatwością uzyskują efekt grubych rzęs dzięki maskarom. Ja takiego nie uzyskuję, właściwie każdy tusz pogrubia mi rzęsy w podobnym stopniu. Co prawda maskara nie podkręca rewelacyjnie rzęs, ale sprawdza się w tym aspekcie standardowo. Wydłużenie nie jest spektakularne, ale ja mam dość długie rzęsy i mi jak najbardziej odpowiada.

Maskara nie tworzy grudek i nie kruszy ani nie osypuje się. Nie zauważyłam żadnych czarnych kropek pod oczami, nawet po dobrych kilku godzinach noszenia. Jej gęstość jest dobra od otwarcia i nie musimy czekać kilka dni, by nam zgęstniała i była odpowiednia do użytku.

rzęsy pomalowane jedną porcją tuszu, jednak po namachaniu się trochę szczoteczką

Ogólnie rzecz biorąc - przyzwoity tusz, o dość dobrej jakości, chociaż niekoniecznie spektakularnie pogrubiający. Myślę, że sprawdzi się na bezproblemowych rzęsach, takich jak moje. Osoby z bardzo rzadkimi i krótkimi włoskami, mogą nie być do końca zadowolone. Jeśli lubcie tusze Oriflame, to polecam spróbować ten wariant - bardzo możliwe, że będziecie zadowolone.

Cena: ok. 22zł      Pojemność: 8ml      Dostępność: internet, konsultantki - Dominika

Jeśli chcesz zostać klubowiczką Oriflame i zamawiać kosmetyki na własne potrzeby 
z 30% rabatem zapraszam na stronę: www.my.oriflame.pl/domcia

29 grudnia 2012

Wibo: Growing Lashes, stimulator mascara - błogosławieństwo czy przekleństwo?


Czy jest osoba na blogspocie, która jeszcze nie słyszałaby o tej maskarze? Śmiem szczerze wątpić. Znana jest przede wszystkim z tego, że daje dobry efekt za niską cenę. Ma jednak wady, jak dla mnie, niewybaczalne.

Postaram się, żeby ta recenzja była krótka. Szczoteczkę bardzo polubiłam - pasuje mi jak ulał, dobrze mi się nią maluje. Sprawia, że mogę swobodnie manewrować przy rzęsach i nakładać tusz tam, gdzie chcę. Kolor tuszu jest w porządku, jak dla mnie to najzwyklejsza czerń.


Podoba mi się także efekt, jaki daje na moich rzęsach. Wydłuża je nieco, dość mocno pogrubia (mam dość długie, ale cienkie) i ładnie rozdziela. Schody zaczynają się niestety, kiedy ten tusz już nosimy. Chodzi mi o tragiczne (!) osypywanie się go. I nie ma u mnie różnicy czy nakładam jedną warstwę czy trzy... niestety. Sypie się tak czy siak. Już po 2h widzę pod oczami czarne kropeczki, które niesamowicie wkurzają.


Tusz jest tani, kosztuje ok. 10zł bez promocji, więc można wypróbować. Opinie są podzielone, niektórym dziewczynom w ogóle się nie osypuje. Ja już do niego nie wrócę, bo wolę nie martwić się cały dzień tym, co znajduje się pod moją dolną powieką. Na temat stymulacji rzęs wypowiadać się nie bedę, bo nie wierzę, by maskara miała jakikolwiek wpływ na ich stan i porost. A Wy co o niej sądzicie?


Cena: ok. 10zł      Pojemność: 8ml      Dostępność: szafy Wibo - Rossmann