10 stycznia 2016

Projekt makijażowy z blogerkami: makijaż w stylu PIN-UP || WEEK 1


 Moi kochani, przychodzę dziś z makijażem w stylu pin-up. Wraz z kilkoma blogerkami (linki do dziewczyn znajdują się na końcu wpisu) bierzemy udział w projekcie makijażowym. Co dwa tygodnie będziemy jednocześnie publikować makijaż w danym stylu. Jak widać, tydzień pierwszy to pin-up. Totalnie postawiłam na klasykę, postanowiłam nie kombinować: czarna kreska, delikatne cienie i intensywnie czerwona pomadka. Do tego założyłam jeszcze bluzkę w marynarskim stylu, ale mało co widać ;)

♥ Oczy:
- baza pod cienie Persuade Sigma Beauty
- paletka cieni Hean 405 Hot Chocolate
- maskara Yves Rocher Sexy Pulp
- eyeliner Wibo w pędzelku (kałamarzu
- pędzle Nanshy: Large Shader + Tapered Crease
- pędzel Zoeva 228
 
♥ Brwi:
- cienie z paletki Death by Chocolate: Break Me Up + Devour Me
- pędzel Zoeva 322
 
♥ Twarz:
- podkłady MAP 1NB (nowa formuła) + 2NB (stara formuła) <KLIK>
- puder MySecret Mtt fixing powder
- bronzer NYX Taupe
- róż Paese nr 41
- rozświetlacz MakeUp Revolution Goddes of Faith

♥ Usta:
- konturówka Golden Rose Dream Lips nr 510
- pomadka MAC Ruby Woo


POZOSTAŁE UCZESTNICZKI PROJEKTU:


http://kosmetycznienawiedzona.blogspot.com/2016/01/makijaz-pin-up.htmlhttp://aleksandrapodolak.blogspot.com/2016/01/pinup_10.htmlhttp://meggnow.blogspot.com/2016/01/pin-up-make-up.html
http://syll-kosmetycznie.blogspot.com/2016/01/makijaz-w-stylu-pin-up.htmlhttp://befitandfancy.blogspot.com/2016/01/projekt-makijazowy-tydzien-pierwszy-pin.html

6 stycznia 2016

ULUBIEŃCY 2015: PODKŁADY - MAP, Astor, Ingrid Cosmetics, Skin79


Zapraszam na pierwszą część Ulubieńców minionego 2015 roku! W tym poście przedstawię Wam moje ulubione podkłady 2015 roku. Jest ich dużo, aż 4, może to trochę dziwić. Ale prawda jest taka, że w roku 2015 właściwie każdy kolejny podkład, po który sięgałam okazywał się ulubieńcem.

Podkłady, które Wam pokażę różnią się odcieniami czy tonacją. Po prostu używałam ich w różnych porach roku, raz byłam bardziej opalona, innym razem mniej. Podkłady różnią się też stopniem krycia, trwałością... w zasadzie wszystkim. Jeżeli macie ochotę bliżej je poznać, to zapraszam do dalszej części wpisu.

  • Podkład wodoodporny MakeUp Atelier Paris, FLW2NB - podkład, który kupiłam w grudniu 2014 z myślą o studniówce Wojtka, która odbywała się miesiąc później. Oczywiście kolor podkładu wybierałam na czuja przez internet. Warto wspomnieć, że jest to stara formuła - płynna, wręcz cieknąca (nowa wersja jest dość gęsta, wręcz musowata). Z kolorem raczej trafiłam, bo jest on dość uniwersalny. Akurat na studniówce wyglądałam trochę jak mim, bo użyłam za dużo samoopalacza na ciało, ale ogólnie przez większość roku kolor mi odpowiadał. Podkład jest kosmetykiem mocno kryjącym. Kryje naprawdę dobrze, powiedziałabym, że jest to pełne krycie, a przy tym ma dość lekką formułę (ciągle mówię o starej wersji). Mocno zastyga na mat i mi to odpowiada. Natomiast osoby z bardziej suchą skórą muszą używać pod niego czegoś mocno nawilżającego. Utrzymuje się bardzo dobrze, o ile nie dotykamy twarzy, nie ocieramy się o nic. Jest to formuła zastygająca, więc przy mocniejszym potarciu podkład w danym miejscu po prostu zejdzie. Warto też wspomnieć, że bardzo dobrze miesza się go z innymi podkładami, bo robiłam tak wiele razy i zawsze jest super. Jak podkład MAP wygląda na twarzy? KLIK  
    Cena: 110zł  /  Pojemność: 30 ml  /  Dostępność: LadyMakeUp

  • Astor, Perfect Stay + Primer, 100 Ivory - podkład, który bardzo mnie zaciekawił przez test Hani na YT. Po prostu wyglądał na niej tak pięknie i nieskazitelnie, że zachciałam go mieć... i chociaż na mojej twarzy nie daje takiego efektu, to wciąż jestem zadowolona. Krycie ma średnie-, ponieważ spod dwóch cienkich warstw tego podkładu ciągle prześwitują mi zaczerwieniania. Ma bardzo mokre wykończenie, dlatego moim zdaniem najlepiej nadaje się na porę letnią. Zresztą nie tylko przez to - jego kolor wręcz do tego zmusza, bo niestety nie jest to najjaśniejszy na świecie odcień, w dodatku delikatnie oksyduje. Mi najbardziej pasował w lipcu, kiedy byłam już delikatnie opalona. Przypudrowany utrzymywał się dość długo, jednak nie na tyle, żebym nazwała go podkładem niezawodnym. Początkowo się z nim nie polubiłam ze względu na średni odcień i mokre wykończenie (ja mam skórę tłustą i niezbyt mi się to podobało), ale później się przeprosiliśmy, i jak widać - wylądował w ulubieńcach. Jak Astor Perfect Stay wygląda na twarzy? KLIK
    Cena: 30-40zł  /  Pojemność: 30 ml  /  Dostępność: Rossmann, Natura, Hebe


  • Ingird Cosmetics, Slik&Lift, 30 beż - podkład, po którym wiele oczekiwałam, ale z drugiej strony miałam co do niego wielkie nadzieje. Znalazł się u mnie 1,5 roku temu przez portal StrefaUrody i kiedy pierwszy raz go przetestowałam byłam po prostu rozczarowana, to nie było dobre wrażenie. Na szczęście sięgnęłam po niego w lecie 2015, kiedy inne podkłady były po prostu za jasne... i okazało się, że podkład jest świetny! Naprawdę dobrze kryje (powiedziałabym, że to takie klasyczne średnie krycie), jest dość mocno nawilżający, ma gęstą konsystencję, a przede wszystkim potrafi dać piękny efekt na buzi. Kiedy dobrze go zaaplikujemy i połączymy z kosmetykami, które lubi, to uzyskamy efekt pięknej, gładkiej, wręcz wyfotoszopowanej skóry. W dodatku bardzo długo się utrzymuje - miałam go na sobie raz przez jakieś 14h i wyglądał bardzo dobrze (producent na opakowaniu zapewnia o 16h trwałości, może być to nawet prawda). Kolor jaki posiadam jest ciemny i pasuje mi tylko wtedy, kiedy jestem na maksa opalona. Jaśniejszy odcień to 29 i chyba jest on już bardziej ludzki ;) Ciekawi, jak podkład Ingrid wygląda na twarzy? KLIK 
    Cena: 10zł  /  Pojemność: 30 ml  /  Dostępność: Hebe, StrefaUrody
 
  • Skin79, Vip Gold BB Cream - ostatni produkt nie jest stricte podkładem, ale używam go w tym samym celu, zatem znalazł się w zestawieniu. Mam go najkrócej, ale bardzo go polubiłam. Miałam pisać osobną recenzję, ale jak już opisuję go tutaj, to chyba sobie podaruję. Początkowo podchodziłam nieufnie do tego kremu BB, ponieważ bardzo się bałam, że uzyskam za małe krycie. W dodatku jest to krem przeznaczony do skór suchych, dojrzałych, więc nie liczyłam na to, że się u mnie sprawdzi. Okazało się jednak, że krem kryje i to dość porządnie! Co prawda moich zaczerwienień nie przykrywa w 100%, ale jeśli chodzi o dni, kiedy chce się wyglądać dobrze, a nie perfekcyjnie - jest super! Vip Gold ma dość trudny kolor, ponieważ jest dość szary i nie każdemu będzie pasował. Ze mną nie zgrywa się idealnie, zwłaszcza, że ładuję go na swoją twarz dość dużo, ale wciąż podoba mi się jak wygląda. Daje na twarzy naturalny efekt zdrowej, promienistej cery (takie naturalne glow). Ja go oczywiście przypudrowuję, bo bez pudru jest dla mnie zbyt błyszczący. Utrwalony mocno matującym pudrem trzyma się na twarzy bardzo dobrze - po 8-12h, w zależności od dnia. I mówi to osoba ze skórą tłustą. Myślę, że warto skusić się na próbki i zobaczyć, czy przypadkiem nie stanie się także Waszym ulubieńcem. W swoim posiadaniu mam jeszcze wersję Hot Pink i jestem ciekawa, czy zarówno ona podbije moje serce w 2016 roku :) Jak Vip Gold wygląda na twarzy? KLIK
    Cena: ok. 100zł  /  Pojemność: 40g  /  Dostępność: internet, np. sklep Skin79


Zrobiłam dla Was jeszcze swatche wszystkich podkładów po kolei. Jak widać, mocno się między sobą różnią. Mam nadzieję, że porównanie będzie przydatne :) I to już wszystko, trochę się rozpisałam. Po cichu liczę, że komuś przydadzą się moje opinie ;)

Dajcie znać, czy znacie te podkłady i czy też je lubicie? A może wręcz przeciwnie? :)

5 stycznia 2016

Ziaja: porównanie trzech peelingów - Sopot Spa, Cupuacu, Czekoladowy


Porównanie to coś, co rzadko pojawia się na moim blogu, natomiast jest bardzo przydatne. W związku z tym, że mam 3 peelingi do ciała marki Ziaja, postanowiłam je opisać, a tym samym porównać. Być może taki post z kolejnymi trzeba peelingami Ziai kiedyś znów się pojawi, bo całkiem te peelingi lubię i pewnie do nich wrócę :)

Ziaja, peeling do ciała Sopot Spa
Jest to peeling, który stał się moim ulubieńcem ostatnich miesięcy. Polubiłam go zarówno za zapach, jak i działanie. Zapach jest bardzo świeży, trochę morski, trochę jak pranie. Na pewno wielu osobom przypadnie do gustu. Peeling opisywany jest jako średnioziarnisty, jednak ja uważam, że taka kategoryzacja nie ma większego sensu, bo nie ma między peelingami znacznych różnic. Peeling jest bardzo przyjemny w użytku. Ma żelową konsystencję, która dość mocno przylega do skóry, nie odpada w czasie masażu. Drobinki zawarte w peelingu są syntetyczne, zatem nie rozpuszczają się. Jak dla mnie duży plus, bo ja właśnie takie peelingi lubię. Peeling Sopot Spa nie jest jednym z tych, które zostawiają na skórze tłustą warstwę. Został słusznie nazwany peelingiem myjącym, nie trzeba przy nim używać żelu do mycia ciała. Bardzo wydajny.
Ziaja, Cupuacu, peeling złuszczająco-wygładzający
Na ten peeling skusiłam się spontanicznie przy okazji zakupów na stoisku Ziai. Kupiłam go, bo w sumie jest to nowa seria i chciałam go wypróbować. Jest to peeling cukrowy z bazą parafinową. Nie przepadam za takimi, ale mimo zerknięcia na skład, przymknęłam oko. Peeling nie powala. Zapach ma przedziwny - trochę słodki, trochę oleisty, trochę mdły. W kąpieli bardzo szybko się rozpuszcza. Na ciepłym, wilgotnym ciele można wykonać masaż przez około 20-30 sekund. Właśnie dlatego nie przepadam za peelingami cukrowymi - za szybko się kończą i mało skutecznie złuszczają. Zużyłam go bardzo dużo już przy pierwszym starciu - efekt widać na zdjęciu. W dodatku peeling Cupuacu oblepia skórę warstwą oleju, który jest bardzo, ale to bardzo tłusty. Ja nie polecam, chyba że lubicie takie peelingi. Dość gęsty i zbity.
Ziaja, peeling czekoladowy z masłem kakaowym
Peeling ten jest bardzo podobny do mojego ulubieńca Sopot Spa. Ma oczywiście inny zapach, w moim odczuciu dużo gorszy. Przypomina trochę czekoladę, ale to bardziej nuta zapachowa obecna w całej serii Masło kakaowe, z tym, że w peelingu wypada dość słabo, jest jakby oleista. Kosmetyk sam w sobie jest bardzo dobry - elegancko złuszcza naskórek, myje i nie zostawia tłustej powłoki. Na plus trzeba zaliczyć też fakt, że skóra po zastosowaniu tego peelingu delikatnie pachnie. I tutaj na szczęście mamy do czynienia z tą przyjemną nutą serii Masło kakaowe, którą można znaleźć np. w kremie do twarzy. Warto wspomnieć, że peeling został nazwany gruboziarnistym, jednak nie widzę większej różnicy między nim a średnioziarnistym Sopot Spa. Spodziewałam się, że zobaczę znacznie większe drobinki pod sreberkiem ;)


Sopot Spa: Aqua, Polyethylene, Coco Glucoside, Glycerin, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Laminaria Digitata Extract, Butylene Glycol, Enteromorphea Compressa Extract, Porphyra Umbilicalis Extract, Sorbitol, Algae Extract, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Sodium Hydroxide.

Cupuacu: Sucrose, Paraffinum Liquidum, Cera Microcistallina, Paraffin, Palm Oil, Isopropyl Myristate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Cera Alba, Cetearyl Alcohol, Shea Butter, Walnut Shell Powder, Bertholletia Excelsa Seed Oil, Tocopherol, Macadamia Seed Oil, Cotton Seed Oil, Squalane, Theobroma Seed Butter, Hydrogenated Castor Oil, Parfum.

Czekoladowy: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Polyethylene , Cocamide DEa, Coco Glucoside, Juglans Regia Shell Powder, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Cocoabutteramphoacetate, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, parfum, Sodium Hydroxide.

Miałyście któryś z nich? Którzy najbardziej przypadł Wam do gustu? :)

4 stycznia 2016

Inspired by Joanna Krupa || PREZENTACJA PUDEŁKA I MOJA OPINIA


Moi kochani, przychodzę dzisiaj z notką, z prezentacją najnowszego boxa Inspired by Joanna Krupa przy współpracy z magazynem Gala. Pewnie widzieliście już te pudełka na FB, blogach czy YouTube. Ja sama zresztą nagrywałam film z zawartością kilka dni temu, który możecie zobaczyć na samym końcu tego posta.

Pudełeczko kosztuje 129zł i skrywa w sobie całe mnóstwo cudowności, które znacznie przewyższają cenę zakupu. Co prawda ja to pudełko dostałam w ramach współpracy, jednak uważam, że jest warte 129zł i serdecznie Wam je polecam! A teraz przejdźmy do prezentacji poszczególnych produktów i mojej opinii na ich temat:

  • Dermedic, płyn micelarny 400 ml - cieszę się z jego obecności, ponieważ miałam już 2 mniejsze opakowania i były w porządku. Dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu, chociaż nie jest rewelacyjny - jest po prostu ok. Z pewnością go zużyję. Cena regularna tego produktu to około 45zł.
  • Esotiq, serum do biustu - produkt, który nie był niespodzianką, ponieważ został zapowiedziany na FB Inspired by. Fajnie, że taki produkt znalazł się w pudełku, ponieważ obecnie nie mam żadnego serum do biustu. Cena regularna tego kosmetyku to aż 169zł.
  • Schwarzkopf, spray do włosów Beach look - produkt, który średnio mi się podoba, ponieważ nie jestem osobą, która często stylizuje swoje włosy. W dodatku moje włosy są dość długie i jestem ciekawa, czy ten spray w ogóle na nie zadziała. Ponadto, nie jestem przekonana do włosów typu beach waves, no ale zobaczymy ;) Cena regularna to około 24zł.
  • Silcare, mleczna mgiełka do ciała - kosmetyk, który ma zastąpić cięższe balsamy lub masła do ciała. Ma pojemność 200ml i mleczno-kremowy zapach. Z pewnością zużyję, zobaczymy co to za cudo. Skład ma średni - kilka fajnych rzeczy i silikon w środku składu. Na wiosnę będzie w porządku. Taką mgiełkę kupimy za około 11zł.

  • Schwarzkopf, Gliss Kur, maska do włosów Oil Nutritive - bardzo się cieszę, że znalazła się w pudełku, ponieważ nigdy jej nie miałam, a sama raczej nie sięgam po maski drogeryjne. Z tej serii mam odżywkę w sprayu i jest ok. Mam nadzieję, że maseczka też się sprawdzi. Można już kupić za około 24zł.
  • Bandi, C-white, emulsja z witaminą C - jestem bardzo zadowolona z obecności tego kosmetyku, ponieważ witamina C to coś, czego moja skóra potrzebuje. Jestem bardzo ciekawa jak produkt się będzie sprawdzał. Cena regularna tego kosmetyku to 79zł, więc jest on dość drogi.
  • Uroda polska, kuracja upiększająca z olejem arganowym - niestety nie jestem z niego zadowolona, ponieważ moja cera nie przepada za olejem arganowym. Może zużyję ten olejek na szyję i dekolt? Minusem jest dość wysoka cena (21zł) i malutka pojemność (tylko 10 ml).
  • Clarena, Super lift Roll-on - z Clareny można było otrzymać albo serum do rzęs, albo właśnie rol-on pod oczy. Ja cieszę się, że mam roll-on, ponieważ o okolice oczu dbam bardziej niż o rzęsy (mam różne sera do rzęs i często o nich zapominam). Produkt ten kosztuje 68zł.

  • Amilie, róż do policzków w kolorze Apple Blossom - bardzo ładny róż mineralny, z którego obecności jestem bardzo zadowolona. Na pewno z przyjemnością będę go używać. Cena regularna to 29zł.
  • Avon, Luxe, pomadka do ust w kolorze Pink satin - z niej też jestem zadowolona. Eleganckie opakowanie, ładny dzienny kolor, czego chcieć więcej? :) Cena regularna to około 36zł.


W pudełku znalazły się ten kupony rabatowe i vouchery (Bandi, Hot Hat, Nife, Answear, Artplastica) a także próbka szamponu do włosów BeeYes. Ogólnie, jeżeli chodzi o zawartość to jestem jak najbardziej na tak!

Jeżeli zawartość pudełka się Wam podoba i chcecie sobie takie sprawić, to możecie je zamówić na stronie Inspired by za 129zł. Osoby, które nie lubią czytać zapraszam wspomniany wcześniej film:



2 stycznia 2016

MAKIJAŻ: Szaro-srebrny na Sylwestra :)

Cześć wszystkim! Przyszłam pokazać Wam mój makijaż sylwestrowy. Przyznam szczerze, że nie miałam ochoty na wymyślne, pracochłonne makijaże. Postawiłam na dość ciemne połączenie szarości ze srebrem i czernią. Oczywiście na żywo makijaż był o wiele ciemniejszy, ale aparat zawsze wszystko rozjaśnia ;)


I bonusowo - coś, czego u mnie chyba jeszcze nie było: zdjęcie prezentujące, jak naprawdę wyglądają moje opadające powieki :) Czasami słyszę, że wcale nie mam opadających powiek - otóż mam, i to dość mocno. Po prostu do zdjęć unoszę brwi, żeby coś było widać ;) Staram się, żeby twarz wyglądała jak najbardziej symetrycznie (każda z powiek opada trochę inaczej). Nawet wyszło :)


♥ Oczy:
- baza pod cienie Persuade Sigma Beauty
- cienie MakeUp Revolution z paletki Death by Chocolate <KLIK< (All is lost, Tease Me),
cień matte 348 Inglot, cień Neauty Stormy Cloud
- maskara Maybelline Lash Sensational waterproof
- eyeliner Wibo w pędzelku (kałamarzu)
 
♥ Brwi:
- cienie z paletki Death by Chocolate: Break Me Up + Devour Me
- żel do brwi L'Oreal Brow Artist Plumper (transparent) <KLIK>
 
♥ Twarz:
- podkłady MAP 1NB (nowa formuła) + 2NB (stara formuła) <KLIK>
- puder MySecret Mtt fixing powder
- bronzer NYX Taupe
- róż Paese nr 41
- rozświetlacz MakeUp Revolution Goddes of Faith
- spray utrwalający makijaż Pierre Rene (psiknęłam trochę za dużo, dlatego mam jedną rzęstę troszkę poszarzłą ;))

♥ Usta:
- pomadka do ust Bourjois Rouge Edeition Velvet nr 11