Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon do włosów. Pokaż wszystkie posty

17 czerwca 2016

L'Biotica: szampon + odżywka do włosów Silk&Shine || POLECAM CZY JEDNAK NIE?


Znalezienie dobrego duetu do codziennej pielęgnacji włosów stanowi nie lada wyzwanie. Od niedawna testuję nowe produkty marki L'Bioitica z serii Silk&Shine - szampon i odżywkę. Czy kosmetyki te podbiły moje serce i okazały się być idealnymi dla moich włosów, czy wręcz przeciwnie? Czytajcie dalej :)
  
Moje włosy są gęsta, ale cienkie - to normalne u blondynek. Kolor ma naturalny, od dawna nie farbuję włosów, co wiąże się z tym, że włosy dość szybko mi się przetłuszczają. W dodatku są dość zdrowe i obecnie trudno je zadowolić pod względem nawilżenia i dociążenia, mało co im pasuje.

Kiedy otrzymałam wielka paczkę od L'Biotiki, nie wiedziałam za co się zabrać, ale jeden z pierwszych wyborów padł właśnie na zestaw Silk&Shine. Moje włosy bardzo lubią produkty dociążające, które mocno wygładzają włosy - i na to też liczyłam. Niestety, już po pierwszym użyciu nie było zachwytów. I jest tak do tej pory, a niedługo wykończę te kosmetyki i opakowania wylądują w denku.
  

SZAMPON
Szampon na żelową, perłowo-przezroczystą formułę, za którą osobiście nie przepadam. Tego typu konsystencje zazwyczaj obciążają włosy, a nawet jeśli nie obciążają, to sprawiają, że włosy szybciej się przetłuszczają. I tak było i w tym wypadku. Szampon nieszczególnie dobrze doczyszcza włosy, więc moje na drugi dzień nadają się do ponownego mycia. W tym wypadku napis na opakowaniu everyday shampoo się sprawdza, bo włosy trzeba myć codziennie. Ja tego nie lubię. Jedyne plusy szamponu: włosy są miękkie i dość gładkie.

ODŻYWKA
Do odżywki też się przyczepię. Ogólnie nie jestem szczególnie wymagająca, zazwyczaj większość tego typu produktów się u mnie sprawdza. Natomiast odżywka Silk&Shine według zapewnień producenta ma mocno wygładzać włosy, regenerować je, nabłyszczać. A guzik prawda. Ma przyjemną konsystencję, to muszę przyznać, natomiast na moich włosach nie robi za wiele dobrego. Po jej zastosowaniu moje włosy nie są ani szczególnie nawilżone, ani wygładzone. W sumie można powiedzieć, że moje kudły po tej odżywce wyglądają średnio. Odżywka powinna ujarzmiać włosy, a ta tego nie robi - mam po niej nieogarnięte, nieco napuszone włosy. Dodam, że nie używam jej codziennie, bo ja często zmieniam maskę/odżywkę, żeby nie zmęczyć włosów zbyt dużą ilością protein, które są wszechobecne w kosmetykach. O regeneracji oczywiście można pomarzyć, bo skład jest zbyt ubogi, żeby miał zrobić coś rewelacyjnego z włosami. Dodam, że jest niewydajna, bo zostało mi jej na jakieś 2 użycia, a nie stosuję jej non stop. Tak naprawdę użyłam jej z 8-10 razy.


Jak widać, ten duet nie zrobił na mnie wrażenia. Mam chyba "zbyt" zdrowe włosy, bo wydaje mi się, że u kogoś z suchymi, zniszczonymi włosami produkty te sprawdziłyby się o wiele lepiej. Mam jeszcze jeden zestaw z L'Biotiki, tym razem z serii Repair i nie wiem, czy zostawiać go sobie, czy lepiej komuś go podarować, bo pewnie jego działanie będzie porównywalne. Co prawda ma inne składniki aktywne, ale baza tych produktów jest taka sama.

Osobiście nie polecam zestawu szampon+odżywka Silk&Shine... no chyba, że na Waszych włosach sprawdza się 99% kosmetyków, to i te na pewno się sprawdzą ;) Wspomnę jeszcze o pojemnościach. Szampon ma 250ml, odżywka ma 200ml. Nie podoba mi się to. Takie zróżnicowanie doprowadziło do tego, że odżywka mi się kończy, a szamponu mam jeszcze pół opakowania. No i cena... zdecydowanie za wysoka, przynajmniej moim zdaniem ;)

Cena: ok. 28zł/sztuka     Pojemność: 250 ml (szampon), 200 ml (odżywka)      Dostępność: np. Rossmann, Superpharm

7 lipca 2015

Equilibra: szampon restrukturyzujący do włosów suchych, łamliwych i zniszczonych


Cześć moi drodzy! Ostatnio rzadko piszę tu recenzje, ale pora powiedzieć kilka słów na temat szamponu restrukturyzującego marki Equilibra. Dostałam go już dość dawno temu do testów (razem z olejkiem nawilżającym z masłem shea, o którym mówię w projekcie denko - KLIK), jednak dopiero teraz dobija dna i mogę co nieco o nim napisać. Niestety nie będą to zachwyty.

To drugi szampon od Equilibry, którego używałam. Poprzedni miał przeciwdziałać wypadaniu i sprawdzał mi się całkiem fajnie. Ten, mimo tego że ma podobny skład, już mi się tak nie spodobał. Nie będę go do końca obwiniać o wszystko, co najgorsze (czyli w sumie wzmożone przetłuszczanie i oklap), ponieważ moje włosy to ostatnio jakaś tragedia. Mało który szampon jest w stanie dać mi satysfakcjonującą 2-dniową świeżość, a Equilibra najwyraźniej znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.


Składnik pieniący i oczyszczający zawarty w szamponie to ALS - coś bardzo podobnego do SLS, ma tylko inną budowę łańcucha chemicznego, a i tak wszędzie wciska się ludziom, że produkty z ALS-em to te "bez SLS". No cóż ;) Ja zdaję sobie sprawę z tego, co kładę na włosy, wiedziałam o tym i w tym wypadku. Mimo tego dość mocnego środka szampon jest naprawdę łagodny. Mamy w nim sporo składników, które neutralizują działanie ALS - np. sok z aloesu, proteiny pszeniczne, keratynę i olej arganowy. 

Mój problem z tym szamponem polegał na tym, że włosy nie były po nim wystarczająco doczyszczone. Stosowałam go w różnych wariantach: solo, z odżywką, do zmywania olejków. Zawsze otrzymywałam taki sam efekt - włosy niby umyte, ale nie do końca czyste. Włosy myję zazwyczaj wieczorem, więc rano budziłam się już z nie do końca świeżymy włosami, najczęściej były mocno oklapnięte i lekko tłuste. Zazwyczaj w ruch szedł suchy szampon Batiste.

Połowę szamponu oddałam mojemu chłopakowi... ale chyba jemu też do gustu nie przypadł, bo szampon znalazłam schowany w szafce. No i teraz go kończę, mam jeszcze porcję na jedno użycie i pewnie dziś dobiję dna.

Cena: ok. 21zł     Pojemność: 250 ml    Dostępność: apteki, sklep firmowy

6 lipca 2014

Planeta Organica: Odżywczy szampon z minerałami z Morza Martwego


Opiszę Wam dziś szampon, który ostatnimi czasy bardzo polubiłam. Jest to moje drugie spotkanie z szamponami PO, drugie udane. Wcześniej miałam wersję Aleppo, którą lubiłam, ale ta z minerałami z Morza Martwego spodobała mi się jeszcze bardziej. Poniżej możecie przeczytać, dlaczego:

W bardzo ładnej, turkusowej butelce z pompką mieści się 280ml szamponu. Jego zabarwienie jest przezroczysto-zielone, a konsystencja raczej glutowata (często charakterystyczna dla naturalniejszych szamponów). Zapach kosmetyku nie jest, według mnie, zbyt przyjemny, pachnie trochę tanimi żelkami, a akurat fanką żelków nie jestem. Niemniej jednak, nie przeszkadza przy myciu i nie czuć go na włosach po wyschnięciu. Do jednokrotnego umycia włosów zużywam około 3 pompek kosmetyku. Pompka nie zacina się i jest wygodna przy tego typu konsystencji (która lubi być wysiorbana z powrotem do zwykłego opakowania).

Szampon przypadł mi do gustu przede wszystkim ze względu na swoją delikatność. Jest naprawdę łagodny dla włosów i skóry głowy. Mam wrażenie, że ma właściwości lekko nawilżające (zresztą zawiera sporo dobroczynnych składników). Moje włosy bardzo go lubią, ponieważ absolutnie ich nie plącze. Pozostawia je gładkie i przyjemne w dotyku, nawet bez użycia odżywki. Kiedy go używam, moje włosy przetłuszczają się w standardowym tempie. Bardzo go sobie chwalę, ponieważ idealnie nadaje się do codziennego stosowania. Warto pochwalić też skład, bo jest jednym z lepszych przy szamponach marki Planeta Organica.


 Cena: ok. 20zł      Pojemność: 280ml      Dostępność: np. Skarby Syberii

20 maja 2014

Love2Mix Organic: szampon na porost włosów z pomarańczą i papryczką chili


Ło matko, znów nie było mnie 'rok' na blogu. Zupełnie nie mam weny do pisania postów, poza tym jestem w trakcie testowania kilku kosmetyków, a nie z kończących się kosmetyków nie mam nic za bardzo ciekawego. Dzisiaj przyszłam opisać szampon, którego używam już od kilku miesięcy (używam szamponów na zmianę i starczają mi na długo).

Szampon Love2Mix Organic zainteresował mnie przede wszystkim przez skład, w którym nie znajdziemy SLSu. Od początku wiedziałam, że będzie to mój szampon na co dzień oraz do zmywania olei. Obietnica producenta co do porostu kusiła, ale byłam wobec niej sceptyczna i się nie przejechałam. Pojemność szamponu jest dość duża - butelka mieści 360ml bursztynowej substancji. Widziałam wiele pozytywnych opinii na temat zapachu tego kosmetyku. Ja niestety się z nimi nie zgadzam. Zamiast pomarańczowych Delicji, czuję raczej dużą ilość gleby z nutką pomarańczy. I jak zapach ziemi uwielbiam, to tutaj jakoś mi on nie pasuje.

Jeśli chodzi o oczyszczanie włosów, to nie jest to na pewno szampon mocno oczyszczający. Nie zostawia skrzypiących od czystości włosów, ale też tego od niego nie oczekiwałam. Oczyszcza włosy przeciętnie, na co dzień na pewno się nadaje. Jak na szampon bez SLS pieni się naprawdę dobrze. Nie plącze włosów, mam wrażenie, że bardzo fajnie je wygładza i może nawet trochę nawilża. Obecnie nie sięgam po nieco non stop, bo wydaje mi się, że po dłuższym stosowaniu włosy przetłuszczają się po nim dość szybko, ale nadal lubię zmywać nim oleje. Oleje zmywa bez zarzutu, a do tego celu używam tylko delikatnych szamponów. Love2Mix Organic jest dobrym kosmetykiem z fajnym składem, jednak po jego zużyciu przez jakiś czas nie sięgnę po szampon tej marki. Dam włosom odetchnąć, ale kiedyś na pewno skuszę się na jakąś inną wersję.


Cena: ok. 17zł      Pojemność: 360ml      Dostępność: drogerie internetowe

7 marca 2014

Barwa: recenzja pięciu kosmetyków pielęgnacyjnych


Zapraszam Was na zbiorową recenzję kosmetyków Barwa.



Barwa, Szampon Piwny dodający blasku z kompleksem witamin: Szampon ma bardzo ładnie, złote zabarwienie. Wygląda trochę jak piwo ;) Jednak nim nie pachnie. Zapach przypomina mi kremy, mydła, jest raczej neutralny, taki pachnący czystością. Konsystencja kosmetyku jest dość rzadka, wystarczy przechylić butelkę, a złoty płyn od razu wypływa. Na wydajność nie narzekam, ponieważ szamponów z typowym SLS używam mniej więcej raz/dwa razy w tygodniu. Pieni się całkiem nieźle, ale bez rewelacji, mimo że ma SLS na drugim miejscu. Włosy oczyszcza dobrze, po umyciu lekko skrzypią. Ogólnie, moich włosów szampony nie plączą, ten też tego nie robi, ale i tak zawsze używam odżywki/maski. Nie zauważyłam, żeby szampon Barwy dodawał włosom połysku, u mnie działa tak odżywka. Kosmetyk jest ok, można go wypróbować - kosztuje około 6zł/300ml.



Barwa, Krem pielęgnacyjny do rąk, mleczno-miodowy: Krem ma na drugim miejscu parafinę, więc jest idealny na zimę. Skóra rąk jest sucha, więc jej parafina nie zaszkodzi. Ma dość ciekawy zapach, niby mleczno-miodowy i to czuć, jednak jest intensywny i dla niektórych może być zbyt mdły. Mnie się podoba, chociaż spodziewałam się bardziej czegoś w stylu zapachu mleczno-miodowego kosmetyków Joanny. Kosmetyk od Barwy szybko się wchłania, jest idealny do stosowania rano przed wyjściem z domu. Można go kupić za ok. 6zł/100ml.



Barwa, kremowy peeling do stóp z drobinkami pumeksu: Peeling do stóp od Barwy jest silniejszy niż myślałam. Sądziłam, że będzie to kremowa masa z kilkoma, łaskoczącymi drobinkami. Okazało się, że peeling posiada tych drobinek całkiem sporo i że są one dość ostre. Z dużymi zrogowaceniami sobie nie poradzą, ale jeśli zależy Wam na wygładzeniu skóry stóp, będzie ok. Warto wspomnieć, że peeling naprawdę ładnie pachnie, jakby owocowo. Jego cena to ok. 6zł/75ml.



Barwa, Siarkowa Moc, krem antybakteryjny matujący: Niegdyś miałam okazję korzystać z tego kremu w postaci próbek. Zużyłam je, ale wciąż nie potrafiłam wydać ostatecznej opinii o tym produkcie. Teraz, kiedy mam pełnowymiarowe opakowanie, wiem, że warto go mieć. Odradzałabym go osobom, których cera ma duże tendencje do wysuszania oraz tym, którzy nie mają większych problemów z nadprodukcją sebum. Moja skóra przetłuszcza się baaardzo szybko, a ten krem jest w stanie nieco to opóźnić. Nakładam go tylko na strefę T. Zauważyłam, że lepiej działa w parze z podkładem nakładanym pędzlem, niż gąbką. Po zaaplikowaniu podkładu gąbką znów zaczynam się szybko świecić, przy pędzlu efektem matu cieszę się znacznie dłużej. Niemniej jednak, nie używam tego kremu codziennie - kiedy tylko mogę, daję skórze odpocząć, stawiam na mocno nawilżające preparaty. Obawiam się, że Siarkowa Moc mogłaby przesuszyć skórę, a w konsekwencji produkcja sebum byłaby jeszcze większa. Wolę dmuchać na zimne. Wydajność jest bardzo dobra - ilość jaką zużywam na jednorazową aplikację to mniej niż 1ml. Ponadto podoba mi się jego cytrusowy zapach. W drogeriach znajdziecie go za około 13zł/50ml.



Barwa, Barwy Harmonii, Rose, mydło o zapachu różanym: Mydło jest dość duże, waży 200g. Zapach ma piękny - oczywiście, jeśli lubicie zapach róż ;) Osobiście nie lubię mydeł w kostce, więc ten egzemplarz powędrował do mamy, ona takich używa. Kostka jest dużym prostopadłościanem, na początku trudno myć nią dłonie, ponieważ ciężko się w nich obraca, jest nieporęczna. Po umyciu, skóra pachnie różą, ale bardzo, bardzo delikatnie. Zapach jest prawie niewyczuwalny. Piana, którą tworzy mydło jest naprawdę przyjemna, jakby śliska, oleista. Kosmetyk nie wysusza, skóra jest po nim naprawdę przyjemna. Cena produktu jest przeciętna, za takie mydło musimy zapłacić około 8zł.


10 stycznia 2014

Equilibra: Tricologica, wzmacniający szampon przeciw wypadaniu włosów


Szampony Equilibra kusiły mnie od dawna. Sama jednak nie zdecydowałam się na kupno żadnego z nich. Z pomocą przyszła mi sama firma przysyłając dwa produkty do testów. Jeden z nich to właśnie szampon, drugi - maska do włosów, której jeszcze nie używałam.

Na wstępie powiem, że niestety nie jestem w stanie ocenić tego kosmetyku pod względem jego działania na wypadanie włosów, ponieważ nie mam takich problemów. Z mojej recenzji możecie się dowiedzieć, jak używa mi się tego szamponu, czy jestem z niego zadowolona oraz czy go polecam.


Szampon mieści się w dość klasycznym, wygodnym opakowaniu, zawiera 250ml produktu. Zapachu nie ma powalającego, przypomina mi coś w stylu aloesowego płynu do prania/płukania tkanin. Jest to zapach dość świeży i przywodzący na myśl czystość, chociaż nie do końca w moim guście. Konsystencję ma dość gęstą i jest niesamowicie wydajny. Zazwyczaj na swoją długość włosów (widać w nagłówku) nabieram ilość odpowiadającą wielkości czereśni, co wystarcza na wytworzenie obfitej piany.

Używam go na co dzień oraz do zmywania olei. Sprawdza się w obu przypadkach, ponieważ dobrze radzi sobie z olejami i nie przyspiesza przetłuszczania się włosów. Nie zauważyłam, by kosmetyk powodował u mnie swędzenie głowy czy inne niepożądane reakcje. Przypomina mi nieco szampon Babylove, który bardzo lubię - ma podobne działanie, nieco inną konsystencję i na pewno jest bardziej wydajny. Po jego zastosowaniu moje włosy są miękkie i lekko nawilżone, nie są splątane.

Na korzyść produktu Equilibra przemawia także dość ładny skład, w którym nie ma SLS, jest jednak jego kolega - ALS. Na trzecim miejscu mamy aloes, niedługo potem proteiny pszeniczne i olej arganowy. Na dalszych pozycjach można się jeszcze doszukać ekstraktu z zielonej herbaty, pantenolu oraz oleju z nasion ogórecznika lekarskiego.


Szampon Equilibra to produkt, który bardzo polubiłam. Przy jego wysokiej wydajności jedna butelka starczy na długi czas, przez co nieco wyższa (porównując z szamponami drogeryjnymi) cena zwróci się. Efekt po jego zastosowaniu mi się podoba, szczególnie lekkie nawilżenie włosów. Innym razem wypróbuję wersję stricte aloesową. Mogę go polecić osobom, które nie lubią SLS/SLES w składzie i lepiej reagują na ALS oraz tym, którym służy aloes. Osoby borykające się z wypadaniem mogą przetestować go na sobie i sprawdzić, czy działa pod tym względem, bo ja niestety nie wiem.

Cena: ok. 18zł      Pojemność: 250ml      Dostępność: apteki, internet - np. DOZ

22 grudnia 2013

Planeta Organica: duet do włosów szampon + balsam Aleppo


Przedstawiam Wam duet Aleppo marki Planeta Organica, którego używam już od jakiegoś czasu. Prawdę mówiąc już mi się powoli kończy, więc dlatego postanowiłam w końcu go zrecenzować. Oba produkty mają po 280ml, więc nieco więcej niż przeciętne szampony i odżywki. Opakowania wyposażane są w pompkę, która nie dozuje mało, ale ja i tak muszę ją naciskać po kilka razy, żeby otrzymać pożądaną ilość kosmetyku.

Zapachy zarówno szamponu jak i balsamu Aleppo są bardzo podobne. Nie będę ukrywać, że są specyficzne i na początku nie za bardzo mi się podobały, jednak teraz się przyzwyczaiłam i uważam ,że są bardzo ładne. Woń przywodzi mi na myśl jakieś orientalne perfumy.



SZAMPON:

SKŁAD: Aqua with infusions of Organic Olea Europaea Fruit Oil (organiczna oliwa z oliwek), Ficus Carica (Fig) Fruit Extract (ekstrakt z fig), Nigella Sativa Seed Extract (ekstrakt z czarnego kminku), Organic Rosa Damascena Flower Oil (organiczny olejek z róży damasceńskiej), Cedrus Atlantica Bark Oil (olej z cedru atlantyckiego), Thymus Vulgaris Oil (wyciąg z tymianku), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil (olej z pestek winogron), Crocus Sativus Oil (szafran), Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Decyl Glucoside, Potassium Olivate, Glycol Distearate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Sodium Chloride Parfum, Citric Acid

Do umycia włosów używam około 2-4 pompek szamponu. U mnie pieni się bardzo dobrze (mam dobrą wodę w domu). Nie jest to szampon mocno oczyszczający, skrzypienia włosów nie zaznamy. Moim zdaniem dobrze nadaje się do używania na co dzień. Używam go również do zmywania olei z włosów. Nie podrażnił mi skóry głowy, nie powodował swędzenia ani żadnych niepożądanych reakcji. Moje włosy polubiły ten szampon - nie są po nim przesuszone ani poplątane. Wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że są nieco nawilżone i bardziej miękkie. Nie zauważyłam, by szampon PO wzmagał przetłuszczanie się skalpu.

Cena: 13-18zł      Pojemność: 280ml      Dostępność: SkarbySyberii, Kalina, allegro



ODŻYWKA:

SKŁAD: Aqua with infusions of Organic Olea Europaea Fruit Oil (organiczna oliwa z oliwek),Hibiscus Sabdariffa Flower Extract (wyciąg z róży Sudanu), Organic Laurus Nobilis Oil (organiczny olej laurowy), Thymus Vulgaris (Thyme) Leaf Extract (wyciąg z tymianku), Nigella Sativa Seed Extract ( ekstrakt z czarnego kminku), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil (olej z pestek winogron), Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum

Odżywka, czy też balsam Aleppo, przypadła mi również do gustu, nawet bardziej. Niestety muszę jej użyć dosyć sporo, bo lubię nakładać dużą ilość kosmetyków nawilżających i dozuję około 6-10 pompek. Moje włosy najbardziej skorzystały z właściwości balsamu, kiedy nosiłam go na włosach przez minimum 20-30min. U mnie używanie go na 5 min. jest po prostu zwykłym marnotrawstwem i nie widzę większych efektów, nawet fajnego wygładzenia. Używam go zatem tylko, kiedy mam czas ponosić odżywkę na włosach. Uwielbiam błysk włosów po tym produkcie - jest super! Włosy są miękkie i gładkie. Jestem naprawdę z niego zadowolona. Warto też wspomnieć, że moich włosów nie obciąża, mimo że nie szczędzę jej sobie.

Cena: 13-18zł      Pojemność: 280ml      Dostępność: SkarbySyberii, Kalina, allegro



Bardzo polubiłam się z tymi kosmetykami Planeta Organica. Odżywcza seria Aleppo przypadła moim włosów do gustu. Co prawda, na początku myślałam, że składy są lepsze (okazało się, że olejki wcale nie są tak wysoko w składzie, tylko są dodane do wody, więc pewnie nie ma ich dużo), ale to nie zmieniło faktu, że dobrze używało mi się szamponu i odżywki.

To nie ostatni raz, kiedy zamieszczam tu recenzję produktów tej marki, bo w szafce mam już kilka kolejnych sztuk - inny balsam, maskę i peeling to twarzy. Jak tylko wyrobię sobie opinię na ich temat, możecie spodziewać się notki. Znacie już tę firmę? Czy może jest Wam obca? Miałyście do czynienia z ich produktami? Zaciekawiłam Was? :))

26 sierpnia 2013

Bingo Spa: recenzja trzech produktów - kolagenowe serum do mycia włosów, serum czekoladowo-morelowe do ciała oraz oczyszczająco-nawilżająca maseczka algowa do twarzy


Od niedawna testuję trzy produkty BingoSpa, które otrzymałam ze współpracy, jak sporo innych dziewczyn. Miałyśmy do wyboru listę 12 produktów, z czego miałyśmy wybrać 2-3. Ja skupiłam się na tańszych kosmetykach, w mniejszych pojemnościach, ponieważ nie lubię męczyć się z czymś, co by mi nie przypasowało. A teraz o każdym produkcie, po kolei:


Bingo Spa, kolagenowe serum do mycia włosów      150ml, 9zł
Kolagenowe serum do mycia włosów to po prostu szampon o kremowej konsystencji. Ma w składzie SLS i o tym wiedziałam, więc jego obecność nie była dla mnie niespodzianką. Od czasu do czasu używam mocno oczyszczającego szamponu z tym składnikiem. Serum ma zapach świeżego prania (podobnie pachnie maska Masło shea & 5alg). Produkt jest wydajny (chociaż niewielki - w buteleczce jest tylko 150ml), ponieważ już niewielka ilość szamponu wystarcza do umycia moich średnio-długich włosów. Produkt pieni się bardzo dobrze i tworzy przyjemną, obfitą i aksamitną piankę. Niestety cała przyjemność ulatuje przy zmywaniu produktu, ponieważ włosy są szorstkie, tępe i nieprzyjemne w dotyku, podobnie jak po szamponie Babydream. Włosy są jednak bardzo dobrze oczyszczone. Jeśli takie produkty przyczyniają się u Was do plątania włosów, BingoSpa pewnie będzie działał podobnie.


Bingo Spa, serum czekoladowo-morelowe do ciała      120g, 16zł
Serum czekoladowo-morelowe przypomina standardowe masło do ciała. Jest treściwe i zbite. Niestety nie wyszukałam jego składu przez wyborem produktów i okazało się, że wysoko w składzie ma parafinę, której staram się unikać (mimo że mi nie szkodzi). Mimo wszystko produkt był i wciąż jest przeze mnie używany. Jeśli chodzi o zapach, to absolutnie mi się on nie podoba. Jeśli liczycie na słodki i apetyczny aromat czekolady z morelami, to muszę Was zawieść - zdecydowanie taki nie jest. Woń serum Bingo Spa przywodzi mi na myśl aptekę, jakiś antybiotyk czy inny lek. Bynajmniej nie jest to zapach przyjemny dla mojego nosa, przez co nie mam dużej przyjemności ze stosowania kosmetyku. Produkt jest wydajny, ponieważ niewielka ilość nabrana na dłonie pozwala na pokrycie serum dużą powierzchnię ciała. Nawilżenie jakie oferuje nam masełko jest przyzwoite - skóra jest nawilżona, miękka i gładka. Film wytworzony przez parafinę jest lekko wyczuwalny na skórze. Szkoda, że dostałam produkt z krótką datą ważności, jednak dzięki używaniu ego produktu jako 'balsamu pod prysznic' mogłam go szybko wykończyć ;)


Bingo Spa, maseczka do twarzy z kompleksem algowym      120g, 10zł
Maseczka algowa jest produktem, który najtrudniej mi ocenić. Ma ciekawą, żelową formułę, wygląda jak żel do włosów. Zapach ma nietypowy, jakby trochę alkoholowy, trochę algowy - trudno mi go zdefiniować. Zachowanie maski też jest dziwne - kiedy nakładam ją na twarz, skóra zaczyna mnie lekko piec (mimo że skład kosmetyku jest raczej ok), ale nie robi się czerwona ani podrażniona. Produkt dobrze nakłada się na skórę, nie spływa z niej i w czasie noszenia można spokojnie wykonywać czynności domowe, czy jakiekolwiek inne. Maskę trzymam około 15min., przez ten czas ona zasycha, a pieczenie jest coraz słabsze, aż w końcu ustępuje. Po zabiegu skóra jest gładsza i jakby bardziej sprężysta. Jednak nie widzę oczyszczenia, ani powalającego nawilżenia (robiłam test - maseczkę nałożyłam na jeden policzek, drugi pozostawiłam bez niczego... właściwie nie było różnicy).

21 lipca 2013

Balea: zgrany duet - szampon Oil Repair z olejem arganowym oraz odżywka do włosów blond


Chciałabym Wam dzisiaj opisać duet, którego używam od czasu do czasu. Staram się używać tych dwóch produktów razem, mimo że są z dwóch serii. W związku z tym, że szampon zawiera SLS, używam go głównie do oczyszczania włosów i skóry głowy raz na jakiś czas. Jeśli jesteście ciekawe, jak sprawdza się u mnie ten zestaw kosmetyków Balea, zapraszam do dalszej części postu.


Balea Professional, Oil Repair, szampon do włosów:
Szampon dobrze sprawuje się na moich włosach. Szkoda, że olej arganowy jest niemalże na ostatniej pozycji w składzie i właściwie nic nie robi. No ale nie od tego są szampony. W swojej roli specyfiku oczyszczającego sprawdza się bardzo dobrze. Poza tym nie plącze włosów i zostawia je miękkie i gładkie. Nie zauważyłam, by przyspieszał przetłuszczanie skóry głowy, ale ja i tak zazwyczaj myję włosy codziennie. Szampon charakteryzuje się przyjemnym, kokosowo-migdałowym zapachem. Tak, jak już pisałam - zawiera SLS, więc nie będzie odpowiedni dla osób, którym szkodzi lub tym, które chcą ten składnik wyeliminować ze swojej pielęgnacji.

Cena: 1,45€      Pojemność: 250ml      Dostępność: DM, drogerie internetowe



Balea Professional, Blond Spülung, odżywka do włosów blond:
Jak widać, nie jest to produkt z powalającym składem. Kupiłam ją, bo chciałam mieć jakiś kosmetyk na szybko... Wszak nie zawsze mam czas trzymać dobre składowo produkty na włosach dłużej (a szczerze powiem, że jak coś ma dobry skład to szkoda mi to spłukiwać po 3 minutach). Poza tym zauważyłam, że ta odżywka na moich włosach po prostu nie lubi zbyt długo siedzieć. Czas trzymania od 3 do 5 minut jest dla niej najodpowiedniejszy. Potem włosy mogą stać się obciążone. Mam wrażenie, że odżywka jest niewydajna. Jest bardzo leista i nawet biorąc sporo produktu, wydaje mi się, że jest go za mało. Niemniej jednak z działania jestem zadowolona - nieźle wygładza i zmiękcza moje włosy. Z szamponem tworzy duet, który bardzo dobrze zachowuje się na moich końcówkach, które stają się bardzo miękkie i przyjemne. W odżywce widać mieniące się drobinki, jednak nie zauważyłam ich wpływu na wygląd włosów blond. Nie nadają im większego błysku czy refleksów. Jeśli chodzi o zapach, to za bardzo mi się on nie podoba. Jest dość chemiczny i nie przypomina żadnego ze znanych aromatów. Ponadto utrzymuje się na włosach, ale nie przez długi czas.

Cena: ok. 2€      Pojemność: 200ml       Dostępność: DM, drogerie internetowe

Ogólnie rzecz biorąc, produkty sprawdziły się u mnie. Oba z serii Professional okazały się być lepsze od produktów do włosów ze standardowej serii Balea (używałam kosmetyków morela+mleko). Tamte nie dawały satysfakcjonującego efektu - szampon wzmagał przetłuszczanie włosów, a odżywka była bardzo niewydajna i nie powalała działaniem. Produkty Professional są trochę mniejsze i dwa razy droższe, jednak i tak nie płacimy za nie dużo (przeliczając na PLN wychodzi około 6-8zł), a u mnie sprawdzają się znacznie lepiej.
  

13 lipca 2013

Babylove: delikatny szampon do włosów bez SLS - czyli o moim ulubionym szamponie, konkurencie Babydream


Szampon Babylove kupiłam podczas ostatniej wizyty w DM. Postanowiłam, że będę go używać do zmywania olei i przy okazji sprawdzę, jak działa w porównaniu z Babydream. Jak widać opakowania mają dość podobne - są to niewielkie, błękitne butelki z tłoczeniami (Babylove - serduszko, Babydream - motylki). Poza tym szampony mają bardzo podobne do siebie składy. Konsystencja i zapach też niewiele się między sobą różnią. Jednak ja widzę różnice w działaniu między tymi szamponami i to właśnie Babylove podbił moje serce.


Szampon Babylove mniej plącze włosy. Ogólnie moja technika mycia jest taka, że właściwie żaden szampon nie plącze mi włosów, jednak przy Babydream włosy są bardziej szorstkie i podatne na plątanie (podobnie jest w pienieniem - mam dobrą wodę i wszystko się u mnie świetnie pieni). Babylove jest produktem, który działa odwrotnie - już przy spłukiwaniu włosy są miękkie i delikatne, jakby były pokryte delikatną warstwą czegoś nawilżającego. Przy tym szampon dobrze radzi sobie ze zmywaniem olei czy innych substancji nagromadzonych we włosach. Po wyschnięciu włosy nie nabierają negatywnych cech - nadal są miękkie i gładkie. Do tego dochodzi przyjemna sypkość.

Myślę, że przy szamponie Babylove możnaby odpuścić nawet odżywkę, jednak ja stosuję ją po każdym specyfiku do mycia włosów. Przy Babydream nie widzę takiej opcji, ponieważ mokre włosy są szorstkie, trudne do rozczesania i nieprzyjemne. Przynajmniej ja mam takie odczucia.


Szampon Babylove stał się moim ulubieńcem do zmywania olei i pobił działaniem swojego kolegę Babydream. Kiedy wykończę swoje zapasy szamponów, chętnie wrócę do Babylove i nie będę używać go wyłączenie do olei, ale również do codziennego mycia włosów. Na jego korzyść przemawia brak SLS, dobra cena i działanie. Jeśli macie możliwość zakupu tego produktu, to zdecydowanie do tego zachęcam.

Cena: 1,45€      Pojemność: 250ml      Dostępność: internet, drogerie DM

19 maja 2013

Joanna: Argan Oil, recenzja czterech kosmetyków z olejkiem arganowym do włosów suchych i zniszczonych


Jakiś czas temu dostałam możliwość przetestowania czterech produktów Joanny z serii Argan Oil. Do wypróbowania i ocenienia otrzymałam: szampon, odżywkę, maskę oraz odżywkę dwufazową w sprayu. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii na temat poszczególnych produktów z tej serii, zapraszam do przeczytania notki:


Joanna, Argan Oil, szampon do włosów suchych i zniszczonych - szampon jest jednym z lepszych produktów z tego zestawu. Co prawda posiada SLS, jednak mi to nie przeszkadza. Od czasu do czasu oczyszczam włosy produktem z tym detergentem. Szampon ma niezły zapach, jednak nie jest to ani owocowa ani kwiatowa nuta. Bardziej kojarzy mi się z czymś w stylu kremu Nivea czy proszku do prania.

Szampon dobrze oczyszcza włosy, nie przyczynia się do mocnego plątania. Dzięki SLS nieźle się pieni, jednak muszę go wziąć nieco więcej niż innego szamponu. Mimo olejku rycynowego i arganowego w składzie (na 10. i 13. miejscu - mniej więcej połowa listy), nie powiedziałabym, żeby szampon wpływał nawilżająco na włosy. Nie zauważyłam szybszego przetłuszczania się włosów czy innych negatywnych skutków używania tego kosmetyku.

Cena: ok. 6zł      Pojemność: 200ml


Joanna, Argan Oil, odżywka do włosów suchych i zniszczonych - służy mi jako odżywka 'na szybko', która wygładzi włosy po szamponie. W tej roli sprawdza się nieźle, jednak wygładzenie nie jest rewelacyjne. Nie powiedziałabym również, żeby odżywka jakoś odbudowywała i nawilżała włosy, bo ja nakładam ją tylko na kilka chwil. Ma olejek arganowy na 7. miejscu w składzie. Odżywka ma średnio-gęstą konsystencję, nie spływa z dłoni/włosów. Ogólnie do codziennego, ekspresowego stosowania jak najbardziej się nadaje, a za taką cenę warto spróbować ;) Moim zdaniem przeczesanie włosów Tangle Teezerem, kiedy mamy tę odżywkę na włosach sprawi, że włosy będą 3 razy bardziej miękkie i gładkie niż bez ich przeczesania.

Cena: ok. 6zł      Pojemność: 200g


Joanna, Argan Oil, maseczka do włosów suchych i zniszczonych - niestety na tym produkcie zawiodłam się najbardziej. Liczyłam na niezłą maskę do włosów o rozsądnej pojemności, w rozsądnej cenie. Nie przypadła jednak do gustu moim włosom.

Maseczka ma średnio-gęstą konsystencję, jednak nieco treściwszą niż odżywka. Pierwsze, co nie spodobało mi się w masce to obecność parafiny i to już na 4. miejscu w składzie. Nie jestem fanką tej substancji i nie uważam, by robiła coś dobrego. Tytułowy olej arganowy występuje na 9. miejscu. Jak maska sprawdza się na moich włosach? Niestety kiepsko. Nie wiem, czy to przez parafinę, jednak ja nie zauważam pozytywnego działania tego kosmetyku na moje włosy. Ani nie są bardziej gładkie, ani nawilżone. Najgorsze jest to, że włosy rozczesuję tak, jakbym używała samego szamponu (nawet po noszeniu maski 20-30min.). Szkoda, bo liczyłam na ten kosmetyk. Na szczęście nie obciąża mi włosów.

Jednak, żeby nie mówić, że jest to bubel muszę wspomnieć, że mój chłopak pochwalił tę maskę. Jednak on ma zupełnie inne włosy niż ja - ciemne, rzadsze i baaardzo kręcone. Po zastosowaniu produktu stwierdził, że włosy bardzo dobrze mu się rozczesują, więc śmiem twierdzić, że były ładnie wygładzone.

Cena: ok. 7zł      Pojemność: 150g


Joanna, Argan Oil, odżywka dwufazowa do włosów suchych i zniszczonych - dawno nie miałam tego typu produktów w swojej szafce. Jakoś 1,5 roku temu używałam Gliss Kura, jednak nie lubiłam go, bo obciążał mi włosy i właściwie nic nie robił.  Chciałam zobaczyć, czy taki produkt wciąż będzie się tak samo sprawdzał, czy coś się zmieniło i czy zauważę jego działanie.

Muszę przyznać, że trudno mi ocenić ten produkt. Mimo że zużyłam go już sporo (nie jest zbyt wydajny), nie zauważyłam większych efektów. Produkt nie obciąża mi włosów ani nie przyczynia się do szybszego przetłuszczania, jednak nie widzę by robił cokolwiek. Próbowałam robić testy na dwóch stronach głowy - jedną pryskałam tym produktem, drugą nie i obie strony rozczesywały się tak samo po umyciu. Nie zauważyłam też, by włosy były bardziej miękkie czy błyszczące. Od dawna włosy mi się nie puszą ani nie elektryzują, więc nie mogę opisać wpływu na ten aspekt. Chyba odżywki w sprayu nie nadają się do moich kudłów ;)

Cena: ok. 8zł      Pojemność: 100ml


Ogólnie rzecz biorąc - produkty ciekawe i niedrogie. Jedne z nią są bardziej, inne mniej warte wypróbowania. Zależy jakie macie włosy i jakie produkty lubicie - jak widać, mi niektóre z nich nie służą. Nie wiem, gdzie można kupić produkty z tej serii, bo jeszcze nigdzie ich nie widziałam. Jeśli widziałyście, to dajcie znać innym w komentarzu ;) Zapraszam też na FB Joanny.
 

7 lutego 2013

Schwarzkopf: BC Oil Miracle - olejek na końcówki i szampon


Zestaw olejku i szamponu dostałam, jak sporo z Was, w ostatnim ShinyBoxie. Nie pałam miłością do firmy Schwarzkopf, od dawna nic od nich nie kupuję (kupowałam tylko farby, a teraz się nie farbuję), ale jako że próbki były dość małe, postanowiłam je zużyć. Jeżeli jesteście zainteresowani moją opinią, to zapraszam do czytania ;)


Schwarzkopf professional, olejek pielęgnacyjny do włosów, BC Oil Miracle - olejek, czy też serum, mieściło się w małej buteleczce, można by ją wręcz nazwać ampułką - zawierała 5ml produktu. Opakowanie było zakręcane, także można było aplikować wybraną ilość produktu. Niestety, jednocześnie zakrętka nie ułatwiała zadania, bo po takim serum, palce zazwyczaj są tłuste. No ale to nie jest pełnowymiarowy produkt, nie ma się co czepiać. Konsystencja była dość leista, ale niewiele się różniła od innych kosmetyków typu serum na końcówki. Wydaje mi się, że olejek sprawdzał się w swojej roli - zmiękczał, nabłyszczał i chronił końce włosów. Dla mnie nie był zbyt wydajny, bo starczy mi na jakieś 5 użyć.


Schwarzkopf professional, szampon do wszystkich rodzajów włosów, BC Oil Miracle - z szamponu nie jestem do końca zadowolona. Jak wspomniałam, nie lubię takich produktów - jeżeli chodzi o szampony, to myję włosy delikatnymi produktami typu Facelle czy Babydream, a z tych bardziej inwazyjnych sięgam po Alterrę i Alverde. Także ten szampon nie wpisywał mi się w mój gust, jednak jego pojemność to tylko 30ml, które szybko zużyłam. Miał konsystencję gęstego kisielu, o zabarwieniu pomarańczowym. Był bardzo glutowaty, jednak nie przeszkadzało mi to. Zapach nie należał do najprzyjemniejszych, pachniał takim kosmetykiem fryzjerskim, a ja nie jestem fanką takich. Był niewydajny, trzeba było go dużo wycisnąć do jednego mycia. Pienił się, ale jak mówię - jedynie w większej ilości. Jeżeli chodzi o działanie, to było ono nieco dziwne. Wydaje mi się, że to szampon dla osób ze zdrowymi włosami, bo moje kłaczki przy nasadzie były miękkie i wygładzone, jednak te bardziej zniszczone na końcach, wydawały się wysuszone i sianowate. Zauważyłam też, że szampon ma skłonność do przyspieszania przetłuszczania się włosów - zdecydowanie tego nie lubię. Zużyłam, przetestowałam, jednak nigdy więcej do niego nie sięgnę ;)


 Za pełnowymiarowy olejek o pojemności 100ml trzeba zapłacić ok. 70zł.
Za pełnowymiarowy szampon o pojemności 200ml trzeba zapłacić ok. 35zł.