30 października 2013

Spotkanie blogerek/vlogerek we Wrocławiu 30.11. - LISTA UCZESTNICZEK


Cześć! Przychodzimy z dobrą nowiną - udało się nam wybrać 18 uczestniczek (no i oczywiście my do tego ;)) organizowanego przez nas zlotu. Niestety nie mamy miejsca dla wszystkich, czego naprawdę żałujemy (wybór był trudny) i szkoda nam, że nie możemy się spotkać wszystkie razem.

Ale przejdźmy do weselszej części, czyli listy tych, z którymi spotkamy się już za miesiąc:


W najbliższym czasie wyślemy do Was maile ze wszystkimi potrzebnymi informacjami i numerem konta do wpłaty - sprawdźcie swoje skrzynki dziś wieczorem ;) Tymczasem miłego wieczoru - trzymacie się! :*

Wibo Box - druga edycja - 6/2013 (ostatni)


Jak już pewnie widziałyście na innych blogach, trafił do nas ostatni Wibo Box. Trochę mi smutno z tego powodu, cieszyłam się na testowanie nowości marki, którą lubię. Tym razem w pudełku znalazło się sporo lakierów, ale też co nieco z innych kategorii.



Nowe lakiery z serii Gloss Like Gel, którą bardzo lubię. W boxie znalazłam dwa lakiery drobinkowe i jeden kremowy. Kolory są trochę przekłamane. Pierwsze z lewej to czerwień (nr 229), następnie widać buraczkowy, idealny na jesień (nr 237), a ostatni to nieco rudy pomarańcz (227). 



Następne są lakiery z serii WOW glamour sand. Mi akurat trafiły się dwa całkiem podobne, wołałabym coś innego, no ale trudno. Na pewno zagoszczą na mych paznokciach przez okres jesienno-zimowy. Ten po lewej to nr 4 (wielokolorowe drobinki), a po prawej - nr 1 (szmaragdowe drobinki).



Kolejna seria to WOW effect matte glitters. Tutaj widzicie dwa matowe, brokatowe top coaty. Myślę, że ten złoty (nr 1) będzie idealny na Sylwestra. Przezroczysty z mieniącymi się na różne kolory drobinkami (nr 2) kojarzy mi się ze śniegiem.



I ostatnie z serii WOW, tym razem sand effect, to dwa jesienne kolorki. Po lewej widać kawę z mlekiem (nr 2), a po prawej satynową czerwień.



Z nowości marki Wibo, dostałyśmy dwa słoiczki z glitterami/brokatem. Mi trafił się srebrny w kształcie sześciokątów (nr 1)  oraz przepiękny różowo-fioletowy w kształcie rombów (2). Z reguły nie bawię się w takie zdobienia, ale bardzo chętnie przetestuję te nowości. Uwielbiam glittery.



Kosmetykami nie do paznokci są dwa wodoodporne tusze do rzęs. Myślę, że te fajny pomysł na zimniejsze miesiące, bo kiedy mróz szczypie, oczy mogą łzawić. Poza tym deszcz i śnieg też mogą przyczynić się do spłynięcia tuszu. Zobaczymy, jak sobie z tym poradzą produkty Wibo i Lovely.



Dodatkiem są niedostępne już pędzelki Lovely. Niestety dostałam jeden pędzelek taki sam jak poprzednio (do cieni, ten pod spodem), jednak jest fajny, więc nie marudzę. Drugi natomiast przeznaczony jest do ust, ale chyba będę go używać do precyzyjniejszego nakładania cieni.


28 października 2013

MAKIJAŻ: Klasycznie z Apocalips Stellar na ustach

Cześć ludziska! Dostałam dzisiaj fajne paczusie, ale jest już późno (a dopiero wróciłam), więc pokażę je jutro (o ile dam radę). A tymczasem chcę Wam przedstawić kolejny makijaż. Notek ostatnio nie ma często, bo naprawdę jestem zabiegana i mam coraz mniej czasu. Postanowiłam, że przynajmniej rano się postaram poświęcić kilka minut na zrobienie zdjęć makijaży, które na co dzień noszę. Dzisiaj jest słabo - tylko 3 zdjęcia nadają się do pokazania ;P

Ostatnio cały czas noszę czerwone szminki, jednak zmieniam firmy, odcienie, wykończenia. Dzisiaj padło na Apocalips od Rimmela w odcieniu Stellar, który uwielbiam. A na oku mocniej widać cień z Inglota pearl 402 - swoją drogą bardzo fajny. Przy okazji zobaczycie debiut moich nowych okularów od Firmoo, o których zresztą jeszcze usłyszycie w notce specjalnie im poświęconej.

PS. Brew mam siwą, bo psiknęło mi się na nią suchym szamponem ;P



 

26 października 2013

ShinyBox - październik 2013


kliknij, aby powiększyć

W październikowym ShinyBoxie niby mamy wszystkiego dużo... ale jednak mało. Zanim otrzymałam swoje pudełko, zdążyłam już widzieć posty innych dziewczyn z jego zawartością. Od początku mnie nie powaliła, a można nawet powiedzieć, że rozczarowała.
  


Najbardziej cieszy mnie obecność płynu do kąpieli Organique. Mimo, że pojemność tej buteleczki nie jest duża (125ml), to myślę, że będzie to przyjemny produkt. Zwłaszcza w czasie chłodnych miesięcy, ponieważ płyn ładnie pachnie pomarańczową colą. Co prawda spodziewałam się czegoś mocno korzennego i raczej ciężkiego, a dostałam słodki aromat popularnego napoju.

Druga rzecz, która mnie cieszy, to maska do włosów od firmy Goldwell. W pudełku otrzymujemy tubkę mieszczącą 50ml produktu. Jak dla mnie trochę mało, jednak pełnowymiarowy kosmetyk nie należy do najtańszych. Jestem ciekawa jak się sprawdzi, chociaż pewnie starczy jedynie na kilka użyć.



Na temat maseczki oraz płatków pod oczy się nie wypowiem, bo pierwszy raz o nich słyszę.



Mogłabym się cieszyć również z popularnego przyspieszacza wysychania lakierów. Jednak tak się składa, że już go mam - i dużą, i małą wersję. W chwili obecnej mam już trzy. Muszę też zaznaczyć, że żaden nie dobił dna, więc mam całą gromadkę do zużycia.

Dodatkiem jest podwójna saszetka szamponu Flos-lek. Ten jest przeznaczony dla osób borykających się z łupieżem, czyli zdecydowanie nie dla mnie. Próbka powędruje do taty.


Tak, jak mówię - pudełko mnie nie zachwyca. Tak naprawdę podobają mi się tylko dwa produkty i gdyby nie one, to byłaby mega kaszanka. Przynajmniej moim zdaniem, bo wiem, że niektóre dziewczyny są bardzo zadowolone z zawartości. Z tego co widzę na stronie SB, październikowe pudełko nie jest już dostępne, ale może coś się zmieni ;)

23 października 2013

MAKIJAŻ: Dziennie z Vintage Romance

Dzisiaj zmalowałam (i nawet nagrałam! - film będzie pod wieczór na kanale) makijaż dzienny przy użyciu palety Vintage Romance. Ostatnio non stop jej używam i baaardzo się polubiłyśmy :) Zazwyczaj wykonywałam nią mocniejsze makijaże, ale dzisiaj chciałam czegoś lżejszego. Za to akcent postawiłam na usta. Lubię czerwienie, a Wy mówicie, że jest mi w nich dobrze, zatem czemu się tak nie malować :D



Dajcie znać, co sądzicie i czy się podoba :) :*

22 października 2013

Fitomed: żel pod prysznic i żel do higieny intymnej


Żeli Fitomed używam już od jakiegoś czasu. Zainteresowały mnie przede wszystkim niewielką zawartością SLSów i obecnością naturalnych ekstraktów na początku składu. Chciałam zobaczyć, jak się u mnie sprawdzą. Muszę przyznać, że bardzo przyjemnie mi się ich używa i zostałam miło zaskoczona ich zapachem.


ŻEL POD PRYSZNIC:


Żel pod prysznic marki Fitomed zużywa się szybciej niż żel do higieny intymnej, jednak to oczywiste - nabiera się go więcej i myje się nim większe partie ciała. Ma nieco lejącą konsystencję, ale nie aż tak, by przepływała przez palce. Kosmetyk pachnie ładnie, ziołowo, lecz delikatnie. Na pewno nie jest to intensywny aromat ziół i większość ludzi odebrałaby go neutralnie. Nie pieni się rewelacyjnie, ale wystarczająco, by umyć ciało i czuć się przy tym komfortowo i czysto. Mimo że nie mam problemów z przesuszeniem skóry po myciu, to wydaje mi się, że po tym produkcie skóra jest nieco przyjemniejsza w dotyku niż po innych żelach.

Cena: 9zł      Pojemność: 200ml      Dostępność: sklep Fitomed


ŻEL DO HIGIENY INTYMNEJ:


Żel do higieny intymnej jest bardzo podobnym produktem - pachnie prawie tak samo, konsystencję ma podobną. Na pewno różni się kolorem i kilkoma składnikami (ekstraktami na początku składu). Tutaj pienienie się jest intensywniejsze, jednak wydaje mi się, że to przez rozmiar obszaru, który jest myty - ilość żelu jest podobna co do umycia ręki, a piana znacznie obfitsza. Produkt jest łagodny. Nie zaobserwowałam żadnego szczypania, pieczenia czy uczulenia. O wysuszeniu również nie ma mowy.

Cena: 9zł      Pojemność: 200ml      Dostępność: sklep Fitomed



Żele Fitomed pozytywnie mnie zaskoczyły. Są łagodne i przyjemne w użytkowaniu. W dodatku zawierają znacznie mniej SLSu niż przeciętny drogeryjny żel, a kosztują niewiele więcej. Myślę, że można ich spokojnie użyć jako szamponu w razie deficytu tegoż kosmetyku. Jeśli 200ml to dla Was mało, to informuję, że można je kupić również w wersji XXL (500ml w opakowaniu z pompką) za jeszcze atrakcyjniejszą cenę - 17,50zł.

19 października 2013

Aktualizacja włosowa - PO ROKU ZAPUSZCZANIA

Witam Was w dzisiejszej aktualizacji włosowej. Dokładnie rok temu dość mocno ścięłam włosy i zaczęłam zapuszczanie. Miałam dość wciąż takiej samej, średniej długości... chciałam móc zrobić coś przy tych włosach - spiąć, pokręcić, cokolwiek. Wprowadziłam swoje postanowienie w życie i obecnie jestem posiadaczką o kilkanaście centymetrów dłuższych włosów.


PAŹDZIERNIK 2012:
Rok temu, 19.10 byłam u fryzjera, gdzie dość mocno ścięłam włosy - sięgały mi lekko za ramiona. Pozbyłam się wtedy dużej ilości zniszczonych końców i rozpoczęłam intensywną regenerację. Przy okazji, był to okres, w którym zafarbowałam swoje kudły ostatni raz. Moje włosy niedługo po ścięciu wyglądały tak:

Długość włosów (19.10.2012) - 31cm

W ciągu roku podcinałam włosy raz lub dwa (nie pamiętam dokładnie). Przy pierwszym razie włosy skróciłam o jakieś 4-5cm, a jeśli był też drugi raz to nieco mniej - 1-2cm.

PAŹDZIERNIK 2013:

Włosy mam sporo dłuższe. Dzisiaj akurat nie wyglądają za pięknie, nie są jakieś super wygładzone... no ale mam wrażenie, że przechodzą przesilenie jesienno-zimowe i różne, niedobre rzeczy się z nimi dzieją :P Niedługo będę musiała podjąć końcówki i iść bardziej w kształt litery U.

Długość włosów (19.10.2013) - ok. 46cm
   

18 października 2013

BioDermic: Krem na noc z ekstraktem z oliwek


Od jakiegoś czasu używam kremu BioDermic. Pamiętacie duże wyprzedaże w sklepie marki? Tam zaopatrzyłam się w swój egzemplarz. Kosztował 11,99zł, więc się skusiłam. Opakowanie bardzo mi się podoba - niewielka tuba (30ml) z pompką airless. Ale co z działaniem?

Krem ma średnio-gęstą konsystencję. By ilość kosmetyku wystarczyła na całą twarz, muszę wycisnąć około 3 pompki. Produkt znika w tempie błyskawicznym. Kremu używam od miesiąca, a tłok znajduje się już w połowie opakowania. Pod koniec listopada nie będzie po nim śladu. Tutaj zaznaczę, że produktu BioDermic używam tylko na twarz, bez szyi i dekoltu (do tych okolic mam inny krem tej marki).

I teraz najważniejsze - nawilżenie. Nie powala. Jeśli macie skórę, która nie boryka się ze skórkami i przesuszeniami, to powinno być w porządku, ale może będzie się trzeba ratować czymś innym od czasu do czasu. Zauważyłam, że przy stosowaniu tego kremu coraz częściej mam suche skórki (a od dawna ich nie miałam), a skórze przydałoby się lepsze nawilżenie. Jeśli chcę, żeby krem zadziałał lepiej, dodaję do niego kropelkę witaminy E (z e-naturalne) - jest od razu lepiej, chociaż też nie idealnie.


Inna kwestia, to komfort stosowania tego specyfiku... Mimo że wyciśnięta porcja nie należy do najmniejszych, krem jakby wchłania się od razu w skórę, nie ma poślizgu i trudno go rozsmarować. Z moich obserwacji wynika, że kremu używa się o wiele lepiej po wypeelingowaniu skóry twarzy. Ja natomiast nie mogę sobie pozwolić na codzienne usuwanie martwego naskórka i nie za bardzo mnie to satysfakcjonuje.

Krem na noc z ekstraktem z oliwek od BioDermic może nie powala, ale też nie jest bublem. Nie podrażnił mnie ani nie uczulił. Przy mniej wymagającej skórze twarzy mógłby się świetnie sprawdzić, mnie lekko zawiódł. Nie sięgnę po kolejne opakowanie kremu w wersji oliwkowej... a w innej? Kto wie.

Cena: 11,99zł (wyprzedaż)      Pojemność: 30ml      Dostępność: sklep BioDermic

15 października 2013

Kilka włosowych nowości


Dopiero co był haul, a znów pojawia się kolejny. Tym razem w 100% poświęcony produktom do włosów. Ostatnio nawiązałam współpracę z marką Cece of Sweden i dostałam 4 produkty, które sobie wybrałam. Natomiast piąty produkt, to współpraca z HexxBOXem :)


Na pierwszy rzut idą dwie maski do włosów. Jedna, wiśniowa, to maska keratynowa z serii Salon. Druga, z jedwabiem, jest z serii Cece Med. Póki co użyłam tylko raz maski wiśniowej - bardzo ładnie pachnie i kolorem oraz konsystencją przypomina jogurt. Zawierają parafinę, co trochę mnie martwi (bo włosy nie przepadają).


Następne produkty to odżywka dwufazowa bez spłukiwania (po lewej) oraz lotion do przetłuszczających się włosów (z aplikatorem). Oba z serii Cece Med. Jestem ciekawa, jak się sprawdzą, zwłaszcza lotion ograniczający przetłuszczanie - myję głowę codziennie, więc będę mogła sprawdzić, jak działa.


Ostatnia rzecz, to produkt marki Oilmedica. Nazywa się maska i odżywka do włosów, a tak naprawdę jest to... olej. Mówiąc szczerze, tego się nie spodziewałam :P Ale bardzo się cieszę, bo oleje uwielbiam (ten jest na bazie kokosowego, więc ma formę stałą - trzeba go podgrzać) i chętnie wypróbuję tego cudaka. Dzięki, Hexx! :*

14 października 2013

Wibo: Express Growth nr 353


                    Marka: Wibo, Express Growth
                    Nazwa: nr 353
                    Wykończenie: kremowe
                    Kolor: błękit z delikatnie szarymi tonami
                    Krycie: lakier jest nieźle napigmentowany, dwie warstwy wystarczają
                    Inne cechy: aplikacja może sprawiać trochę trudności - lakier może lekko smużyć
                    Pojemność: 8,5 ml
                    Cena: ok. 6zł

13 października 2013

Zielone Laboratorium: Czekoladowy balsam do ciała


Czekoladowy balsam od Zielonego Laboratorium trafił do mnie na zlocie blogerskim. Gdy go zobaczyłam, byłam nim bardzo zaciekawiona, bo wówczas pierwszy raz usłyszałam o tej marce. W dodatku balsam ma bardzo dobry skład i przyjazne dla oka opakowanie. Nic, tylko testować. Do szybszego napoczęcia kosmetyku zmusiła mnie data ważności, której termin kończy się w listopadzie.

Może zacznę od zapachu, bo myślę, że będzie on interesował większość osób. I tu zaczyna się zawód - zapach jest dziwny. Niby stał koło czekolady, ale tylko przez chwilę. Po rozsmarowaniu przybiera bliżej nieokreślony, cukierkowo-palony aromat, który nie należy do najpiękniejszych.

Jednak inne jego właściwości są jak najbardziej w porządku. Mimo że ma brązowy kolor, to na skórze staje się on biały. Balsam ma lekką konsystencję, dość szybko się wchłania. Nawilżenie jakie oferuje ten produkt należy raczej do takich naturalniejszych. Mam tutaj na myśli to, że nie czujemy, że skóra jest czymś pokryta, ale czuć jej nawilżenie, miękkość i gładkość.

Moim zdaniem cena produktu jest wysoka i jesteśmy w stanie znaleźć balsamy o podobnych właściwościach w stacjonarnych drogeriach 3 razy taniej. Niemniej jednak fajnie było go przetestować. Chętnie poznałabym peelingi tej marki, natomiast ich cena również nie należy do najniższych i czuję, że nieprędko się skuszę.

Cena: 45zł      Pojemność: 250g      Dostępność: Zielone Laboratorium

12 października 2013

Zlot blogerek urodowych we Wrocławiu! ZAPRASZAMY (zgłoszenia)


Cześć! Z przyjemnością chcemy - ja wraz z Justyną - ogłosić, że organizujemy zlot blogerek urodowych we Wrocławiu! Będzie to już kolejne spotkanie tego typu w tym mieście. Tym razem zlot odbędzie się w Monsieur Cafe, w dniu 30.11.2013r. (sobota) o godz. 12:00. Lokal znajduje się przy ulicy Więziennej 31 we Wrocławiu (niedaleko Ratusza).

Niestety, ilość miejsc jest ograniczona. Planujemy spotkać się w gronie maksymalnie 20 osób. W związku z tym prosimy każdą zainteresowaną blogerkę (blogera) o wysłanie wiadomość e-mail, w której znajdą się następujące informacje:
  • imię, wiek
  • adres bloga
  • odpowiedź na pytanie: Czy brałaś udział już w jakichś zlotach blogerek urodowych? :) Jeśli na Twoim blogu znajduje się notka z relacją z tego zlotu, podaj link.

Warunkiem uczestnictwa w zlocie jest wpłata kwoty 10zł na konto Justyny (którego dane podamy mejlowo 18 osobom, które zostaną przyjęte na spotkanie). Na zgłoszenia czekamy do końca października 2013.



Pisać możecie na adres:
  

 Czekamy z niecierpliwością :)
   

Projekt denko - wrzesień 2013


W tym miesiącu denko jest dość małe i znów nie robię opisów poszczególnych produktów. Jeśli chcecie się dowiedzieć o nich coś więcej, to zapraszam do obejrzenia filmu z denkiem. Dajcie znać, czy miałyście któryś z tych kosmetyków i jak się sprawdzały :)


  

11 października 2013

Haul: zestaw Angry Birds od Lumene + Biedronkowe łupy


Jakiś czas temu na blogu Ani wygrałam rozdanie z zestawem kosmetyków Lumene ze specjalnej serii Angry Birds. W grę grałam kilka razy, jakoś mnie nie wciągnęła, za to kosmetyki prezentują się bardzo fajnie i przyciągają wzrok :) Tym bardziej się cieszę, bo nie miałam do tej pory przyjemności z marką Lumene (poza jednym błyszczykiem z ShinyBoxa) i mogę przetestować aż 4 rzeczy :)

W skład zestawu wchodzą:

balsam do ciała

żel pod prysznic

szampon do włosów

krem do rąk



Wczoraj byłam też w Biedronce, głównie po składniki na sałatkę z kurczakiem (wyszła mi tak zajebista, że dzisiaj robię znów :P i wysłałam Kubę po kurczaka), ale chciałam też zobaczyć, jak wyglądają na żywo rzeczy z najnowszej gazetki. Już wcześniej planowałam kupić szampon, ponieważ przyda mi się u Kuby, bo wcześniejszy co u niego mam już się kończy. Szampon w zielonym opakowaniu, jaki wzięłam (były jeszcze trzy inne rodzaje) przepięknie pachnie pomarańczami. Zdziwiłam się, bo myślałam, że będzie pachniał jakoś aloesowo :P

Poza tym zobaczyłam, że mają w ofercie odżywkę, o czym z gazetki nie wiedziałam. Od razu ją wzięłam, bo uwielbiam nawilżacze do włosów i chętnie przetestuję produkt tej marki. Ona natomiast nie ma najciekawszego zapachu, mimo że krem do rąk z tej serii pachnie super! Szybko złapałam też płyn do kąpieli od Farmony. Chciałam coś na chłodniejsze dni i trafił do mnie wariant karmel i cynamon.


płyn do kąpieli Farmona - 9,99zł

szampon do włosów - 5,99zł

odżywka do włosów - 5,99zł

A czy Wy skusiłyście się na coś z obecnej oferty Biedronki? :)