Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziaja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziaja. Pokaż wszystkie posty

27 marca 2016

Kremowe emulsje do mycia twarzy || Alverde vs Ziaja


W tej notce porównam dwa - na pozór - dość podobne do siebie produkty. Skusiłam się na nie, ponieważ lubię zmywać cały makijaż jednym produktem, najlepiej przy użyciu wody. W dodatku te dwa produkty są kremowe, co powinno sprawiać, że są delikatniejsze dla skóry i przyjemniejsze w użytku. Co o nich myślę? Czy warto czy nie warto? Który z nich jest lepszy? Czytajcie dalej.


Ziaja, Ulga, kremowy olejek myjący do twarzy i ciała

Wbrew nazwie, nie jest to olejek. To krem, dość rzadki. Przy kontakcie z wodą konsystencja nie przypomina olejku, więc nazwa może trochę mylić, natomiast olejki są w składzie, więc niech będzie - nie czepiam się.

Kosmetyk jest właściwie bezzapachowy. Dzięki temu, że produkt jest dość rzadki, łatwo rozprowadza się go na skórze. Przy kontakcie z wodą nie zaczyna się pienić. Po prostu staje się rzadszą w konsystencji emulsją. Dobrze zmywa makijaż i potrzeba do tego naprawdę chwilki. Jeżeli zmywacie w taki sposób tylko twarz, to zajmie Wam to dosłownie minutkę.

Na opakowaniu mamy informację, aby unikać kontakt z oczami, omijać okolice oczu. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała tego olejku na oczach ;) Muszę przyznać, że dobrze sobie radzi z cieniami, eyelinerem czy zwykłym, niewodoodpornym tuszem do rzęs. Myślę, że z wodoodpornym nie dałby rady. Kiedy zmywam tym olejkiem oczy, staram się je mocno zamknąć, ponieważ kiedy produkt dostanie się do oczu, to niestety piecze. Dlatego też nie polecałabym go do zmywania tuszów wodoodpornych, bo jednak z nimi trzeba chwilę powalczyć.

Nie podrażnia skóry, nie powoduje zaczerwienienia. Jest naprawdę łagodny. Natomiast też nie zauważyłam, żeby posiadał właściwości nawilżające. Skóra po jego użyciu jest czysta i miękka, ale po chwili i tak odczuwam ściągniecie, zatem nałożenie kremu kilka minut po umyciu twarzy jest zdecydowanie wymagane.

Pojemność: 200 ml      Cena: ok. 6-8zł

Skład: Aqua, Helianthus Annus (Sunflower) Seed Oil, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Glycerin, Sodium Hydroxide, Carbomer, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Laminaria Ochroleuca Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Propylene Glycol, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) roqt Extract, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Sodium Benzoate, DMDM Hydantoin. 



Alverde, łagodna emulsja oczyszczająca z oczarem i rumiankiem

Emulsję kupiłam podczas sierpniowej wycieczki do Berlina, ponieważ poprzednią wersję (chyba z nagietkiem) bardzo lubiłam. Miałam nadzieję, że ta będzie równie dobra. Niestety, okazało się, że jest do niczego.

Krem jest bardzo gęsty, tak gęsty, że aż ciężko nakłada się go na twarz. Jest przy okazji bardzo tłusty, co sprawia, że w połączeniu z wodą 'mazia' się po skórze. Nie pieni się. Jeżeli chodzi o zmywanie makijażu z twarzy, to coś tam zmywa, jednak próżno szukać dogłębnego, dokładnego oczyszczenia. Owszem, wierzchnia warstwa podkładu zostaje zmyta, ale na skórze zostaje tłusty, nieprzyjemny film. Kiedy dotykamy skóry, doskonale czujemy, że nie jest ona oczyszczona. O zmywaniu tuszu z rzęs nawet nie wspomnę - ten preparat nie daje rady, osadza się na rzęsach i sobie na nich po prostu siedzi. Jest w stanie rozmazać tusz pod okiem, tak że wyglądamy jak panda, ale go nie zmywa.

Coś jest nie tak, jeśli chodzi o formułę tego kosmetyku. Chyba za mało emulgatorów, które pozwoliłyby na uzyskanie myjącej emulsji. Tutaj mamy efekt podobny do tłustego kremu nałożonego na twarz. Nie wiem, do czego można używać tego kosmetyku, ale na pewno nie do demakijażu i do silnego oczyszczenia skóry.

Po użyciu tej emulsji i tak trzeba użyć czegoś innego - np. żelu do mycia twarzy, płynu micelarnego, czy innego produktu, który nam tę skórę oczyści i uwolni ją od tłustej, nieprzyjemniej powłoki. Ta emulsja jest łagodna, to fakt. Ale aż do tego stopnia, że nie wywiązuje się z podstawowej funkcji - po prostu nie oczyszcza.

Pojemność: 150 ml      Cena: 2,25€ (czyli około 10zł)

Skład: Aqua, Helianthus Annuus Seed Oil, Glycerin, Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Glucoside, Olea Europaea Fruit Oil, Levulinic Acid, Xanthan Gum, Palmitic Acid, p-Anisic Acid, Stearic Acid, Sodium Levulinate, Tocopherol, Parfum, Limonene, Sodium Hydroxide, Linalool, Bisabolol, Chamomilla Recutita Flower Extract, Hamamelis Virginiana Leaf Extract



Myślę, że werdykt jest jasny. Ziaję mogę Wam polecić, ponieważ spełnia swoje zadanie, jest niedroga i ma dość dużą pojemność. Można zmyć nią nawet makijaż oczu, chociaż trzeba uważać, by produkt nie dostał się pod powieki. Alverde jest do bani. Wersja z nagietkiem była bardzo przyjemna, natomiast oczar z rumiankiem zupełnie nie dają rady. Trzymajcie się od niej z daleka, bo zupełnie nie wiem, do czego można jej używać, by być zadowolonym. Jeden z niewielu bubli, na które było mi dane natrafić.

Znacie te produkty? Czy macie takie samo zdanie jak ja? :)

5 stycznia 2016

Ziaja: porównanie trzech peelingów - Sopot Spa, Cupuacu, Czekoladowy


Porównanie to coś, co rzadko pojawia się na moim blogu, natomiast jest bardzo przydatne. W związku z tym, że mam 3 peelingi do ciała marki Ziaja, postanowiłam je opisać, a tym samym porównać. Być może taki post z kolejnymi trzeba peelingami Ziai kiedyś znów się pojawi, bo całkiem te peelingi lubię i pewnie do nich wrócę :)

Ziaja, peeling do ciała Sopot Spa
Jest to peeling, który stał się moim ulubieńcem ostatnich miesięcy. Polubiłam go zarówno za zapach, jak i działanie. Zapach jest bardzo świeży, trochę morski, trochę jak pranie. Na pewno wielu osobom przypadnie do gustu. Peeling opisywany jest jako średnioziarnisty, jednak ja uważam, że taka kategoryzacja nie ma większego sensu, bo nie ma między peelingami znacznych różnic. Peeling jest bardzo przyjemny w użytku. Ma żelową konsystencję, która dość mocno przylega do skóry, nie odpada w czasie masażu. Drobinki zawarte w peelingu są syntetyczne, zatem nie rozpuszczają się. Jak dla mnie duży plus, bo ja właśnie takie peelingi lubię. Peeling Sopot Spa nie jest jednym z tych, które zostawiają na skórze tłustą warstwę. Został słusznie nazwany peelingiem myjącym, nie trzeba przy nim używać żelu do mycia ciała. Bardzo wydajny.
Ziaja, Cupuacu, peeling złuszczająco-wygładzający
Na ten peeling skusiłam się spontanicznie przy okazji zakupów na stoisku Ziai. Kupiłam go, bo w sumie jest to nowa seria i chciałam go wypróbować. Jest to peeling cukrowy z bazą parafinową. Nie przepadam za takimi, ale mimo zerknięcia na skład, przymknęłam oko. Peeling nie powala. Zapach ma przedziwny - trochę słodki, trochę oleisty, trochę mdły. W kąpieli bardzo szybko się rozpuszcza. Na ciepłym, wilgotnym ciele można wykonać masaż przez około 20-30 sekund. Właśnie dlatego nie przepadam za peelingami cukrowymi - za szybko się kończą i mało skutecznie złuszczają. Zużyłam go bardzo dużo już przy pierwszym starciu - efekt widać na zdjęciu. W dodatku peeling Cupuacu oblepia skórę warstwą oleju, który jest bardzo, ale to bardzo tłusty. Ja nie polecam, chyba że lubicie takie peelingi. Dość gęsty i zbity.
Ziaja, peeling czekoladowy z masłem kakaowym
Peeling ten jest bardzo podobny do mojego ulubieńca Sopot Spa. Ma oczywiście inny zapach, w moim odczuciu dużo gorszy. Przypomina trochę czekoladę, ale to bardziej nuta zapachowa obecna w całej serii Masło kakaowe, z tym, że w peelingu wypada dość słabo, jest jakby oleista. Kosmetyk sam w sobie jest bardzo dobry - elegancko złuszcza naskórek, myje i nie zostawia tłustej powłoki. Na plus trzeba zaliczyć też fakt, że skóra po zastosowaniu tego peelingu delikatnie pachnie. I tutaj na szczęście mamy do czynienia z tą przyjemną nutą serii Masło kakaowe, którą można znaleźć np. w kremie do twarzy. Warto wspomnieć, że peeling został nazwany gruboziarnistym, jednak nie widzę większej różnicy między nim a średnioziarnistym Sopot Spa. Spodziewałam się, że zobaczę znacznie większe drobinki pod sreberkiem ;)


Sopot Spa: Aqua, Polyethylene, Coco Glucoside, Glycerin, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Laminaria Digitata Extract, Butylene Glycol, Enteromorphea Compressa Extract, Porphyra Umbilicalis Extract, Sorbitol, Algae Extract, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Sodium Hydroxide.

Cupuacu: Sucrose, Paraffinum Liquidum, Cera Microcistallina, Paraffin, Palm Oil, Isopropyl Myristate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Cera Alba, Cetearyl Alcohol, Shea Butter, Walnut Shell Powder, Bertholletia Excelsa Seed Oil, Tocopherol, Macadamia Seed Oil, Cotton Seed Oil, Squalane, Theobroma Seed Butter, Hydrogenated Castor Oil, Parfum.

Czekoladowy: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Polyethylene , Cocamide DEa, Coco Glucoside, Juglans Regia Shell Powder, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Cocoabutteramphoacetate, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, parfum, Sodium Hydroxide.

Miałyście któryś z nich? Którzy najbardziej przypadł Wam do gustu? :)

31 sierpnia 2015

Ziaja: Jaśmin w kremie przeciw zmarszczkom 50+ pod oczy i na powieki


Na ostatniej promocji w Rosmannie -40% na pielęgnację, kupiłam krem pod oczy z Ziaji Jaśmin w kremie. Był on wszędzie polecany na YouTube (chodzi mi o komentarze), więc postanowiłam się skusić, ponieważ kosztował około 8zł. Akurat chwilę później wykończyłam ówczesny krem pod oczy, zatem Ziaja szybko poszła w ruch.

Mimo że krem dedykowany jest osobom powyżej 50. roku życia, ja używam go z przyjemnością. Powiem więcej - dla osoby 50+ ten krem będzie za słaby i tak naprawdę najlepszy przedział wiekowy dla tego produktu to jakieś 18-30. Krem charakteryzuje się beżowym zabarwieniem i praktycznie niewyczuwalnym zapachem. Dzięki temu, że ma taki kolor może delikatnie przykrywać cienie pod oczami, jednak robi to w naprawdę minimalnym stopniu. Powiedziałabym, że to niezła baza pod korektor.


Krem szybciutko się wchłania i nie zostawia żadnej tłustej, ani lepkiej warstwy. Dzięki temu jest idealny na dzień, jednak używam go także na noc (wtedy nakładam grubą warstwę, traktuję go trochę jak maskę pod oczy). Kremu nie zaliczyłabym do najbardziej nawilżających, ponieważ pod tym względem sprawdza się poprawnie (chociaż czytałam także opinie, że wysusza, zatem trzeba go sprawdzić na własnej skórze), ale bez szału... natomiast bardzo fajnie napina i ujędrnia skórę.

U kogo się sprawdzi?
Myślę, że poleciłabym go osobom młodym, które nie mają większych problemów z okolicą oczu, a mimo wszystko chcą o nią zadbać. Sprawdzi się u tych, którzy nie lubią mocno nawilżających, błyszczących i tłustych kremów pod oczy. Będzie dobry dla osób, które szukają przyzwoitych i tanich kosmetyków drogeryjnych i nie wymagają naturalnego składu.

Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Cetearyl Ethylhexanoate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Methylsilanol Hydroxyproline Aspartate, Steareth-21, Glyceryl Stearate Citrate, Titanium Dioxide, Hydrolyzed Rice Protein, Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract, Glycerin, Butylene Glycol, Lecithin, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Jasminum Officinale Oil, Carbomer, Polysorbate 20, Palmitoyl Oligopeptide, Palmitoyl Tetrapeptide-3, Calcium Gluconate, Sodium Hyaluronate, Glyceryl Caprylate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Sodium Polyacrylate, Methylparaben, Ethylparaben, DMDM Hydantoin, CI 77492, CI 77481, Silica, CI 77499.

Cena: ok. 8zł (w promocji)      Pojemność: 15ml      Dostępność: wiele drogerii, np. Rossmann

9 grudnia 2012

Ziaja: naturalna oliwkowa odżywka do włosów


Powiem Wam dziś coś o odżywce, na temat której widziałam ostatnio kilka postów. Zazwyczaj były to dobre opinie. Moja będzie nieco inna... Zacznijmy od początku. Ta odżywka trafiła w moje ręce na zlocie w Opolu, po prostu ją przygarnęłam. Chciałam mieć jakaś zwykłą odżywkę do zastosowania na szybko.

Opakowanie ma zwykłe - 200ml butelkę z klipsem na górze. Nie jest duża, jest w miarę wygodna, jest ok. Zapach produktu męczy mnie, jest bardzo chemiczny, nie czuję żadnej oliwki (dobrze, że chociaż jest w składzie). Konsystencja jest dość rzadka i nie wydaje mi się, żeby odżywka starczyła mi na długo.


Przejdźmy do najważniejszego, czyli działania. No i jak pewnie się domyślacie, nie jestem zadowolona. Odżywka jest bardzo słaba, nie robi prawie nic. Z góry uprzedzam, że nie trzymam jej długo na włosach (1-3min.), ona ma mi je tylko wygładzić, kiedy są poplątane przez szampon.

Co zauważam po spłukaniu? Włosy są odrobinę wygładzone, trochę bardziej miękkie. I tyle. Oczywiście efekty są naprawdę mizerne - gdyby ta odżywka chociaż dobrze wygładzała (jak np. Elisse z Biedronki), to może i nawet byłaby moim ulubieńcem, bo ja lubię wygładzające odżywki.


Niestety, z działaniem jest słabiutko. Jak dorzucimy do tego średnio przyjemny zapach i słabą wydajność, to z pozytywów zostaje nam opakowanie i cena. Nie sądzę, by ta odżywka była godna uwagi. A, i jeszcze zapomniałam o jednym. O nazwie. Co to w ogóle za nazywanie jej 'naturalną'? Przecież poza olejem oliwkowym, to ona nie ma w sobie nic ciekawego?!

Szczerze powiem, że bałabym się jej używać stale przez jakiś czas. Mam wrażenie, że stan moich włosów mógłby się pogorszyć. A gdyby odstawić jeszcze oleje, to już w ogóle...

Cena: 5-8zł      Pojemność: 200ml      Dostępność: internet, małe drogerie (?)

30 października 2012

Projekt denko - październik 2012

W tym miesiącu niewiele, jednak zaczął się rok akademicki i mam mniej czasu na zużywanie. Z czego oczywiście jestem bardzo niezadowolona, no ale cóż. Widzę się nieco rzadziej z chłopakiem, a jak już się widzę, to staramy się u siebie nocować, a u niego nie mam kosmetyków, więc zużycia na tym cierpią ;P

  • Balea, szampon - nie cierpię go! Dobrze, że już został zużyty... Nie lubiłam go ja ani moja mama (która ma nieprzetłuszczające się włosy, a po nim musiała myć głowę po 3 dniach ;P). Nigdy więcej!
  • Khadi, olejek hibiskusowy - bardzo fajny produkt - zarówno do twarzy, ciała jak i włosów :) Jest bardzo wydajny, więc na cenę można przymknąć oko ;)
  • Elisse, odżywka do włosów - produkt z Biedronki, który naprawdę lubię. Jest to odżywka, która najbardziej wygładza moje włosy i lubię jej używać po myciu plączącym szamponem.
  • Soraya, antybakteryjny żel do mycia twarzy - tata kupił mi go przez pomyłkę, bo chciałam antybakteryjny żel do rąk ;) no ale jak już kupił to zużyłam... nie jest tragiczny, bo myje i nic złego mi nie zrobił, ale nie odpowiadał mi jego zapach i smak (no jak myje twarz, to czasami coś mi wleci do ust, a smak tego żelu jest o wiele gorszy od innych!).
  • Original Source, żel pod prysznic Spearmint - pierwszy żel OS, który udało mi się zużyć (wcześniej miałam płyn do kąpieli i scrub). Nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, ale przyjemnie się go używało; ładnie pachniał, jednak miał trochę za rzadką konsystencję.

  • Bourjois, tonik witaminowy - zużywałam go chyba z 7 miesięcy. Nie przypadł mi za bardzo do gustu, w sumie nie jestem fanką toników. Ładnie pachniał, nie ściągał skóry, odświeżał, jednak chyba już go niego nie wrócę.
  • Fa, dezodorant Mystic Moments - lubię te dezodoranty, na ubranie czy do odświeżenia pokoju. Ładnie pachną (różowy ładniej) i absolutnie nie traktuję ich jako antyperspirantów, bo nie mają takich właściwości ;)
  • Mariza, naprawczy krem do rąk - był recenzowany tutaj. Jak wspomniałam - do rąk jest ok, ale do innych partii ciała niezbyt.
  • Ziaja, Ulga, peeling enzymatyczny - okropny! Mimo że nie mam wrażliwej skóry, to po nałożeniu tego peelingu skóra zaczynała mnie piec po kilku minutach. Jakoś go zużyłam, ale nie chce więcej!

  • Astor, Perfect Stay, podkład - mama dała mi resztkę, która starczyła na kilkanaście użyć. Podkład jest w porządku, ale kolor był dość ciemny i musiałam go zużyć podczas apogeum mojej opalenizny xD
  • My Secret, puder transparentny - w końcu udało mi się go zużyć! Jak pisałam już tutaj, nie jestem jego fanką, więc cieszę się, że mam go już za sobą.
  • Oriflame, tusze do rzęs - je też porównywałam, także zapraszam do recenzji.
   

30 sierpnia 2012

Projekt denko - sierpień 2012

  • Szampon CHI, ochrona koloru - bardzo go lubiłam, nie zawierał SLS, więc nadawał się do zmywania olejów. Nie plątał włosów, wręcz przeciwnie - co bardzo mi się podobało. Niestety jest drogi, butelka kosztuje koło 40zł, a chętnie bym do niego wróciła. Więcej na jego temat tutaj.
  • Kamill, żel pod prysznic o zapachu limonki i rabarbaru - kupiłam go za 2,99 'przy okazji'. Był w porządku, nawet ładnie pachniał, mył ok, ale bardzo szybko się skończył (chyba dlatego, że nagle wszyscy domownicy postanowili go używać), a ponadto brałam jeszcze odlewki na wyjazd.
  • Original Source, peeling/scrub mięta + orzech włoski - bardzo ładnie pachniał, przyjemnie chłodził, delikatnie zdzierał martwy naskórek, ale niestety cholernie ciężko było go wycisnąć (już od połowy butelki). Gdyby były dostępne w Polsce, to pewnie bym czasami się skusiła.
  • Cien, oliwkowy żel do mycia twarzy - był w porządku, nie robił mi żadnej krzywdy, dobrze zmywał brud i resztki makijażu. Poza tym, zapłaciłam za niego niecałe 4zł. Więcej tutaj.

  • Dabur, Vatika, olej kokosowy - jeden z moich pierwszych olejków. Mimo że mam włosy o wysokiej porowatości, nie robił z nich siana. Bardzo denerwował mnie jego zapach, zwłaszcza na początku używania i pod koniec... Niby był ładny sam w sobie, ale od noszenia go długo na włosach zaczynało być aż słabo. Nie kupię ponownie.
  • Nivea, Angel Star, antyperspirant w sprayu - strasznie długo go męczyłam... albo i on mnie. Zapach ładny, ale bardzo dusząco się rozpylał. Poza tym zostawiał trochę białych śladów pod pachami, zupełne przeciwieństwo wersji w kulce. Przekonałam się, że antyperspiranty w sprayu nie są dla mnie ;)
  • Joanna, bzowy balsam do ciała - ślicznie pachniał, ładnie nawilżał, ale jak dla mnie miał za dużą pojemność. Rzadko się smaruję i ciężko mi zużyć takie wielkie butle. Jakaś 1/3 całego opakowania posłużyła mi do rozrobienia korundu. Więcej o balsamie tutaj.
  • Ziaja, Kozie Mleko, krem na dzień - ten krem ma wielu zwolenników, ale jak dla mnie był średni. Nawilżenie bardzo marne, jedynie nadające się pod makijaż. Nie zapchał mnie (mało co mnie zapycha, raczej mam wysypy hormonalne), jednak jego zapach bardzo mnie drażnił (wiem, że wiele osób go lubi). Nie kupię ponownie, zresztą zmieniam pielęgnację. O mojej nowej pielęgnacji twarzy możecie poczytać tutaj.
  • Isana, migdałowy krem do rąk - był bardzo w porządku, ładnie nawilżał. Poza tym zapach taki sam jak kremu do rąk z Avonu, który miałam lata temu (ah, ten ludzki węch i zdolność zapamiętywania!). Mam jeszcze jeden w zapasie.

  • Eveline, odżywka 8w1 - skończyłam ją jak zaczęły się sypać złe opinie. Mi nic złego nie zrobiła, ale nie będę na razie jej używać, mimo że mam drugie nowe opakowanie. W tej chwili radzę sobie Diamentową siłą i NailTekiem.
  • Max Factor, 2000 calorie - świetna maskara, jednak zaczęła mi już przysychać i się kruszyć. I tak bardzo długo mi służyła... myślę, że wrócę do niej za jakiś czas (jak pokończę obecnie tusze).
  • błyszczyki do ust (Quiz i no name) - nie zużyłam ich do końca, ale już zaczęły się robić dziwne, więc idą do kosza ;)

W tym miesiącu nie ma tego dużo, bo przez połowę sierpnia byłam na wyjazdach. I tak uważam, że zużycia niezłe. Chociaż tak naprawdę najwięcej w tym miesiącu poszło mi... chusteczek nawilżanych (przydają się na wyjazdach typu Woodstock, gdzie dostęp do wody do mycia jest utrudniony).

31 lipca 2012

Projekt denko - lipiec 2012

Mój lipiec był dosyć bogaty w zużycia. Może nie jest to największe denko jakie miałam, ale większość produktów było w dużych pojemnościach i kończyłam je dosyć długo. Zapraszam zatem do przeczytania mini-recenzji:

  • Original Source, płyn do kąpieli Czekolada&mięta - był w potrójnym zestawie świątecznym. Pięknie pachniał, dobrze się pienił. Jednak, żeby było go dobrze czuć podczas kąpieli, trzeba było go sporo wlać i przez to stawał się nieekonomiczny. Do płynu nie powrócę, może kiedyś kupię żel (który ma zresztą chyba taki sam skład, jednak z butli było trudno go używać w ten sposób).
  • Farmona, Sorbet do mycia ciała - ostatnio recenzowany tutaj. Nie przypadł mi do gustu i chciałam go jak najszybciej zużyć, więc wykorzystałam jako płyn do kąpieli i nic a nic się nie pienił.
  • Balea, malinowy żel pod prysznic - ładnie pachniał maliną, chociaż podczas mycia odrobinę gorzej. Miał fajny różowy kolor, kremową konsystencję, mył ok. No i po przeliczeniu na PLN kosztował jakieś 2,80 (!!!), więc czego chcieć od takiego żelu?! :D
  • Bourjois, woda micelarna - u mnie sprawdza się bardzo dobrze.
  • Kolastyna, balsam brązująco-rozświetlający - beznadziejny, totalny bubel (przynajmniej stara wersja opakowania) - nie brązuje w ogóle i śmierdzi samoopalaczem. Jedyny plus to złote drobinki, ale ja akurat nie przepadam za takim efektem.

  • Ziaja, szampon do włosów normalnych - meeeega wydajny, miałam go chyba ponad pół roku (co prawda czasami użyłam innego szamponu) i zużywałam razem z tatą. Ślicznie pachniał, ale na razie do niego nie wrócę, bo zmieniam nieco pielęgnację.
  • CHI, odżywka - recenzowana tutaj. Dobrze mi się jej używało, była dobra jak na odżywkę ekspresową. Jest dosyć droga, ale była w miarę wydajna (chociaż szamponu zostało mi jeszcze trochę, a używałam ich jednocześnie) i byłam z niej zadowolona. Może kiedyś skuszę się na zakup.
  • Joanna, balsam nawilżająco-regenerujący - dobrze się u mnie sprawdzał, jest bardzo wydajny i ślicznie pachnie. Mam teraz nową wersję 300ml.
  • Farmona, Jantar - na razie zużyłam jedno opakowanie i robię trochę przerwy, bo wyjeżdżam na Woodstock i nie widzę sensu w odnawianiu kuracji właśnie teraz. Nie zauważyłam póki co większych rezultatów, ale włosy mi się mniej przetłuszczały przy używaniu tej wcierki.
  • Alterra, olejek oliwka&limonka - mój pierwszy olej do włosów. Bardzo przyjemnie się go używało, ślicznie i świeżo pachniał. Był wydajny - zużywałam go przez 7 miesięcy.

  • Eveline, serum ujędrniające brzuch i pośladki - używałam go niestety bardzo nieregularnie, ale widać było ujędrnienie i wygładzenie skóry. Przy okazji było wydajne i dawało efekt chłodzenia (choć na krótko). Nie wiem czy do niego wrócę, ale ogólnie produkty Eveline tego typu na pewno będą wpadać w moje ręce :)
  • Eveline, serum do biustu - to było moje drugie opakowanie; po wyjeździe otworzę kolejne, które już czeka. Moim zdaniem świetny produkt, który naprawdę dba o biust - trochę go ujędrniania i podnosi. Ponadto nawilża i uelastycznia. Widzę poprawę od czasu kiedy go używam (mimo że nie robię tego super regularnie, to efekty nie znikają).
  • Dermika, maseczka czekoladowa - ostatnio ją kupiłam i postanowiłam od razu wypróbować. Dostałam ostrzeżenie, że może podrażniać, więc jak tylko poczułam coś nieprzyjemnego na twarzy, to ją zmywałam. Trochę oczyściła cerę, ale zapach pozostawia wiele do życzenia, brązowa Ziaja ładniej pachnie i jest tańsza.
  • Cherry Masaki, perfumowany balsam - (od japońskiego projektanta) z GlossyBoxa (próbka 50ml). Pełnowymiarowy produkt 150ml kosztuje 150zł. Nie wiem skąd ta cena na taki produkt! Prawie wcale nie nawilża, może najwyżej zdjąć uczucie suchości (ja go trzymałam w torebce, używałam do dłoni). Zapach ma ładny, ale bez zachwytów (przynajmniej moich - moi znajomi się serio zachwycali ;P)
  • NailTek, II Intensive Therapy - daawno temu go zużyłam, resztka zgluciała, a ja zapominałam go dołożyć do starych denek. Zatem robię to teraz. Byłam z niego zadowolona, ale na razie zamówiłam sobie Seche Vite i myślę, że do NT już raczej nie wrócę.
  • Wibo, eyeliner - długo mi służył, robił super kreskę, jest tani. Pewnie kupię go ponownie.
  • Biały Jeleń, żel do higieny intymnej - ot, taki zwykły, przeciętny żel.
  • Joanna, peeling myjący - myślałam, że będzie gorszy, a okazał się naprawdę fajnym peelingiem. Nie jest to mocny zdzierak, ale też nie jest delikatny. Wiem, że niektórzy używają go nawet do twarzy. Bardzo ładnie pachnie, zapach utrzymuje się w łazience dosyć długo po kąpieli. Uważam, że za 3,50zł można go kupić, ale powyżej 5zł to już przesada, bo produkt starcza na jakieś 4 użycia (na całe ciało).

A teraz pozostaje mi Was pożegnać na jakiś tydzień, bo jutro jadę na Woodstock, a po Woodstocku na 2-3 dni do Berlina. Pewnie zrobię tam jakieś zakupy, także pokażę swoje niemieckie łupy po powrocie! :D Trzymajcie się!

2 czerwca 2012

Projekt denko - marzec-maj 2012

Ojoj, to mi się zrobiło denkowych zaległości. Muszę Wam przyznać, że przez te trzy miesiące nie wydenkowałam zbyt dużo, coś opornie mi ostatnio szło. Ale jest kilka produktów z kolorówki, więc uważam, że wykończenia są dosyć udane :)

  • Henna WAX Treatment - ta odżywka nie dała mi absolutnie nic! Włosy wcale nie były gładsze, ogólnie nie polubiłam się z tym produktem i cieszę się, że dostałam go za darmo do zamówienia na paatal.
  • Balea, kakaowe masło do ciała - bardzo fajne, zapach średni, konsystencja niezbyt fajna, ale nawilżenie bardzo zadowalające. Kosztowało jakieś 3€, jednak przez ten zapach nie kupiłabym już tej wersji.
  • Odżywka do włosów Elisse - polubiłam ją, jest tania (dostępna w Biedronce), fajnie wygładzała włosy. Na pewno kupię ponownie.
  • Mydło pod prysznic Ziaja - fajny zapach, duża butla, niewielka cena. Polubiłam ten kosmetyk, mimo że jest dosyć rzadki i nie pieni się jakoś super.
  • Nivea Angel Star - mój ulubiony antyperspirant. Nie wiem, ile tych kulek zużyłam, ale naprawdę sporo. Ślicznie pachnie, dobrze chroni, jest wydajna. Polecam!
  • BeBeauty, wygładzające serum do rąk - fajny produkt, o ciekawym zapachu. Nie zauważyłam jakiegoś super nawilżania, ale ja też nie umiem być systematyczna przy kremach do rąk.
  • Bi-Es, Ocean Fun - kocham ten zapach! Kupiłam go za jakieś 17zł w Kauflandzie i wiernie mi służył przez 2 lata. W końcu go wykończyłam, jednak ta słodycz absolutnie mi się nie znudziła. Polecam powąchać, bo jest super... Jak na tę cenę, to trzyma się przyzwoicie. Dla osób lubiących słodkie i owocowe zapachy :)

  • Catrice, puder 'mineralny' - nie ma z tyłu składu, więc nawet nie wiem czy zawiera w sobie coś mineralnego, ale spisywał się bardzo dobrze. Miałam go z rok. Pudruję się tylko rano i starcza mi to na cały dzień, więc jak dla mnie był wydajny. Kupiłam go za 13zł i ogólnie polecam (chociaż nie wiem czy jeszcze są).
  • Revlon, ColorStay - polubiłam ten podkład, Recenzowałam go już tutaj.
  • Catrice, Photo Finish - ten też polubiłam, ale trochę mniej. Recenzja tutaj.
  • Essence, korektor w pacynce - spisywał się całkiem ok. Moim zdaniem bardzo podobny do mineralnego Bell. W sumie zachowują się tak samo.
  • Lovely, Spectacular Me - super maskara. Myślę, że kupię ponownie. Tutaj recenzja.

  • BeBeauty - żel do demakijażu - chyba każdy go zna. Świetny produkt za niską cenę. Jak wykończę żel z Lidla, to pewnie wrócę do tego.
  • AA, Cera Wrażliwa, krem odżywczy - normalny krem, nic nadzwyczajnego - recenzowany tutaj.
  • Nivea, Pure & Natural, mleczko oczyszczające - wygrałam w rozdaniu, było ok, ale nie przepadam za mleczkami. Recenzję można znaleźć tutaj.