Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem na noc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem na noc. Pokaż wszystkie posty

10 czerwca 2015

ULUBIEŃCY: Kremy łagodzące do naczynkowej, wrażliwej skóry


Cera naczynkowa nie należy do najłatwiejszych w pielęgnacji. Jest cienka i wrażliwa, a co za tym idzie, nie każdy kosmetyk jej przypasuje. Nie można także zapominać, że poza tendencją do pękających naczynek, taka cera posiada również inne cechy - przesusza się, przetłuszcza itp.  Dzisiaj chciałabym pokazać i opisać dwa kremy, których używam przez ostatnie miesiące i które się u mnie naprawdę dobrze sprawdzają.


TOŁPA, ROSACAL, REGENERUJĄCY KREM WZMACNIAJĄCY NA NOC
Przy pierwszych zastosowaniach tego kremu nie było kolorowo - bałam się, że będzie mnie podrażniał, ponieważ po zaaplikowaniu lekko szczypała mnie skóra twarzy. Po kilku dniach problem minął i nie pojawił się do dziś. Największą zaletą tego kremu jest jego wyciszające działanie. Jestem nim naprawdę zachwycona. Rano, po przebudzeniu, moja skóra jest ukojona, a rumień znacząco wyciszony. Jak wiadomo, moja skóra mocno się czerwieni, a po zastosowaniu tego kremu jest naprawdę znacznie lepiej z jej kolorytem i nie muszę zużywać horrendalnych ilości podkładu ;)

Na temat właściwości uszczelniających naczynia krwionośne się nie wypowiem, ponieważ nie da się tego ot tak zobaczyć - zwłaszcza u mnie, ponieważ nowe naczynka nie pękają mi często, tylko mam bardzo cienką skórę przez którą je widać ;) Nie jest to krem tłusty i ciężki, więc myślę, że u wielu osób sprawdziłby się także na dzień. Warto jednak wspomnieć, że - moim zdaniem - krem nie powala pod względem nawilżenia. Nie powiem, że jest marne, ale nie jest też rewelacyjne. Używam kremu co jakiś czas, by dać trochę ulgi moim naczynkom, jednak co kilka dni muszę zaaplikować coś mocniejszego (np. olejek).

Składniki aktywne: kompleks arniki, kasztanowca, oczaru, bluszczu, dziurawca i winorośli, wzmacniający ekstrakt z perełkowca japońskiego, uelastyczniający ekstrakt z białego hibiskusa, przeciwzmarszczkowy ekstrakt z drzewa arganowego, łagodzący kompleks wody morskiej i ekstraktu z nasion dyni, ekstrakt z soi, masło shea

Krem można kupić za ok. 36-43zł w cenie regularnej.


DERMIKA, HYDRATIC, EMULSJA DO NAWILŻANIA I ŁAGODZENIA, NA DZIEŃ I NA NOC
Emulsję tę otrzymałam w jednym z ShinyBoxów. Początkowo myślałam, że to balsam do ciała w małej wersji - to wąskie opakowanie mnie jakoś zmyliło ;) Okazało się jednak, że jest to przyjemny, bardzo łagodny krem do twarzy. Emulsja ma zagadkowe, ale jakże trafne zastosowanie - do nawilżania i łagodzenia. Z przyjemnością jej używałam, kiedy moja skóra była lekko podrażniona i wiele kosmetyków jej nie odpowiadało, na wiele reagowała pieczeniem.

Okazało się, że w takim przypadku jest strzałem w dziesiątkę, chociaż mocno przesuszonej podrażnieniem skórze nie daje silnego nawilżenia, za to doskonale ją łagodzi i uspokaja. Co innego, kiedy skóra wraca do normy (moja jest tłusta) - wtedy nawilżenie jest optymalne, a skóra jakby taka zwarta, jędrna, utrzymana w ryzach. Bardzo lubię to uczucie. Trafione jest także oznaczenie, że jest to produkt do stosowania zarówno na dzień, jak i na noc. Moim zdaniem jest wystarczająco lekki, by użyć go pod makijaż, a zarazem na tyle treściwy, że nie czujemy niedosytu aplikując go wieczorem.

Skład: Aqua, Suqlane, Glycerin, Zea Mays Oil, Dicaprylyl Carbonate, Cetearyl Olivate, Peg-4 Olivate, Persea Gratissima Oil, Canola Oil, Capryli Trigliceride, Sorbitan Olivate, Glyceryl Polymethacrylate, Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Laminaria Ochroleuca Extract, Glycoproteins, Sodium Hylaluronate, Yeast Extract, Propylene Glycol, Sodium Polyacrylate, Aleuritic Acid, Phenoxethanol, Methylisothiazolinoen, Disodium EDTA.

Krem można kupić za ok. 40zł w cenie regularnej.


A Wy, macie problemy z naczynkami? Jakich kremów używacie, by uspokoić rumień? :)


7 sierpnia 2014

Baikal Herbals: Krem do twarzy Anti-Age, regenerująco-odmładzający z różeńcem górskim


Od dłuższego czasu, do nawilżania skóry twarzy używam głównie naturalnych produktów. Jeśli chodzi o popularne rosyjskie kosmetyki używałam zwykle tych do włosów, a te do twarzy nie były tak popularne, więc postanowiłam spróbować. Zależało mi na kremie na noc, który będzie trochę cięższy i nie wchłonie się w dwie minuty. Wybór padł na krem Baikal Herbals z różeńcem górskim. Przeznaczony jest niby do cery dojrzałej, ma mieć działanie odmładzające, ale nie wierzę w takie rzeczy przy kremach - ma po prostu dobrze nawilżać.

Opakowanie jest wyposażone w pompkę typu airless i zawiera standardowe 50ml kremu. Zapach kosmetyku jest delikatny, lekko kwiatowy, przyjemny dla nosa. Tego produktu używałam głównie na noc, ale czasami zdarzyło mi się nałożyć go pod makijaż, kiedy miałam więcej czasu. Skubaniec był naprawdę wydajny, bo zużywałam go kilka dobrych miesięcy (w przeciwieństwie do większości kremów, ten jest ważny przez 12 miesięcy od otwarcia). Muszę przyznać się, że polubiliśmy. Krem zapewniał mojej skórze optymalne nawilżenie, czego oczekiwałam. Sprawdzał się na noc, ponieważ nie należy do najlżejszych i wchłanianie zajmowało mu dłużej niż minutę. Przez czas stosowania nie zauważyłam suchych skórek na twarzy. Jeśli chodzi o stosowanie go pod makijaż, to też dawał radę. Nakładałam go jednak wtedy, kiedy wiedziałam, że mam więcej czasu i pozwolę mu spokojnie się wchłonąć. Nie zostawia na skórze denerwującego, tłustego filmu.


Biorąc pod uwagę cenę, wydajność i satysfakcjonujące mnie działanie, jestem w stanie powiedzieć, że chętnie wróciłabym do tego kremu w przyszłości. Teraz chcę spróbować czegoś innego, ale ten produkt Baikal Herbals naprawdę mnie zadowolił i jeśli stawiacie na uniwersalny, naturalny krem nawilżający to ten jest naprawdę godny polecenia.

Cena: ok. 27zł      Pojemność: 50ml      Dostępność: internet, np. Skarby Syberii

15 lipca 2014

Egyptian Magic: naturalny krem na bazie 6 składników


Krem Egyptian Magic wpadł w moje ręce dzięki ShinyBoxowi. Przyznam, że nie słyszałam o tym produkcie wcześniej, nigdy nie rzucił mi się w oczy, mimo że bloguję kosmetycznie od ponad 3 lat. Niemniej jednak krem zainteresował mnie, ponieważ bardzo lubię kosmetyki naturalne, a EM jest jednym z nich. W składzie ujrzymy tylko sześć pozycji: oliwa z oliwek, wosk pszczeli, miód, pyłek pszczeli, mleczko pszczele i propolis.

Kosmetyk swoją konsystencją bardziej przypomina maść, jest ona zwarta i dość tłusta. W czasie chłodniejszych dni krem ma postać bardziej takiego wosku, natomiast w czasie upałów może nieco przypominać olejek. Produktu używam tylko na noc, ponieważ w ciągu dnia zazwyczaj noszę makijaż, a moja skóra nie lubi tłustych czy mocno nawilżających kosmetyków pod podkład - świecę się wtedy już po 15 minutach. Nie wspomniałam jeszcze, że kremu używam głównie do twarzy, mimo iż jest to kosmetyk wielofunkcyjny.

Nie ma co ukrywać, że jest to krem tłusty, więc jeśli nie lubicie takich konsystencji lub uczucia tłustości na twarzy, to nie jest to produkt dla Was. Mi stosowanie kosmetyku tego typu na noc nie przeszkadza, ponieważ wiadomo, że na czas kilkugodzinnego snu warto dać skórze solidniejszą dawkę odżywienia, natłuszczenia i nawilżenia. Na noc nie żałuję sobie produktu, więc wchłania mi się on przez długi czas. Najczęściej nakładam go jakieś 2h przed planowanym pójściem spać, bo w innym wypadku spora ilość produktu zostałaby pewnie wchłonięta przez poduszkę a nie moją skórę. Rano moja skóra jest miękka, nawilżona i wygładzona. Nie budzę się z tłustą powłoką na twarzy, wszystko jest ładnie wchłonięte. Bardzo lubię kosmetyki naturalne i reaguję dobrze na większość z nich. Ogólnie uważam, że Egyptian Magic to naprawdę dobry produkt, jednak jego cena trochę mnie przeraża. Mimo mojego ogólnego zadowolenia z działania kosmetyku, trzeba sobie powiedzieć szczerze, że jest on drogi i niestety nie niezastąpiony i po skończeniu opakowania już do niego nie wrócę. Na pierwszym miejscu w składzie jest oliwa z oliwek i myślę, że stosowana solo na twarz jako olejek na noc dawałaby podobne rezultaty. Mam też przetestowanego godnego zastępcę, który kosztuje jakieś 6 razy mniej i jest to olej awokado marki Fitomed, który dawał podobny efekt i bardzo byłam z niego zadowolona. 

Cena: 98zł     Pojemność: 59ml      Dostępność: np. http://egyptianmagic.pl/

28 czerwca 2013

Fitomed: Mój krem No2 - tłusty do cery naczynkowej


Z kremami Fitomed spotykam się już drugi raz - za pierwszym razem miałam do czynienia z kremem No6. Był on zupełnie inny - lżejszy, miał zupełnie inną konsystencję i w zasadzie także działanie. Teraz używam kremu No2, który jest przeznaczony do cery naczynkowej, czyli takiej jak moja. Takich kremów używam raczej zapobiegawczo - nie mam dużo popękanych naczynek i oczywiście nie chcę ich mieć. Mam nadzieję, że używanie produktów tego typu coś mi da i w przyszłości moja skóra odwdzięczy mi się dobrym wyglądem.

Krem Fitomed, którego obecnie używam jest typu tłustego, według producenta nawet bardzo tłustego. Jednak zachowuje się nieco inaczej niż typowe tłuste kremy drogeryjne. Powiedziałabym, że produkt Fitomed wcale tak bardzo tłusty nie jest. Owszem, skóra mocno się po nim świeci, jednak krem szybko się wchłania i pozostawia po sobie tylko lekko tłustą powłokę. Mimo wszystko najbardziej nadaje się na noc oraz na dzień, kiedy nic nie nakładamy na twarz i np. siedzimy w domu.


Krem ma gęstą, bardzo treściwą konsystencję (jak masło) i w czasie upałów najlepiej trzymać go w lodówce lub chłodnym miejscu, ponieważ u mnie zaczął się 'pocić' i ważyć (niestety w moim pokoju latem panują zabójcze temperatury i nie mogę nic na to poradzić). Zapach jest przyjemny, jakby cytrusowy.

Jeżeli chodzi o działanie, to działania na naczynka nie opiszę, ponieważ nie mam z nimi większych problemów. Tak jak pisałam - chcę teraz zapobiegać, a nie potem leczyć. Jednakże krem ma oczywiście inne właściwości - nieźle nawilża i zabezpiecza skórę (dzięki tłustej powłoce). Oczywiście nawilżenie nie jest tak rewelacyjne, jak w przypadku oleju z awokado (bo tego to chyba żaden krem nie pobije), jednak jest całkiem dobre. Skóra po użyciu kremu jest miękka i gładka. Poza tym kosmetyk ma u mnie plus za niezły, dość naturalny skład.


Według producenta najlepiej używać go jako kremu ochronnego w okresie zimowym lub produktu łagodzącego w lecie, np. po opalaniu. Ja się za bardzo nie opalam, więc w ten sposób nie znajdzie u mnie zastosowania, używam go po prostu jako odżywczego kremu na noc. Jak w każdej recenzji kremu muszę napisać, że moja skóra nie jest podatna na zapychanie i mnie krem nie zapchał. Jednak zawiera izoparafinę (w kremobazie, wg informacji ze strony producenta), która u niektórych może prowadzić do wysypu. Myślę, że nie ma jej bez powodu - izoparafina powinna chronić skórę przed czynnikami zewnętrznymi np. wiatrem czy niskimi temperaturami.

Do minusów na pewno zaliczę krótki termin przydatności - 3 miesiące od otwarcia. Z drugiej strony jest to plus, bo krem nie jest naładowany konserwantami. Niemniej jednak przez to trzeba go używać dużo i często - jeśli nie dajemy rady, żeby go wykończyć w 3 miesiące to najlepiej używać takiego produktu także do dłoni i stóp.


Cena: 29zł       Pojemność: 50ml       Dostępność: internet - sklep Fitomed

28 marca 2013

Bandi: Hydro Care, krem intensywnie nawilżający


Marzec już się kończy, a ja używam kremu Bandi od półtora miesiąca, więc myślę, że czas na opinię. Przynajmniej wstępną. Produkt dostajemy w kartonowym pudełku, w którym mieści się właściwe opakowanie z kremem. Jest ono świetne! Proste, estetyczne, poręczne, z pompką.


Pompka jest typu airless i dozuje sporą ilość produktu. Taka porcja starcza na twarz i szyję. Zapach kremu jest bardzo przyjemny - przypomina mi zieloną herbatę. Jest delikatny i nienachalny, myślę, że większości z Was przypadłby do gustu. Kosmetyk ma lekką, łatwą do rozsmarowania formułę. Na twarzy sunie gładko i niesamowicie przyjemnie się go rozprowadza. Domyślam się, że to zasługa pierwszych pozycji w składzie, które sprawiają, że krem jest łatwy do nałożenia.
  

Krem jest przeznaczony raczej na dzień, dla skóry normalnej, mieszanej i tłustej. Polecany jest pod makijaż. Jednak postanowiłam przetestować go także na noc. Wiem, że nie powinno się tak robić, bo zawiera silikon. Potem go odstawiłam i używałam tylko na dzień, zwłaszcza pod makijaż. Mówiąc szczerze - niczym nadzwyczajnym mnie nie zaskoczył. A szkoda.

W pierwszych dniach stosowania kremu nie zauważałam niczego. Po aplikacji dotykałam twarzy i wydawało mi się, że kremu w ogóle na niej nie ma. Miałam ochotę dołożyć kolejną porcję kosmetyku. Po jakimś czasie to się zmieniło - krem jakby wchłaniał się nieco wolnej, ale przy okazji było czuć lepsze nawilżenie. Krem nawilża, ale nie tak intensywnie jak się tego spodziewałam. Znam lepiej nawilżające i tańsze kremy. Do mojej normalnej skóry nadaje się, ale bardziej wymagające typu cery niekoniecznie byłyby zadowolone.


Krem składem też mnie nie powalił - jest zdecydowanie za mało naturalny, jednak krzywdy mi nie zrobił. Po nałożeniu nie ściąga twarzy, nie podrażnia. Mnie nie uczulił, ani nie zapchał - ale jak zawszę powtarzam - ja nie mam do tego tendencji. Podczas używania kremu Bandi nie pojawiły mi się żadne suche skórki. Przez okres 1,5 miesiąca ubyło mi trochę mniej niż połowę opakowania, dlatego śmiem sądzić, iż starczy ono na 3-4 miesiące.


Mimo iż kremu używałam z przyjemnością - przez zapach i konsystencję, czuję się nieco zawiedziona działaniem. Spodziewałam się intensywniejszego nawilżenia, natomiast krem radzi sobie z tym średnio. Dzięki szybko wchłaniającej się formule (i zawartości silikonu, które działają trochę jak baza) nadaje się pod makijaż. Po użyciu skóra nie jest matowa, ale także nie świeci się.

Dodam też, że przy pierwszych użyciach kremu, stosowałam próbki serum z tej samej serii. Nie zauważyłam większej różnicy, chociaż z drugiej strony próbek starczyło mi tylko na kilka użyć.

Cena: ok. 45zł      Pojemność: 50ml      Dostępność: Hebe, sklep Bandi

1 listopada 2012

Istituto Ganassini: Rilastil Intensive, Deliskin - krem do skóry z problemami naczynkowymi


We wrześniu, od Agencji Werner, otrzymałam propozycję przetestowania kremu do cery z problemami naczynkowymi. Chętnie się zgodziłam, gdyż właśnie taką mam cerę. Raczej nie oczekuję od tego typu produktów cudów i redukcji wszystkich naczynek jak po laserze, ale chciałam go wypróbować. Kremu używam ok. 1,5 miesiąca i mogę już co nieco powiedzieć na jego temat.

W metalowej tubce mieści się 50ml kremu o zielonym zabarwieniu. Możliwe, że ten kolor ma nieco ukrywać zaczerwienione miejsca, ale nie zauważyłam by robił to w jakiś widoczny sposób. Konsystencja jest kremowa, lecz dość gęsta; produkt szybko się wchłania. Zapach przypomina nieco zapach kremów aptecznych - jest taki pudrowy. Mnie nie przeszkadza, ale muszę przyznać, że jest trochę dziwny.


Krem bardzo fajnie nawilża moją skórę, głównie za to go polubiłam. Zauważyłam też, że niemal natychmiast uspokaja rozpaloną skórę; rumień jest mniej widoczny. Jeżeli chodzi o wpływ na popękane naczynka, nie mogę się za bardzo wypowiedzieć, bo mam ich mało i nie są mocno widoczne. Mogę mieć tylko nadzieję, że Rilastil nieco wzmocnił ścianki moich naczyń krwionośnych.

Produkt nadaje się zarówno na dzień (ale tylko pod makijaż, ponieważ skóra bardzo się po nim świeci) jak i na noc. Ja go używam przede wszystkim na noc, głównie ze względu na dobrze nawilżenie. Krem mnie nie zapycha (ale jak już wcześniej wspominałam, mnie mało co zapycha) i ogólnie nie zauważyłam żadnych skutków ubocznych. Krem jest bogaty w sporą ilość dobroczynnych składników.

Ponadto kosmetyk jest bardzo wydajny, jednak trzeba go zużyć w ciągu 8 miesięcy od otwarcia. Jego cena to ok. 59zł, jednak uważam, że jest jej wart - można go kupić tutaj.


2 maja 2012

Bielenda: Krem półtłusty regenerujący Żeń Szeń

Coś pozytywnego! Przebiliśmy poprzedni gitarowy rekord! :D Rzekomo na wrocławskim Rynku grały wspólnie 7273 gitary, jednak ile w tym prawdy... Pewnie część ludzi przyszła bez gitar, ale to mało ważne. Było naprawdę fajnie, mimo że nie umiem grać! XD Jednak być może ten wczorajszy dzień będzie przełomem i w końcu się wezmę za tę gitarę! :D Ah, to nie był dobry plan, żeby wziąć asymetryczną kieckę! Mam teraz plecy zjarane w półksiężyc :D

Przygotowałam dzisiaj dla Was recenzję kremu, z którym się nie polubiłam. Jak produkty firmy Bielenda lubię bardzo, to ten okazał się dla mnie niewypałem. Krem ten kupiłam w zestawie z kremem do ciała (które podobno jest bardzo fajne, jednak jeszcze go nie otworzyłam).

Zacznę od opakowania - jest zrobione ze słabego plastiku, czuję, że jest coś z nim nie tak, jakby coś się złamało od środka. Jednak kupując ten krem osobno, opakowanie jest inne, pewnie trochę lepsze.

Konsystencja kosmetyku jest dosyć gęsta, przypomina standardowy krem Nivea. Zapach jest bardzo intensywny (aczkolwiek ładny) i może odrzucać niektóre osoby. Wydaje mi się, że to on jest winowajcą wysypów na mojej twarzy. Krem ogólnie jest tłusty, ale o dziwo bardzo szybko się wchłania. Zachowuje się dziwnie, ponieważ prawie wcale nie nawilża. Jeżeli chodzi o jakąś regeneracje, to też nic nie zauważyłam.

Zapłaciłam za ten krem w zestawie chyba niecałe 13zł. Zużywam go do stóp i dłoni. Nie polecam.

12 marca 2012

AA: Cera Wrażliwa, Krem odżywczy


 Dzisiaj przedstawię Wam krem, z którego jestem całkiem zadowolona, jednak nie kupię go ponownie. Zacznę od danych technicznych: krem zamknięty jest w słoiczku 50ml, typowym dla kremów AA. Kosztuje on koło 11zł. Konsystencja produktu jest fajna, bardzo przypadła mi do gustu - ani za lekka, ani za ciężka. Krem dobrze rozprowadza się po skórze i dosyć szybko wchłania. Ja mam skórę sucho-normalną, jednak jestem w stanie zauważyć, czy dany krem potęguje świecenie - ten tego nie robi. Fajnie sprawdza się po myciu twarzy, nadaje się pod makijaż. Jeżeli chodzi o nawilżenie, to jest średnie - przyznam, że osobiście wolę trochę inny typ nawilżenia. Mimo że kosmetyk ma przeznaczenie na dzień i na noc, bardziej nadaje się na dzień, na noc jest trochę za słaby. Do skóry bardzo suchej się nie nada. Niemniej jednak twarz wygląda po nim całkiem fajnie - jest sprężysta, gładka, wygląda zdrowo. Nie wiem jak radzi sobie z podrażnieniami, bo takowych nie mam. Nie uczulił mnie ani nie zapchał porów, co zdecydowanie na plus.

21 stycznia 2012

Bielenda: Czarna Oliwka, Krem do cery suchej i bardzo suchej


Niedawno miałam bardzo suchą skórę i skusiłam się na krem firmy Bielenda przeznaczony do takiej właśnie cery. Kosmetyk mieści się w czarnym pojemniczku (50g), przypominającym trochę czarną oliwkę. Kosztuje ok. 17zł. Konsystencja kremu jest dosyć puszysta, ani zbyt lejąca, ani zbyt gęsta. Krem ma zabarwienie jasnozielone i pachnie, moim zdaniem, gruszką i jabłkiem.

Mimo że produkt przeznaczony jest na dzień i na noc, uważam, że na dzień jest za ciężki (chyba że nałożony cienką warstwą). Zdarzało mi się używać go pod makijaż i nic się nie działo, ale u niektórych może się to nie sprawdzać. Na noc jednak jest świetny - cudownie nawilża i odżywia. Skóra jest gładka i jędrna.

Niestety produkt nie należy do najbardziej wydajnych - dosyć szybko go ubywa i mimo że jego przydatność to 12 miesięcy od otwarcia, krem można spokojnie wykończyć w czasie o połowę krótszym.

Dzięki temu kosmetykowi moja sucha skóra twarzy zmieniła się w normalną i nie mam już problemu z przesuszeniami. Krem bogaty jest w witaminy A i E, kwasy Omega 3 i 6 oraz naturalny krem UV. Warto dodać, że nie uczulił mnie ani nie zapchał. Ja z tego kremu jestem bardzo zadowolona i jak wykorzystam swoje zapasy kremów, to pewnie wrócę do niego, albo spróbuję innego z Bielendy.