Zapraszam na film :)
17 marca 2013
14 marca 2013
Sylveco: łagodzący krem pod oczy - ziołowa pielęgnacja
Dzisiaj przygotowałam post o kremie pod oczy Sylveco. Trafił on w moje ręce na opolskim zlocie kilka dobrych miesięcy temu, jednak używam go od stycznia. Krem zapakowany jest w pudełeczko, a sam w sobie jest dość dużą walcowatą konstrukcją zawierającą 30ml produktu. Dodatkowo ma pompkę typu airless, co znacznie ułatwia aplikację i sprawia, że jest ona higieniczna.
Na początku byłam przerażona ilością kremu w opakowaniu. Często było mi
trudno zużyć 15ml w ciągu 6 miesięcy, a tutaj, w tym samym czasie, muszę
to uczynić z 30ml produktu. Jednakże okazało się, że krem szybko ubywa - po dwóch miesiącach stosowania mam go już połowę. Jednak podkreślam, że używam przynajmniej jedną, całą pompeczkę dziennie, a nie jest to mała ilość jak na same okolice oczu.
Krem ma lekką konsystencję, podobną do większości kremów pod oczy. Zapach bardzo delikatny, taki kremowy, więc można nawet powiedzieć, że produkt jest bezzapachowy. Zauważyłam dwa zachowania kremu:
- po nałożeniu małej ilości, szybko się wchłania, delikatnie nawilżając i wygładzając skórę
- po nałożeniu większej ilości, produkt oczywiście wchłania się dłużej, a poza tym skóra jest lekko ściągnięta w miejscu nałożenia i lepka (mam tak z wieloma produktami bardziej naturalnymi), ale po chwili wchłania się zostawiając skórę miękką, napiętą i nawilżoną
Odnotowałam także, że krem daje o wiele bardziej widoczne efekty przy regularnym stosowaniu. Na początku - po otwarciu, kiedy używałam go co jakiś czas - wydawało mi się, że krem nic nie robi. Jednak od jakiegoś miesiąca używam go regularnie, przynajmniej raz dziennie, grubą warstwą na wieczór i widzę, że skóra pod oczami jest zadowolona. Jest miękka, nawilżona, gładka i bardziej sprężysta.
Podoba mi się także skład kremu, nie mam się do czego przyczepić. Producent nie ściemniał i to, co jest wypisane na opakowaniu znajduje swoje odwzorowanie w składzie. Na pewno dzięki naturalnym składnikom zawartym w kosmetyku, moja skóra pod oczami się cieszy i będzie mi wdzięczna w przyszłości. Możliwe, że powrócę do tego produktu, bo cena nie jest wygórowana, a krem przypadł mi do gustu.
Podoba mi się także skład kremu, nie mam się do czego przyczepić. Producent nie ściemniał i to, co jest wypisane na opakowaniu znajduje swoje odwzorowanie w składzie. Na pewno dzięki naturalnym składnikom zawartym w kosmetyku, moja skóra pod oczami się cieszy i będzie mi wdzięczna w przyszłości. Możliwe, że powrócę do tego produktu, bo cena nie jest wygórowana, a krem przypadł mi do gustu.
Skład: woda, olej z pestek winogron, olej sojowy, Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate, masło Shea, skwalan, Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego, Stearynian glicerolu, olej arganowy, kwas stearynowy, alkohol cetylostearylowy, ekstrakt ze świetlika łąkowego, ekstrakt z chabru bławatka, alkohol benzylowy, witamina E, betulina, guma ksantanowa, kwas dehydrooctowy, lupeol, kwas oleanolowy
Cena: ok. 25zł Pojemność: 30ml Dostępność: lista, gdzie można dostać produkty
13 marca 2013
Kilka zdjęć z ostatnich dni :) - codziennie
Tulipany od taty, które dostałyśmy z mamą na Dzień Kobiet :) A kwiatki od Kuby stoją u mnie w pokoju. Przy okazji jest to stół, który stoi u mnie domu w salonie, na którym od niedawna robię zdjęcia ;)
Gremi-przeszkadzacz - zawsze jest w pobliżu, gdy robię zdjęcia na bloga :)
Paczka od p. Bożeny, konsultantki Marizy, z którą mam stałą współpracę.
Stolik przy moim łóżku (mam dwa różne - stoliki, nie łóżka ;P), i czerwony 'osprzęt': w pudełku mam kilka kosmetyków, takich do użycia przed spaniem, z boku widać liście tulipanów od Kuby; słuchawki z mikrofonem - używam ich do live'ów, i do Skype jak gram z Kubą w WoTa, komórka, mp3. Jak widać, cała elektronika wiśniowo-czerwona, mimo że za tym kolorem nie przepadam ;P
12 marca 2013
Cien: Spa, olejek do masażu Secret - Lidlowy przyjemniaczek
Kilka miesięcy temu kupiłam w Lidlu dwa różne olejki. Jeden z nich to wersja oliwkowa, która ma nieco lepszy skład i używam jej do włosów (oszałamiająca cena 3,99zł), a drugą przedstawię Wam w tej notce.
Olejki mają masywne - jednak małe - szklane buteleczki. Wydobywanie produktu nie jest najłatwiejsze - flakon ma otwór tak jak stara wersja olejków Alterry. By nabrać olejek, musimy kilkakrotnie wstrząsnąć butelką. O ile w zastosowaniu do włosów takie dozowanie przeszkadza, tak nie widzę za bardzo wad przy stosowaniu tego olejku do masażu. Najwyraźniej potrzebuję wtedy o wiele mniejszej ilości produktu.
Olejku nie stosuję po kąpieli jako nawilżacza do całego ciała, ponieważ mam pootwierane masła i balsamy, i używanie do ciała jeszcze oliwki byłoby średnim pomysłem, tym bardziej, że nie mam suchej skóry. Zapach olejku nie jest kwiatowy, powiedziałabym, że raczej męski. Ostatnio mam 'szczęście' do kosmetyków o takim zapachu, ale absolutnie nie przeszkadza mi to, bo ma w sobie jakby kobiecą nutę.
Produktu marki Cien używam zgodnie z zastosowaniem, czyli do masażu. Sama siebie nie masuję, ale od czasu do czasu masujemy się nawzajem z Kubą. Olejek ma typową dla tego typu produktów tłustą konsystencję, nie jest gęsty. Dobrze się rozprowadza i przez kilka minut spokojnie można robić masaż, bo daje, przydatny do tego zabiegu, poślizg. Ja po masażu zakładam na siebie piżamę i nie zauważyłam, by była ona otłuszczona. Po wchłonięciu się olejku skóra jest nawilżona, miękka i gładka.
Olejek kupiłam za niewielką kwotę, o ile dobrze pamiętam jakieś 6,99zł. Za taką cenę możliwe, że bym do niego wróciła, tak samo zrobiłabym z jego oliwkowym bratem za 3,99zł. Warto przyglądać się kosmetykom w Lidlu, bo można trafić na coś fajnego, za niewielkie pieniądze (zwłaszcza w promocji).
Cena: ok. 12zł bez promocji Pojemność: 100ml Dostępność: od czasu do czasu Lidl
10 marca 2013
Fennel: masło do ciała Plumeria
Masło do ciała Fennel dostałam razem z peelingiem w ramach współpracy. Wybrałam dwa peelingi, a niestety dostałam masło i peeling. Wtedy miałam dużo nawilżaczy do zużycia, więc masło Fennel stało kilka miesięcy w szafce. Przez ten czas zdążyłam polubić masła i w końcu z chęcią je otworzyłam. Używam go od niedawna, ale przy każdej aplikacji zachowuje się tam samo, więc myślę, że mogę już coś o nim napisać.
Opakowanie jest wesołe - ma ładny, niebieski kolor i estetyczną etykietę. W środku zabezpieczone jest sreberkiem pod którym kryje się... niebieska maź. Oho, a to niespodzianka! Konsystencja bardzo mnie zaskoczyła, bo przypomina mi konsystencję kremów do ciast - jest taka puszysta, ale nie do końca lekka. Stawia delikatny opór przy rozsmarowywaniu, ale zgaduję, że jest to sprawka składu.
Zapach kosmetyku podoba mi się - jest subtelny, ale ciekawy. Nie wiem jak pachnie kwiat plumerii, ale zapach masła Fennel to dla mnie woń kwiatów z kwiaciarni połączona z nutami unoszącymi się w sklepie z cukierkami. Jest słodko, ale nie mdło i nie dusząco. Nie czuję tego kwiatowego aromatu jeśli nie przyłożę nosa do skóry - i to bardzo mi się podoba, bo niektóre zapachy lubią być zbyt intensywne i przez to męczące. Zapach trzyma się na ciele przez kilka godzin i nie brzydnie, jedynie traci na intensywności. Niestety, konsystencja i zapach to jedyne zalety produktu, bo w swojej podstawowej roli za bardzo się nie sprawdza. Już tłumaczę dlaczego.
Masło nie ma najlepszego składu - jest krótki, ale nie bez wad. Mamy tutaj sporo tłustych substancji - stearynian glicerolu, wosk pszczeli, masło shea czy olej mineralny i ich połączenie tworzy na skórze właśnie taką woskową powłokę. Może nie jest ona tłusta, ale jest taka śliska i błyszcząca. Ta warstewka wchłania się baaaardzo długo, powiedziałabym, że nawet kilka godzin. I niestety nie nawilża powalająco. Co prawda nie mam problemów ze suchą skórą - jest normalna, ale używałam w swoim życiu lepiej nawilżających maseł. Warto też zaznaczyć, że ja zawsze smaruję się na noc. Myślę, że na dzień ten kosmetyk kompletnie się nie nadaje, bo zakładanie ubrania na taką woskową skórę nie byłoby zbyt przyjemne. Podsumowując wszystko, co napisałam, uważam, że za cenę ok. 30zł to masło powinno mieć lepsze właściwości.
Mówiąc ogólnie - doceniam zapach i puszystą konsystencji masła, jednak działanie pozostawia wiele do życzenia. Widziałam, że wiele dziewczyn jest z niego zadowolonych, lecz mnie nie zachwyciło. Po przetestowaniu dwóch różnych produktów marki Fennel, o wiele bardziej skłonna jestem wrócić do peelingu.
Cena: ok. 30zł Pojemność: 200g Dostępność: sklepy internetowe
Subskrybuj:
Posty (Atom)














