5 stycznia 2013

4 stycznia 2013

Iceberg, Eau de Iceberg 74 Amber pour Homme EDT


Dzisiaj nieco inaczej. Po męsku.

W tym poście będziecie mogły przeczytać o wodzie toaletowej dla mężczyzn. Na zapachy Iceberg zwróciłam uwagę, kiedy dostałam od mamy wersję Jasmine, która bardzo mi się podoba. A niedawno w Rossmannie i Naturze były promocje na te zapachy, także wybrałam się tam i kupiłam wodę dla mojego mężczyzny.

Męskie zapachy Iceberg 74 są dostępne pod trzema nazwami: Cedar, Amber i zwykła 74 (chyba?). Ja zakupiłam wersję Amber, najbardziej mi odpowiadała. Mój tata zresztą też wąchał i to samo stwierdził.

nuta głowy: tymianek, rum, cynamon
nuta serca: kadzidło, czarny heban, szałwia
nuta głębi: ambra, opoponax (słodka mirra)


W opisywaniu zapachów mistrzynią nie jestem, tym bardziej mój chłopak (jemu każdy krem pachnie kremem xD), ale oczywiście kilka słów opinii na jego temat wyrażę. Nuty są ciepłe, perfumy nadają się na wieczorne wyjścia i miesiące jesienno-zimowe. Na lato, według mnie, będą za ciężkie i warto sięgnąć po coś świeższego. Jak nuty nam wskazują, woń jest dość korzenna, ale nie mdła ani męcząca. Mam wrażenie, że nuty głowy i serca są bardzo delikatne, nieco ziołowe. Trudno wyczuć mi poszczególne składniki, zresztą ja mam problemy z wyczuwaniem konkretnych woni. Muszę przyznać, że efekt końcowy, który ujawnia się po jakimś czasie po spryskaniu najbardziej mi się podoba. Zapach jest ciepły, otulający, męski. Lubię kiedy Kuba nim pachnie :)

Jeżeli chodzi o trwałość, to utrzymują się dość długo, wyczuwam je u chłopaka spokojnie po kilku godzinach. Na ubraniu zapach pozostaje oczywiście jeszcze dłużej. A teraz kilka słów od właściciela: "Generalnie podobają mi się. Ładnie wyglądają, elegancko. Utrzymują się raczej długo, często wyczuwam je na ubraniach następnego dnia.".

Cena: 80-170zł      Pojemność: 100ml       Dostępność: internet, Rossmann, Natura

3 stycznia 2013

Paloma: ujędrniająco-nawilżające masło do ciała Tropical Fruits


To masło do ciała dostałam przypadkowo od sklepu ZapachPerfum. Chciałam przetestować peeling, a przysłano mi zestaw peeling+masło. Na początku nie byłam zadowolona, bo nie przepadałam za masłami do ciała. Obecnie mam niego inne podejście do tych kosmetyków i w sumie cieszę się, że mogłam wypróbować produkt Paloma.


Co prawda zapach masełka jest raczej wiosenno-letni, ale zupełnie nie przeszkadza mi on w używaniu go teraz. W sumie woń kosmetyku jest dość neutralna, czujemy egzotyczny aromat, ale nie jest on na tyle orzeźwiający, żeby był przeznaczony na ciepłe miesiące. Jest wyczuwalny na skórze do kilku godzin po aplikacji.


Bardzo podoba mi się konsystencja produktu, jest dość gęsta i treściwa. Przypomina prawdziwe masło. Jednak bez obaw, kosmetyk dobrze rozprowadza się na skórze. Nie zauważyłam, by robił smugi lub się mnożył (jak to czasami bywa). Kolor kremu jest pastelowo-morelowy, bardzo przyjemny.

Produktowi nie potrzeba dużo czasu, żeby się wchłonął. Po kilku minutach czuć, że skórę otula tylko delikatna otoczka, dająca znać o obecności produktu. Niestety nie wiem, ile to ma wspólnego z nawilżeniem, ponieważ masło jest na bazie parafinowej. Moja skóra jest absolutnie niewymagająca i mogłabym się niczym nie smarować, więc trudno mi powiedzieć, czy to nawilżenie jest skuteczne. Na pewno moja skóra jest gładsza i bardziej miękka. Poza parafiną mamy także masło shea, masło z damarzyka mocnego czy olejek awokado. Te składniki na pewno dają coś skórze. Jednak skład nie powala. Niemniej jednak, u mnie ten produkt się sprawdził i jeżeli lubicie drogeryjne masła, to polecam spróbować. Jest także wersja czekoladowa, makadamia i oliwkowa.


Cena: ok. 10-15zł      Pojemność: 200ml      Dostępność: różne drogerie - Natura, Jasmin, ZapachPerfum

2 stycznia 2013

Original Source: British Strawberry - uczta po brytyjsku?


Słyszeliście kiedyś, żeby ktoś zachwalał brytyjskie jedzenie? Studiuję angielski i zawsze, kiedy rozmawiamy o potrawach, nasze twarze nie wydają się podekscytowane. To głównie przez tłuste English Breakfast, które jakoś za specjalnie nie zachęca swoim wyglądem, a wykładowcy z reguły go nam nie polecają.

No i podobnie wyszło z tym żelem. Miało być soczyście, owocowo, pachnąco... a wyszło chemicznie i nieprzyjemnie. Żele OS lubię, można je od czasu do czasu zobaczyć w moim projekcie denko. Ale niestety na tym się zawiodłam, a naprawdę trudno mi się zawieść na żelu pod prysznic.


Zawiodłam się na zapachu, bo jeżeli chodzi o żel, to nie mam większych zastrzeżeń - myje, chociaż jest dość rzadki, nie pieni się spektakularnie, ale to można przeżyć. Jednak jego woni przeżyć nie mogę. Jest okropna! Jest strasznie sztuczna, kojarzy mi się z płynami do kąpieli dla dzieci. One są zazwyczaj takie sztuczne. Pamiętam nawet, że jako dziecko miałam coś o podobnym zapachu, możliwe, że z AVONu, bo wtedy dużo się od nich zamawiało. Kąpiel z tym żelem naprawdę nie sprawia mi przyjemności, o wiele bardziej wolałabym bezzapachowy specyfik. Na szczęście (sic!) nie jest wydajny i szybko go zużyję.


Cena: 6-10zł      Pojemność: 250ml     Dostępność: różne drogerie

Sylwestrowo. Witamy 2013 :)


Witam w 2013 :) Jak udał się Wam Sylwester?

Nasz był naprawdę zacny, spędzony w fajnym gronie (chociaż nie było kilku osób). Pokażę kilka zdjęć z imprezy. Było nas 10, ale nie wrzucam zdjęć grupowych, bo nie chce mi się wszystkich pytać, czy się nie pogniewają, jak wrzucę ich na bloga. Zresztą niektórzy mogliby się nie zgodzić, więc pokazuję to, co mogę :D