21 maja 2012

Catrice: Photo Finish, długotrwały podkład


Myślę, że tego podkładu nie trzeba Wam przedstawiać. Wiem, że jest już trochę recenzji na jego temat, jednak postanowiłam napisać krótką recenzję z własną opinią.

Za ok. 26zł dostajemy 30ml podkładu w fajnym, estetycznym, szklanym opakowaniu z pompką. Mamy bodajże 5 kolorów do wyboru, ja mam najjaśniejszy (010). Jeżeli chodzi o gamę, to niestety nie ma szaleństw - najjaśniejszy odcień nie będzie dobry dla osób o bardzo jasnej karnacji, ponieważ delikatnie ciemnieje i może się odznaczać. Ja go używałam już w zimie i mimo że nie jest to idealnie dobrany dla mnie odcień, to nie czułam się źle. 


Jako posiadaczka niezbyt ładnej cery, oczekiwałam od tego podkładu niezłego krycia. I to też dostałam. Nie można nazwać go mocnym, ale mi wystarcza. Na twarzy utrzymuje się dosyć długo (może nie przebija Revlona CS, ale jest ok). Mam cerę sucho-normalną i to, co mi w nim przeszkadza to fakt, iż podkreśla trochę pory, które zazwyczaj są u mnie mniej widoczne. Fluid nie nawilża, ale też nie wysusza... jednakże po zostawaniu go, moja cera jest jakby pudrowa w wyglądzie (mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi). Lubię zapach tego kosmetyku - jest taki jakby miodowy - wiem, że wielu może przeszkadzać. Wydajność też na plus - mam go już kilka miesięcy.

Może nie jest to najlepszy podkład, jednak za 26zł można się skusić - ja na pewno kupię go po lecie, na chłodniejsze, jesienne dni, kiedy moja skóra będzie nadal muśnięta słońcem :)

16 maja 2012

Oriflame: Delicacy body cream (recenzja gościnna)



W związku z przeogromną ilością balsamów i maseł do ciała, które posiadam, postanowiłam dać mojej kuzynce ten krem do przetestowania. Sama rzadko używa tego typu kosmetyków, więc podarunek przydał jej się. Dziękuję firmie Oriflame za udostępnienie produktu.

Zaczynamy od opakowania - jest zrobione z różowego plastiku. Zawiera 200ml, czyli standardową ilość produktu (chociaż moja kuzynka uważa, że to mało - fakt faktem, opakowanie wydaje się jakieś małe). Kosmetyk ma jasnoróżowe zabarwienie. Zapach kremu nie jest jakiś rewelacyjny, jednak kuzynka powiedziała, że po rozprowadzeniu po ciele nawet jej się podoba. Konsystencja jest lekka, produkt dosyć szybko się wchłania. Nawilżenie jest optymalne, a skóra po zastosowaniu miękka i gładka. Kuzynka jest bardzo zadowolona. Nie zauważyła żadnych negatywnych reakcji. Jedynym minusem, który dostrzegła, jest cena - według niej, nie jest jakiś super tani - kosztuje koło 15zł w katalogu.

Mimo że produkt został mi udostępniony za darmo, nie wpływa to w żaden sposób na ocenę.

4 maja 2012

Haul: Zakupy z Niemiec!

 Byłam wczoraj w Dreźnie. W sumie ostatni raz byłam tam we wrześniu, więc wypadało w końcu pojechać. Moje zakupy nie są duże, jednak cieszą :D Śmieję się, że mój wyjazd sponsorowała firma Balea, gdyż kupiłam aż 7 produktów tej marki.

Skusiłam się na 3 żele pod prysznic o przecudownych zapachach! Koszt jednego to 0,65€.

Kończę aktualnie wszystkie produkty do włosów, więc kupiłam sobie komplet złożony z: szamponu (0,75€), odżywki (0,75€) i mleczka nawilżającego (1,95€). Pachną całkiem ładnie, jednak bez rewelacji.


Zawsze chciałam olejek z Alverde (2,95€) i w końcu jest mój! Zaciekawił mnie też żel z perełkami olejku (0,95€).

Nie kupiłam prawie nic z kolorówki, ponieważ najzwyczajniej nie potrzebuję... Jednak puder mi się kończy i sięgnęłam po puder Alverde (3,75€). Wzięłam odcień 030, ponieważ słońce wyszło, jest gorąco, ja już się trochę zjarałam i uznałam, że trzeba zmienić nieco barwy ;) Wzięłam też szminkę tej samej firmy w ciekawym winno-różowawym kolorze (3,45€).


2 maja 2012

Bielenda: Krem półtłusty regenerujący Żeń Szeń

Coś pozytywnego! Przebiliśmy poprzedni gitarowy rekord! :D Rzekomo na wrocławskim Rynku grały wspólnie 7273 gitary, jednak ile w tym prawdy... Pewnie część ludzi przyszła bez gitar, ale to mało ważne. Było naprawdę fajnie, mimo że nie umiem grać! XD Jednak być może ten wczorajszy dzień będzie przełomem i w końcu się wezmę za tę gitarę! :D Ah, to nie był dobry plan, żeby wziąć asymetryczną kieckę! Mam teraz plecy zjarane w półksiężyc :D

Przygotowałam dzisiaj dla Was recenzję kremu, z którym się nie polubiłam. Jak produkty firmy Bielenda lubię bardzo, to ten okazał się dla mnie niewypałem. Krem ten kupiłam w zestawie z kremem do ciała (które podobno jest bardzo fajne, jednak jeszcze go nie otworzyłam).

Zacznę od opakowania - jest zrobione ze słabego plastiku, czuję, że jest coś z nim nie tak, jakby coś się złamało od środka. Jednak kupując ten krem osobno, opakowanie jest inne, pewnie trochę lepsze.

Konsystencja kosmetyku jest dosyć gęsta, przypomina standardowy krem Nivea. Zapach jest bardzo intensywny (aczkolwiek ładny) i może odrzucać niektóre osoby. Wydaje mi się, że to on jest winowajcą wysypów na mojej twarzy. Krem ogólnie jest tłusty, ale o dziwo bardzo szybko się wchłania. Zachowuje się dziwnie, ponieważ prawie wcale nie nawilża. Jeżeli chodzi o jakąś regeneracje, to też nic nie zauważyłam.

Zapłaciłam za ten krem w zestawie chyba niecałe 13zł. Zużywam go do stóp i dłoni. Nie polecam.

21 kwietnia 2012

20 lat minęło... ;)

Hej wszystkim! Miałam wczoraj urodziny. Dwudzieste.
Ogólnie dzień był super udany. Ah te wczorajsze flanki... xD

Oczywiście głównie dostałam pieniądze, ale też kolczyki od kuzynki i perfumy do wujka (które wybrała mama).



Rok 1974 dla marki Iceberg to rok debiutu, dlatego po blisko 50 latach, w ramach uczczenia tego wydarzenia, liczbą 74 ozdobiono flakony jej najnowszej wody toaletowej. Zapach dostępny jest w wersji damskiej i męskiej. Eau de Iceberg 74 dla kobiet to kompozycja owocowa - kwiatowa, kojarząca się z leniwym popołudniem na jednej z bajkowych włoskich wysp.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: czerwona pomarańcza, ananas, soczysta gruszka
nuta serca: frezja, fikus, jaśmin
nuta bazy: białe drzewo, wanilia, piżmo