13 listopada 2013

ShinyBox - październik 2013 - RECENZJA PUDEŁKA


Przyznam szczerze, że zawartość październikowego pudełka zdecydowanie mnie rozczarowała. Z sierpniowego boxa byłam bardzo zadowolona, z wrześniowego trochę, a październik niczym mnie nie zaskoczył. Nie mówię, że jest to złe pudełko, bo na pewno znajdzie się jakiś procent osób, które uznają je za atrakcyjne. Ja niestety nie mam takich odczuć.

Jedyne kosmetyki z ShinyBoxa ze wstążeczką, które mi się spodobały to:
  • Organique, Spicy Bath Foam - czyli płyn do kąpieli. Miał pachnieć korzennie, natomiast jego zapach przypomina mi colę pomarańczową, jest bardzo podobny. Buteleczka ma tylko 125ml i kosztuje koło 22zł, więc dużo. Ja nie leję tego produktu dużo, jednak na kąpiel schodzi mi z 20ml, zatem jest to inwestycja tylko w kilka zabiegów relaksacyjnych. Jeśli chodzi o to, jak się zachowuje - tworzy delikatną pianę, na pewno nie obfitą; bardzo ładne i intensywnie pachnie; zapach utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas w łazience; nie zauważyłam, by przesuszał mi skórę.
  • Goldwell, Dualsenses, 60-sekundowy balsam do włosów - jest to balsam, którego używam przede wszystkim na końcówki włosów, w celu ich zabezpieczenia (zawiera silikony). Całkiem ładnie pachnie, jednak nie jest to zapach, który specjalnie by się wyróżniał. Natychmiastowo wygładza włosy, działa szybko, dlatego stosuję go, kiedy nie mam czasu na trzymanie maski przez 30 min. Jest to produkt drogi - pełnowymiarowe opakowanie 200ml kosztuje koło 64zł. Ja i moje włosy lubimy produkty bogatsze, bardziej naturalne, a za tę cenę mogę mieć zupełnie co innego, a do tego w większej ilości.

 Co nie przypadło mi do gustu i czemu?
  • Seche Vite, przyspieszacz wysychania lakieru - jestem pewna, że wiele osób było zadowolonych z obecności tego produktu. Ja natomiast już go miałam, w sumie nadal mam. Bardzo go lubię, ale w swoich zbiorach posiadam dużą buteleczkę, którą wolno zużywam, więc egzemplarz z SB powędrował do mojej koleżanki.
  • SYIS, botoksujące płatki pod oczy - właściwie nie zauważyłam ich działania i w sumie nie wiedziałam, co konkretnie mam zauważyć. Wygładziły lekko okolice oczu i krem się fajniej rozprowadzał, ale nic poza tym. Nie kupię.
  • The Body Shop, maseczka z witaminą E - niestety po nałożeniu bardzo piekła mnie skóra i musiałam ją szybko zmyć. Nie mogę zatem nic powiedzieć. Szkoda, bo skład miała niezły. Nie wiem, co mojej skórze nie odpowiadało.
  • Flos-Lek, próbka szamponu przeciwłupieżowego - nie miałam nigdy problemów z łupieżem i nie widziałam sensu używania tych próbek. Oddałam je za to tacie, któremu na pewno się przydadzą. Cieszę się, że się nie zmarnują.
  • Full of Fashion, bransoletki - niestety nie podobają mi się. Mam bardzo szczupłe nadgarstki i nie mogę ich zawiązać.

I film dla tych, którzy wolą oglądać :)