7 czerwca 2012

Mon Ami: Cień do powiek Velvet, nr 2


Dzisiaj mam dla Was recenzję cienia firmy Mon Ami. Do testów dostałam nr 2, czyli kolor brązowy. Cień mieści się w małym stożkowatym opakowaniu, z którego wydobywamy go za pomocą aplikatora przymocowanego do zakrętki. Nie jestem fanką tego typu rozwiązań - chyba wolałabym, żeby to był normalny cień prasowany. Niemniej jednak produkt aplikuje się w miarę przyjemnie (ja używam go tylko malując literkę C nad załamaniem powieki).


Cień ma dobrą pigmentację. Bardzo dobrze się go rozciera, ładnie łączy się z innymi cieniami. Jeżeli chodzi o to jak się sprawuje, to nie mogę mieć do niego zastrzeżeń. Na bazie trzyma się cały dzień, a nawet dłużej (wylądowałam u mojego chłopaka dzisiaj w nocy i rano po obudzeniu miałam jeszcze resztki tego cienia, a to raczej mi się nie zdarza ;)). Pokażę Wam zdjęcie jak prezentuje się na moim oku saute, zanim dodam jaśniejszy cień na resztę powieki :)


I w pełnym makijażu:

Jeżeli chodzi o wady, to przede wszystkim jest nią dostępność - produkt można pewnie dostać w małych, osiedlowych drogeriach lub na stronie Mon Ami. Myślę także, że cena 10,50zł jest dosyć wysoka - może jest to produkt dobrej jakości, jednak jest to tylko pojedynczy cień (nie wiem ile gramów jest w opakowaniu, bo nie znalazłam takiej informacji). Cień może się delikatnie osypywać przy aplikacji (to wina tej gąbeczki). Mamy 6 kolorów do wyboru.

Świetnym rozwiązaniem dla osób zainteresowanych produktami Mon Ami jest możliwość
zakupu zestawu próbek (niektóre są pełnowymiarowymi produktami) za 10zł - tutaj.

Mimo że produkt został mi udostępniony za darmo, nie wpływa to w żaden sposób na ocenę.

4 czerwca 2012

Manhattan: High Shine lipgloss - 45L i 94D


Mam dziś dla Was recenzję błyszczyków, które mam w swojej kolekcji dobry rok. Nie są ani dobre, ani złe, jednak postanowiłam Wam je przedstawić. Są to błyszczyki Manhattan, z serii High Shine. Mam dwa odcienie - czerwony 45L oraz brązowo-brzoskwiniowy 94D. Nie jestem fanką błyszczyków - kupiłam je na samym początku prowadzenia bloga, kiedy jeszcze używałam mniej chętnie szminek.


Cena błyszczyku to ok. 17zł (w promocji chyba koło 13zł). Opakowania są zwykłe, zawierające 6ml produktu. Ja mam jeszcze ze starym aplikatorem w krótkim pędzelku (czasami włosie delikatnie rozchodzi się na boki, jednak jest dosyć precyzyjny). Aktualnie aplikator jest w formie gąbeczki. Konsystencja błyszczyków jest raczej w kierunku gęstej, ale dobrze się je aplikuje. Jeżeli chodzi o smak i zapach, to nie są intensywne, raczej takie neutralne, lekko owocowe.


Jak widać - błyszczyki pełne są srebrnych drobinek. Nie bez powodu nazywają się high shine. W słońcu ładnie się mienią. Kolory są dosyć intensywne i kryjące (ładnie podbijają kolor szminek w podobnym odcieniu.) Utrzymują się całkiem nieźle, jednak gdy schodzą, to na ustach zostają same drobinki (które lubią sobie powędrować poza nasze usta). Tego właśnie w nich nie lubię. Niemniej jednak nosi się je przyzwoicie - nie kleją się, dobrze się rozprowadzają i nie rozlewają brzydko w zakamarki. Polecałabym je osobom, które lubią błyszczyki i błysk na ustach. Podobają się?


2 czerwca 2012

Projekt denko - marzec-maj 2012

Ojoj, to mi się zrobiło denkowych zaległości. Muszę Wam przyznać, że przez te trzy miesiące nie wydenkowałam zbyt dużo, coś opornie mi ostatnio szło. Ale jest kilka produktów z kolorówki, więc uważam, że wykończenia są dosyć udane :)

  • Henna WAX Treatment - ta odżywka nie dała mi absolutnie nic! Włosy wcale nie były gładsze, ogólnie nie polubiłam się z tym produktem i cieszę się, że dostałam go za darmo do zamówienia na paatal.
  • Balea, kakaowe masło do ciała - bardzo fajne, zapach średni, konsystencja niezbyt fajna, ale nawilżenie bardzo zadowalające. Kosztowało jakieś 3€, jednak przez ten zapach nie kupiłabym już tej wersji.
  • Odżywka do włosów Elisse - polubiłam ją, jest tania (dostępna w Biedronce), fajnie wygładzała włosy. Na pewno kupię ponownie.
  • Mydło pod prysznic Ziaja - fajny zapach, duża butla, niewielka cena. Polubiłam ten kosmetyk, mimo że jest dosyć rzadki i nie pieni się jakoś super.
  • Nivea Angel Star - mój ulubiony antyperspirant. Nie wiem, ile tych kulek zużyłam, ale naprawdę sporo. Ślicznie pachnie, dobrze chroni, jest wydajna. Polecam!
  • BeBeauty, wygładzające serum do rąk - fajny produkt, o ciekawym zapachu. Nie zauważyłam jakiegoś super nawilżania, ale ja też nie umiem być systematyczna przy kremach do rąk.
  • Bi-Es, Ocean Fun - kocham ten zapach! Kupiłam go za jakieś 17zł w Kauflandzie i wiernie mi służył przez 2 lata. W końcu go wykończyłam, jednak ta słodycz absolutnie mi się nie znudziła. Polecam powąchać, bo jest super... Jak na tę cenę, to trzyma się przyzwoicie. Dla osób lubiących słodkie i owocowe zapachy :)

  • Catrice, puder 'mineralny' - nie ma z tyłu składu, więc nawet nie wiem czy zawiera w sobie coś mineralnego, ale spisywał się bardzo dobrze. Miałam go z rok. Pudruję się tylko rano i starcza mi to na cały dzień, więc jak dla mnie był wydajny. Kupiłam go za 13zł i ogólnie polecam (chociaż nie wiem czy jeszcze są).
  • Revlon, ColorStay - polubiłam ten podkład, Recenzowałam go już tutaj.
  • Catrice, Photo Finish - ten też polubiłam, ale trochę mniej. Recenzja tutaj.
  • Essence, korektor w pacynce - spisywał się całkiem ok. Moim zdaniem bardzo podobny do mineralnego Bell. W sumie zachowują się tak samo.
  • Lovely, Spectacular Me - super maskara. Myślę, że kupię ponownie. Tutaj recenzja.

  • BeBeauty - żel do demakijażu - chyba każdy go zna. Świetny produkt za niską cenę. Jak wykończę żel z Lidla, to pewnie wrócę do tego.
  • AA, Cera Wrażliwa, krem odżywczy - normalny krem, nic nadzwyczajnego - recenzowany tutaj.
  • Nivea, Pure & Natural, mleczko oczyszczające - wygrałam w rozdaniu, było ok, ale nie przepadam za mleczkami. Recenzję można znaleźć tutaj.

1 czerwca 2012

Max Factor: 2000 Calorie - dramatic look



Tej maskary nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Był to mój pierwszy tusz - kupiła mi go mama, wtedy za ok. 40-parę zł (teraz kosztuje jakieś 2 razy mniej). Było to dawno temu, moje pojęcie o makijażu było znikome i nie polubiłam się z tym kosmetykiem. Jednak dzięki współpracy z drogerią Nocanka.pl mogłam przetestować go ponownie i zmienić o nim zdanie.

Zacznijmy od opakowania - jest w porządku, klasyczne, wygodne, napisy nie ścierają się; zawiera 9ml tuszu. Szczoteczka jest prosta, z włosia. Ładnie wyczesuje rzęsy i nakłada na nie produkt. Występuje też wersja tej maskary z wygiętą/zaokrągloną szczoteczką, jednak ja nie jestem do niej przekonana, wolę tę.

Maskara jest ogółem bardzo dobra - daje ładny efekt (ja ze swoich rzęs nie zrobię nigdy firanek, bo musiałabym z 20 warstw nałożyć, ale sądzę, że się da), nie skleja (może delikatnie przy większej ilości warstw), nie osypuje się w ciągu dnia. Rzęsy zyskują ładny, czarny kolor, zostają podkręcone i delikatnie pogrubione (przynajmniej w przypadku moich rzęs). Mi taki efekt odpowiada - jeżeli chcę, żeby rzęsy były super mocno wytuszowane, wtedy łączę tę z innymi maskarami (ale jak mówiłam: moje rzęsy są w miarę długie, ale cienkie). Jednym słowem: polecam :)


29 maja 2012

Schwarzkopf: Palette, Intensive Color Creme H9


Przyznam Wam, że sama się dziwię jak długo wytrzymałam bez farbowania włosów. Ostatni raz robiłam to przed Sylwestrem... Dziś, patrząc na swoje odrosty, powiedziałam 'stop' i poprosiłam mamę, by w końcu wykorzystała na mnie tę farbę, którą wygrałam w rozdaniu dobre pół roku temu :) Jest to odcień H9 - jasny miodowy blond. Palette nie ma dobrej opinii. Ja jednak te farby lubię - dobrze kryją, nie spłukują się szybko... niszczenia włosów też jakoś nie zauważam. Tym bardziej, że ostatnio nie chce mi się często farbować... może nawet wrócę do naturalnego ;) Cena: ok. 11zł

W opakowaniu znajdują się: dwie saszetki z emulsją rozwijającą, tubka z farbą, instrukcja obsługi i rękawiczki. Farba dobrze się miesza, mama nakładała mi ją szczoteczką do zębów. Szkoda, że nie ma takiego dozownika jak te droższe farby Palette, ale dostałam ją za darmo, więc nie narzekam :) Jedno opakowanie starczyło mi na odrosty (po takim czasie jednak w miarę duże) i rozprowadzenie po całych włosach. Kolor wyszedł podobny do tego na kartoniku, jednak jaśniejszy.