Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel do mycia twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel do mycia twarzy. Pokaż wszystkie posty

19 lipca 2017

Seria Magic Rose od Evrēe: olejek myjący, żel do mycia twarzy oraz tonik || Recenzja po kilku tygodniach używania


Cześć! Dawno mnie tutaj nie było, ale gdyby ktoś jeszcze nie wiedział - przeniosłam się głównie na YouTube (mój kanał - KLIK, zapraszam serdecznie :) ). Z prostej przyczyny - wygody, ponieważ uważam, że filmy kręci się szybciej i łatwiej niż pisze posty na blogu.

Natomiast znalazłam chwilkę czasu i postanowiłam odwiedzić "stare śmieci" i coś napisać. Wybór padł na część serii Magic Rose od marki Evree. Kilka tygodni temu zaopatrzyłam się w kilka kosmetyków i pomyślałam, że zbiorcza recenzja jest fajnym pomysłem. Dlaczego je kupiłam? Chciałam mieć kosmetyki do pełnego demakijażu, kiedy jestem u Wojtka.

Nie wiem, czym mama Wojtka wykonuje demakijaż (może mydłem?), ponieważ nie widziałam nigdy żadnego płynu micelarnego u nich w łazience. A jako że przebywam u Wojtka dość często, chciałam mieć serię kosmetyków, które zapewnią mi dokładny efekt oczyszczenia.

Wybrałam ówczesą nowość, czyli różany olejek do mycia twarzy, a do kompletu dobrałam różany żel do mycia twarzy oraz tonik z tej samej serii. Dlaczego nie mam płynu micelarnego? Bo nie chciałam po prostu wydawać więcej kasy - produkty kupowałam przed promocją 2+2, bo gdybym kupowała je w jej czasie, to na pewno dorzuciałabym i micela.



Od jakiegoś czasu stosuję wieloetapowe oczyszczanie twarzy. Najpierw sięgam po olejek, potem żel do mycia twarzy, a cały proces demakijażu wykańczam tonikiem. Pora przejść do recenzowania poszczególnych kosmetyków. Ustawiłam je w takiej kolejności, w jakiej ich używam, zatem zaczynam od olejku. I jego przy okazji najbardziej się obawiałam, a jednocześnie byłam go ciekawa.

Znam wiele olejków do demakijażu, bo używam ich namiętnie od wielu miesięcy. Zazwyczaj sięgam po te naturalne na bazie typowych olejów, a kosmetyk marki Evree jest inny. Można to było wywnioskować już po składzie, który opiera się na o wiele bardziej płynnych trojglicerydach. Olejek ten jest hydrofilowy, zatem w połączeniu z wodą tworzy emulsję i dobrze się zmywa.

Olejek ma przyjemny, różany zapach. Jest bardzo wydajny. Wszystkie kosmetyki kupiłam razem i jak widać, przy olejku mam relatywnie mały ubytek. To pewnie też kwestia tego, że myję niż twarz zazwyczaj raz, a żelu używam dwukrotnie. Tonik to już zupełnie inna bajka.

Trzeba uważać przy wylewaniu go na dłoń, bo jest bardzo płynny i może nam łatwo "uciec" ;) Dobrze zmywa makijaż, radzi sobie zarówno z twarzą, jak i oczami, chociaż przy oczach polecam być ostrożnym. I nie, nie chodzi tutaj o kwestię pieczenia, bo za bardzo nie piecze, ale pozostawia straszną mgłę, o wiele mocniejszą niż olejki, których dotychczas używałam, a było ich sporo.



Następnie sięgam po żel do mycia twarzy, który zmywa mi z powierzchni skóry reszty olejku i dokładniej oczyszcza pory.

Różany żel marki Evree w przeciwieństwie do braci z serii ma mniej różany zapach, pachnie bardziej mydlanie, co nie do końca mi się podoba. Żel nieźle się pieni, ale nie tworzy gigantycznej piany, raczej niewielką, przyjemną piankę ;)

Dobrze domywa resztki makijażu czy olejku. Stosowałam go też wielokrotnie samodzielnie (np. rano) i sprawdza się dobrze, chociaż nie jest to produkt, którym bym się zachwycała. Jest to przyjemny, drogeryjny kosmetyk, natomiast ja wolę chyba jednak produkty z gatunku naturalnych. Żel może delikatnie ściągać skórę, pozostawiać uczucie delikatnego napięcia i wysuszenia, mimo że nie zawiera typowych SLS czy SLES w składzie. Uwaga na oczy! Może trochę zaszczypać.



I przechodzimy do ostatniego kroku mojej rutyny demakijażowej (no chyba, że mam mocniejszy makijaż, z którym nie poradzi sobie olejek i żel - wtedy jeszcze sięgam po płyn micelarny), czyli tonik. O tym toniku słyszalam wiele dobrego, dlatego też po niego sięgnęłam. Ma całkiem niezły skład, bo już na drugim miejscu, zaraz po wodzie, mamy wodę różaną. Są też składniki nawilżające i kojące, czyli gliceryna, hialuronian sodu i panthenol.

Opakowanie toniku wyposażone jest w atomizer, który rozpyla drobną mgiełkę (przynajmniej mój egzemplarz tak robi) - jest to szybkie, wygodne i bardzo ekonomiczne. Nie patrzcie na moje zużycie toniku - ja jestem toniko-pijcą, a poza tym używam go zarówno w formie psikanej, jak i wylewając na wacik (w zależności od potrzeby). Gdybym używała tylko i wyłącznie atomizer, to tonik starczyłby mi na dłuuugie miesiące, a przynajmniej tygodnie ;)

A co z działaniem? Tonik działa dobrze, czyli robi, to co ma robić. Odświeża, delikatnie nawilża i, mam nadzieję, przywraca skórze odpowiednie pH. Jest przyjemny, ma ładny różany zapach, nie robi mi krzywdy. I tutaj znów uwaga na oczy, bo lubi zapiec. Radziłabym po popsikaniu twarzy wytrzeć od razy okolice oczu, bo ten tonik naprawdę nie lubi się ze śluzówką. Co tu się dziwić - w końcu jest to tonik i ma kwaśne pH, a łzy mają pH lekko zasadowe, ale mimo wszystko inne toniki mi tak nie robią.

Uważam, że jest to naprawdę fajny, drogeryjny tonik z krótkim i nienajgorszym składem. Nie jest żadnym moim wielkim ulubieńcem, bo gustuję jednak w kosmetykach z kategorii bardziej naturalnych, ale gdybym nie miała wyboru i musiała kupić coś z Rossmanna, to pewnie bym do niego wróciła.


Chyba nie muszę dodawać, że kosmetyki Evree są ogólnodostępne w wielu drogeriach, w tym w Rossmannie. Widziałam je też na wyspach w galeriach handlowych. Kosztują w okolicach 10-20zł w zależności od miejsca, promocji itp. Podsumowując, uważam, że są to niezłe kosmetyki, które można dostać na wyciągnięcie ręki za niewielkie pieniądze. Osobiście wolę coś bardziej naturalnego i pewnie następnym razem kupię do Wojtka inne produkty (przypuszczam, że zrobię miks różnych marek), ale nie mogę powiedzieć, że seria Magic Rose jest zła :) A u Was jak się sprawdziła? Miałyście z nią przyjemność?

30 marca 2017

Miałam do niego nie wracać, a jednak... WRÓCIŁAM! Skin79 - Pearl Luminate


Dzisiaj kilka słów na temat żelu, który pewnie niektórzy doskonale znają. Na wielu blogach i kanałach już o nim wspominano, wielokrotnie w superlatywach. Mowa oczywiście o produkcie do mycia twarzy od Skin79 o nazwie Pearl Luminate. Opakowanie żelu z pewnością przyciąga wzrok i najlepszym przykładem tego jest mój tata - zachwycał się nim nie raz i nie dwa. Często słyszałam, że ten żel musi być drogi i dobry, bo ma takie ładne opakowanie i wygląda porządnie. Nie można się z tym nie zgodzić. 

Pierwsze opakowanie tego kosmetyku otrzymałam na spotkaniu blogerek w Zabrzu. Polubiłam i zużyłam, ale początkowo wcale nie miałam zamiaru do niego wracać. W końcu nie jest to najtańszy produkt do mycia twarzy, a powiedzmy sobie szczerze - to kosmetyk, który szybko zmywamy i nie pozostaje on zbyt długo na cerze.

A co takiego się stało, że jednak do niego wróciłam? Po pierwsze nie do końca byłam zadowolona z żeli, których używałam w międzyczasie (co prawda od zdenkowania pierwszego opakowania a otrzymania drugiego minęły tylko jakieś 3 tygodnie), a po drugie przyciągnęła mnie promocja, nic odkrywczego ;) Na polskiej stronie Skin79 można było zakupić zestaw - żel + maseczkę (były różne do wyboru) za 99zł. Uznałam, że taka cena jest do przełknięcia jak za dwa kosmetyki, wszak sam żel tyle kosztuje. Maseczka była jakby gratis.



Żelu Pearl Luminate używam na dwa sposoby: albo zmywam nim olejek myjący, albo zwyczajnie myję nim twarz. W obu przypadkach sprawdza się bardzo dobrze. Jest łagodny, nie podrażnia skóry, nie wysusza jej. Piana, którą tworzy jest delikatna i aksamitna, ale przy tym puszysta. Zapach żelu kojarzy mi się z nutami świeżymi, morskimi, ale przy tym lekko męskimi. Myślę, że Panowie też mogliby używać tego kosmetyku i zapach by im nie przeszkadzał.

Kosmetyk zawiera mnóstwo ekstraktów, co zresztą widać na powyższym zdjęciu. Skóra po jego zastosowaniu jest czysta, ale nieściągnięta. Mój rumień staje się delikatnie wyciszony, skóra ma ładniejszy koloryt i można powiedzieć, że jest lekko rozświetlona.

Warto też wspomnieć o tym, że jest to kosmetyk wydajny, mimo że na pierwszy rzut oka wcale nie sprawia takiego wrażenia. Przy pierwszych użyciach miałam wrażenie, że pompka bardzo szybko się podnosi i, że zużyję ten żel w try miga. Nic bardziej mylnego - do umycia twarzy zużywam około pół pompki, maksymalnie jedną pompkę produktu. 100 ml żelu (czyli tyle, ile mieści się w tym urocznym opakowaniu) starczyło mi na jakieś 3 miesiące częstego używania, co uważam za dobry wynik.

A czy powrócę do tego żelu kolejny raz? Nie wykluczam. Polubiliśmy się i po 2-3-tygodniowej przerwie, kiedy go nie miałam, zdążyłam się za nim stęsknić. Jeśli ktoś ma na niego ochotę, a wydatek rzędu 100zł na żel do mycia twarzy nie jest dla niego problemem, to jak najbardziej polecam :)

21 lipca 2016

Moja aktualna pielęgnacja twarzy - czyli, DLACZEGO NIE MYJĘ TWARZY WODĄ?


Cześć moi kochani! Przychodzę dzisiaj z pierwszym wpisem z serii, której bardzo dawno nie było na moim blogu. Chcę opisać i przedstawić Wam moją aktualną pielęgnację twarzy. Wybrałam same produkty podstawowe, których używam na co dzień i każdy pokrótce opiszę. Od kiedy mam rzęsy 1:1 trochę inaczej traktuję swoją twarz, zatem dowiecie się, jak wygląda mój obecny rytuał pielęgnacyjny i jakie kosmetyki się u mnie sprawdzają. 


Od kiedy mam rzęsy 1:1 rzadko kiedy myję twarz pod bieżącą wod. Dlaczego? Po prostu nie chcę tak często moczyć rzęs. Wydaje mi się, że kiedy namokną i skupiają się w grupki, to stają się trochę obciążone, a wolałabym tego uniknąć. W dodatku zauważyłam, że pielęgnacja bez wody służy mojej cerze.

Przez fakt posiadania przedłużonych rzęs odstawiłam tymczasowo olejki do demakijażu, bo jak wiadomo, nie powinno się używać tłustych produktów, by rzęsy nam się nie odkleiły. Zatem do zmywania makijaży używam obecnie płynu micelarnego z Tołpy, który otrzymałam na Meet Beauty. Dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia skóry, jest łagodny, ale nie mogę powiedzieć, żeby był wybitny. Ot taki zwykły płyn micelarny.

Rano, by odświeżyć i oczyścić skórę, najczęściej sięgam po toniki. W tej chwili stosuję naturalny tonik różany EcoPlant. Kosmetyk jest boski - przyjemnie odświeża cerę, absolutnie nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienień, przyjemnie pachnie, a w dodatku... delikatnie nawilża. Tak naprawdę, w dni kiedy nie nakładam makijażu często nawet nie stosuję po nim kremu, bo nie mam takiej potrzeby. Jeżeli macie skórę wrażliwą, naczynkową, delikatną, to bardzo polecam się z nim zapoznać.

Niestety oba typy kosmetyków, czyli płyny micelarne i toniki idą u mnie jak przysłowiowa woda. I wcale się nie dziwię, bo w sumie są jej substytutem ;)


I jak wspomniałam wyżej - praktycznie nie myję twarzy wodą, ale oczywiście czasami nachodzi mnie taka ochota (mniej więcej raz w tygodniu), no i wiadomo - skóra potrzebuje dogłębnego oczyszczenia. Wtedy do akcji wkracza żel biosiarczkowy Balneokosmetyki i szczoteczka soniczna Beautyline z Biedronki.

Żel mam już drugi raz i jest w porządku. Nie uważam, żeby działał nadzwyczajnie, ale jest fajny. Nieco więcej rozpiszę się o szczoteczce. Według mnie jest to bardziej gadżet, ale mimo wszystko chciałam spróbować tańszego (i to o wiele) zamiennika Foreo Luny. Szczoteczki używam maksymalnie 2 razy w tygodniu. Po pierwsze dlatego, że daje efekt peelingujący, a ja tego codziennie nie potrzebuję, a po drugie mam skórę naczynkową i częste jej stosowanie nie jest wskazane.

Szczoteczka ma 2 poziomy drgań - mocniejsze i słabsze. Ma wygodny kształt i moim zdaniem dociera wszędzie, gdzie powinna - daje radę np. przy skrzydełkach nosa. Wypustki są dość miękkie, chociaż moim zdaniem mogłyby być jeszcze delikatniejsze ;) Po zastosowaniu szczoteczki skóra jest czysta, bardzo gładka i przyjemna w dotyku. Zwiększenia zaczerwienień nie zaobserwowałam, więc bardzo się cieszę, ponieważ tego się obawiałam.


I ostatni produkt, który należy do mojej podstawowej pielęgnacji, ale sięgam po niego rzadko, to peeling enzymatyczny marki Norel. Używam go rzadko, bo ostatnio nie potrzebuję dodatkowego złuszczania. Jak nie używam ściereczki muślinowej z olejkami, to używam szczoteczki sonicznej... ale kosmetyk Norel zawsze jest w pobliżu, gdybym potrzebowała jeszcze czegoś dodatkowego.

Peeling jest bardzo kremowy i przyjemnie rozsmarowuje się na skórze. Jest dość gęsty, więc nie spływa z twarzy - można spokojnie chodzić z nim przez 10-15 minut. Działa dobrze - w sposób delikatny usuwa martwy naskórek i wygładza powierzchnię skóry. Jest w porządku, ale niestety nie jest aż tak dobry jak peeling enzymatyczny z Organique. Tamten działa o wiele mocniej i jakby dogłębniej, ale ten też jest niczego sobie. Na pewno jest o wiele lepszy niż peelingi enzymatyczne typowo drogeryjne, bo jeszcze nie spotkałam takiego, który by dobrze działał.


Znacie te kosmetyki? Jeżeli tak to napiszcie koniecznie, jak się u Was sprawdzały! :) Kolejna część już za kilka dni, a w niej opiszę Wam, czego używam do nawilżania skóry, czyli będzie głownie o kremach ;)

11 stycznia 2016

Biolaven: żel do mycia twarzy, żel do higieny intymnej i balsam do ciała - moja opinia


Seria, a właściwie marka, kosmetyków Biolaven zainteresowała mnie od razu, jak wyszła. Sylveco lubię i cenię, dlatego też ucieszyłam się na informację o nowościach. Co prawda Biolaven świeżynką już nie jest, ale myślę, że wciąż dużo osób po te produkty nie sięgnęło. Stwierdziłam, że skoro posiadam 3 kosmetyki tejże marki, to pokrótce je opiszę i podpowiem Wam, czy warto.

BIOLAVEN, ŻEL DO MYCIA TWARZY
Żel do mycia twarzy z tej serii był pierwszym produktem, który wpadł w moje ręce. Trafił do mnie w ShinyBoxie zaraz po premierze serii Biolaven i bardzo się ucieszyłam, że będę mogła go wypróbować. Wydaje mi się, że jest nieco bardziej wodnisty niż żele Sylveco (miałam zarówno rumiankowy, jak i tymiankowy) i też starczył mi na krócej (dopiero co go skończyłam). Zapach żelu - jak i całej serii - to połączenie lawendy z winogronami. Akurat w żelu bardziej wyczuwalna jest nuta lawendy. Żel pieni się dość delikatnie, co mi odpowiada. Myć mył, ale nie zauważyłam, by robił coś nadzwyczajnego. Po jego zastosowaniu skóra nie była ładniejsza, mam wrażenie, że żele z Sylveco lepiej pod tym względem działały (chyba zawarte w nich kwasy lepiej wpływały na wygląd mojej cery). Uważam, że to przyjemny naturalny żel, ale nie mam potrzeby do niego wracać.
Cena: ok. 16zł      Pojemność: 150 ml
Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Vitis Vinifera Seed Oil, Panthenol, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Lavanadula Angustifolia Oil, Parfum.


BIOLAVEN, ŻEL DO HIGIENY INTYMNEJ
Prawdę mówiąc, jest bardzo podobny do żelu do mycia twarzy. Oba produkty mają niemalże identyczne składy, z tym, że w żelu do higieny intymnej mamy więcej panthenolu i kwasu mlekowego. Nie ma się co dziwić, w końcu kwas ten przywraca okolicom intymnym prawidłowe pH. Na pewno na plus zaliczę pojemność, bo jest to aż 300ml (porównując z pojemnością 150ml przy żelu do higieny intymnej Sylveco i podobnej cenie). Żel starczy mi na długo, bo takich produktów używam od czasu do czasu (bo codziennie zapominam ;)). Nic złego mi nie zrobił. Robi, co ma robić - myje, nie podrażnia, nie uczula. Delikatnie się pieni, a ilość potrzebna do umycia okolic intymnych to około jednej pompki.
Cena: 18zł      Pojemność: 300 ml
Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Coco-glucoside, Panthenol, Glyceryl Oleate, Vitis Vinifera Seed Oil, Sodium Benzoate, Lavanadula Angustifolia Oil, Parfum.


BIOLAVEN, BALSAM DO CIAŁA
Balsamu z Biolaven byłam najzwyczajniej ciekawa. Nie potrzebowałam kolejnego nawilżającego mazidła do ciała, ale jednak kupiłam. Jestem osobą, której skóra nie należy do wymagających - używam żeli z SLS, mogę się niczym nie smarować, a i tak na stan skóry nie narzekam. Jednak lubię czasami się czymś wymaziać, chociażby po to, żeby przetestować czy ładnie pachnieć. Balsam Biolaven należy do przyjemnych. Jest średnio gęsty, nie należy nabierać go za dużo, ponieważ rozprowadza się białymi smugami i trzeba chwilę zaczekać, zanim się wchłonie. Dobrze nawilża, na mój gust nawet bardzo dobrze. Nie wiem, jak sprawdzi się na bardziej wymagających osobach, ale ja nawilżenie czuję jeszcze spokojnie na drugi dzień. Myślę, że za 21zł warto go wypróbować - a nuż znajdziecie ulubieńca. Zapach ma specyficzny. Na początku wydaje się, że pachnie winogronami, jednak po rozprowadzeniu na ciele nuta ta znika i zastępuje ją coś bardziej lawendowego. Przyznam, że początkowo zapach był dla mnie dużym zawodem, ale teraz się przyzwyczaiłam. Nie używam go regularnie (a już na pewno nie codziennie), ale mam wrażenie, że nie jest jakiś super wydajny.
Cena: 21zł      Pojemność: 300 ml
Skład: Aqua, Glycine Soja Oil, Glycerin, Vitis Vinifera Seed Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Lavanadula Angustifolia Oil, Parfum, Dehydroacetic Acid.



Na razie miałam okazję używać trzech produktów Biolaven. Czy będzie więcej - raczej nie. Kosmetyki są udane, ale jakoś mnie nie porwały. Najlepszy z mojej trójki jest balsam do ciała, który jest naprawę przyjemny. Kolejne miejsce zajmuje żel do higieny intymnej - jest bardzo w porządku i spełnia swoje zadanie. Najmniej do gustu przypadł mi żel do myci twarzy, bo jest... zbyt zwyczajny.

Na szczęście Sylveco wymyśliło kolejną serię - Vianek, której jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa. Krem pod oczy już mam, ale otworzę go dopiero za kilka miesięcy. Najbardziej kuszą mnie peelingi i olejki do ciała. Na pewno się w nie zaopatrzę, ale najpierw muszę zużyć całe mnóstwo zapasów ;)

A Wy, lubicie Biolaven? Jak sprawdzają się u Was te produkty?

7 lutego 2014

Sylveco: Rumiankowy żel do mycia twarzy


Po wykończeniu żelu do twarzy Colway (którego, tak swoja drogą, miałam już dosyć, bo używałam go przez jakieś 8-9 miesięcy i najzwyczajniej w świecie mi się znudził), sięgnęłam po produkt Sylveco. Po pochwalnych opiniach w stronę żeli tej firmy, byłam nastawiona bardzo pozytywnie. A jak się sprawdził ostatecznie?

Żel Sylveco jest dość mały, opakowanie zawiera jedynie 150ml - dość rzadkiej w konsystencji - cieczy. Specyficznie pachnie rumiankiem, mi z jednej strony ten zapach się podoba, z drugiej - nie. Niemniej jednak, nie przeszkadza mi w używaniu. Żel delikatnie się pieni (bardzo delikatnie) i równie delikatnie oczyszcza skórę. Moim zdaniem jego konsystencja jest nieco oleista, ponieważ podczas mycia twarzy czuję duży poślizg z minimalną ilością piany. Nie zauważyłam, by kosmetyk miał wpływ na produkcję sebum czy odblokowanie porów, ale oczekiwałam od niego jedynie łagodnego oczyszczenia i naturalnego składu.



Przy mojej cerze mieszanej wszystko ściąga lekko skórę, ten żel także. Natomiast nie podrażnił mnie ani nie uczulił. Do jednorazowego mycia zużywam jedną pompkę żelu, jednak szybko go ubywa - niestety nie grzeszy wydajnością. Dodatkowo, ja mam niedużą twarz, a ilość serwowana przed jedno naciśnięcie pompki mnie satysfakcjonuje. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla wielu osób może to być za mało. Zazwyczaj myję twarz raz dziennie, bo rano przemywam ją tonikiem, zatem przy stosowaniu kosmetyku 2 razy dziennie zużyłby się jeszcze szybciej. Wydaje mi się, że przy takiej częstotliwości używania skończyłby się po około 3 tygodniach/miesiącu.

Jego największą zaletą jest krótki, naturalny skład bez SLS. Cena też nie jest porażająca, chociaż przy słabej wydajności produkt nie wychodzi najtaniej. Uważam, że nie przypadnie do gustu osobom, które nie przywiązują większej uwagi do produktu do mycia twarzy i jego składu. Przeciwnikom zapachu rumianku także odradzam. Jest to produkt dla osób ceniących sobie brak SLS oraz naturalność kosmetyku. Powinien spodobać się tym, którzy szybko nudzą się długo używanym kosmetykiem, ponieważ ten raczej nie będzie długo gościł w łazience.

Cena: ok. 16zł     Pojemność: 150ml      Dostępność: Allegro, sklep Sylveco

10 czerwca 2013

Lagenko: Kolagenowy żel do mycia twarzy, bez SLS


Od jakiegoś czasu używam żelu kolagenowego do mycia twarzy, udostępnionego mi przez firmę Lagenko. Raczej sama nie skusiłabym się na ten żel, ale skusił mnie fakt, iż nie zawiera on SLS i jest wzbogacony rybim kolagenem. Postanowiłam przekonać się, jak się u mnie sprawdzi.

Produkt ma dużą pojemność, bo 250ml. Dodatkowo butelka zaopatrzona jest w wygodną pompkę, która aplikuje bardzo małą ilość (przezroczystego, średnio gęstego) żelu, jednak jest ona wystarczająca jeśli oczyszczamy twarzy z brudu, a nie np. makijażu. W wypadku tego drugiego musimy wycisnąć 2-3 takie porcje. Produkt nie pieni się jak standardowy żel, tylko raczej zmienia się w kremową emulsję. Przy myciu twarzy nie doznaję uczucia niesamowitego odświeżenia, ponieważ emulsja wydaje się być taka śliska i tworząca nawilżającą powłokę. Niemniej jednak, skóra po umyciu jest czyta, gładka i przyjemna w dotyku. Zapach żelu jest delikatny i nie powinien nikogo drażnić.


Po umyciu twarzy żelem kolagenowym nie odczuwam większego dyskomfortu. Czuję delikatne ściągnięcie, ale o wiele mniejsze niż po użyciu innych żeli, z jakimi miałam do czynienia. Od dawna nie widziałam na swojej twarzy suchej skórki. Przy mojej (w miarę) normalniej cerze nie zauważyłam wpływu kosmetyku na produkcję sebum/świecenie się. Stosując produkt od kilku tygodni, mogę powiedzieć, że nie ma on u mnie wpływu na powstawanie wyprysków. Nie odnotowałam także żadnego pieczenia, ani podrażnienia.

Żel kolagenowy jest łagodnym środkiem myjącym do twarzy - nie zawiera SLS, a substancje oczyszczające są łagodne. Jeśli macie problemy z żelami do twarzy, które zawierają SLS, to jak najbardziej mogę polecić właśnie ten, bo nie widzę w tym produkcie wielu wad. Dostrzegam jedną, jednak dużą - cenę. Za ten kosmetyk musimy zapłacić 87zł, co jest sporym wydatkiem. Muszę jednak zwrócić uwagę, że produkt jest naprawdę bardzo wydajny i powinien spokojnie starczyć na kilka miesięcy.


Cena: 87zł      Pojemność: 250ml      Dostępność: internet - sklep Lagenko

22 marca 2013

Vichy: Purete Thermale, oczyszczająca pianka przywracająca blask skóry


Na zlocie w Opolu dostałyśmy po dwa produkty Vichy. Jednym z nich był krem z kwasami na przebarwienia, a drugi był 'do wyboru' - ja zdecydowałam się na oczyszczającą piankę do twarzy. Mam wrażenia, że z formą pianki do mycia już wcześniej się spotkałam, ale nie jestem tego pewna. W każdym razie, miałam okazję wypróbować produkt Vichy. Moja mama używa tej marki od lat, a tata jest wierny ich szamponom przeciwłupieżowym. Dla mnie to była nowa przygoda - nigdy nie używałam nic tej firmy.


Opakowanie produktu jest bardzo fajne i miłe dla oka. Buteleczka wygląda estetycznie i zachęcająco. Oczywiście musi mieć pompkę, przy swojej docelowej formie pianki. Po naciśnięciu pompki dostajemy przyjemny w konsystencji biały puszek. Pianka jest aksamitna i przyjemnie rozprowadza się po twarzy. Ilość produktu, który otrzymujemy po jednokrotnym naciśnięciu może wydawać się niewystarczająca, jednak w moim przypadku absolutnie wystarcza na dokładne umycie twarzy (bez makijażu). Jeśli chcę zmyć makijaż, zazwyczaj używam dwóch pompeczek. Najpierw jednej, potem drugiej.


Kosmetyk sprawdza się u mnie na twarzy bez makijażu, jak i z makijażem. Delikatnie, jednak skutecznie oczyszcza skórę. Przyznam, że forma aksamitnej pianki jest bardzo przyjemna w użytkowaniu. Zauważyłam także, że produkt nie szczypie w oczy.

Skóra po umyciu jest oczyszczona, odświeżona i gładka, jednak nie zauważyłam, by charakteryzowała się blaskiem. Poza tym po osuszeniu twarzy, wyczuwam delikatne ściągnięcie. Zapach produktu jest delikatny, dość apteczny. Myślę, że Panowie też nie wybrzydzaliby, ponieważ wyczuwam w tym kosmetyku nuty charakterystyczne dla męskich produktów. Mi taki zapach absolutnie nie przeszkadza, chociaż pozostaje na skórze przez kilka chwil (wyczuwalny na dłoniach, na twarzy go nie czuję).

Aqua/Water, Dipropylene Glycol, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, PEG-200 Hydrogenated Glyceryl Palmate, Disodium Cocoamphodiacetate, PEG-30 Glyceryl Cocoate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Potassium Chloride, Sodium Chloride, Sodium Glycolate, Phenoxyethanol, Coco-Betaine, Disodium EDTA, Citric Acid, Butylene Glycol, Butyrospermum Parkii Seedcake Extract/Shea Butter Seedcake Extract, Parfum/Fragrance.

na zdjęciu widoczna ilość pianki po jednym naciśnięciu pompki

Jak wiele innych produktów w piance, kosmetyk marki Vichy nie należy do najwydajniejszych. Już po kilku użyciach widać, że szybko się zużywa. Mimo że taka forma kosmetyku jest przyjemna w użyciu, nie jest niestety ekonomiczna. Skład też nie powala, jednak nie oczekiwałam tego po marce Vichy. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo przyjemny produkt, jednak cena niezbyt korzystna, biorąc pod uwagę wydajność i skład. Do takiej formuły produktu chętnie powrócę, jednak poszukam wśród innych, tańszych marek.

Cena: ok. 60zł      Pojemność: 150ml      Dostępność: apteki, internet

18 lutego 2013

Dermedic: tonik głęboko oczyszczający oraz oczyszczający żel do mycia twarzy - produkty ze styczniowego ShinyBoxa


Jako że tych produktów używam już jakiś czas, postanowiłam napisać o nich kilka słów. Były to jedne z pierwszych produktów Dermedic, które otworzyłam (chociaż po kilku ShinyBoxach trochę mi się już ich uzbierało).
   

Dermedic, Acne Expert, tonik głęboko oczyszczający, kuracja przeciwtrądzikowa: Tonik mieści się w estetycznej butelce, mieszczącej 200ml płynu. Ma mały dozownik, który raczej nie wylewa za dużo produktu. Zaraz po otwarciu opakowania, chciałam powąchać tonik. Zapach nie przypadł mi do gustu. Jest dość mocno perfumowany, trudno mi go opisać, ale pachnie czymś w stylu toaletki starszej pani. Wiem, że wielu z Was ten zapach się podoba, jednak dla mnie jest męczący, i uważam, że jest całkowicie niepotrzebny w takim produkcie. Działanie toniku mogę ocenić na bardzo dobre. Od tego typu produktu oczekuję oczyszczenia, usunięcia zanieczyszczeń i przywracanie właściwego pH skórze. I w tym kosmetyk sprawdza się świetnie. Ostatniego nie mogę sprawdzić, ale wierzę ;) Ponadto tonik nie robi nic złego mojej skórze - nie wysusza jej, nie ściąga, nie powoduje wyprysków. Czy je likwiduje - nie wiem, ponieważ nie mam tego problemu. Nie wiem też, czy matuje, ponieważ nie dążę do tego i niedługo po aplikacji toniku, zazwyczaj nakładam krem nawilżający. Produkt jak najbardziej mogę polecić, jedyne wady jakie w nim dostrzegłam, to zapach i dość wysoka cena.

Cena: ok. 26zł     Pojemność: 200ml     Dostępność: apteki, internet


Dermedic, Normativ, żel oczyszczający, seria matująca: Z żelu także jestem zadowolona. W plastikowej tubie, stojącej na klapsie, mieści się 100g produktu. Ma średnio-gęstą konsystencję, potrzeba małej ilości by umyć twarz. Według mnie, dobrze się pieni, ale słyszałam opinie, że inni uważają inaczej. Zapach ma dość delikatny, ale męski - pachnie mi produktami przeznaczonymi dla płci przeciwnej. Żel dobrze oczyszcza, nie ściąga mojej skóry ani jej nie przesusza. Mam skórę w okolicach normalnej, która czasami ma okresy bardziej przetłuszczające lub wysuszające. Obecnie jestem w tym pierwszym i żel krzywdy mi nie zrobił. Nie zauważyłam działania matującego, bo - jak napisałam wyżej - nie oczekuję takiego od kosmetyków pielęgnacyjnych. Żel Normativ to niezły produkt, z przyjemnością go zużyję, jednak nie kupię ze względu na cenę i umiłowanie do zmieniania i testowania innych produktów.

Cena: ok. 25zł      Pojemność: 100g      Dostępność: apteki, internet

27 listopada 2012

Projekt denko - listopad 2012

W tym miesiącu też nie jestem zbyt zadowolona ze zużyć. Pewnie denko nie będzie większe do czasu jakichś dni wolnych typu Święta czy ferie. Nie wykończyłam nic z kolorówki... nie wiem, kiedy ten moment nastąpi, na razie nie przewiduję; na razie mam dużo napoczętych rzeczy. No ale dobra, oto co wykończyłam:

Bielenda, Granat, masło do skóry normalnej - zużywałam je dość długo. Miało bardzo dobre właściwości nawilżające, jednak zapach mi nie do końca odpowiadał. Był bardzo chemiczny i mało granatowy. Konsystencja była bardzo przyjemna w użyciu. Wykończyłam je już w październiku, ale wsadziłam do niego odlewkę masła z Biedronki i zapomniałam o opakowaniu w poprzednim denku. Obecnie mam w nim peeling Fennel.

Paloma, peeling myjący do ciała wygładzająco-ujędrniający Tropical Fruits - recenzowałam go tutaj. Moja opinia o nim się nie zmieniła. Przyjemny peeling, dość dobrze zdzierający jak na kosmetyk tubkowy.

Le Petit Olivier, żel pod prysznic o zapachu malinowym - recenzja jest tutaj. Nie polubiłam się z nim, na szczęście szybko się skończył. Na pewno bym do niego nie wróciła. Wolę żele OS, Balea lub Alverde.

Original Source, żel pod prysznic Mango&macadamia - przyjemny żel, ogólnie lubię żele OS. Ten kupiłam w grudniu 2011, a otworzyłam i wykończyłam dopiero teraz. Zapach średnio przypadł mi do gustu, ten wariant jest dla mnie trochę za mdły, mało w nim mango. Do tej wersji zapachowej raczej nie wrócę.

Joanna, Naturia, peeling myjący z grejpfrutem - kupiłam go w Tesco, bo to najtańszy wariant zapachowy; kosztował 3,50zł. Całkiem lubię te peelingi, są małe, optymalnie zdzierają martwy naskórek, mają śliczne zapachy. W promocji skuszę się na jakiś, którego nie miałam.

Essence, eye makeup remover - opisywałam go razem z innymi płynami w tej notce. Moja opinia się nie zmieniła, jest przeciętny, gorszy niż Bielenda i Marion. Nie wrócę do niego.

BeBeauty, mycelarny żel do mycia i demakijażu - uwielbiam ten produkt. Jest tani, a spisuje się znakomicie. Świetnie oczyszcza twarz zarówno z całego makijażu jak i jego pozostałości. W ogóle nie szczypie w oczy. A to, że się nie pieni zupełnie mi nie przeszkadza, przyzwyczaiłam się.

Dax Cosmetics, Perfecta, zmiękczający krem do stóp, 15% mocznika - według mnie bardzo dobry krem. Ślicznie pachniał i przyzwoicie nawilżał. Kosztował mnie 8zł w Tesco. Teraz chętnie wypróbuję krem Lirene (?) z 30% mocznikiem. A jak nie, to możliwe, że wrócę kiedyś do niego.

Facelle, płyn do higieny intymnej, Sensitive - bardzo lubię ten produkt. Obecnie mam wersję Fresh. Świetnie nadaje się do mycia włosów, u mnie sprawdza się znakomicie. Jako płyn do higieny intymnej też jest super, bardzo delikatny. Dobrze się pieni i ma świetną, gęstą konsystencję.

Bingo Spa, maska do włosów z masłem shea i pięcioma algami - kupiłam ją w Tesco za jakieś 8zł. Jest duża, to 500ml słoik. Na początku się z nią nie polubiłam, jednak pod koniec używania dostrzegłam jej zalety. Szybko zmiękcza i wygładza włosy, nadaje się do szybkiego wygładzenia ich po umyciu plączącym szamponem. Raczej nie dawała mi większych efektów po noszeniu jej dłużej na głowie. Nie kładłam jej na skalp, bo tam kładę tylko oleje, jeżeli chodzi o nawilżenie (reszta mnie obciąża). Jest świetna do używania jako odżywka po umyciu, a poza tym się opłaca, bo wychodzi taniej niż odżywka.

5 listopada 2012

Green Pharmacy: delikatny żel do mycia twarzy z aloesem, dla skóry suchej i wrażliwej


Jakiś czas temu udało mi się wygrać konkurs na relację z wrocławskiego zlotu. Byłam jedną z trzech osób, które miały dostać zestawy kosmetyków Green Pharmacy. Gdy zajrzałam do paczki, zobaczyłam cztery olejki do kąpieli i rodzynka - ten właśnie żel do mycia twarzy. Nie jestem fanką dodatków do kąpieli, a ten żel mnie zainteresował, więc idzie na pierwszy ogień. Na początek, opis producenta:

Delikatny myjący żel z aloesem i proteinami pszenicy został stworzony na bazie delikatnych, powierzchniowo - aktywnych składników oraz wody o najwyższym stopniu czystości, dzięki czemu nie sciąga i nie wysusza skóry. Delikatnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia nie naruszając naturalnej ochronnej bariery skóry. Ekstrakt świeżych liści aloesu nawilża i tonizuje skórę a d - pantenol z alantoiną wielokrotnie wzmacniają jego działanie. Żel wspaniale oczyszcza skórę twarzy pozostawiając uczucie czystości i komforu, nadaje twarzy świeży, młodzieńczy wygląd.

Żel ma przezroczystą, delikatną konsystencję. Produkt jest przyjemny w dotyku i użytkowaniu. Zapach jest świeży - wydaje mi się, że aloesowy, jednak nie znam zapachu aloesu... jeżeli pachnie podobnie do świeżego ogórka, to właśnie ten zapach! Nie spotkałam się jeszcze z taką wonią żelu, a jest przyjemna i dość niespotykana. Jak zwykle, możecie na dole przeczytać skład:


Żel przeznaczony jest do skóry suchej i wrażliwej. Ja mam cerę sucho-normalną i czuję bardzo delikatne ściągnięcie po użyciu tego produktu. Kosmetyk fajnie oczyszcza twarz, jest ona gładka i odświeżona. Nie oceniam żelu pod względem redukcji wyprysków czy innego wpływu na stan cery, ponieważ nie tego oczekuję od takiego produktu. Robi to, co ma robić i się w tym sprawdza.

Dodatkowo, ma fajną, plastikową buteleczkę z pompką; niestety pompka z rodzaju 'zakręcanych', czyli: trzeba ją przekręcić bezpośrednio po aplikacji - naciskamy (z podstawioną pod porcję żelu ręką), przytrzymujemy, przekręcamy - bo inaczej jest niezakręcona. Ale zawsze lepsza taka pompka, niż żadna.

Za 270ml żelu trzeba zapłacić jakieś 6-8zł (informacje z internetu). Niestety nie wiem, gdzie go można dostać stacjonarnie; możliwe, że wykaz dystrybutorów Elpha pharm pomoże.
  

2 czerwca 2012

Projekt denko - marzec-maj 2012

Ojoj, to mi się zrobiło denkowych zaległości. Muszę Wam przyznać, że przez te trzy miesiące nie wydenkowałam zbyt dużo, coś opornie mi ostatnio szło. Ale jest kilka produktów z kolorówki, więc uważam, że wykończenia są dosyć udane :)

  • Henna WAX Treatment - ta odżywka nie dała mi absolutnie nic! Włosy wcale nie były gładsze, ogólnie nie polubiłam się z tym produktem i cieszę się, że dostałam go za darmo do zamówienia na paatal.
  • Balea, kakaowe masło do ciała - bardzo fajne, zapach średni, konsystencja niezbyt fajna, ale nawilżenie bardzo zadowalające. Kosztowało jakieś 3€, jednak przez ten zapach nie kupiłabym już tej wersji.
  • Odżywka do włosów Elisse - polubiłam ją, jest tania (dostępna w Biedronce), fajnie wygładzała włosy. Na pewno kupię ponownie.
  • Mydło pod prysznic Ziaja - fajny zapach, duża butla, niewielka cena. Polubiłam ten kosmetyk, mimo że jest dosyć rzadki i nie pieni się jakoś super.
  • Nivea Angel Star - mój ulubiony antyperspirant. Nie wiem, ile tych kulek zużyłam, ale naprawdę sporo. Ślicznie pachnie, dobrze chroni, jest wydajna. Polecam!
  • BeBeauty, wygładzające serum do rąk - fajny produkt, o ciekawym zapachu. Nie zauważyłam jakiegoś super nawilżania, ale ja też nie umiem być systematyczna przy kremach do rąk.
  • Bi-Es, Ocean Fun - kocham ten zapach! Kupiłam go za jakieś 17zł w Kauflandzie i wiernie mi służył przez 2 lata. W końcu go wykończyłam, jednak ta słodycz absolutnie mi się nie znudziła. Polecam powąchać, bo jest super... Jak na tę cenę, to trzyma się przyzwoicie. Dla osób lubiących słodkie i owocowe zapachy :)

  • Catrice, puder 'mineralny' - nie ma z tyłu składu, więc nawet nie wiem czy zawiera w sobie coś mineralnego, ale spisywał się bardzo dobrze. Miałam go z rok. Pudruję się tylko rano i starcza mi to na cały dzień, więc jak dla mnie był wydajny. Kupiłam go za 13zł i ogólnie polecam (chociaż nie wiem czy jeszcze są).
  • Revlon, ColorStay - polubiłam ten podkład, Recenzowałam go już tutaj.
  • Catrice, Photo Finish - ten też polubiłam, ale trochę mniej. Recenzja tutaj.
  • Essence, korektor w pacynce - spisywał się całkiem ok. Moim zdaniem bardzo podobny do mineralnego Bell. W sumie zachowują się tak samo.
  • Lovely, Spectacular Me - super maskara. Myślę, że kupię ponownie. Tutaj recenzja.

  • BeBeauty - żel do demakijażu - chyba każdy go zna. Świetny produkt za niską cenę. Jak wykończę żel z Lidla, to pewnie wrócę do tego.
  • AA, Cera Wrażliwa, krem odżywczy - normalny krem, nic nadzwyczajnego - recenzowany tutaj.
  • Nivea, Pure & Natural, mleczko oczyszczające - wygrałam w rozdaniu, było ok, ale nie przepadam za mleczkami. Recenzję można znaleźć tutaj.

28 maja 2012

Bioderma: Sebium, Gel Moussant - żel do mycia twarzy


Witajcie. Jako że ostatnio zużyłam żel z Biodermy, a jeszcze Wam go nie opisałam, postanowiłam to uczynić dzisiaj. Produkt ten kupiłam niecały rok temu na Allegro za ok. 20zł.

Opakowanie zawiera 200ml kosmetyku - ogólnie jest w porządku, przezroczyste, z pompeczką, która działała nienagannie. Kolor żelu jest niebieski, miły dla oka. Zapach dosyć neutralny. Konsystencja raczej rzadka, przez to może się wydawać, że jest to produkt mało wydajny. Mi jednak służył dosyć długo - żeby umyć twarz zazwyczaj potrzeba 1-2 pompek.

Żel nie pieni się bardzo, więc osoby, które lubią pianę mogą nie być do niego przekonane. Mi to nie przeszkadzało, ponieważ kosmetyk spisywał się naprawdę dobrze. Uważam, że świetnie oczyszczał twarz z zanieczyszczeń czy resztek makijażu. Ba, niejednokrotnie używałam go do celów całkowitego demakijażu, kiedy wracałam po imprezie lub miałam gorszy dzień. Spisywał się znakomicie i nie szczypał w oczy. Jest to produkt przeznaczony dla cery trądzikowej i tłustej.
Ja mam trochę trądziku, jednak cerę normalno-suchą, a mimo to nie wysuszał skóry na mojej twarzy.

Polubiłam się z tym żelem i myślę, że wrócę do niego za jakiś czas :) Używałyście go? Co sądzicie?

25 marca 2012

Cien med: Żel do mycia twarzy z ekstraktem z oliwek


Ostatnio wypatrzyłam w Lidlu ten oto żel do mycia twarzy. Kosztował niecałe 4zł, więc wzięłam bez wahania. Pojemność opakowania to 150ml, plastik jest bardzo miękki - wydobywanie produktu to nie problem. Jednak zamknięcie pozostawia wiele do życzenia - mimo tego że jest szczelne, to dzióbek wylotowy bardzo się brudzi i wypływa przez niego sporo żelu. 

Kosmetyk ma ładny, lekko oliwkowy zapach (miałam kiedyś balsam z tej serii i pachniał tak samo) i konsystencję typowego żelu. Pieni się przyzwoicie, myje całkiem dobrze. Z tyłu mamy napisane, by omijać okolice oczu, jednak ja tego żelu używam także do zmywania pozostałości makijażu i nie zauważyłam, żeby piekł czy robił coś niedobrego. Nie zauważyłam, by wysuszał. Ogólnie polecam wypróbować - 4zł to nie majątek, a żel jest naprawdę ok.