11 maja 2014

Haul: Primark

Cześć! Znów witam Was po krótkiej nieobecności, w sumie ostatnio mam takie co chwilę, ale nie mam za bardzo czasu na bloga. Wczoraj wróciłam z krótkiej wycieczki z Berlina (byłam od czwartku do soboty). Z kosmetyków nie kupiłam NIC, bo niemalże całą kasę wydałam w Primarku :P W sumie i tak nic konkretnego nie kupiłam, a jakimś cudem znikło mi 60€.

Pierwszy zakup to szpilki. Jak je zobaczyłam, to się zakochałam i uznałam, że muszę je mieć! Dla jednych mogą być piękne i ciekawe, dla innych tandetne. Jak dla mnie są śmieszne i po prostu mnie zauroczyły! Kosztowały 15€. Heh.... no teraz trzeba nauczyć się w nich chodzić :P Albo nie tyle nauczyć, co przyzwyczaić do noszenia obcasów.

Kupiłam sobie krótkie spodenki na wakacje. Do wyboru były różne kolory i obecnie żałuję, że nie wzięłam miętowych, bo pasowałyby do miętowego paseczka ze szpilek. Ale najpierw wybierałam spodenki i zapomniałam o tych kolorach. Pomyślałam, że na wakacje na pewno się przydadzą, np. na Woodstock. Kosztowały 7€.

Nie wiem, jak podchodzicie do pokazywania bielizny na blogach i w filmach na YT, ale mi to zupełnie nie przeszkadza, a można wypatrzyć coś fajnego. W Primarku kupiłam sobie jeden biustonosz w kropki (3€) i komplet biustonosz+stringi (7€). Dział z bielizną jest bardzo fajny i gdybym miała więcej pieniędzy, to na pewno kupiłabym sobie jeszcze jakiś strój kąpielowy, bo były bardzo fajne.

Kupiłam dwa wielkie naszyjniki-kolie i jeden dłuższy na łańcuszku. Nie wiem do czego będę to nosić, ale mam plan trochę przesegregować swoją garderobę. Jeśli chodzi o kolie, jeden z nich jest taki prostszy, z czarnymi oczkami, a drugi z głowami pantery. Oba kosztowały po 5€. Ten na łańcuszku był tańszy (3€) i po prostu zaciekawił mnie tym, że sami układamy sobie napis. Jest cały alfabet, szkoda tylko, że samogłoski się raczej nie powtarzają i trzeba kombinować z ułożeniem czegoś sensownego :P

Często brakowało mi takich klipsów, kiedy kręcę sobie włosy. 8-pak kosztował 2€.

Do koszyka wrzuciłam też dwa paski. Nie kupuję takich rzeczy w Polsce, ale w Niemczech łatwiej wydaje się pieniądze na takie pierdoły. Jeden kosztował 4€ (są to czarne koraliki ze spuszczanym złotym łańcuszkiem, zakończonym 'pejczem' P), drugi 3€ (jasno-beżowy prosty pasek z kokardką).


I to są całe moje zakupy. Niby coś kupiłam, ale za dużo nie odczułam. Najbardziej urzekły mnie buty, a najbardziej przydatne będą spodenki. Widziałam też wiele innych ciekawych i śmiesznych rzeczy, chociaż jeśli chodzi stricte o ciuchy, to tym razem było słabo. Nie było zbyt ładnych rzeczy, a sukienki to jakaś tragedia. Niemniej jednak zakupy się udały :)