Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska do włosów. Pokaż wszystkie posty

14 grudnia 2016

FANTASTYCZNE ODŻYWKI DO WŁOSÓW!


Cześć i czołem, dawno mnie tu nie było. Powód jest prosty - pisanie bloga już mnie niestety tak nie satysfakcjonuje jak kiedyś. Teraz w dużej mierze przeniosłam się na YouTube, gdzie statystyki są widoczne gołym okiem - mamy wyświetlenia, kciuki, komentarze... a niestety tutaj na blogu ostatnio z tym marnie. Szczególnie marnie jest z komentarzami - zastanawiam się, czy to mało interesujące wpisy, kwestia braku Disquisa czy po prostu teraz mniej ludzi komentuje ;)

Ale dzisiaj nie o tym, a o prześwietnych odżywkach-maskach do włosów marki Cece of Sweden, które dostałam ostatnio do przetestowania. Wiem, że część z Was też otrzymała te produkty. Ja wybrałam tylko odżywki i maseczkę, ponieważ znam swoje włosy na tyle, by wiedzieć, że szampony się na nich nie sprawdzą.

Wpis będzie krótki i niezwykle pochlebny, wszak moje włosy te odżywki po prostu POKOCHAŁY. I wcale nie jest to przesada. Moje włosy uwielbiają silikony, a produkty Cece of Sweden właśnie te silikony zawierają. Wyszła z tego miłość, nie mogło być inaczej :) Poza silikonami zawierają również ekstrakty roślinne. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć przykładowe składy:



A teraz do rzeczy, dlaczego te kosmetyki tak bardzo przypadły mi do gustu:
  • cudownie wygładzają włosy (nawet moje ekstra-suche końcówki),
  • ujarzmiają włosy, zapobiegają ich puszeniu się,
  • bardzo dobrze dociążają, sprawiając, że włosy na całej długości są gładkie (bez odstających kłaczków),
  • są całkiem wydajne - nie trzeba dużej porcji, żeby pokryć włosy na długości (a ja mam włosy prawie do pasa),
  • mają ładne, estetyczne i miękkie (!) opakowania (ja lubię tubki, ponieważ można je łatwo przeciąć i wybrać produkt do samego końca),
  • włosy są po nich niezwykle miękkie, gładkie, sypkie i przyjemne w dotyku.

Oczywiście nie są to odżywki, które Wam w cudowny sposób zregenerują włosy, ale bardzo mocno je wygładzają (a moje włosy mało co wygładza) i polepszają ich wygląd. Są świetnym wyborem, kiedy chcemy dobrze ujarzmić włosy, by nie odstawały i się nie puszyły. Polecam je w sumie wszystkim, zwłaszcza osobom, które lubią odżywki z silikonami i oczekują mocnego wygładzenia i dociążenia włosów. Na pewno będziecie zadowoleni.

Pewnie zastanawiacie się, czemu piszę od tych wszystkich produktach jak o jednym? Z tego względu, że nie widzę większej różnicy między poszczególnymi wersjami. Wszystkie sprawdzają się znakomicie i ich działanie jest podobne. Odżywki mają po 250 ml, natomiast maska (seria Repair) 200 ml, natomiast nie zauważyłam, żeby maska działała mocniej, lojalnie informuję ;)


Odżywki te można kupić w drogeriach np. w Super-Pharm i Hebe. Ich cena regularna to około 25zł, ale od czasu do czasu są na nie promocje i wtedy kosztują 13-16zł - w takiej cenie polecam spróbować chociaż jednej. Są super! Ja na pewno będę do nich wracać, bo moje włosy je uwielbiają.
  

15 sierpnia 2014

Alverde: Masło do włosów z awokado i masłem shea


Wielki boom na kosmetyki z DMu, czyli Balea i Alverde chyba już przeminął, niemniej jednak, ja wciąż uwielbiam te kosmetyki (szczególnie Alverde). Alverde jest chyba moją ulubioną marką i lubię testować to, co mają w asortymencie. W lutym, przy okazji wizyty w DM, kupiłam sobie masło do włosów tejże marki. Produkt dość nietuzinkowy, bo raczej nie słyszy się o masłach do włosów, a bardziej o olejach czy po prostu maskach.

Masło mieści się w 200ml opakowaniu, które pod wieczkiem zabezpieczone jest sreberkiem. Pojemność jest dość duża, w końcu można znaleźć 200ml masła do ciała, a tego używamy do włosów. Zapach jest przyjemny, jak dla mnie lekko kwaśny, ale jakby owocowy; czuć trochę ten alkoholowy smrodek, jak przy wielu kosmetykach Alverde. Konsystencja kosmetyku jest gęsta i zbita, przypomina masło do ciała lub gęsty krem do stóp. Uważam, że ta konsystencja jest zbyt tępa, by nakładać ten produkt na suche włosy - po jakimś czasie wysycha i tworzy z włosów wysuszone, oblepione strąki. Rozumiem, że nie każdy musi lubić oleje do włosów, ale gdyby to masełko miało formę bardziej tłustej maści, myślę, że lepiej by się sprawdzało.

I tutaj konsystencja wiąże się z czasem trzymania produktu na włosach. Nie można go trzymać długo, bo jak napisałam - masło zasycha. Ja nie nakładam go na suche włosy, bo to nie ma sensu, najczęściej wcieram je w końcówki, które są już naolejowane. Nigdy nie używałam tego masła po umyciu włosów, bo wolę inny typ masek, to masło wydaje mi się za ciężkie.


Prawdę mówiąc, masełko mnie nie powaliło. Końcówki po nim i po oleju są fajne; nie zauważyłam, by były obciążone, natomiast ta konsystencja mi nie leży i nie lubię sięgać po ten produkt. Starczy mi pewnie jeszcze na długo, bo wydajność ma naprawdę dobrą, ale potem o nim zapomnę i już nie wrócę do tego kosmetyku. Miałyście ten produkt i zgadzacie się z moją opinią? A może u Was to masełko się sprawdziło? :)

Cena: 3,45€      Pojemność: 200ml      Dostępność: DM, drogerie internetowe

17 lipca 2014

Planeta Organica: Złota maska ajurwedyjska - nie wszystko złoto, co się świeci


Pewnego razu upatrzyłam sobie w internetach maskę do włosów. I chodziła za mną jakiś czas, aż w końcu się na nią skusiłam, kiedy była w promocji. Marka Planeta Organica słynie ze świetnych balsamów do włosów, więc pokładałam też duże nadzieje w masce od tego producenta.

Do maski przyciągnęło mnie przede wszystkim ciekawe opakowanie i jego zawartość, która kusiła złotym blaskiem na blogach recenzujących ją dziewczyn. Po odkręceniu opakowania urzekł mnie jej zapach - pachnie pięknie, ciężko, kadzidlanie. Przypomina takie babciowe perfumy, ale mnie ten zapach powala na kolana. Pierwsze użycia kosmetyku mnie zachwyciły - włosy były niesamowicie wygładzone i ujarzmione. Pełna entuzjazmu sądziłam, że znalazłam maskę idealną. I była idealna. Szkoda tylko że przed pierwsze trzy razy... potem już nie było mi dane ponownie doświadczenie takiego działania.


Obecnie kończę tę maskę, zostało mi jej na kilka ostatnich użyć. Od czasów pierwszych zachwytów nie zaskoczyła mnie w żaden sposób. Spisuje się bardzo przeciętnie. Mimo zawartości silikonu nie wygładza włosów jakoś rewelacyjnie, często maski bez-silikonowe radzą sobie u mnie z tym lepiej. Myślałam, że brak piorunującego działa tkwi w ilości nakładanego produktu czy czasie trzymania, i stosowałam różne opcje. Niestety efekt żadnej z nich nie był podobny do tego, co otrzymałam na początku. Szkoda, bo maska wygląda i pachnie pięknie. Jednakże po tej nieudanej przygodzie nie zrażam się do masek tej marki - może jeszcze kiedyś wypróbuję inny wariant. Na razie mam do wykończenia dwa cudowne balsamy do włosów, które działają o wiele lepiej niż prezentowana tutaj złota maska ajurwedyjska.

Cena: ok. 22zł      Pojemność: 300ml      Dostępność: np. SkarbySyberii

12 marca 2014

Equilibra: Tricologica, Maska do włosów suchych i zniszczonych


Maską od marki Equilibra byłam poważnie zaintrygowana. Dość przyjemne opakowanie, odpowiednia gęstość i obiecujący skład... to nie mogło się źle skończyć. A jednak. I to, że ma ładne opakowanie, średnią gęstość i ciekawe składniki, to jedyne, co mogę powiedzieć dobrego o tym kosmetyku.

Ale zacznijmy do początku. Maska mieści się w średniej wielkości 200ml-owym słoiczku. Na górze ma zakręcane wieczko, a pod nim kryje się jeszcze zaślepka. Maska jest dość gęsta, zostają w niej widoczne ślady po palcach, jednak po chwili przepływa, jeśli przechylimy opakowanie. Zapach nie należy do moich ulubionych, trochę mnie męczy, ale na włosach nie jest tak mocno wyczuwalny. Pachnie podobnie jak szampon do wypadających włosów tej samej marki.


Moje włosy uwielbiają naturalne składniki w maskach i odżywkach. Takie produkty najczęściej stają się moimi ulubieńcami. Myślałam, że ta maska również trafi do tego grona. Niestety, już przy pierwszym użyciu byłam mocno zawiedziona. Przy spłukiwaniu włosy były jako tako gładkie i śliskie, ale po osuszeniu i wyschnięciu otrzymałam to, czego zupełnie się nie spodziewałam i czego nienawidzę. Włosy były matowe, a nawilżenie praktycznie niewyczuwalne. Maski używałam po umyciu włosów, testowałam efekty w połączeniu z różnymi szamponami, czy też z olejowaniem przed. Za każdym razem efekt był taki sam.

Rozczesywanie to też koszmar, bo jak nie mam z tym problemu po nałożeniu zwykłej odżywki na parę sekund, tak ta maska sprawia, że trzeba użyć jakiegoś serum czy odżywki w sprayu. W przeciwnym razie, tylko sobie powyrywamy włosy (używam Tangle Teezera). Nie ma to znaczenia, czy nosiłam maskę 5 czy 30 min., ona po prostu mi nie służy.

Maska jest całkiem wydajna, dobrze rozprowadza się na włosach. Póki co zużyłam pół opakowania. Dalsze stosowanie nie ma sensu - reszta trafia do mojej kuzynki, może na jej włosach się sprawdzi. W sumie nie wiem, czemu moje włosy nie polubiły się z tym kosmetykiem Equilibra. W końcu końcówki mam suche, a niestety po zastosowaniu produktu wyglądają jeszcze gorzej. Może to wina aloesu, bo nigdy wcześniej nie używałam masek aloesowych. Jeśli opinia mojej kuzynki będzie inna, napiszę Wam o tym.


Cena: +/- 20zł     Pojemność: 200ml      Dostępność: apteki, internet

29 grudnia 2013

Oilmedica: maska i odżywka do włosów - olej kokosowy + 8 składników odżywczych (HexxBOX)


Już dobre dwa miesiące temu dostałam możliwość przetestowania produktu Oilmedica. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, mimo że od 2011 roku jestem na bieżąco z urodowym światem blogerskim... najwidoczniej musiałam coś przeoczyć. Niemniej jednak, dzięki Hexxannie, mogłam sprawdzić ten kosmetyk na własnej skórze.... a właściwie włosach. Jak wypadł? :)

W związku z tym, że nie widziałam z czym będę mieć do czynienia, myślałam, że przyjdzie do mnie najzwyczajniejsza maska do włosów. Okazało się, że kosmetyk nie ma kremowej konsystencji, tylko jest olejem. A przez to, że główny jest składnik to olej kokosowy, formę ma stałą, którą trzeba podgrzać. Ja wsadzam butelkę do umywalki pełnej ciepłej wody.

Najczęściej olejek nakładam na lekko wilgotne włosy (ręce są mokre po trzymaniu butelki pod wodą). Nie szczędzę go sobie... zresztą wiecie, że nie szczędzę sobie kosmetyków do włosów. Przez moje szastanie ilością kosmetyków, a zwłaszcza olei, nie starczają mi one na długo. Myślę, że olej Oilmedica, czyli 200ml produktu, przy moim użytkowaniu wystarcza na maksymalnie 12 olejowań.

w składzie znajdziemy: olej kokosowy, olej słonecznikowy, olej rycynowy, liściokwiat garbnikowy, ekstrakt z ziarna owsa,
wyciąg z lawsonii bezbronnej, ekstrakt z ziela centella asiatica, ekstrakt z liści rozmarynu, olej z trawy cytrynowej, olej z cytryny

Konsystnecja po rozpuszczeniu jest oczywiście oleista, jednak przez to, że nie czekam aż cała zawartość butelki stanie się płynna, w moim odczuciu olej ten jest nieco gęstszy niż typowo płynne oleje. Nie ma to jednak dla mnie żadnego wpływu na rozprowadzanie produktu na włosach. Kosmetyk pachnie bardzo przyjemnie, aczkolwiek intensywnie. Jest to aromat trawy cytrynowej, bardzo rześki. Moim zdaniem pachnie niemal identycznie jak olejek Alverde na końcówki. Lubię ten zapach, jednak zdaję sobie sprawę, że na dłuższą metę może być irytujący.

No ale przejdźmy w końcu do działania. Jestem z niego zadowolona. Co prawda cudów nie czyni i sprawdza się jak większość olei na mojej głowie, ale nie mam mu nic do zarzucenia. Zazwyczaj nakładam go na kilka godzin; czasami na 2, czasami na całą noc. Każda opcja przynosi u mnie podobny efekt. Włosy po nim są ujarzmione, nienapuszone. Końcówki wyglądają stanowczo lepiej niż bez użycia oleju przed myciem. Włosy zyskują na blasku i elastyczności, wyglądają zdrowo. Dodatkowo produkt Oilmedica przyczynia się do lżejszego rozczesywania włosów. Mimo że mam włosy wysokoporowate, olej kokosowy nie tworzył mi na nich puchu.

Nie wiem jednak, czy do niego wrócę. Jest produktem bardzo dobrym, ale ja nie lubię bawić się w rozpuszczanie tego typu kosmetyków. O wiele wygodniej używa mi się płynnych olei. Gdyby był olejem nadzwyczajnym, cudotwórcą chętnie bym go kupowała, jednak działa u mnie tak samo jak 90% olejków do włosów, więc nie widzę sensu zamawiania go specjalnie przez internet.

Produkt do testów otrzymałam dzięki:
1001pasji.com

Miałyście go? Może u Was sprawdził się rewelacyjnie? :)

Cena: ok. 20zł      Pojemność: 200ml      Dostępność: np. Lawendowa Mydlarnia

4 grudnia 2013

Cece of Sweden: Salon, maska do włosów Keratin&Cherry - soczysta czeresienka na parafinowym torcie ;)


Jestem chyba pierwszą osobą, która recenzuje maskę Keratin&Cherry marki Cece of Sweden. Próbowałam szukać opinii innych i nie natrafiłam na żadną recenzję, ani nawet stronę na Wizażu. Produkt zainteresował mnie przede wszystkim atrakcyjną etykietą, na której widnieją czeresienki, a poza tym uwielbiam maski do włosów.

Na początku spodziewałam się trochę innego składu, na pewno wykluczałam z niego parafinę. Okazało się jednak, że znajduje się ona na czwartym miejscu w spisie składników. Parafiny nie lubię, ale stosowana na włosy krzywdy mi nie robi, więc niezrażona zaczęłam korzystać z czereśniowego kosmetyku. Oh, jak to ładnie pachnie! Pachnie jak wygląda, czyli jak jogurt wiśniowy. Jest to bardzo przyjemny i apetyczny aromat, o czym chyba nie muszę Was przekonywać. Maska ma dobą gęstość, ani nie jest za gęsta, ani nie przelewa się przez palce. Porcja, którą nakładam jest spora. Zajmuje wnętrze przymkniętej ('w miseczkę') dłoni. Trzymam maskę na włosach przez około 15-20min. Niestety po spłukaniu produktu z włosów zapach nie jest wyczuwalny, a szkoda.


Moje włosy do tej pory nie reagowały dobrze na maski/odżywki z parafiną. Najczęściej kończyło się to marnym efektem i ogólnym niezadowoleniem z kosmetyku. Okazało się, że maska Cece of Sweden zachowuje się lepiej niż inne tego typu produkty z olejem mineralnym, których miałam okazję używać. Co prawda nie powaliła mnie swoim działaniem, ale mogę powiedzieć, że jest przyzwoitym produktem do włosów. Po jej zastosowaniu włosy są ogólnie bardziej miękkie i nawilżone. Występuje tu też minimalne wygładzenie, natomiast nie dorównuje ono efektom po np. Nivea Long Repair. Poza tym uważam, że taka maska z parafiną jest niezłym rozwiązaniem na zimne miesiące i ogólnie okres zimowy. Parafinowa powłoczka będzie chronić włosy przez urazami mechanicznymi. Nie zauważyłam, żeby obciążała włosy. Nie było mi także dane zauważyć intensywniejszego błysku na włosach.

Kreatin&Cherry to pierwsza maska z parafiną, którą lepiej sprawdziła się na moich włosach. Do ideału wciąż jej trochę brakuje, zresztą moje włosy uwielbiają produkty bardziej naturalne, natomiast jestem miło zaskoczona jej działaniem. Drugi raz po nią nie sięgnę, bo znam lepiej działające odżywki i maski. Niestety nie mam pojęcia, gdzie można ją dostać, ponieważ nie znalazłam jej nawet w drogeriach internetowych. Nie znam też jej ceny, a nie chcę strzelać i podawać błędnych informacji. Jeśli się dowiem, informacja na pewno zostanie uzupełniona. Kosmetyk jest dostępny w pojemnościach 500ml i 1000ml.

Cena: ?     Pojemność: 500ml      Dostępność: być może Rossmann, Hebe

22 listopada 2013

Receptury Babuszki Agafii: Maska drożdżowa na porost włosów


Maski drożdżowej Babuszki Agafii używam już od kilku miesięcy. Starczyła mi na tak długo, ponieważ używałam jej właściwie tylko na skórę głowy, w niedużych ilościach. Małe porcje nakładałam na skalp i masowałam, by pobudzić cebulki do wzrostu. Czy coś to dało?

W słoiczku znajdujemy 300ml ciekawie pachnącej substancji. Konsystencja maski jest dość rzadka, dlatego nabierałam ją tylko na czubki palców. Po wmasowaniu produktu w skalp, chodziłam tak przez minimum 30 minut po domu. Niestety, mimo że maski używałam przez okres kilku miesięcy (koło trzech, bardzo regularnie), to nadal nie zauważyłam wielkiej zmiany. Na samym początku stosowania, wydawało mi się, że kosmetyk naprawdę pobudza wzrost włosów, bo w pewnym momencie były coraz dłuższe. Niestety dobra passa nie trwała długo, ponieważ przez kolejne miesiące takich rezultatów nie widziałam. Trudno mi jednoznacznie określić, czy maska działa czy nie. Mam jednak wrażenie, że pojawiło mi się sporo baby hair, które stoją jak szalone na głowie, bowiem mają po ok. 4 cm długości.

SKŁAD: Yeast Extract (drożdże), Betula Alba Juice (sok brzozowy); Inula Helenium Extract (oman wielki), Arctostaphylos Uva Ursi Extract (mącznica lekarska), Silybum Marianum Extract (ostropest plamisty), Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum; Triticum Vulgare Germ Oil (olej z kiełków pszenicy), Ribes Aureum Seed Oil (olej z nasion czarnej porzeczki), Pinus Siberica  Cone Oil (olej z orzeszków cedrowych), Rosa Canina Fruit Oil (olej z owoców dzikiej róży), Ascorbic Acid (witamina C), Panthenol (witamina B5), Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid

Dwa albo trzy razy zastosowałam maskę na całą długość włosów, przed myciem. Przy spłukiwaniu były bardzo miękkie i nawilżone. Przy tej metodzie jest jednak mały problem - maska jest niewydajna i na pewno nie starczyłaby na długo. Nie wiem jak maska działa po umyciu włosów, gdyż nigdy jej tak nie używałam. Czytałam, że przy takim stosowaniu, maska znika w tempie błyskawicznym.

Jak już mogliście wyczytać, po trzymiesięcznym stosowaniu maski Babuszki Agafii, nie zauważyłam większych rezultatów. Liczyłam na pobudzenie cebulek włosa do wzrostu i otrzymałam to tylko w ciągu pierwszych tygodni używania. Mimo wszystko, maski używało mi się bardzo przyjemnie, chociaż oczekiwałam innych efektów. Niemniej jednak czuję, że w przyszłości wrócę do tego produktu i zobaczę, czy coś się zmieniło. Chciałabym też poznać Waszą opinię na temat tego kosmetyku, bo wiem, że wiele z Was ją miało :)

Cena: ok. 18zł      Pojmność: 300ml      Dostępność: Kalina, SkarbySyberii, helfy

27 września 2013

Bingo Spa: ponad 40 aktywnych składników, kuracja do włosów


Mało kto nie kojarzy masek do włosów Bingo Spa. Ja ogólnie lubię te produkty, a ta wersja również bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Jak dla mnie, jest to maska kondycjonująca, odżywiająca, która wpływa na włos po dłuższym okresie stosowania. Na pewno nie używałabym jej jako odżywki na szybko - szkoda jej składu.

Kuracja okazuje się dla mnie zbawienna, kiedy używam szamponów plączących włosy, po których kłaczki są tępe i niemiłe w dotyku (np. Babydream czy serum kolagenowe Bingo Spa). Właśnie wtedy sięgam po kurację BingoSpa, nakładam ją obficie na włosy i skórę głowy, i trzymam przez kilkanaście/kilkadziesiąt minut. W związku z tym, że maska nie jest naładowana silikonami ani innymi małowartościowymi składnikami, włosy nie są super wygładzone, jednak są miłe w dotyku, a niefajne uczucie po plączącym szamponie znika.


Po czasie jak wyschną, czuć, że ładnie pachną i dobrze się układają. W dodatku kosmetyk mogę nałożyć ją na włosy przy nasadzie i skórę głowy, i włosy nigdy nie są obciążone. W tym aspekcie mogę się zgodzić w 100% z napisem na opakowaniu, chociaż podchodziłam do niego bardzo sceptycznie.

Mówiąc szczerze, innych produktów typu maska/odżywka nie nakładam na skalp po myciu, bo moje włosy są potem przyklapnięte i wyglądają jakby byłby nieumyte. Co innego jeśli chodzi o odżywianie skóry głowy przed myciem, ale to już inna sprawa. Dzięki kuracji ponad 40 aktywnych składników mogę zadbać o włosy przy nasadzie, a w końcu one też wymagają odżywienia.


Cena: ok. 14zł      Pojemność: 500g      Dostępność: Auchan, sklep Bingo Spa

19 maja 2013

Joanna: Argan Oil, recenzja czterech kosmetyków z olejkiem arganowym do włosów suchych i zniszczonych


Jakiś czas temu dostałam możliwość przetestowania czterech produktów Joanny z serii Argan Oil. Do wypróbowania i ocenienia otrzymałam: szampon, odżywkę, maskę oraz odżywkę dwufazową w sprayu. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii na temat poszczególnych produktów z tej serii, zapraszam do przeczytania notki:


Joanna, Argan Oil, szampon do włosów suchych i zniszczonych - szampon jest jednym z lepszych produktów z tego zestawu. Co prawda posiada SLS, jednak mi to nie przeszkadza. Od czasu do czasu oczyszczam włosy produktem z tym detergentem. Szampon ma niezły zapach, jednak nie jest to ani owocowa ani kwiatowa nuta. Bardziej kojarzy mi się z czymś w stylu kremu Nivea czy proszku do prania.

Szampon dobrze oczyszcza włosy, nie przyczynia się do mocnego plątania. Dzięki SLS nieźle się pieni, jednak muszę go wziąć nieco więcej niż innego szamponu. Mimo olejku rycynowego i arganowego w składzie (na 10. i 13. miejscu - mniej więcej połowa listy), nie powiedziałabym, żeby szampon wpływał nawilżająco na włosy. Nie zauważyłam szybszego przetłuszczania się włosów czy innych negatywnych skutków używania tego kosmetyku.

Cena: ok. 6zł      Pojemność: 200ml


Joanna, Argan Oil, odżywka do włosów suchych i zniszczonych - służy mi jako odżywka 'na szybko', która wygładzi włosy po szamponie. W tej roli sprawdza się nieźle, jednak wygładzenie nie jest rewelacyjne. Nie powiedziałabym również, żeby odżywka jakoś odbudowywała i nawilżała włosy, bo ja nakładam ją tylko na kilka chwil. Ma olejek arganowy na 7. miejscu w składzie. Odżywka ma średnio-gęstą konsystencję, nie spływa z dłoni/włosów. Ogólnie do codziennego, ekspresowego stosowania jak najbardziej się nadaje, a za taką cenę warto spróbować ;) Moim zdaniem przeczesanie włosów Tangle Teezerem, kiedy mamy tę odżywkę na włosach sprawi, że włosy będą 3 razy bardziej miękkie i gładkie niż bez ich przeczesania.

Cena: ok. 6zł      Pojemność: 200g


Joanna, Argan Oil, maseczka do włosów suchych i zniszczonych - niestety na tym produkcie zawiodłam się najbardziej. Liczyłam na niezłą maskę do włosów o rozsądnej pojemności, w rozsądnej cenie. Nie przypadła jednak do gustu moim włosom.

Maseczka ma średnio-gęstą konsystencję, jednak nieco treściwszą niż odżywka. Pierwsze, co nie spodobało mi się w masce to obecność parafiny i to już na 4. miejscu w składzie. Nie jestem fanką tej substancji i nie uważam, by robiła coś dobrego. Tytułowy olej arganowy występuje na 9. miejscu. Jak maska sprawdza się na moich włosach? Niestety kiepsko. Nie wiem, czy to przez parafinę, jednak ja nie zauważam pozytywnego działania tego kosmetyku na moje włosy. Ani nie są bardziej gładkie, ani nawilżone. Najgorsze jest to, że włosy rozczesuję tak, jakbym używała samego szamponu (nawet po noszeniu maski 20-30min.). Szkoda, bo liczyłam na ten kosmetyk. Na szczęście nie obciąża mi włosów.

Jednak, żeby nie mówić, że jest to bubel muszę wspomnieć, że mój chłopak pochwalił tę maskę. Jednak on ma zupełnie inne włosy niż ja - ciemne, rzadsze i baaardzo kręcone. Po zastosowaniu produktu stwierdził, że włosy bardzo dobrze mu się rozczesują, więc śmiem twierdzić, że były ładnie wygładzone.

Cena: ok. 7zł      Pojemność: 150g


Joanna, Argan Oil, odżywka dwufazowa do włosów suchych i zniszczonych - dawno nie miałam tego typu produktów w swojej szafce. Jakoś 1,5 roku temu używałam Gliss Kura, jednak nie lubiłam go, bo obciążał mi włosy i właściwie nic nie robił.  Chciałam zobaczyć, czy taki produkt wciąż będzie się tak samo sprawdzał, czy coś się zmieniło i czy zauważę jego działanie.

Muszę przyznać, że trudno mi ocenić ten produkt. Mimo że zużyłam go już sporo (nie jest zbyt wydajny), nie zauważyłam większych efektów. Produkt nie obciąża mi włosów ani nie przyczynia się do szybszego przetłuszczania, jednak nie widzę by robił cokolwiek. Próbowałam robić testy na dwóch stronach głowy - jedną pryskałam tym produktem, drugą nie i obie strony rozczesywały się tak samo po umyciu. Nie zauważyłam też, by włosy były bardziej miękkie czy błyszczące. Od dawna włosy mi się nie puszą ani nie elektryzują, więc nie mogę opisać wpływu na ten aspekt. Chyba odżywki w sprayu nie nadają się do moich kudłów ;)

Cena: ok. 8zł      Pojemność: 100ml


Ogólnie rzecz biorąc - produkty ciekawe i niedrogie. Jedne z nią są bardziej, inne mniej warte wypróbowania. Zależy jakie macie włosy i jakie produkty lubicie - jak widać, mi niektóre z nich nie służą. Nie wiem, gdzie można kupić produkty z tej serii, bo jeszcze nigdzie ich nie widziałam. Jeśli widziałyście, to dajcie znać innym w komentarzu ;) Zapraszam też na FB Joanny.
 

27 listopada 2012

Projekt denko - listopad 2012

W tym miesiącu też nie jestem zbyt zadowolona ze zużyć. Pewnie denko nie będzie większe do czasu jakichś dni wolnych typu Święta czy ferie. Nie wykończyłam nic z kolorówki... nie wiem, kiedy ten moment nastąpi, na razie nie przewiduję; na razie mam dużo napoczętych rzeczy. No ale dobra, oto co wykończyłam:

Bielenda, Granat, masło do skóry normalnej - zużywałam je dość długo. Miało bardzo dobre właściwości nawilżające, jednak zapach mi nie do końca odpowiadał. Był bardzo chemiczny i mało granatowy. Konsystencja była bardzo przyjemna w użyciu. Wykończyłam je już w październiku, ale wsadziłam do niego odlewkę masła z Biedronki i zapomniałam o opakowaniu w poprzednim denku. Obecnie mam w nim peeling Fennel.

Paloma, peeling myjący do ciała wygładzająco-ujędrniający Tropical Fruits - recenzowałam go tutaj. Moja opinia o nim się nie zmieniła. Przyjemny peeling, dość dobrze zdzierający jak na kosmetyk tubkowy.

Le Petit Olivier, żel pod prysznic o zapachu malinowym - recenzja jest tutaj. Nie polubiłam się z nim, na szczęście szybko się skończył. Na pewno bym do niego nie wróciła. Wolę żele OS, Balea lub Alverde.

Original Source, żel pod prysznic Mango&macadamia - przyjemny żel, ogólnie lubię żele OS. Ten kupiłam w grudniu 2011, a otworzyłam i wykończyłam dopiero teraz. Zapach średnio przypadł mi do gustu, ten wariant jest dla mnie trochę za mdły, mało w nim mango. Do tej wersji zapachowej raczej nie wrócę.

Joanna, Naturia, peeling myjący z grejpfrutem - kupiłam go w Tesco, bo to najtańszy wariant zapachowy; kosztował 3,50zł. Całkiem lubię te peelingi, są małe, optymalnie zdzierają martwy naskórek, mają śliczne zapachy. W promocji skuszę się na jakiś, którego nie miałam.

Essence, eye makeup remover - opisywałam go razem z innymi płynami w tej notce. Moja opinia się nie zmieniła, jest przeciętny, gorszy niż Bielenda i Marion. Nie wrócę do niego.

BeBeauty, mycelarny żel do mycia i demakijażu - uwielbiam ten produkt. Jest tani, a spisuje się znakomicie. Świetnie oczyszcza twarz zarówno z całego makijażu jak i jego pozostałości. W ogóle nie szczypie w oczy. A to, że się nie pieni zupełnie mi nie przeszkadza, przyzwyczaiłam się.

Dax Cosmetics, Perfecta, zmiękczający krem do stóp, 15% mocznika - według mnie bardzo dobry krem. Ślicznie pachniał i przyzwoicie nawilżał. Kosztował mnie 8zł w Tesco. Teraz chętnie wypróbuję krem Lirene (?) z 30% mocznikiem. A jak nie, to możliwe, że wrócę kiedyś do niego.

Facelle, płyn do higieny intymnej, Sensitive - bardzo lubię ten produkt. Obecnie mam wersję Fresh. Świetnie nadaje się do mycia włosów, u mnie sprawdza się znakomicie. Jako płyn do higieny intymnej też jest super, bardzo delikatny. Dobrze się pieni i ma świetną, gęstą konsystencję.

Bingo Spa, maska do włosów z masłem shea i pięcioma algami - kupiłam ją w Tesco za jakieś 8zł. Jest duża, to 500ml słoik. Na początku się z nią nie polubiłam, jednak pod koniec używania dostrzegłam jej zalety. Szybko zmiękcza i wygładza włosy, nadaje się do szybkiego wygładzenia ich po umyciu plączącym szamponem. Raczej nie dawała mi większych efektów po noszeniu jej dłużej na głowie. Nie kładłam jej na skalp, bo tam kładę tylko oleje, jeżeli chodzi o nawilżenie (reszta mnie obciąża). Jest świetna do używania jako odżywka po umyciu, a poza tym się opłaca, bo wychodzi taniej niż odżywka.

25 października 2012

Alterra: kosmetyki, których używam do włosów i które sobie chwalę :)

Postanowiłam otworzyć serię postów, w których będę zwięźle opisywać kosmetyki jednej firmy. Czasami trudno zebrać wszystkie kosmetyki jednej marki, które się ma, ponieważ może być ich dużo albo po prostu niektórych jeszcze się nie zdążyło wystarczająco przetestować. Dzisiaj taki post będzie o produktach Alterra, których używam do pielęgnacji włosów:

Oba szampony kupiłam na promocji w Rossmannie, bo chciałam porównać trochę produkty Alterry do Alverde. Nie używam ich regularnie, bo zawierają składniki podobnie do SLS, więc nie zmywam nimi olei. Stosuję od czasu do czasu, kiedy nie mam czasu na olejowanie lub kiedy moje włosy wymagają oczyszczenia. Nie wywołały u mnie przesuszeń skóry głowy/włosów ani wypadania włosów - nie używam ich non stop.
  • Alterra, szampon Biotyna i kofeina - ten szampon przypomina mi w zapachu pierwszy Alverde, który kupiłam - jest mocno ziołowy, ale jak dla mnie przyjemny. Ma gęstą, przezroczystą (delikatnie brązową) konsystencję, która tworzy dość obfitą pianę. Dobrze oczyszcza włosy. Wydaje mi się, że włosy mają trochę więcej objętości, ale innych właściwości nie zauważyłam.
  • Alterra, szampon Papaja i bambus - ten szampon kupiłam trochę z sentymentu, ponieważ nasza koleżanka wzięła go na Woodstock. Jako że to wydarzenie bardzo dobrze mi się kojarzy, postanowiłam go kupić. Ma przyjemny, owocowy zapach. Podobnie jak jego brat ma gęstą, przezroczystą konsystencję, która tworzy dość obfitą pianę. Dobrze oczyszcza włosy. Ma niby przyczyniać się do zwiększenia objętości, ale tego za bardzo nie zaobserwowałam.

  • Alterra, odżywka Morela & pszenica - wycofana już odżywka, lubiana przez wiele blogerek. Ja kupiłam ją dość dawno, jednak oszczędzam, mimo że nie daje mi rewelacyjnych efektów. Lubię ją, jednak się nią nigdy nie zachwycałam. Ładnie pachnie i nawilża włosy (a może powinnam powiedzieć w formie przeszłej?).
  • Alterra, odżywka Owoc granatu & Aloe vera - kupiłam ją ostatnio, jednak tak się z nią polubiłam, że wróciłam po jeszcze jedną, póki była w promocji ;) Ślicznie pachnie i ładnie nawilża, i odżywia włosy. Są po niej nieco bardziej miękkie niż po Moreli i pszenicy. Jak mi się skończy i będzie w przyszłości w promocji, to pewnie znów po nią sięgnę.

  • Alterra, maska do włosów Owoc granatu i Aloe vera - ten produkt też kupiłam na niedawnych promocjach. Według mnie, działa bardzo podobnie do odżywki, chociaż ma nieco lżejszą, bardziej płynną konsystencję (chyba trochę to dziwne, że odżywka jest gęsta). Sprawdza się na włosach świetnie, podobnie do odżywki - nie widzę między nimi większych różnic. A zapach! - uwielbiam go!
  • Alterra, olejek do masażu Migdał & papaja - jeden ze sławnych olejków Alterry. Ja używam go do włosów. Nie stosuję go często, bo lubię zmieniać oleje przy każdym olejowaniu. Trudno mi w związku z tym określić, który działa gorzej, który lepiej. Nie zauważyłam, by ten odbiegał od reszty - odżywia włosy, lepiej one wyglądają. Poza tym ma ładny zapach, który nie męczy (przynajmniej mnie). Dodatkowo jest bardzo wydajny, mi taka buteleczka starcza spokojnie na 7 miesięcy.
     

24 września 2012

Projekt denko - wrzesień 2012

Uwielbiam zużywać! Dlatego zazwyczaj w moich projektach denko pokazuję niemałą ilość produktów. Mój chłopak śmieje się, że zużywanie kosmetyków to moje kolejne hobby. Zobaczcie, co udało mi się zużyć w tym miesiącu:

  • Gabamed, Krymska naturalna sól lawendowa - kiedyś opisywałam wersję różaną. Ta bardziej przypadła mi do gustu, bo cząstki lawendy były mniejsze i nie przeszkadzały tak jak płatki róży. Zapach mało intensywny, jednak kryształki soli mniejsze niż w różanej, co jest na plus. Dostałam ją do przetestowania od Ukraina-shop.
  • Balea, żel do mycia o zapachu kiwi - kiwi mi to nie przypominało, ale pachniało czymś jeszcze fajniejszym... zieloną Hubbą Bubbą! :D Tej wersji używało mi się przyjemniej niż malinowej, a przede mną jeszcze melonowa.
  • No 36, dezodorant do stóp - niewydajny i niezbyt udany produkt. Nie wiedziałam do końca po co mam go używać - ani nie chronił przed potem, ani jakoś znacząco nie odświeżał...
  • Bielenda, krem z Żeń szeniem - zużyłam go do stóp, właściwie starczył na 2-3 użycia, ponieważ mimo grubej warstwy nic nie nawilżył. Opisywałam go tutaj.

  • Balea, odżywka do włosów - pisałam o niej niedawno w tej notce. Bardzo niewydajna.
  • L'biotica, Biovax, maseczka do włosów wypadających - nie polubiłam się z nią. Nie urzekł mnie zapach ani działanie... Mam wrażenie, że obciążała mi włosy, mimo że nie kładłam jej przy skórze głowy.
  • BanLab, olejek Sesa - również niezbyt wydajny, ale za to dobry. Myślę, że jeszcze kiedyś się na niego skuszę. Więcej możecie przeczytać tutaj.
  • Farmona, wcierka Jantar - moje kolejne opakowanie... Lubię ten kosmetyk, w połączeniu z olejkami rzeczywiście przyspiesza wzrost włosów.
  • Schwarzkopf, Diadem, farba do włosów - efekty koloryzacji można było zobaczyć tutaj.

  • p2, Perfect face!, spray utrwalający makijaż - skończyłam go używać jako płynu do zwilżania pędzla, nie wiem czy miał wpływ na przedłużenie makijażu, ale na pewno nie skracał czasu jego przebywania na mojej twarzy. Zostawiam sobie opakowanie, ale nie wiem czy kupię go ponownie.
  • Bell, korektor - robiłam na jego temat recenzję, w której zdjęcia (na podbitym oku mojego chłopaka) zrobiły furorę ;) Zapraszam tych, którzy jeszcze nie widzieli ;)
  • Tisane, balsam do ust - dobrze nawilżał, ale bez rewelacji. Konsystencja tej szminki była bardzo gęsta, ciężko było ją rozprowadzić (aż się boję co by było w zimie). Szybko ubywała.

  • Rival de Loop, kapsułki anti-age - mama kupiła je sobie rok temu w Niemczech i nie używała, więc zużyłam ja. Nie zapychały mnie, dość szybko się wchłaniały, nawilżały.
  • Balea, chusteczki oczyszczające - wygrałam je w rozdaniu u Naomi i bardzo je polubiłam. Opakowanie jest małe, zawiera 10 sztuk, w sam raz do torebki. Jestem osobą, która często na noc ląduje u chłopaka i dzięki nim mogłam przyjemnie zmyć makijaż. Nie podrażniały, wręcz były delikatne, miały przyjemną teksturę. Dodatkowo ładnie pachniały, tak mlecznie i pozostawiały taką jakby mleczną warstwę na skórze. Całkiem ładnie zmywały makijaż.
  • Ziaja, maseczka nawilżająca - w tym miesiącu prawie nie używałam maseczek... ostatnio nie miałam czasu, ani ochoty. Maseczki Ziaja lubię i często do nich wracam.

Na koniec opiszę Wam dwa mini-produkty, które znalazły się w najnowszym ShinyBox. Są to kosmetyki marki Zepter... Niestety nie było za bardzo co testować, ponieważ w pudełku znalazły się próbki po 5ml (czyli wysokości mojego małego palca!). Uważam, że to bardzo niemądre posunięcie, by firma, która ma tak drogie kosmetyki, dawała tak małe testery. Kto normalny kupi tonik po jednym czy dwóch użyciach?!

  • Zepter, owocowy tonik nawilżający La Danza - tubeczka starczyła mi na 2 użycia, więc jak się domyślacie, trudno mi jest go ocenić. Na pewno nie podrażnia, nie ściąga skóry. Pachnie dość przyjemnie, trochę ekskluzywnie, zauważyłam też delikatne nawilżenie. Szkoda, że próbka taka mała (marka Zepter mogłaby tak nie oszczędzać i dać chociaż 20ml), bo produkt mógłby się okazać fajnym... Niestety i tak cena odrzuca - 276zł!
  • Zepter, krem do rąk Swisso Logical - tutaj dostaliśmy dwie tubki (2x5ml), więc przetestowanie produktu było już bardziej realne. Mi jedna tubka wystarczyła na ok. 5 użyć, więc po 10 aplikacjach mogę powiedzieć, że krem jest niezły - ładnie pachniał (jak perfumy dojrzałej kobiety), przyjemnie nawilżał, był dość treściwy. Jednak znów cena odrzuca, bo za 100ml płacimy 74zł.

22 września 2012

Obecna pielęgnacja włosów, czyli oleje w akcji!

Chciałabym Wam napisać co nieco o mojej pielęgnacji włosów. Przede wszystkim stawiam na olejowanie - uwielbiam ten zabieg, wykonuję go, w miarę możliwości, przed każdym myciem (myję włosy co 2-3 dni), jak mam mniej czas to staram się nałożyć olej chociaż na 2-3 godziny. Obecnie posiadam 7 olejków przeznaczonych mniej lub bardziej do włosów. Zmywam je delikatnymi szamponami, a od czas do czasu użyję jakiegoś mniej fajnego szamponu, by oczyścić włosy. O produktach więcej dowiecie się czytając tę notkę:

 OLEJE:
  • Ban Lab, Sesa, wersja egzotyczna - lubię ten produkt, sprawdza się u mnie, jednak nie jest super wydajny, wystarczy mi jeszcze na maksymalnie 2 aplikacje. Więcej tutaj.
  • Cien med, oliwka do masażu - ma całkiem przyjemny skład, więc kupiłam ją, by stosować na włosy. Kosztowała mnie aż 3,99zł! Mam ją właśnie na włosach pierwszy raz.
  • Alverde, olejek paczula&czarna porzeczka - bardzo przyjemnie pachnie, trochę owocowo, trochę miętowo. Na pewno przyjemniej się go używa ze względu na pompkę.
  • Alterra, olejek migdał&papaja - ładnie pachnie, lubię go używać. Mam nadzieję, że te olejki szybko wrócą do naszych Rossmannów.
  • Khadi, olejek hibiskusowy do twarzy i ciała - ja go używam na włosy, ma bardzo dobry skład, więc nie ma co zaszkodzić. Jest wydajny, opakowanie 210ml i na samą twarz wystarczyły trzem osobom :P. Kosztuje 59zł, jednak warto wydać, bo starczy spokojnie na rok (tyle ma ważności, a powinien mieć więcej, moim zdaniem). Nie pachnie hibiskusem, raczej sezamem, zapach orientalny, palony.
  • Khadi, olejek stymulujący porost włosów - użyłam go dopiero kilka razy, jednak myślę, że będzie działał podobnie do hibiskusowego. Ma dziwny zapach, jakby ktoś rozsypał różne przyprawy, ale mi nie przeszkadza. Olejki Khadi można kupić w sklepie Helfy.
  • Babydream, oliwka pielęgnująca - nie używałam za bardzo, bo dopiero kupiłam ;)

SZAMPONY:
  • Alverde, szampon dodający objętości - bardzo go polubiłam, ładnie pachnie - jakby cytrusowo. Nie przyczynia się do mocnego plątania włosów, dobrze się pieni (ma Ammonium Lauryl Sulfate w składzie). Myślę, że kupię go ponownie, jak mi się skończy.
  • Babydream, szampon dla dzieci - ten produkt też polubiłam, mimo że włosy po nim są bardzo oczyszczone, wręcz trzeszczące i poplątane.
  • Facelle, płyn do higieny intymnej - też go lubię, jak wiele z Was kupiłam go do mycia włosów. Świetnie się do tego nadaje, jest łagodny, nawilżająco działa na skalp. Świetnie sprawdza się też w swojej programowej roli, jest bardzo delikatny.

ODŻYWKI:
  • Balea, mleczko bez spłukiwania - ostatnio pisałam o nim tutaj.
  • Joanna, balsam do włosów bez spłukiwania - o nim też pisałam w tej notce.
  • Alterra, odżywka nadająca połysk - sławna odżywka z tej firmy, która konsystencją przypomina raczej maskę. Fajnie działa, przyjemnie pachnie, mam jej jeszcze dużo, bo oszczędzam. Mam nadzieję, że wróci na półki.
  • Elisse, odżywka do włosów farbowanych - tania odżywka z Biedronki (5zł), jest dobra do szybkiego nałożenia, by tylko wygładzić włosy po plączącym szamponie.
  • Farmona, Jantar, wcierka do włosów - przelałam Jantara do opakowania po odżywce w sprayu - tak łatwiej się go aplikuje. Lubię ten kosmetyk, włosy mi trochę szybciej rosną i pojawiło się trochę baby hair. Kupuję go w Jasmin (we Wrocławiu, w Feniksie) za niecałe 11zł.

MASKI:
  • Alverde, maska z aloe vera i hibiskisem - Na początku mnie nie powaliła... Po dzisiejszej aplikacji jestem bardziej zadowolona.. podcięłam trochę włosy i możę na tamtych suchych, zmaltretowanych nie miała się jak wykazać? ;) Bardzo ładnie pachnie. Pojemność to tylko 100ml.
  • Joanna, maseczka jajeczna - jeden z moich ulubieńców, opisywana tutaj.
  • BingoSpa, maska z masłem shea i pięcioma algami - Niestety nie powaliła mnie... ale mam jej jeszcze dużo, może moje zdanie się zmieni. Ma ładny zapach i przyjemną konsystencję. Można ją kupić za ok. 8zł w niektórych hipermarketach Tesco.

A jak wygląda Wasza pielęgnacja włosów? Używacie olejków? A może wolicie maski? :)