8 listopada 2012

Moje włosy - jak zmieniały się przez lata (trochę zdjęć)

kliknij, aby powiększyć ;)

Dwa pierwsze zdjęcia to mój naturalny kolor. Dawno go nie widziałam ;) W 2009 zaczęłam lekkie rozjaśnianie, na początku u fryzjera, potem w domu. Po tym miałam jeszcze baaardzo jasny blond na głowie, ale nie mam żadnych zdjęć z tego okresu... wiem, że do platyny już nigdy nie powrócę, nie wiem w sumie czemu ją nosiłam. Jak możecie zauważyć, nagle, w 2010 postanowiłam zafarbować się na czerwono ;) Czułam się bardzo dobrze w tym kolorze i chętnie bym do niego wróciła, ale obecnie szkoda mi włosów. Często pytacie, czym zniszczyłam włosy (często o tym wspominam) - po prostu chciałam zejść z czerwieni (wychodziła mi brzydka, przykryłam czerwonym brązem, widać na środkowym zdjęciu w dolnym rzędzie) i zrobiłam dekoloryzację w domu. To bardzo zniszczyło moje włosy, ale jest coraz lepiej. Obecnie wyglądają tak:


Przepraszam za te osobiste zdjęcia, ale nie mam innych nowych. Te zostały zrobione w 3.11, więc są świeże :)

5 listopada 2012

Green Pharmacy: delikatny żel do mycia twarzy z aloesem, dla skóry suchej i wrażliwej


Jakiś czas temu udało mi się wygrać konkurs na relację z wrocławskiego zlotu. Byłam jedną z trzech osób, które miały dostać zestawy kosmetyków Green Pharmacy. Gdy zajrzałam do paczki, zobaczyłam cztery olejki do kąpieli i rodzynka - ten właśnie żel do mycia twarzy. Nie jestem fanką dodatków do kąpieli, a ten żel mnie zainteresował, więc idzie na pierwszy ogień. Na początek, opis producenta:

Delikatny myjący żel z aloesem i proteinami pszenicy został stworzony na bazie delikatnych, powierzchniowo - aktywnych składników oraz wody o najwyższym stopniu czystości, dzięki czemu nie sciąga i nie wysusza skóry. Delikatnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia nie naruszając naturalnej ochronnej bariery skóry. Ekstrakt świeżych liści aloesu nawilża i tonizuje skórę a d - pantenol z alantoiną wielokrotnie wzmacniają jego działanie. Żel wspaniale oczyszcza skórę twarzy pozostawiając uczucie czystości i komforu, nadaje twarzy świeży, młodzieńczy wygląd.

Żel ma przezroczystą, delikatną konsystencję. Produkt jest przyjemny w dotyku i użytkowaniu. Zapach jest świeży - wydaje mi się, że aloesowy, jednak nie znam zapachu aloesu... jeżeli pachnie podobnie do świeżego ogórka, to właśnie ten zapach! Nie spotkałam się jeszcze z taką wonią żelu, a jest przyjemna i dość niespotykana. Jak zwykle, możecie na dole przeczytać skład:


Żel przeznaczony jest do skóry suchej i wrażliwej. Ja mam cerę sucho-normalną i czuję bardzo delikatne ściągnięcie po użyciu tego produktu. Kosmetyk fajnie oczyszcza twarz, jest ona gładka i odświeżona. Nie oceniam żelu pod względem redukcji wyprysków czy innego wpływu na stan cery, ponieważ nie tego oczekuję od takiego produktu. Robi to, co ma robić i się w tym sprawdza.

Dodatkowo, ma fajną, plastikową buteleczkę z pompką; niestety pompka z rodzaju 'zakręcanych', czyli: trzeba ją przekręcić bezpośrednio po aplikacji - naciskamy (z podstawioną pod porcję żelu ręką), przytrzymujemy, przekręcamy - bo inaczej jest niezakręcona. Ale zawsze lepsza taka pompka, niż żadna.

Za 270ml żelu trzeba zapłacić jakieś 6-8zł (informacje z internetu). Niestety nie wiem, gdzie go można dostać stacjonarnie; możliwe, że wykaz dystrybutorów Elpha pharm pomoże.
  

4 listopada 2012

L'Occitane: mleczko nawilżające do ciała i mydło naturalne, czyli bardzo miłe zaskoczenie z październikowego ShinyBoxa.


Ostatnio miałam możliwość testowania produktów z październikowego ShinyBoxa. Jednymi, które najbardziej mnie zainteresowały były: mleczko do ciała i mydło marki L'Occitane. Nie znałam wcześniej tych kosmetyków, a już sama szata graficzna mnie do nich zachęciła. Składy też są całkiem ciekawe, co dodatkowo mnie przekonało...

L'Occitane, Mleczko do ciała Masło Shea - znajduje się w plastikowej buteleczce, w SB była miniaturka (75ml kosmetyku). Mała pojemność w sumie wyszła mi na plus, bo nie przepadam za mazidłami do ciała, a dzięki niewielkiemu opakowaniu nie byłam skazana na dużą ilość produktu ;) Niemniej jednak, jestem bardzo zadowolona z jego działania... Ma bardzo fajną, kremową aczkolwiek treściwą, konsystencję; szybko się wchłania, jest dość wydajny. Skóra od razu staje się miękka i nawilżona (moja nie jest wymagająca). Zapach jest średnio przyjemny - ja nie przepadam za masłem Shea. Ogólnie ten produkt przypadł mi go gustu, jednak nie kupiłabym go ze względu na cenę: 250ml mleczka kosztuje 95zł. Tutaj skład:



















L'Occitane, nawilżające mydło Shea-Werbena - nie jestem fanką mydeł w kostce, wręcz ich nie lubię... to jednak przyciągnęło mnie do siebie zapachem - jest cudowny! Pachnie mi czymś do jedzenia, czymś cytrusowo-owocowym, jednak nie wiem dokładnie czym. Wiedziałam, że używanie tego mydełka od razu stanie się przyjemniejsze... Jeżeli chodzi o właściwości myjące, to oczywiście są świetne! Produkt bardzo dobrze oczyszcza skórę, staje się ona wręcz tępa w dotyku; aplikacja czegoś nawilżającego jest właściwie konieczna (mimo że moja skóra po żelach pod prysznic wcale tego nie potrzebuje). Dodatkowo mydło na bardzo fajny skład, co daje mu dodatkowy plus. Jedyną wadą, jaką zauważyłam, jest fakt, iż mydło szczypie w oczy (w przeciwieństwie do micela z BeBeauty). Za ten kosmetyk (100g) trzeba zapłacić 17zł, czyli cena do przełknięcia. Oto skład:


2 listopada 2012

Mariza: Makadamia & Jedwab, szampon i odżywka do włosów farbowanych


W dzisiejszym poście chciałabym Wam napisać co nieco o dwóch produktach marki Mariza - szamponie i odżywce do włosów farbowanych. Wybrałam je do przetestowania u pani Bożeny z e-mariza.info. Można je zamówić z najnowszego katalogu, są w promocji i kosztują 22,50zł (zestaw).

Jeżeli chodzi o stronę graficzną, to podoba mi się. Buteleczki są estetyczne, mają prosty kształt, etykiety ich nie szpecą. Obie zawierają 250ml produktu. Zatrzaski przy dzióbkach trochę mocno się zamykają i trudno je otworzyć. Zapach obu produktów jest ładny, dość świeży; już kiedyś spotkałam się z bardzo podobnym zapachem produktu do włosów, ale nie pamiętam co to dokładnie było.


  • Szampon - nie ma zbyt ciekawego składu, jednak na szczęście można się doszukać olejku makadamia i jedwabiu. Mimo że szampon napakowany jest niefajnymi składnikami, to wcale nie sprzyja to dobremu rozczesywaniu włosów - moje włosy zachowują się tak samo przy produktach Babydream czy Facelle. Dzięki temu mogę powiedzieć, że dobrze oczyszcza. Bardzo możliwe, że moja włosy po nim trochę szybciej się przetłuszczają, bo polubiły delikatniejszą pielęgnację. Konsystencja szamponu jest dość płynna, przypomina gęsty olej.
  • Odżywka - też nie przypadła mi do gustu, ponieważ prawie nic nie robi... nawet nie jest w stanie porządnie wygładzić włosów! Mam wrażenie, że jej używanie jest bezsensowne, i tak po niej muszę nałożyć coś, co naprawdę działa. Odżywka też nie należy do najgęstszych, ale jest na pewno gęstsza od szamponu. Zdecydowanie się z nią nie polubiłam.

Co prawda nie mogę powiedzieć, że włosy po tych produktach wyglądają źle, jednak zawiodłam się  na nich. Szkoda, bo opakowania zachęcają... myślałam, że znajdę fajne produkty do doraźnego oczyszczenia włosów, jednak nie udało się. Jeżeli Wasze włosy nie lubią silikonów, SLSów itp., to odradzam ;)



1 listopada 2012

Istituto Ganassini: Rilastil Intensive, Deliskin - krem do skóry z problemami naczynkowymi


We wrześniu, od Agencji Werner, otrzymałam propozycję przetestowania kremu do cery z problemami naczynkowymi. Chętnie się zgodziłam, gdyż właśnie taką mam cerę. Raczej nie oczekuję od tego typu produktów cudów i redukcji wszystkich naczynek jak po laserze, ale chciałam go wypróbować. Kremu używam ok. 1,5 miesiąca i mogę już co nieco powiedzieć na jego temat.

W metalowej tubce mieści się 50ml kremu o zielonym zabarwieniu. Możliwe, że ten kolor ma nieco ukrywać zaczerwienione miejsca, ale nie zauważyłam by robił to w jakiś widoczny sposób. Konsystencja jest kremowa, lecz dość gęsta; produkt szybko się wchłania. Zapach przypomina nieco zapach kremów aptecznych - jest taki pudrowy. Mnie nie przeszkadza, ale muszę przyznać, że jest trochę dziwny.


Krem bardzo fajnie nawilża moją skórę, głównie za to go polubiłam. Zauważyłam też, że niemal natychmiast uspokaja rozpaloną skórę; rumień jest mniej widoczny. Jeżeli chodzi o wpływ na popękane naczynka, nie mogę się za bardzo wypowiedzieć, bo mam ich mało i nie są mocno widoczne. Mogę mieć tylko nadzieję, że Rilastil nieco wzmocnił ścianki moich naczyń krwionośnych.

Produkt nadaje się zarówno na dzień (ale tylko pod makijaż, ponieważ skóra bardzo się po nim świeci) jak i na noc. Ja go używam przede wszystkim na noc, głównie ze względu na dobrze nawilżenie. Krem mnie nie zapycha (ale jak już wcześniej wspominałam, mnie mało co zapycha) i ogólnie nie zauważyłam żadnych skutków ubocznych. Krem jest bogaty w sporą ilość dobroczynnych składników.

Ponadto kosmetyk jest bardzo wydajny, jednak trzeba go zużyć w ciągu 8 miesięcy od otwarcia. Jego cena to ok. 59zł, jednak uważam, że jest jej wart - można go kupić tutaj.