27 września 2017

CIENIE MYSTIK WARSAW - SWATCHE 12 KOLORÓW


Cześć! Dzisiejszy wpis jest krótki i ma przede wszystkim charakter poglądowy - chciałabym pokazać Wam swatche 12 cieni marki Mystik Warsaw, które można kupić w Kontigo. Wydaje mi się, że w internecie jest mało informacji o tych cieniach, a jak próbowałam znaleźć jakiekolwiek swatche to też było ciężko. Postanowiłam zatem, że taki wpis zrobię i być może tym samym pomogę komuś dokonać wyboru. 

Nie będę za dużo mówić o samych cieniach i ich charakterystyce, bo jeszcze za mało ich używam. Produkuje je firma Hean i myślę, że to mówi samo za siebie - ten kto zna cienie Kobo lub samego Hean będzie wiedział czego mniej więcej może spodziewać się po Mystik. Cienie są dobrze napigmentowane. Maty są dość kremowe, cienie połyskujące też, natomiast te połyskujące są nieco problematyczne i lepiej nakładać je na klejącą bazę (np. Glam Glue).

A teraz przejdźmy do swatchy:





  • ANGEL-LIGHT - matowa biel, bardzo dobrze napigmentowana;
  • BARELY-LIGHT - jasny brąz, dla ciemniejszych karnacji to będzie cień nude, dla jaśniejszych cień w załamanie lub transferowy;
  • BRONZE-DUSK - ciepły, lekko pomarańczowy brąz, powiedziałabym, że wykończenie to matowa-satyna;
  • MAUVE-DUSK - odcień mauve, czyli połączenie różu i fioletu, zgaszony, bardzo ładny. Wykończenie tak jak poprzedni cień, matowo-satynowe;
  • DIAMOND-LIGHT - biały, błyszczący cień;
  • IVORY-LIGHT - bardzo mocno błyszczący cień w kolorze żółtego, chłodnego złota;
  • PINK ICE-LIGHT - jasny róż, błyszczący, ale trochę mniej niż reszta gromadki;
  • MORNING-LIGHT - cień w kolorze brązowo-fioletowym, bardzo ładny odcień, rzadko spotykany;
  • DAZZLE-LIGHT - cień w kolorze ciepłego, dość ciemnego złota z nutą pomarańczu;
  • SANGRIA-LIGHT - ciemno-miedziany cień z nutą czerwieni;
  • PYRITE-LIGHT - ciemny, przybrudzony brąz opalizująco na złoto;
  • PIXIE-LIGHT - bardzo ładny błyszczący szary cień, który opalizuje jakby delikatny róż(?), to również jest ciekawy kolor.


18 września 2017

Kosmetyki AFFECT | Paleta cieni, paleta do konturowania, puder i tusz + MAKIJAŻ


Witam Was serdecznie :) Zapraszam na kolejny makijaż, mam nadzieję, że Wam się spodoba :) Myślę, że w najbliższym czasie będę robić wpisy połączone z nowymi filmami na moim kanale, oczywiście mówię o tych makijażowych :)

Dzisiaj pod lupę bierzemy markę Affect i kilka kosmetyków tej firmy, jakie posiadam. A są to: paleta cieni Naturally Matt, paleta do konturowania Contour Palette. W notce zaprentuje Wam makijaż, jaki wykonałam przy pomocy tych kosmetyków i krótko opiszę swoje wrażenie z pierwszego użycia :)



PALETA CIENI AFFECT NATURALLY MATT

Paleta mieści się w kartonowym opakowaniu, nie zawiera lusterka. Jak widać, w środku znajdujemy 10 matowych cieni w ciepłych barwach. Cienie są bardzo dobrze napigmentowane i przez to też lekko osypują się w palecie po nabraniu pędzlem, natomiast nie uważam tego za minus. Osypują się lekko w palecie, ale pod okiem już nie. Praca z nimi to przyjemność. Bardzo ładnie się ze sobą łączą i przenikają w siebie. Każdy kolor jest widoczny i nie zanika nawet po dłużym blendowaniu.


PALETA DO KONTUROWANIA AFFECT CONTOUR PALETTE

W palecie znajdziemy puder do konturowania, puder rozjaśniający oraz rozświetlacz. Początkowo bałam się tej palety, ponieważ na swatchach w internecie wydawało się, że bronzer jest mocno ciepły, wręcz pomarańczowy. Na szczęście okazało się, że na żywo zupełnie tak nie jest. Owszem, nie jest to najchłodniejszy, szary puder do konturowania, ale trzeba przyznać, że ma bardzo ładny kolor, który wygląda naturalnie i nie jest ceglasty. Puder rozjaśniający najmniej mnie interesował i na jego miejscu chętnie zobaczyłabym np. róż, natomiast skoro już jest, to będę go używać. Po pierwszym użyciu mogę stwierdzić, że delikatnie rozjaśnia okolice, na które go naniesniemy i minimalnie dodaje krycia. Ostatnim produktem jest rozświetlacz, co do którego również miałam obawy - obawiałam się, że będzie za ciemny. I znów obawy okazały się bezpodstawne, bo kosmetyk ma bardzo ładny kolor. Jest ciepły, lekko złoty, ale przy tym dość jasny i szampański. 





TUSZ DO RZĘS AFFECT EXCITING LASHES MASCARA VOLUME

Tusz marki Affect sprawdza się u mnie dobrze. Lubię go. Daje delikatny efekt, wydłuża rzęsy, dobrze je rozdziela, ciężko przy jego pomocy uzyskać efekt ciężkiego oka. Ja może nie jestem najlepszym modelem do prezentacji tuszu do rzęs, bo moje rzęsy nie są najpiękniejsze, natomiast domyślam się, że osoby z ładniejszymi rzęsami czarowałyby z niego cuda ;) Podsumuję go słowami: dobry, dzienny tusz.


PUDER FIKSUJĄCY AFFECT FIX&MATTE

Ten puder trafił do mnie chyba przez ShinyBoxa i to jakiś rok temu. Nie uważam, że jest to zly puder, ale też nie jestem jego fanką. Pudry fiksujące to nie moja bajka, ponieważ posiadam bardzo tłustą cerę i chyba za dużo nakładam tego typu produktów, a potem narzekam, że wyglądają sucho i brzydko ;) Natomiast trzeba mu przyznać, że jest bardzo wydajny, bo sięgam po niego dość często, a wciąż mam go dużo w opakowaniu.






Czekam na Wasze komentarze - czy macie któreś z tych kosmetyków i jak się u Was sprawdzają? Ja po pierwszym użyciu palet jestem z nich bardzo zadowolona i myślę, że będą częstymi bywalcami mojej twarzy ;) Szkoda tylko, że na zdjęciach ten makijaż wygląda bardziej na brązowy, a miał w sobie fioletową nutę :)

16 września 2017

Jesienny makijaż w ciepłych barwach ✽ Kilka nowości MakeUp Revolution


Dzień dobry, witam Was serdecznie. Zapraszam na krótki wpis z moim wczorajszym makijażem, który wykonałam przede wszystkim przy pomocy kosmetyków MakeUp Revolution. Makijaż jest inspirowany jesienną aurą za oknem ;) Chociaż wciąż mocno w obecnych trendach, czyli na powiekach królują ciepłe, bordowe barwy.







KOSMETYKI: 
✽ Baza pod cienie Hean Stay On ✽
✽ Cienie z palety Flawless 3 Resurrection ✽
✽ Pojedyczny cień Colourpop, Birthday Cake ✽
✽ Krem BB So Bio Etic, 01 ✽
✽ Puder MUR Ghost Finish ✽
✽ Puder MUR Pressed Powder, Translucent ✽
✽ Kobo Sahara Sand ✽
✽ Smart Girls Get More Bronzing Palette ✽
✽ Róż/rozświetlacz MUR Gradient Highligher, Sunlight Mood Lights ✽
✽ Rozświetlacz paseczkowy MUR Shimmer Brick, Radiant ✽
✽ Kredka do brwi Mystik Warsaw, Blond ✽
✽ Tusz do rzęs Affect Exciting Lashes ✽
✽ Pomadka + konturówka do ust MUR Retro Luxe, Reign ✽

I jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć film z tym makijażem, to oczywiście zapraszam:



19 lipca 2017

Seria Magic Rose od Evrēe: olejek myjący, żel do mycia twarzy oraz tonik || Recenzja po kilku tygodniach używania


Cześć! Dawno mnie tutaj nie było, ale gdyby ktoś jeszcze nie wiedział - przeniosłam się głównie na YouTube (mój kanał - KLIK, zapraszam serdecznie :) ). Z prostej przyczyny - wygody, ponieważ uważam, że filmy kręci się szybciej i łatwiej niż pisze posty na blogu.

Natomiast znalazłam chwilkę czasu i postanowiłam odwiedzić "stare śmieci" i coś napisać. Wybór padł na część serii Magic Rose od marki Evree. Kilka tygodni temu zaopatrzyłam się w kilka kosmetyków i pomyślałam, że zbiorcza recenzja jest fajnym pomysłem. Dlaczego je kupiłam? Chciałam mieć kosmetyki do pełnego demakijażu, kiedy jestem u Wojtka.

Nie wiem, czym mama Wojtka wykonuje demakijaż (może mydłem?), ponieważ nie widziałam nigdy żadnego płynu micelarnego u nich w łazience. A jako że przebywam u Wojtka dość często, chciałam mieć serię kosmetyków, które zapewnią mi dokładny efekt oczyszczenia.

Wybrałam ówczesą nowość, czyli różany olejek do mycia twarzy, a do kompletu dobrałam różany żel do mycia twarzy oraz tonik z tej samej serii. Dlaczego nie mam płynu micelarnego? Bo nie chciałam po prostu wydawać więcej kasy - produkty kupowałam przed promocją 2+2, bo gdybym kupowała je w jej czasie, to na pewno dorzuciałabym i micela.



Od jakiegoś czasu stosuję wieloetapowe oczyszczanie twarzy. Najpierw sięgam po olejek, potem żel do mycia twarzy, a cały proces demakijażu wykańczam tonikiem. Pora przejść do recenzowania poszczególnych kosmetyków. Ustawiłam je w takiej kolejności, w jakiej ich używam, zatem zaczynam od olejku. I jego przy okazji najbardziej się obawiałam, a jednocześnie byłam go ciekawa.

Znam wiele olejków do demakijażu, bo używam ich namiętnie od wielu miesięcy. Zazwyczaj sięgam po te naturalne na bazie typowych olejów, a kosmetyk marki Evree jest inny. Można to było wywnioskować już po składzie, który opiera się na o wiele bardziej płynnych trojglicerydach. Olejek ten jest hydrofilowy, zatem w połączeniu z wodą tworzy emulsję i dobrze się zmywa.

Olejek ma przyjemny, różany zapach. Jest bardzo wydajny. Wszystkie kosmetyki kupiłam razem i jak widać, przy olejku mam relatywnie mały ubytek. To pewnie też kwestia tego, że myję niż twarz zazwyczaj raz, a żelu używam dwukrotnie. Tonik to już zupełnie inna bajka.

Trzeba uważać przy wylewaniu go na dłoń, bo jest bardzo płynny i może nam łatwo "uciec" ;) Dobrze zmywa makijaż, radzi sobie zarówno z twarzą, jak i oczami, chociaż przy oczach polecam być ostrożnym. I nie, nie chodzi tutaj o kwestię pieczenia, bo za bardzo nie piecze, ale pozostawia straszną mgłę, o wiele mocniejszą niż olejki, których dotychczas używałam, a było ich sporo.



Następnie sięgam po żel do mycia twarzy, który zmywa mi z powierzchni skóry reszty olejku i dokładniej oczyszcza pory.

Różany żel marki Evree w przeciwieństwie do braci z serii ma mniej różany zapach, pachnie bardziej mydlanie, co nie do końca mi się podoba. Żel nieźle się pieni, ale nie tworzy gigantycznej piany, raczej niewielką, przyjemną piankę ;)

Dobrze domywa resztki makijażu czy olejku. Stosowałam go też wielokrotnie samodzielnie (np. rano) i sprawdza się dobrze, chociaż nie jest to produkt, którym bym się zachwycała. Jest to przyjemny, drogeryjny kosmetyk, natomiast ja wolę chyba jednak produkty z gatunku naturalnych. Żel może delikatnie ściągać skórę, pozostawiać uczucie delikatnego napięcia i wysuszenia, mimo że nie zawiera typowych SLS czy SLES w składzie. Uwaga na oczy! Może trochę zaszczypać.



I przechodzimy do ostatniego kroku mojej rutyny demakijażowej (no chyba, że mam mocniejszy makijaż, z którym nie poradzi sobie olejek i żel - wtedy jeszcze sięgam po płyn micelarny), czyli tonik. O tym toniku słyszalam wiele dobrego, dlatego też po niego sięgnęłam. Ma całkiem niezły skład, bo już na drugim miejscu, zaraz po wodzie, mamy wodę różaną. Są też składniki nawilżające i kojące, czyli gliceryna, hialuronian sodu i panthenol.

Opakowanie toniku wyposażone jest w atomizer, który rozpyla drobną mgiełkę (przynajmniej mój egzemplarz tak robi) - jest to szybkie, wygodne i bardzo ekonomiczne. Nie patrzcie na moje zużycie toniku - ja jestem toniko-pijcą, a poza tym używam go zarówno w formie psikanej, jak i wylewając na wacik (w zależności od potrzeby). Gdybym używała tylko i wyłącznie atomizer, to tonik starczyłby mi na dłuuugie miesiące, a przynajmniej tygodnie ;)

A co z działaniem? Tonik działa dobrze, czyli robi, to co ma robić. Odświeża, delikatnie nawilża i, mam nadzieję, przywraca skórze odpowiednie pH. Jest przyjemny, ma ładny różany zapach, nie robi mi krzywdy. I tutaj znów uwaga na oczy, bo lubi zapiec. Radziłabym po popsikaniu twarzy wytrzeć od razy okolice oczu, bo ten tonik naprawdę nie lubi się ze śluzówką. Co tu się dziwić - w końcu jest to tonik i ma kwaśne pH, a łzy mają pH lekko zasadowe, ale mimo wszystko inne toniki mi tak nie robią.

Uważam, że jest to naprawdę fajny, drogeryjny tonik z krótkim i nienajgorszym składem. Nie jest żadnym moim wielkim ulubieńcem, bo gustuję jednak w kosmetykach z kategorii bardziej naturalnych, ale gdybym nie miała wyboru i musiała kupić coś z Rossmanna, to pewnie bym do niego wróciła.


Chyba nie muszę dodawać, że kosmetyki Evree są ogólnodostępne w wielu drogeriach, w tym w Rossmannie. Widziałam je też na wyspach w galeriach handlowych. Kosztują w okolicach 10-20zł w zależności od miejsca, promocji itp. Podsumowując, uważam, że są to niezłe kosmetyki, które można dostać na wyciągnięcie ręki za niewielkie pieniądze. Osobiście wolę coś bardziej naturalnego i pewnie następnym razem kupię do Wojtka inne produkty (przypuszczam, że zrobię miks różnych marek), ale nie mogę powiedzieć, że seria Magic Rose jest zła :) A u Was jak się sprawdziła? Miałyście z nią przyjemność?

30 marca 2017

Miałam do niego nie wracać, a jednak... WRÓCIŁAM! Skin79 - Pearl Luminate


Dzisiaj kilka słów na temat żelu, który pewnie niektórzy doskonale znają. Na wielu blogach i kanałach już o nim wspominano, wielokrotnie w superlatywach. Mowa oczywiście o produkcie do mycia twarzy od Skin79 o nazwie Pearl Luminate. Opakowanie żelu z pewnością przyciąga wzrok i najlepszym przykładem tego jest mój tata - zachwycał się nim nie raz i nie dwa. Często słyszałam, że ten żel musi być drogi i dobry, bo ma takie ładne opakowanie i wygląda porządnie. Nie można się z tym nie zgodzić. 

Pierwsze opakowanie tego kosmetyku otrzymałam na spotkaniu blogerek w Zabrzu. Polubiłam i zużyłam, ale początkowo wcale nie miałam zamiaru do niego wracać. W końcu nie jest to najtańszy produkt do mycia twarzy, a powiedzmy sobie szczerze - to kosmetyk, który szybko zmywamy i nie pozostaje on zbyt długo na cerze.

A co takiego się stało, że jednak do niego wróciłam? Po pierwsze nie do końca byłam zadowolona z żeli, których używałam w międzyczasie (co prawda od zdenkowania pierwszego opakowania a otrzymania drugiego minęły tylko jakieś 3 tygodnie), a po drugie przyciągnęła mnie promocja, nic odkrywczego ;) Na polskiej stronie Skin79 można było zakupić zestaw - żel + maseczkę (były różne do wyboru) za 99zł. Uznałam, że taka cena jest do przełknięcia jak za dwa kosmetyki, wszak sam żel tyle kosztuje. Maseczka była jakby gratis.



Żelu Pearl Luminate używam na dwa sposoby: albo zmywam nim olejek myjący, albo zwyczajnie myję nim twarz. W obu przypadkach sprawdza się bardzo dobrze. Jest łagodny, nie podrażnia skóry, nie wysusza jej. Piana, którą tworzy jest delikatna i aksamitna, ale przy tym puszysta. Zapach żelu kojarzy mi się z nutami świeżymi, morskimi, ale przy tym lekko męskimi. Myślę, że Panowie też mogliby używać tego kosmetyku i zapach by im nie przeszkadzał.

Kosmetyk zawiera mnóstwo ekstraktów, co zresztą widać na powyższym zdjęciu. Skóra po jego zastosowaniu jest czysta, ale nieściągnięta. Mój rumień staje się delikatnie wyciszony, skóra ma ładniejszy koloryt i można powiedzieć, że jest lekko rozświetlona.

Warto też wspomnieć o tym, że jest to kosmetyk wydajny, mimo że na pierwszy rzut oka wcale nie sprawia takiego wrażenia. Przy pierwszych użyciach miałam wrażenie, że pompka bardzo szybko się podnosi i, że zużyję ten żel w try miga. Nic bardziej mylnego - do umycia twarzy zużywam około pół pompki, maksymalnie jedną pompkę produktu. 100 ml żelu (czyli tyle, ile mieści się w tym urocznym opakowaniu) starczyło mi na jakieś 3 miesiące częstego używania, co uważam za dobry wynik.

A czy powrócę do tego żelu kolejny raz? Nie wykluczam. Polubiliśmy się i po 2-3-tygodniowej przerwie, kiedy go nie miałam, zdążyłam się za nim stęsknić. Jeśli ktoś ma na niego ochotę, a wydatek rzędu 100zł na żel do mycia twarzy nie jest dla niego problemem, to jak najbardziej polecam :)