Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balea. Pokaż wszystkie posty

12 września 2013

Balea: dezodorant Fresh Lime


Siedzę właśnie u chłopaka, bo od niego mam bliżej na praktyki... no i nie wzięłam aparatu ani nic szczególnego z kosmetyków, a naszła mnie ochota na napisanie notki. Wzięłam więc komórkę i dezodorant, który kupiłam kiedyś w DM i zrobiłam zdjęcia. Jestem zdziwiona ich jakością, bo myślałam, że będzie gorzej.

Jakiś rok temu skusiłam się w DM na dezodorant Balea o zapachu świeżej limonki. Wiem, że mają różne rodzaje i od czasu do czasu wychodzą edycje limitowane, ale nie chciałam jakiegoś mocno owocowego czy ciasteczkowego zapachu. Dezodorant ładnie pachnie, chociaż nie powiedziałabym, że woń jest szczególnie świeża. Raczej określiłabym ten zapach jako taką słodką limonkę.

Nie jest to antyperspirant, ale muszę powiedzieć, że bardzo dobrze sobie radzi. Nigdy nie czuję się po nim niekomfortowo. Ale 48h to nie chroni, chyba oczywiste. Jeśli chodzi o minusy to chyba to, co widzę w każdym dezodorancie w sprayu - rozpylony w dużej ilości nieco dusi. Poza tym wydaje mi się, że opakowanie zostało zmienione - teraz jest bardziej zielone.


Cena: 0,85€      Pojemność: 200ml      Dostępność: DM, drogerie internetowe

21 lipca 2013

Balea: zgrany duet - szampon Oil Repair z olejem arganowym oraz odżywka do włosów blond


Chciałabym Wam dzisiaj opisać duet, którego używam od czasu do czasu. Staram się używać tych dwóch produktów razem, mimo że są z dwóch serii. W związku z tym, że szampon zawiera SLS, używam go głównie do oczyszczania włosów i skóry głowy raz na jakiś czas. Jeśli jesteście ciekawe, jak sprawdza się u mnie ten zestaw kosmetyków Balea, zapraszam do dalszej części postu.


Balea Professional, Oil Repair, szampon do włosów:
Szampon dobrze sprawuje się na moich włosach. Szkoda, że olej arganowy jest niemalże na ostatniej pozycji w składzie i właściwie nic nie robi. No ale nie od tego są szampony. W swojej roli specyfiku oczyszczającego sprawdza się bardzo dobrze. Poza tym nie plącze włosów i zostawia je miękkie i gładkie. Nie zauważyłam, by przyspieszał przetłuszczanie skóry głowy, ale ja i tak zazwyczaj myję włosy codziennie. Szampon charakteryzuje się przyjemnym, kokosowo-migdałowym zapachem. Tak, jak już pisałam - zawiera SLS, więc nie będzie odpowiedni dla osób, którym szkodzi lub tym, które chcą ten składnik wyeliminować ze swojej pielęgnacji.

Cena: 1,45€      Pojemność: 250ml      Dostępność: DM, drogerie internetowe



Balea Professional, Blond Spülung, odżywka do włosów blond:
Jak widać, nie jest to produkt z powalającym składem. Kupiłam ją, bo chciałam mieć jakiś kosmetyk na szybko... Wszak nie zawsze mam czas trzymać dobre składowo produkty na włosach dłużej (a szczerze powiem, że jak coś ma dobry skład to szkoda mi to spłukiwać po 3 minutach). Poza tym zauważyłam, że ta odżywka na moich włosach po prostu nie lubi zbyt długo siedzieć. Czas trzymania od 3 do 5 minut jest dla niej najodpowiedniejszy. Potem włosy mogą stać się obciążone. Mam wrażenie, że odżywka jest niewydajna. Jest bardzo leista i nawet biorąc sporo produktu, wydaje mi się, że jest go za mało. Niemniej jednak z działania jestem zadowolona - nieźle wygładza i zmiękcza moje włosy. Z szamponem tworzy duet, który bardzo dobrze zachowuje się na moich końcówkach, które stają się bardzo miękkie i przyjemne. W odżywce widać mieniące się drobinki, jednak nie zauważyłam ich wpływu na wygląd włosów blond. Nie nadają im większego błysku czy refleksów. Jeśli chodzi o zapach, to za bardzo mi się on nie podoba. Jest dość chemiczny i nie przypomina żadnego ze znanych aromatów. Ponadto utrzymuje się na włosach, ale nie przez długi czas.

Cena: ok. 2€      Pojemność: 200ml       Dostępność: DM, drogerie internetowe

Ogólnie rzecz biorąc, produkty sprawdziły się u mnie. Oba z serii Professional okazały się być lepsze od produktów do włosów ze standardowej serii Balea (używałam kosmetyków morela+mleko). Tamte nie dawały satysfakcjonującego efektu - szampon wzmagał przetłuszczanie włosów, a odżywka była bardzo niewydajna i nie powalała działaniem. Produkty Professional są trochę mniejsze i dwa razy droższe, jednak i tak nie płacimy za nie dużo (przeliczając na PLN wychodzi około 6-8zł), a u mnie sprawdzają się znacznie lepiej.
  

23 listopada 2012

Różowi ulubieńcy listopada :)


Rzadko robię ulubieńców, ale teraz postanowiłam zrobić, bo wybranie produktów przyszło mi łatwo. Wszystkie są różowe! A nie wybierałam kolorem! :P Matko, i dodatkowo wszystkie firmy mają nazwę zaczynającą się literą B. Ja naprawdę nie planowałam! :D

  • Balea, Never Ending Story - pomadka ochronna, którą wygrałam w konkursie u Naomi-bloguje. Działanie jest ok, standardowo nawilża i pielęgnuje, ale polubiłam ją za coś innego. Za zapach! Jest świetny; pachnie tak samo jak mój ulubiony napój, który zawsze kupuję w Szwecji. Dla zainteresowanych: Party Soda z sieci sklepów Coop.
  • Balea, malinowy lotion do rąk - wygrałam go w tym samym konkursie. Ślicznie pachnie, jak malinowy jogurt lub Mamba! Dodatkowo jest lekki, szybko się wchłania, idealny na dzień. No i ma pompkę. A pojemność jest ogromna, bo to aż 300ml!
  • Bell, Air Flow, błyszczyk do ust - kupiłam go w Biedronce. Wybrałam malinowy, intensywny róż. Jestem z niego bardzo zadowolona. Kolor jest bardzo ładny, utrzymuje się 1-1,5h, co dla mnie jest ok. Bardzo lubię go nakładać na czerwone i różowe szminki, bo zmienia ich kolor na niespotykany odcień, no i dodatkowo pomaga mi je równomiernie, symetrycznie rozprowadzić.
  • Bourjois, Healthy balance, puder 52 Vanille - dostałam go od Anne-Mademoiselle, której nie przypadł do gustu. Wysłała mi go bez rewanżu, ale obiecałam, że jak coś będę mieć, to się odpłacę :) Mnie ten puder naprawdę zaskoczył. Jest bardzo dobry! Ładnie matowi i utrzymuje makijaż. Rzadko się zdarza, że muszę się przypudrować w środku dnia (obecnie mam cerę normalną, w kierunku mieszanej). Kolor jest dość jasny, chociaż mógłby być jaśniejszy. Osobom o bardzo jasnej karnacji nie będzie pasował.

13 listopada 2012

Kokosowe nawilżenie, czyli pojedynek: lotion Balea i masło Safira


Mam do przedstawienia dwa produkty do nawilżania ciała. Oba są kokosowe, ale trochę się od siebie różnią. Jeden kosmetyk jest w porządku, drugi nie przypadł mi do gustu. Przeczytajcie...

  • Balea, Bodylotion Cocos & Tiareblüte - wygrałam go w konkursie u Naomi. Nie przepadam za zapachem kokosa, sama nie kupuję kosmetyków o tym zapachu... No ale jak już mam, to postanowiłam dać mu szansę. Zapach w opakowaniu i wydobyciu z opakowania jest ładny, dość słodki - wyczuwam samego kokosa. Niestety po roztarciu na skórze zapach staje się brzydszy, trochę ścierkowy, ale do zniesienia. Ma lekką konsystencje lotionu, mleczka. Wchłania się dość szybko, jednak zostawia na skórze nieco lepiącą się warstwę. Nawilżenie nie jest na najwyższym poziomie, ale jak na mleczko jest optymalne. Poza tym nie jest to drogi produkt, pewnie kosztuje około 2€. Tutaj skład:


  • Safira, masło kokosowe do ciała - to masło trafiło do mnie poprzez zlot blogerek we Wrocławiu. Mając za sobą nieprzyjemne wrażenia węchowe (po mleczku Balea), ten produkt mnie nie kusił. I intuicja miała rację. Masło ma luźną konsystencję, równie dobrze mogłoby być mleczkiem. Zapach jest podobny do produktu Balea, ale na ciele staje się jeszcze brzydszy - posmarowanie się Balea to ulga dla nosa. Moim zdaniem to masło nic nie daje pod względem nawilżenia (i mówi to osoba, która nie musi się smarować) - skóra jest taka jak bez balsamu/masła, czyli w moim wypadku normalna. Nie wiem, czy ten produkt jest w stanie nawilżyć suchą i bardzo suchą skórę na ciele.


30 września 2012

Peelingi w tubce, czyli: Balea, Alverde, Paloma i Alterra


W związku z moimi planami, by napisać kilka notek na temat peelingów, które mam (a trochę ich mam), dzisiaj przychodzę z kolejną. Tym razem przedstawię Wam peelingi w tubkach, które z reguły są delikatniejsze od tych w słoiczkach. Produkty, które Wam tu przedstawię na pewno nie należą do drogich.

  • BALEA, Duschpeeling, Buttermilk & Lemon (Maślanka & Cytryna)

Peeling Balea kupił mi mój chłopak, kiedy byliśmy razem w Berlinie. Chciałam wypróbować w końcu coś z niemieckiej półki, jeżeli chodzi o kategorię peelingów. W tubce dostajemy 200ml produktu za 1,45€ (ok. 6zł). Zapach jest przyjemny, słodki, ale cytrusowy - z opakowania wiemy, że jest to maślanka z cytryną. Ładne połączenie.

Konsystencja nie jest ani rzadka, ani gęsta - taka jaka powinna być w peelingu w tubce.

Działanie oceniam pozytywnie. Może nie jest to najmocniejszy zdzierak, ale jeżeli zastosujemy go na sucho na pewno nie będziemy narzekać na zerowe działanie. Dzięki niemu pozbywamy się martwego naskórka, a przy odrobinie wody możemy się umyć, ponieważ peeling pieni się. Produkt na pewno nie jest z gatunku naturalnych i naturalno-podobnych. Ma w sobie m.in. SLES.

Polubiłam się z tym kosmetykiem, przede wszystkim za przyjemny zapach i odpowiadające mi działanie. Chętnie wypróbuję inne peelingi Balea, jeżeli będę mieć okazję i o ile w ogóle są dostępne w regularnej ofercie (ten jest z edycji limitowanej, które w Niemczech są dość obfite).

  • Alverde, Dusch-peeling, Kokosraspeln & Lotusblüte (Orzech kokosa & Kwiat lotosu)

Alverde nabyłam podczas tego samego pobytu w DM. Tym razem za 150ml płacimy 1,95€. Stosunek ceny do pojemności jest gorszy, ale trzeba wziąć pod uwagę, że skład jest lepszy. Od razu widać w nim naturalne składniki takie jak: cząstki kokosa, ekstrakt z kokosa i ekstrakt z lotosu. Widać wręcz gołym okiem, zwłaszcza to pierwsze ;)

Zapach nie jest najprzyjemniejszy. Niestety mamy w składzie też alkohol i czuję go dość wyraźnie. Działanie produktu Alverde jest delikatniejsze od Balea - duże cząstki kokosowe nie dają nam za dużo, jednak mamy w nim też zatopione, mniej widoczne, ostrzejsze drobinki, i to one odwalają większość zdzierającej roboty.

Nie mogę powiedzieć, że nie lubię tego peelingu, jednak zapach mi nie odpowiada. Działanie jest dobre, jeżeli mam ochotę na delikatniejszy, mniej inwazyjny masaż. Przy następnej okazji skuszę się na inny peeling Alverde i zobaczę, czy mocno się różni.


  • Paloma, peeling myjący do ciała wygładzająco-ujędrniający Tropical Fruits

Peeling Paloma jest taki niepozorny - stoi sobie spokojnie w 200ml tubce, można go kupić za ok. 13zł (np. w ZapachPerfum), a zdziera naprawdę nieźle (na sucho). Drobinki są małe i ostre, naprawdę zdziwiłam się jego działaniem. Wygładza bardzo ładnie, myślę, że mógłby w jakiś sposób też ujędrnić skórę jako wspomagacz przy diecie/ćwiczeniach.

Zapachem mnie nie urzekł, pachnie bardzo podobnie do żelu Palmolive Thermal SPA Mineral Massage. Nie przepadam za takimi mydlanymi zapachami, niestety nie wyczuwam w nim nic tropikalnego. W składzie widzę: ekstrakt z liści Ginkgo Biloba, ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej i ekstrakt z nasion guarany... szkoda, że za Parfum, a nie przed.

Ten produkt zaskoczył mnie mocnym zdzieraniem, używam go z przyjemnością, pomimo zapachu, który nie trafił w mój gust. Peeling jest także myjący, więc się pieni. Z serii peelingów myjących Paloma możemy dostać też wersję o zapachu Macadamia.

  • Alterra, Körperpeeling, Cranberry & Feige (Żurawina & Figa)

Peelingu Alterra chciałam koniecznie wypróbować - niektóre dziewczyny była z niego zadowolone, inne wręcz go znienawidziły. Kupiłam go jakiś czas temu, kiedy był na promocji za 6,99zł (obecnie też jest). W tubce mamy 200ml produktu.

Zapach peelingu jest przyjemny - słodki, owocowy, jednak w nim też wyczuwam sporą ilość alkoholu. Peeling ten nie jest mocny, jest wręcz delikatny. Na pewno nada się do skóry wrażliwej, skłonnej do podrażnień. Drobinki nie są liczne i nie są ostre. W sumie trudno nazwać ten produkt peelingiem, jest raczej rzadkim żelem z drobinkami. Szkoda, bo w sumie mógłby być gęstszy i bardziej naładowany zdzierającymi cząsteczkami.

Mimo wszystko dosyć go polubiłam - jest miłą odskocznią od mocnych i średnich peelingów, na które nie zawsze mam ochotę. Nie kupiłabym go bez promocji, ale za 7zł nie żałuję. Lubię testować peelingi, niekoniecznie te mocniej ścierające martwy naskórek.


Standardowo pokażę konsystencję:

Już wcześniej wspominałam, że mam w szafce sporo peelingów. Lubię jak się między sobą różnią, nie chciałabym, żeby każdy z nich był mocnym zdzierakiem, także proszę o wyrozumiałość nawet jeśli podoba mi się słaby w działaniu peeling. Serdecznie pozdrawiam tych, którzy przeczytali całą notkę ;)
 

24 września 2012

Projekt denko - wrzesień 2012

Uwielbiam zużywać! Dlatego zazwyczaj w moich projektach denko pokazuję niemałą ilość produktów. Mój chłopak śmieje się, że zużywanie kosmetyków to moje kolejne hobby. Zobaczcie, co udało mi się zużyć w tym miesiącu:

  • Gabamed, Krymska naturalna sól lawendowa - kiedyś opisywałam wersję różaną. Ta bardziej przypadła mi do gustu, bo cząstki lawendy były mniejsze i nie przeszkadzały tak jak płatki róży. Zapach mało intensywny, jednak kryształki soli mniejsze niż w różanej, co jest na plus. Dostałam ją do przetestowania od Ukraina-shop.
  • Balea, żel do mycia o zapachu kiwi - kiwi mi to nie przypominało, ale pachniało czymś jeszcze fajniejszym... zieloną Hubbą Bubbą! :D Tej wersji używało mi się przyjemniej niż malinowej, a przede mną jeszcze melonowa.
  • No 36, dezodorant do stóp - niewydajny i niezbyt udany produkt. Nie wiedziałam do końca po co mam go używać - ani nie chronił przed potem, ani jakoś znacząco nie odświeżał...
  • Bielenda, krem z Żeń szeniem - zużyłam go do stóp, właściwie starczył na 2-3 użycia, ponieważ mimo grubej warstwy nic nie nawilżył. Opisywałam go tutaj.

  • Balea, odżywka do włosów - pisałam o niej niedawno w tej notce. Bardzo niewydajna.
  • L'biotica, Biovax, maseczka do włosów wypadających - nie polubiłam się z nią. Nie urzekł mnie zapach ani działanie... Mam wrażenie, że obciążała mi włosy, mimo że nie kładłam jej przy skórze głowy.
  • BanLab, olejek Sesa - również niezbyt wydajny, ale za to dobry. Myślę, że jeszcze kiedyś się na niego skuszę. Więcej możecie przeczytać tutaj.
  • Farmona, wcierka Jantar - moje kolejne opakowanie... Lubię ten kosmetyk, w połączeniu z olejkami rzeczywiście przyspiesza wzrost włosów.
  • Schwarzkopf, Diadem, farba do włosów - efekty koloryzacji można było zobaczyć tutaj.

  • p2, Perfect face!, spray utrwalający makijaż - skończyłam go używać jako płynu do zwilżania pędzla, nie wiem czy miał wpływ na przedłużenie makijażu, ale na pewno nie skracał czasu jego przebywania na mojej twarzy. Zostawiam sobie opakowanie, ale nie wiem czy kupię go ponownie.
  • Bell, korektor - robiłam na jego temat recenzję, w której zdjęcia (na podbitym oku mojego chłopaka) zrobiły furorę ;) Zapraszam tych, którzy jeszcze nie widzieli ;)
  • Tisane, balsam do ust - dobrze nawilżał, ale bez rewelacji. Konsystencja tej szminki była bardzo gęsta, ciężko było ją rozprowadzić (aż się boję co by było w zimie). Szybko ubywała.

  • Rival de Loop, kapsułki anti-age - mama kupiła je sobie rok temu w Niemczech i nie używała, więc zużyłam ja. Nie zapychały mnie, dość szybko się wchłaniały, nawilżały.
  • Balea, chusteczki oczyszczające - wygrałam je w rozdaniu u Naomi i bardzo je polubiłam. Opakowanie jest małe, zawiera 10 sztuk, w sam raz do torebki. Jestem osobą, która często na noc ląduje u chłopaka i dzięki nim mogłam przyjemnie zmyć makijaż. Nie podrażniały, wręcz były delikatne, miały przyjemną teksturę. Dodatkowo ładnie pachniały, tak mlecznie i pozostawiały taką jakby mleczną warstwę na skórze. Całkiem ładnie zmywały makijaż.
  • Ziaja, maseczka nawilżająca - w tym miesiącu prawie nie używałam maseczek... ostatnio nie miałam czasu, ani ochoty. Maseczki Ziaja lubię i często do nich wracam.

Na koniec opiszę Wam dwa mini-produkty, które znalazły się w najnowszym ShinyBox. Są to kosmetyki marki Zepter... Niestety nie było za bardzo co testować, ponieważ w pudełku znalazły się próbki po 5ml (czyli wysokości mojego małego palca!). Uważam, że to bardzo niemądre posunięcie, by firma, która ma tak drogie kosmetyki, dawała tak małe testery. Kto normalny kupi tonik po jednym czy dwóch użyciach?!

  • Zepter, owocowy tonik nawilżający La Danza - tubeczka starczyła mi na 2 użycia, więc jak się domyślacie, trudno mi jest go ocenić. Na pewno nie podrażnia, nie ściąga skóry. Pachnie dość przyjemnie, trochę ekskluzywnie, zauważyłam też delikatne nawilżenie. Szkoda, że próbka taka mała (marka Zepter mogłaby tak nie oszczędzać i dać chociaż 20ml), bo produkt mógłby się okazać fajnym... Niestety i tak cena odrzuca - 276zł!
  • Zepter, krem do rąk Swisso Logical - tutaj dostaliśmy dwie tubki (2x5ml), więc przetestowanie produktu było już bardziej realne. Mi jedna tubka wystarczyła na ok. 5 użyć, więc po 10 aplikacjach mogę powiedzieć, że krem jest niezły - ładnie pachniał (jak perfumy dojrzałej kobiety), przyjemnie nawilżał, był dość treściwy. Jednak znów cena odrzuca, bo za 100ml płacimy 74zł.

17 września 2012

Balea: produkty do włosów suchych i zmęczonych

Proszę o przeczytanie tej recenzji, a nie zachwycanie się tym, że to Balea ;P


Tę serię kupiłam sobie podczas przedostatniej wizyty w Niemczech. Nie miałam wcześniej produktów Balea do włosów i postanowiłam spróbować. Czy jestem zadowolona z mojej decyzji? Przekonacie się podczas czytania tej recenzji. Kupiłam sobie odżywkę, szampon i mleczko bez spłukiwania. Szampon i odżywka kosztowały po 0,75€, natomiast mleczko - 1,95€. Cała seria ślicznie pachnie morelą i jest to niestety jedna z jej nielicznych zalet. Co za tym idzie? Obecność substancji zapachowych wysoko w składzie.

ODŻYWKA: Ma bardzo wodnistą konsystencję, przelewa się przez palce i jest bardzo niewydajna. Przy każdym użyciu zużywam jej około jednej garści. Poza tym bardzo się pieni, chociaż w sumie uważam to za zaletę, bo łatwo ją rozprowadzić na włosach. Działanie nie jest powalające - jest to zwykła odżywka, która wygładza włosy po myciu plączącym szamponem. Nie robi nic więcej. Jej pojemność do 300ml.


SZAMPON: Szampon ma brzoskwiniowe zabarwienie, lekko perłowe. Ma przyjemną konsystencję, chociaż dość rzadką, dobrze się pieni. Jest bardziej wydajny niż odżywka, ale wciąż szybko ubywa. Obecnie prawie go nie używam, bo przy używaniu produktów bez SLS zauważyłam, że nieco wysusza mi skórę głowy. Mam również wrażenie, że włosy trochę szybciej mi się przez niego przetłuszczają. Jego pojemność to 300ml.


MLECZKO BEZ SPŁUKIWANIA: To zdecydowanie najlepszy produkt z tej serii, chociaż i tak niepowalający. Podobnie, jak poprzednie produkty, też jest niewydajny. Po umyciu włosów zużywam z 5 pompek tego produktu (plus za pompkę!). Nie obciąża włosów, nawilża i znacznie zmiękcza. Moje włosy są suche na końcach i żeby wyglądały dobrze, zawsze muszę nałożyć coś bez spłukiwania. I wtedy widzę znaczną różnicę (porównując: bez takiej odżywki/balsamu i z) w wyglądzie włosów. Nie wiem, czy sprawdziłby się na włosach zdrowszych i bardziej nawilżonych. Jego pojemność to 200ml.


Nie wiem, jak zachowują się inne serie - mojej, morelowo-mlecznej, raczej nie polecam. Pokażę Wam jeszcze konsystencję. Widać, że produkty są raczej rzadkie:

szampon i odżywka
mleczko bez spłukiwania

31 lipca 2012

Projekt denko - lipiec 2012

Mój lipiec był dosyć bogaty w zużycia. Może nie jest to największe denko jakie miałam, ale większość produktów było w dużych pojemnościach i kończyłam je dosyć długo. Zapraszam zatem do przeczytania mini-recenzji:

  • Original Source, płyn do kąpieli Czekolada&mięta - był w potrójnym zestawie świątecznym. Pięknie pachniał, dobrze się pienił. Jednak, żeby było go dobrze czuć podczas kąpieli, trzeba było go sporo wlać i przez to stawał się nieekonomiczny. Do płynu nie powrócę, może kiedyś kupię żel (który ma zresztą chyba taki sam skład, jednak z butli było trudno go używać w ten sposób).
  • Farmona, Sorbet do mycia ciała - ostatnio recenzowany tutaj. Nie przypadł mi do gustu i chciałam go jak najszybciej zużyć, więc wykorzystałam jako płyn do kąpieli i nic a nic się nie pienił.
  • Balea, malinowy żel pod prysznic - ładnie pachniał maliną, chociaż podczas mycia odrobinę gorzej. Miał fajny różowy kolor, kremową konsystencję, mył ok. No i po przeliczeniu na PLN kosztował jakieś 2,80 (!!!), więc czego chcieć od takiego żelu?! :D
  • Bourjois, woda micelarna - u mnie sprawdza się bardzo dobrze.
  • Kolastyna, balsam brązująco-rozświetlający - beznadziejny, totalny bubel (przynajmniej stara wersja opakowania) - nie brązuje w ogóle i śmierdzi samoopalaczem. Jedyny plus to złote drobinki, ale ja akurat nie przepadam za takim efektem.

  • Ziaja, szampon do włosów normalnych - meeeega wydajny, miałam go chyba ponad pół roku (co prawda czasami użyłam innego szamponu) i zużywałam razem z tatą. Ślicznie pachniał, ale na razie do niego nie wrócę, bo zmieniam nieco pielęgnację.
  • CHI, odżywka - recenzowana tutaj. Dobrze mi się jej używało, była dobra jak na odżywkę ekspresową. Jest dosyć droga, ale była w miarę wydajna (chociaż szamponu zostało mi jeszcze trochę, a używałam ich jednocześnie) i byłam z niej zadowolona. Może kiedyś skuszę się na zakup.
  • Joanna, balsam nawilżająco-regenerujący - dobrze się u mnie sprawdzał, jest bardzo wydajny i ślicznie pachnie. Mam teraz nową wersję 300ml.
  • Farmona, Jantar - na razie zużyłam jedno opakowanie i robię trochę przerwy, bo wyjeżdżam na Woodstock i nie widzę sensu w odnawianiu kuracji właśnie teraz. Nie zauważyłam póki co większych rezultatów, ale włosy mi się mniej przetłuszczały przy używaniu tej wcierki.
  • Alterra, olejek oliwka&limonka - mój pierwszy olej do włosów. Bardzo przyjemnie się go używało, ślicznie i świeżo pachniał. Był wydajny - zużywałam go przez 7 miesięcy.

  • Eveline, serum ujędrniające brzuch i pośladki - używałam go niestety bardzo nieregularnie, ale widać było ujędrnienie i wygładzenie skóry. Przy okazji było wydajne i dawało efekt chłodzenia (choć na krótko). Nie wiem czy do niego wrócę, ale ogólnie produkty Eveline tego typu na pewno będą wpadać w moje ręce :)
  • Eveline, serum do biustu - to było moje drugie opakowanie; po wyjeździe otworzę kolejne, które już czeka. Moim zdaniem świetny produkt, który naprawdę dba o biust - trochę go ujędrniania i podnosi. Ponadto nawilża i uelastycznia. Widzę poprawę od czasu kiedy go używam (mimo że nie robię tego super regularnie, to efekty nie znikają).
  • Dermika, maseczka czekoladowa - ostatnio ją kupiłam i postanowiłam od razu wypróbować. Dostałam ostrzeżenie, że może podrażniać, więc jak tylko poczułam coś nieprzyjemnego na twarzy, to ją zmywałam. Trochę oczyściła cerę, ale zapach pozostawia wiele do życzenia, brązowa Ziaja ładniej pachnie i jest tańsza.
  • Cherry Masaki, perfumowany balsam - (od japońskiego projektanta) z GlossyBoxa (próbka 50ml). Pełnowymiarowy produkt 150ml kosztuje 150zł. Nie wiem skąd ta cena na taki produkt! Prawie wcale nie nawilża, może najwyżej zdjąć uczucie suchości (ja go trzymałam w torebce, używałam do dłoni). Zapach ma ładny, ale bez zachwytów (przynajmniej moich - moi znajomi się serio zachwycali ;P)
  • NailTek, II Intensive Therapy - daawno temu go zużyłam, resztka zgluciała, a ja zapominałam go dołożyć do starych denek. Zatem robię to teraz. Byłam z niego zadowolona, ale na razie zamówiłam sobie Seche Vite i myślę, że do NT już raczej nie wrócę.
  • Wibo, eyeliner - długo mi służył, robił super kreskę, jest tani. Pewnie kupię go ponownie.
  • Biały Jeleń, żel do higieny intymnej - ot, taki zwykły, przeciętny żel.
  • Joanna, peeling myjący - myślałam, że będzie gorszy, a okazał się naprawdę fajnym peelingiem. Nie jest to mocny zdzierak, ale też nie jest delikatny. Wiem, że niektórzy używają go nawet do twarzy. Bardzo ładnie pachnie, zapach utrzymuje się w łazience dosyć długo po kąpieli. Uważam, że za 3,50zł można go kupić, ale powyżej 5zł to już przesada, bo produkt starcza na jakieś 4 użycia (na całe ciało).

A teraz pozostaje mi Was pożegnać na jakiś tydzień, bo jutro jadę na Woodstock, a po Woodstocku na 2-3 dni do Berlina. Pewnie zrobię tam jakieś zakupy, także pokażę swoje niemieckie łupy po powrocie! :D Trzymajcie się!

2 czerwca 2012

Projekt denko - marzec-maj 2012

Ojoj, to mi się zrobiło denkowych zaległości. Muszę Wam przyznać, że przez te trzy miesiące nie wydenkowałam zbyt dużo, coś opornie mi ostatnio szło. Ale jest kilka produktów z kolorówki, więc uważam, że wykończenia są dosyć udane :)

  • Henna WAX Treatment - ta odżywka nie dała mi absolutnie nic! Włosy wcale nie były gładsze, ogólnie nie polubiłam się z tym produktem i cieszę się, że dostałam go za darmo do zamówienia na paatal.
  • Balea, kakaowe masło do ciała - bardzo fajne, zapach średni, konsystencja niezbyt fajna, ale nawilżenie bardzo zadowalające. Kosztowało jakieś 3€, jednak przez ten zapach nie kupiłabym już tej wersji.
  • Odżywka do włosów Elisse - polubiłam ją, jest tania (dostępna w Biedronce), fajnie wygładzała włosy. Na pewno kupię ponownie.
  • Mydło pod prysznic Ziaja - fajny zapach, duża butla, niewielka cena. Polubiłam ten kosmetyk, mimo że jest dosyć rzadki i nie pieni się jakoś super.
  • Nivea Angel Star - mój ulubiony antyperspirant. Nie wiem, ile tych kulek zużyłam, ale naprawdę sporo. Ślicznie pachnie, dobrze chroni, jest wydajna. Polecam!
  • BeBeauty, wygładzające serum do rąk - fajny produkt, o ciekawym zapachu. Nie zauważyłam jakiegoś super nawilżania, ale ja też nie umiem być systematyczna przy kremach do rąk.
  • Bi-Es, Ocean Fun - kocham ten zapach! Kupiłam go za jakieś 17zł w Kauflandzie i wiernie mi służył przez 2 lata. W końcu go wykończyłam, jednak ta słodycz absolutnie mi się nie znudziła. Polecam powąchać, bo jest super... Jak na tę cenę, to trzyma się przyzwoicie. Dla osób lubiących słodkie i owocowe zapachy :)

  • Catrice, puder 'mineralny' - nie ma z tyłu składu, więc nawet nie wiem czy zawiera w sobie coś mineralnego, ale spisywał się bardzo dobrze. Miałam go z rok. Pudruję się tylko rano i starcza mi to na cały dzień, więc jak dla mnie był wydajny. Kupiłam go za 13zł i ogólnie polecam (chociaż nie wiem czy jeszcze są).
  • Revlon, ColorStay - polubiłam ten podkład, Recenzowałam go już tutaj.
  • Catrice, Photo Finish - ten też polubiłam, ale trochę mniej. Recenzja tutaj.
  • Essence, korektor w pacynce - spisywał się całkiem ok. Moim zdaniem bardzo podobny do mineralnego Bell. W sumie zachowują się tak samo.
  • Lovely, Spectacular Me - super maskara. Myślę, że kupię ponownie. Tutaj recenzja.

  • BeBeauty - żel do demakijażu - chyba każdy go zna. Świetny produkt za niską cenę. Jak wykończę żel z Lidla, to pewnie wrócę do tego.
  • AA, Cera Wrażliwa, krem odżywczy - normalny krem, nic nadzwyczajnego - recenzowany tutaj.
  • Nivea, Pure & Natural, mleczko oczyszczające - wygrałam w rozdaniu, było ok, ale nie przepadam za mleczkami. Recenzję można znaleźć tutaj.