18 lutego 2014

ShinyBox: luty 2014 LoveBox - opinia o pudełku



Prezentuję ShinyBoxa chyba jako jedna z ostatnich. Kiedy do mnie przyszedł, ja byłam w Berlinie, więc już wszystkie pewnie wiecie, co kryje się w lutowym pudełku. W tym miesiącu pudełko nosi nazwę LoveBox, ponieważ zostało stworzone na Walentynki. Przy okazji, ShinyBox zaoferował możliwość kupienia walentynkowego zestawu - pudełko dla niej + pudełko dla niego za cenę 69zł. W zestawie się opłacało i trochę szkoda, że ShinyBox nie zaproponował takich zestawów ambasadorkom - ja bym z chęcią podarowała Kubie męskiego MBoxa.

Ale przejdźmy do zawartości... Czy pudełko uraczy nas słodziaśnymi serduszkami? Nie. W sumie mało co nawiązuje do miłosnego tematu Walentynek. Pod tę tematykę można podciągnąć w sumie tylko olejek do masażu... a jeśli już baaardzo chcemy naciągać, to dodamy tu jeszcze maseczki (żeby się przygotować na wieczorne wyjście) i tusz do rzęs (gdyby nagle skończył się nam obecny).




Lutowe pudełko ShinyBox oferuje nam dwa produkty pełnowymiarowe (krem CC do ciała i tusz do rzęs), dwa pomniejszone (lakier do włosów i olejek do masażu - producent nie informuje na stronie o pojemności 30ml) i zestaw trzech saszetkowych maseczek. A teraz przejdźmy do opinii na temat zawartości:


  • Aromatherapybar, olejek pomarańczowo-grejpfrutowy. W buteleczce mamy 30ml olejku, jest to dość mała ilość. Wystarczy na kilka masaży lub kilka kąpieli. Zapach olejku jest bardzo świeży i apetyczny, ale mam już peeling o podobym zapachu i kiedyś miałam płyn do kąpieli. Szkoda, że nie trafiła mi się wersja cynamonowa, bo cynamon uwielbiam. Z tego olejku całkiem się cieszę, ale myślę, że szybko go zużyję. Podobno jego cena to 18zł za 30ml, czyli zdecydowanie za wysoka jak na tę pojemność.
  • White Flower Experience, zestaw maseczek do twarzy. Maseczki błotne lubię, więc cieszę się z ich obecności w pudełku. Każda saszetka powinna mi wystarczyć na dwa razy. Zobaczymy, jak się u mnie sprawdzą. Za taki zestaw zapłacimy około 19zł.

  • Goldwell, spray do włosów Big Finish. Firma pojawia się w ShinyBoxie już kolejny raz, drugi raz z lakierem. I niestety, nie polubiłam się z tą marką - póki co, nie byłam zadowolona z niczego od nich. Może ten spray okaże się lepszy od poprzednika, bo tamten prawie wcale nie utrwalał. 175ml tego produktu kosztuje około 50zł. Drogo.
  • Joko, tusz do rzęs Queen Size. Maskar do rzęs od dawna nie kupuję. Trafia do mnie ich tyle, że od dobrego roku nie kupiłam dla siebie tuszu w drogerii. Jestem ciekawa, jak sprawdzi się ten osobnik. Szczoteczka jest dość mała i wygląda obiecująco - moje niewielkie oczy lubią małe szczoteczki. Zamierzam nagrać test na żywo. Sugerowana cena tego kosmetyku to 26zł za 6ml.

  • Bielenda, krem CC do ciała. Tego jeszcze nie było, a przynajmniej ja tego nie widziałam. Krem CC, ale do ciała! Nie otwieram go teraz, ponieważ nie ma to najmniejszego sensu (podobno jest bardzo ciemny), jest ważny tylko przez 6 miesięcy od otwarcia. Zostawię go na lato, kiedy będę odsłaniać nogi. Taki produkt nadawałby się bardziej do letniego pudełka. W lutym mało kto wychodzi z gołymi nogami, a smarowanie skóry pod rajstopy nie ma raczej sensu ;) Krem CC do ciała ma kosztować mniej więcej 25zł za 175ml substancji.

Pudełko ShinyBox w lutym niestety mnie nie powaliło. Brakuje mi czegoś bardziej w stylu walentynkowym. Może jakaś miniaturka słodkich perfum? Różowa pomadka lub róż? Jak dla mnie mógłby być nawet jakiś mały erotyczny gadżet, mimo że nie każdy ma drugą połówkę ;) No, ale jest jak jest. Uważam, że opłacało się kupić zestaw dwóch pudełek za 69zł, samo damskie jest przeciętne. Niemniej jednak, jeśli kogoś interesuje to odsyłam na stronę ShinyBox. Kupicie tam pudełko za 49zł.