4 maja 2013

Kwietniowo-majowe kolaże + Lovely: Gloss Like Gel, nr 101

1. Lovely, Gloss Like Gel, 402
2. Lovely, Gloss Like Gel, 101
3. Delikatny makijaż urodzinowy
4. Diana, pies mojego chłopaka
5. Nasza rocznica
6. Konsumpcja piwek AC/DC
7. Wieczorne oczko zmalowane Au Naturel
8. Wieczony kompjuting u mojego chłopaka


 Lovely, Gloss Like Gel, numer 101:
 
                    Marka: Lovely, Gloss like gel
                    Nazwa: nr 101
                    Wykończenie: drobinkowe
                    Kolor: jasny brzoskwiniowy róż, ze złotymi drobinkami
                    Krycie: lakier jest nieźle napigmentowany, dwie warstwy wystarczają
                    Inne cechy: lakier nie smuży, nie bąbelkuje; ma puszysty pędzelek
                    Pojemność: 8 ml
                    Cena: ok. 6zł


I zapraszam na mojego FB: http://www.facebook.com/Agusiak747
  

3 maja 2013

Oriflame: tusz do rzęs Volume Build


Pokażę Wam dziś tusz, którego ostatnio cały czas używam. Nowość Oriflame, czyli maskara Volume Build trafiła do mnie dzięki Dominice, która udostępniła mi go w ramach współpracy. Dawno nie miałam tuszu Oriflame. Mój ulubiony Wonder Lash dawno nie gościł w moich zbiorach.

Volume Build ma zwykłe, fioletowe opakowanie. Szczoteczka jest dość klasyczna, chociaż ma nieco rzadziej rozstawione włosie. Nie jest ani za twarda, ani za miękka - raczej nie zrobi większej krzywdy, gdy dziabniemy się w oko. Nie drapie również górnej linii wodnej przy malowaniu.


Szczoteczka ładnie łapie i pokrywa rzęsy tuszem. Ilość produktu, który się na niej znajduje jest optymalna. Dość ładnie wyczesuje rzęsy i raczej ich nie skleja. Owszem, na zdjęciu mogą się wydać nieco sklejone i niezbyt atrakcyjne na pierwszym ujęciu na zdjęciu, jednak na żywo efekt bardzo mi odpowiada. Najczęściej maluję rzęsy jedną porcją tuszu, jednak poświęcam sporo czasu na wyczesywanie ich szczoteczką.

Według producenta, jedną z cech produktu, ma być możliwość budowania efektu na rzęsach. Podobno można stworzyć aż 5 warstw. Przyznaję, że tego nie próbowałam, ponieważ przy 3 warstwie moje rzęsy zaczynają się bardzo sklejać. Nie wynika to raczej z formuły tuszu, tylko bardziej z charakterystyki moich rzęs. One nie lubią mieć na sobie więcej niż dwóch warstw. Ja zresztą też nie czuję się wtedy najlepiej.


Tusz jest w kolorze standardowej czerni. Lekko pogrubia rzęsy i sprawia, że są bardziej widoczne. Nie wiem, jak to pogrubienie sprawdzi się u osób, które mają grubsze rzęsy niż ja i które z łatwością uzyskują efekt grubych rzęs dzięki maskarom. Ja takiego nie uzyskuję, właściwie każdy tusz pogrubia mi rzęsy w podobnym stopniu. Co prawda maskara nie podkręca rewelacyjnie rzęs, ale sprawdza się w tym aspekcie standardowo. Wydłużenie nie jest spektakularne, ale ja mam dość długie rzęsy i mi jak najbardziej odpowiada.

Maskara nie tworzy grudek i nie kruszy ani nie osypuje się. Nie zauważyłam żadnych czarnych kropek pod oczami, nawet po dobrych kilku godzinach noszenia. Jej gęstość jest dobra od otwarcia i nie musimy czekać kilka dni, by nam zgęstniała i była odpowiednia do użytku.

rzęsy pomalowane jedną porcją tuszu, jednak po namachaniu się trochę szczoteczką

Ogólnie rzecz biorąc - przyzwoity tusz, o dość dobrej jakości, chociaż niekoniecznie spektakularnie pogrubiający. Myślę, że sprawdzi się na bezproblemowych rzęsach, takich jak moje. Osoby z bardzo rzadkimi i krótkimi włoskami, mogą nie być do końca zadowolone. Jeśli lubcie tusze Oriflame, to polecam spróbować ten wariant - bardzo możliwe, że będziecie zadowolone.

Cena: ok. 22zł      Pojemność: 8ml      Dostępność: internet, konsultantki - Dominika

Jeśli chcesz zostać klubowiczką Oriflame i zamawiać kosmetyki na własne potrzeby 
z 30% rabatem zapraszam na stronę: www.my.oriflame.pl/domcia

MAKIJAŻ: A teraz idziemy na wesele...


Twarz: podkład Revlon CS + Bell, puder ryżowy Mariza, bronzer W7 Honolulu, róż Sleek Pomegranate
Oczy: cienie Inglot i MIYO, eyeliner Pierre Rene, tusz Oriflame Volume Build
Usta: pomadka Hean Paprika / Brwi: set do brwi Catrice
Paznokcie: MIYO, nr 15 Red Hot
 
sukienka - odkupiona kiedyś od http://beautyhairandfashion.blogspot.com :) 

  
Byliśmy wczoraj na weselu. Para Młoda pogodę miała tragiczną - 13 stopni i deszcz. W dodatku impreza nie potrwała za długo. Myślałam, że będziemy się bawić do białego rana, a o 4 już byliśmy z powrotem (a sala po drugiej stronie Wrocławia od naszego domu). Niemniej jednak było fajnie. Wiem, że nie jest mi najlepiej w kręconych włosach, ale chciałam zrobić coś nowego, nie wyglądać standardowo. Dajcie znać, co sądzicie ;)

2 maja 2013

p2: Pure Color 043 Pont Neuf


Szminek p2 mam kilka. Miałam jeszcze więcej, ale odcienie nude porozdawałam mamie i Justynie. Nie lubię zbyt bladych i jasnych kolorów. Poza tym powiedziałam sobie, że już więcej tych szminek nie kupię... a jednak uległam podczas ostatniej wizyty w DM. Ale co tam... było warto! Czytajcie, a dowiecie się, czemu :))

Pomadka 043 Pont Neuf od razu wpadła mi w oko. Zwłaszcza na swatchu. W opakowaniu jest niepozornym, różowym nudziakiem, jednak na ręce wyglądała o wiele żywiej. Postanowiłam zaryzykować i wrzuciłam ją do koszyka. Początkowo, pomadka p2 skojarzyła mi się ze sławną 16 Rimmela, jednak teraz widzę, że jest inna.


Pomadka ładnie sunie po ustach, jest dobrze napigmentowana. Jej początkowe wykończenie jest kremowo-satynowe, jednak po jakimś czasie zaczyna się robić coraz bardziej matowe, a przez to jest trwalsza.

Po przejściach z innymi jasnymi pomadkami, nie spodziewałam się dobrej trwałości. Sądziłam, że zejdzie - standardowo u mnie - po godzinie. U mnie szminki nie trzymają się długo... zwłaszcza te jasne. Mocne róże i czerwienie dają radę. Jakie było moje zdziwienie, kiedy pomadka przetrwała jazdę tramwajem do mojego byłego liceum, rozmowę o praktyki z nauczycielką, a potem załatwianie spraw na mieście z moim chłopakiem.

W sumie spędziłam z nią jakieś 3,5h na ustach. Zeszła dopiero przy piciu i posiłku. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie wiem, czy ten kolor ma tak dobrą trwałość, czy ogólnie coś zmienili w tych pomadkach (wcześniej miałam wersje bez tłoczeń p2). Jak najbardziej polecam - myślę, że będzie częstym gościem na mych ustach.


Cena: 1,95€     Pojemność: 4,5g      Dostępność: drogerie DM (kraje niemieckojęzyczne)

1 maja 2013

ShinyBox - kwiecień 2013


Pora zaprezentować Wam kwietniowego ShinyBoxa. Wiem, że jest już maj, jednak pudełko dostałam dopiero wczoraj. Pewnie wiele z Was widziała już zawartość, ale tych wciąż ciekawskich, zapraszam:


W tym pudełku znalazły się same produkty pełnowymiarowe + prezent w postaci próbki do włosów Bentley Organic. To, co mi się za bardzo nie spodobało, to karteczka z wypisanymi produktami jest wydrukowana na normalnej kartce, a nie takiej grubszej, kolorowej.


Co sądzę o zawartości? Nie jest powalająca, ale też nie jest słaba.

Kosmetyków zawartych w kwietniowym ShinyBoxie na pewno będę używać. Najbardziej interesuje mnie preparat do rzęs Belcils oraz tusz Grashka (nigdy nie miałam nic z tej marki). Pozostałe kosmetyki też się nie zmarnują - krem oraz jedwab (mam już duplikat w domu) wezmę do Kuby i tam będę ich używać. Natomiast cienie trafiły mi się dość ciekawe i chętnie ich wypróbuję - nigdy nie miałam nic z Rimmela poza pomadkami i lakierem.