13 kwietnia 2013

Czy to, że coś nie nazywa się SLS oznacza, że nim nie jest?

Cześć, dziewczyny! Dzisiaj wpis na moim blogu, na tematy, których jeszcze u mnie nie było. Nie jestem specjalistką od składów, jednak wiem, że wiele z Was wie jeszcze mniej niż ja. To, co interesuje mnie w różnych składach, to SLSy, parafina i olejki. Zwracam uwagę, czy są, a jeśli tak, to gdzie występują, a w przypadku olejów także, jakie one są.

Dzisiaj chciałabym napisać kilka słów na temat SLSów i tym podobnych. Jak powszechnie wiadomo, są one mocnymi środkami oczyszczającymi, detergentami. Dzięki nim możemy usunąć np. silikony z włosów i u niektórych osób mogą powodować m.in. podrażnienia.

Nie jestem specjalistką od chemii (tylko studentką angielskiego), więc nie zamierzam się rozwodzić na temat budowy tych substancji itp., jednak chciałabym zwrócić na coś uwagę.


Zauważyłam, że wiele dziewczyn, nie widząc w składzie Sodium Lauryl Sulfate ani Sodium Laureth Sulfate, uznaje, iż szampon tego środka nie ma i jest delikatniejszy, zdrowszy itp.

Otóż nie!

Gdy widzicie w składzie Ammonium Lauryl Sulfate czy Sodium Coco Sulfate musicie wiedzieć, że jest to tak samo mocny składnik jak znienawidzony SLS czy SLES.  Istnieją też delikatniejsze warianty tych detegrgentów, są to: betaina kokamidopropylowa, Lauryl Glucoside, Coco Glucoside.

Oczywiście, możecie inaczej odczuwać wpływ danego składnika na Waszą skórę głowy, to sprawa indywidualna. Może się okazać, że SLSów nie tolerujecie, ale te z innym skrótem mogą się u Was dobrze sprawdzać. I na odwrót. Zatem jeśli widzicie szampon, w którym jest ALS czy SCS (Alterra, Dermedic), nie uznajcie go za szampon bez mocnych detergentów. Może u Was będzie działał subtelniej niż zwyczajny szampon z SLS, jednak nie można mówić, że jest to szampon pozbawiony detergentów i że jest on niebywale delikatny.

 Szukając informacji do tej notki natknęłam się na bloga Kascysko.
Przekieruję Was do notki, w której możecie poczytać więcej na ten temat: KILK.