Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dabur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dabur. Pokaż wszystkie posty

2 czerwca 2016

Woda różana - do czego można jej używać?


Woda różana już od dawna jest stosowana w przemyśle spożywczym, jak i kosmetycznym. W kosmetyce można używać jej na wiele sposobów - nie tylko do tonizacji twarzy. W dzisiejszym poście przedstawię Wam kilka oczywistych i mniej oczywistych zastosowań wody różanej.

Oczywiście wody różane są różne - lepsze, gorsze, droższe, tańsze. Już sami musimy ocenić, jakiej wody szukamy, jaka będzie dla nas najbardziej odpowiednia i ile chcemy na nią wydać. Jednym z najtańszych i najpopularniejszych wariantów jest woda różana marki Dabur. Kosztuje ona 12zł w Helfy i od dawien dawna cieszy się dużym powodzeniem wśród klientek.

Niestety nie jest to czysta woda różana, ponieważ zawiera w składzie glikol propylenowy i sorbinian potasu, ale wiem, że i taka kompozycja składników odpowiada wielu osobom. Produkt marki Dabur ma ładny, różany zapach i nie przyczynia się do zaczerwienienia cery - moja skóra dobrze na niego reaguje.



Jak stosować wodę różaną? Do czego można jej dodać? Co można z niej zrobić?


1. Tonizacja - woda różana jako tonik

Banalny i powszechnie znany sposób na używanie wody różanej. Stosujemy ją zamiast toniku, czyli przecieramy nią twarz przy pomocy wacika. Należy to robić po każdym kontakcie cery z wodą, czyli np. po umyciu twarzy żelem czy zmyciu maseczki. Taki zabieg przywróci skórze odpowiedni poziom pH (woda ma pH 7, a skóra około 5,5, więc różnica jest spora) i dzięki temu substancje zawarte w kosmetykach, która nałożymy potem (np. krem/olejek) będą mogły łatwiej wchłonąć się w skórę.


2. Odświeżająca mgiełka

Z wody różanej można zrobić też odświeżającą mgiełkę na lato. Wystarczy ją przelać do butelki z atomizerem i psikać się, kiedy zechcemy się trochę orzeźwić. Jeżeli nasza woda różana od razu jest zapakowana w butelkę z 'psikaczem', wtedy mamy problem z głowy :)


3. Serum olejowe do włosów / lekka odżywka do włosów w sprayu

Kto jest zaznajomiony z blogami włosomaniaczek, ten na pewno słyszał o serum olejowym. Jest to alternatywa dla standardowego olejowania włosów. Do buteleczki z atomizerem wlewamy: olej, wodę i trochę odżywki. Oczywiście zwykłą wodę zastępujemy w tym przypadku wodą różaną, dzięki czemu kosmetyk ma jeszcze lepsze działanie nawilżające.

Można też się pokusić na przygotowanie lekkiej odżywki do włosów. Jest to tak samo proste, a nawet prostsze, bo pomijamy krok z dodaniem oleju. W buteleczce z atomizerem mieszamy wodę różaną z niewielką ilością odżywki do włosów. Włosy można spryskiwać takim specyfikiem po myciu (włosy będą lepiej nawilżone i na pewno będzie łatwiej je rozczesać) lub za każdym razem, kiedy uznamy, że naszym kłaczkom przyda się zastrzyk nawilżenia.


4. Baza do rozrabiania glinek i maseczek w proszku

Wody różanej warto też dodawać do maseczek, które musimy rozrobić z jakimś płynem. Taki zabieg jest szczególnie polecany przy cerach wrażliwych, dojrzałych i naczynkowych. Woda wtedy nie będzie tylko bazą, z którą mieszamy proszek, ale także będzie pełniła funkcję nawilżającą i kojącą skórę.

5. Zakwaszająca płukanka do włosów

Żeby włosy były gładkie i mniej narażone na uszkodzenia mechaniczne, warto od czasu do czasu zafundować im płukankę. I wcale nie trzeba wydawać kilkunastu/kilkudziesięciu złotych na specyfik przeznaczony do tego celu - można z łatwością zrobić go samemu w domu.

Do przygotowania płukanki będziemy potrzebować wody, wody różanej i niewielkiej ilości octu jabłkowego (tylko i wyłącznie jabłkowego! zwykły nie wchodzi w grę). Zależy jak dużo płukanki potrzebujecie, bo jeżeli wystarczy Wam niewielka ilość, to samą bazą może być tylko woda różana. Jeżeli potrzebujecie większej ilości, można dodać zwykłej wody przegotowanej. Ocet należy dodać w proporcji 1 łyżka octu na 1 szklankę wody.

Płukankę stosujemy na samym końcu mycia włosów, czyli po szamponie i po odżywce. Włosy polewamy płukanką i zostawiamy, NIE ZMYWAMY tego wodą. Zapach octu szybko się ulotni, a jeśli do płukanki użyliśmy wody różanej, to zapach będzie bardziej różany niż octowy ;)


Dajcie znać, do czego Wy używacie wody różanej? :) Jakie są Wasze ulubione wody różane? :)


12 listopada 2012

Dabur: Vatika, olej do włosów wzbogacony kaktusem


Olejek ten kupiłam razem z olejem stymulującym Khadi w sklepie Helfy. Chciałam spróbować któregoś z serii tych olejków, ponieważ nigdy nie miałam tego typu kosmetyku na bazie oleju mineralnego.

Pierwszą cechą, jaką zauważyłam to to, że produkt jest bardziej płynny, ma konsystencję rzadkiego oleju. Przy nakładaniu go na włosy, też widzę różnicę - zachowuje się jak suchy olejek, nie jest taki tłusty jak inne, które mam. Włosy też wydają się być bardziej suche i mniej ociekające. Poza tym zapach nie jest zły - pachnie trochę detergentami do mycia podłóg, jednak nie jest to tak silna i kręcąca w nosie woń.


Dozowanie może sprawiać kłopoty, ponieważ przy gwincie nie ma żadnego aplikatora/dzióbka, jest tylko sporej wielkości dziura. Ja i tak używam dużo olejku, więc nie robi mi to różnicy czy wyleję go trochę więcej. Nie zauważyłam trudności ze zmyciem produktu, ogólnie nie mam problemów ze zmyciem olei.


Kosmetyk jest na bazie oleju mineralnego i z tego względu nie używam go na skalp; wolę tam nałożyć olej z innym składem. Jeżeli chodzi o wpływ na moje włosy, to na pewno wyglądają lepiej po jego zastosowaniu. Ogólnie moje włosy lubią oleje, jak mówiłam, używam różnych, więc nie chcę mu przypisywać konkretnego działania. Jedno jest pewne, po oleju mineralnym moje włosy mocniej się błyszczą. Nie jest to może spektakularna różnica, ale zauważalna.

Cena: ok. 23zł      Pojemność: 200ml      Dostępność: Allegro, sklep Helfy

30 sierpnia 2012

Projekt denko - sierpień 2012

  • Szampon CHI, ochrona koloru - bardzo go lubiłam, nie zawierał SLS, więc nadawał się do zmywania olejów. Nie plątał włosów, wręcz przeciwnie - co bardzo mi się podobało. Niestety jest drogi, butelka kosztuje koło 40zł, a chętnie bym do niego wróciła. Więcej na jego temat tutaj.
  • Kamill, żel pod prysznic o zapachu limonki i rabarbaru - kupiłam go za 2,99 'przy okazji'. Był w porządku, nawet ładnie pachniał, mył ok, ale bardzo szybko się skończył (chyba dlatego, że nagle wszyscy domownicy postanowili go używać), a ponadto brałam jeszcze odlewki na wyjazd.
  • Original Source, peeling/scrub mięta + orzech włoski - bardzo ładnie pachniał, przyjemnie chłodził, delikatnie zdzierał martwy naskórek, ale niestety cholernie ciężko było go wycisnąć (już od połowy butelki). Gdyby były dostępne w Polsce, to pewnie bym czasami się skusiła.
  • Cien, oliwkowy żel do mycia twarzy - był w porządku, nie robił mi żadnej krzywdy, dobrze zmywał brud i resztki makijażu. Poza tym, zapłaciłam za niego niecałe 4zł. Więcej tutaj.

  • Dabur, Vatika, olej kokosowy - jeden z moich pierwszych olejków. Mimo że mam włosy o wysokiej porowatości, nie robił z nich siana. Bardzo denerwował mnie jego zapach, zwłaszcza na początku używania i pod koniec... Niby był ładny sam w sobie, ale od noszenia go długo na włosach zaczynało być aż słabo. Nie kupię ponownie.
  • Nivea, Angel Star, antyperspirant w sprayu - strasznie długo go męczyłam... albo i on mnie. Zapach ładny, ale bardzo dusząco się rozpylał. Poza tym zostawiał trochę białych śladów pod pachami, zupełne przeciwieństwo wersji w kulce. Przekonałam się, że antyperspiranty w sprayu nie są dla mnie ;)
  • Joanna, bzowy balsam do ciała - ślicznie pachniał, ładnie nawilżał, ale jak dla mnie miał za dużą pojemność. Rzadko się smaruję i ciężko mi zużyć takie wielkie butle. Jakaś 1/3 całego opakowania posłużyła mi do rozrobienia korundu. Więcej o balsamie tutaj.
  • Ziaja, Kozie Mleko, krem na dzień - ten krem ma wielu zwolenników, ale jak dla mnie był średni. Nawilżenie bardzo marne, jedynie nadające się pod makijaż. Nie zapchał mnie (mało co mnie zapycha, raczej mam wysypy hormonalne), jednak jego zapach bardzo mnie drażnił (wiem, że wiele osób go lubi). Nie kupię ponownie, zresztą zmieniam pielęgnację. O mojej nowej pielęgnacji twarzy możecie poczytać tutaj.
  • Isana, migdałowy krem do rąk - był bardzo w porządku, ładnie nawilżał. Poza tym zapach taki sam jak kremu do rąk z Avonu, który miałam lata temu (ah, ten ludzki węch i zdolność zapamiętywania!). Mam jeszcze jeden w zapasie.

  • Eveline, odżywka 8w1 - skończyłam ją jak zaczęły się sypać złe opinie. Mi nic złego nie zrobiła, ale nie będę na razie jej używać, mimo że mam drugie nowe opakowanie. W tej chwili radzę sobie Diamentową siłą i NailTekiem.
  • Max Factor, 2000 calorie - świetna maskara, jednak zaczęła mi już przysychać i się kruszyć. I tak bardzo długo mi służyła... myślę, że wrócę do niej za jakiś czas (jak pokończę obecnie tusze).
  • błyszczyki do ust (Quiz i no name) - nie zużyłam ich do końca, ale już zaczęły się robić dziwne, więc idą do kosza ;)

W tym miesiącu nie ma tego dużo, bo przez połowę sierpnia byłam na wyjazdach. I tak uważam, że zużycia niezłe. Chociaż tak naprawdę najwięcej w tym miesiącu poszło mi... chusteczek nawilżanych (przydają się na wyjazdach typu Woodstock, gdzie dostęp do wody do mycia jest utrudniony).